Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

Z ARCHIWUM

Wszystkie | 2005 | 2006 | 2004 | 2003 | 2002 | 2001 | 2007 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

[4/2004] JAMES ROZGNIEWAŁ SIĘ

Co dzień prawie przychodziłem do Jamesa i Jamesowej na radio, polski dziennik. Czasem tak się złożyło, że moi Szkoci przegapili swoją audycję i ode mnie chcieli się dowiedzieć, co
w radiu nowego. Nie dawałem się prosić, mówiłem co mogłem i jak mogłem. Czy zawsze rozumieli – nie wiem.
Tak się zaczęły moje rozmowy z Jamesem na inne nieco tematy niż „dzisiaj deszcz pada”. Ten górnik czytywał pilnie gazety, lubił powoływać się w rozmowie na popularne broszury, interesował się wszystkim, co dzieje się na szerokim świecie i o wielu sprawach miał własne zdanie – nieraz wielce osobliwe.
Podczas jednej z naszych pogawędek zamyślił się na chwilę, a potem pyta nagle:
– A co będzie, jak pobijemy Hitlera?
– Dobrze będzie – powiadam, nie wiedząc do czego zmierza – wojna się skończy i będzie spokój.
– No tak, tak, ale jak to będzie z tym, co wam Rosja zabrała?
– Co ma być? Musi oddać.
– Hm... A gdybyście dostali dużo, dużo dobrej ziemi na zachodzie, czy zgodzilibyście się, aby wasz wschód został przy Rosji? Przecież to tylko lasy, moczary... Dla ogólnego dobra...
Zatkało mnie. Mój Dżems wymyślił sobie nowego konika, nowy gwóźdź wbił sobie w głowę. Ale ten konik najspokojniejszego nawet Polaka może do wściekłości doprowadzić.
Złość złością, ale trzeba Szkotowi odpowiedzieć. Tylko jak? Czy zrozumie? Odetchnąłem głęboko, aby mię złość odeszła... i jakoś język mi się rozwiązał.
– Pan lubi Szkocję? – pytam Szkota.
– Też pytanie! Przecież to mój kraj!
– Ale tu naokoło – mówię, pokazując mu widok za oknem – tylko gołe pagórki, na pagórkach trawa, a na trawie owce.
– Tak, tak – ale...
– Dobrze. A gdyby jakaś nowa Liga Narodów oświadczyła Szkotom: trzeba was wszystkich w imię dobra ogólnego przesiedlić do Australii. Tam bardzo dobra ziemia. A wasza Szkocja będzie odstąpiona komu innemu. Zgodziłby się pan na to?
Cała złość, która przed chwilą tkwiła we mnie... weszła teraz w Jamesa. Poczerwieniał, zacisnął pięści, spojrzał na mnie wilkiem... lada moment gotów mię tymi pięściami zdzielić.
Ale po chwili opanował się. Chrząknął, zapalił papierosa, przejechał dłonią po włosach – i uśmiechnął się do mnie:
– All right. Zrozumiałem. Bardzo przepraszam.

t.f . [Tadeusz Fabiański]

 

Felieton zamieszczony w „Dzienniku Żołnierza” nr 204/luty 1945 (?), Londyn.