Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

Z ARCHIWUM

Wszystkie | 2005 | 2006 | 2004 | 2003 | 2002 | 2001 | 2007 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

[1/2002] ZACZĘŁO SIĘ W CZARNOHORZE

Choć od lat już wielu Zakopane jest zimową stolicą, a Kasprowy Wierch – świętą górą narciarzy, to jednak nie w Tatrach zdobyto – na nartach – pierwszy ponaddwutysięczny szczyt górski na ziemiach polskich. Wyczynu tego dokonała bowiem w 1897 roku, wchodząc na liczącą 2058 m n.p.m. Howerlę – najwyższą górę w paśmie Czarnohory w Karpatach Wschodnich – grupka odważnych, a wśród nich kobieta – Maria Małaczyńska. W Tatrach rekord ten został pobity dopiero po dziesięciu latach, gdy Zaruski i Borkowski wyszli wyżej – na Zawrat i Kozi Wierch.

Pierwsi zdobywcy
W grupie pierwszych narciarskich zdobywców Howerli był m.in. Józef Schneider, który w rok później wydał pierwszy polski, a prawdopodobnie trzeci w świecie podręcznik narciarstwa Na nartach skandynawskich – podręcznik dla zwolenników sportu narciarskiego. Pisząc go oparł się na czarnohorskich doświadczeniach.
Ten rejon Galicji, a później II Rzeczypospolitej, dosyć skutecznie rywalizował z Podtatrzem w przyciąganiu amatorów narciarstwa. Zwłaszcza ze Lwowa, Stanisławowa, Drohobycza, Tarnopola oraz innych miejscowości Polski południowo-wschodniej, ale także z Warszawy.
Dojazd do Czarnohory nie był zbyt wielkim problemem. Pociągi kursowały regularnie, często z wyższą średnią prędkością niż obecnie i oczywiście – punktualnie. Uruchamiano przy tym składy specjalne typu Narty-Dancing-Bridge. Właściciel książeczki narciarskiej Polskiego Związku Narciarskiego kupował bilet kolejowy z 50-procentową zniżką. Legitymacja PZN, podobnie jak Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, uprawniała również do swobodnego przekraczania granicy i poruszania się w strefie pasa konwencyjnego w Czechosłowacji, a później także i w Rumunii.

Pociągiem do Worochty...

Pociągiem dojeżdżało się do Worochty (była to wówczas znana miejscowość wypoczynkowa i sanatoryjna, w której znajdowała się m.in. skocznia narciarska). Dalej można było jechać kolejką wąskotorową. Do czarnohorskich wąskotorówek, choć służyły głównie do transportu drewna, doczepiano zazwyczaj kryte wagoniki osobowe. Dzięki temu z wąskotorówki można było korzystać również w zimie. Od ostatniej stacyjki kolejki – w Foreszczence – do jednego z dwu schronisk w tej stronie Czarnohory trzeba było dojść na własnych nogach.
Na Zaroślaku znajdowało się schronisko Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, uważane za jedno z najładniejszych w Karpatach. Schronisko na Maryszewskiej prowadziło z kolei Karpackie Towarzystwo Narciarzy. Do schroniska AZS pod czarnohorskim Popem Iwanem (2022 m n.p.m.) wędrowało się z Żabiego, dokąd dojeżdżał autobus z Worochty (na tamtych terenach istniała wtedy dobrze funkcjonująca prywatna sieć autobusowa).

Huculskie Zakopane
Żabie, najdłuższą wieś II Rzeczypospolitej, nazywano huculskim Zakopanem. W 1938 roku na wspomnianym Popie Iwanie wybudowano słynne obserwatorium. Było to zarazem najwyżej zamieszkałe miejsce w granicach Polski międzywojennej – obiekty kolei linowej na Kasprowym Wierchu znajdowały się jednak nieco niżej...
W Czarnohorze schronisko mieli również harcerze – pod Kostrzycą. Narciarz, turysta mógł też bez kłopotu znaleźć miejsce w każdej huculskiej grażdzie.
Niestety, po czarnohorskich schroniskach pozostały tylko wspomnienia. Wszystkie uległy zniszczeniu w czasie wojny lub po niej, a wybudowana w latach 70., na miejscu zaroślackiego schroniska, sportiwnaja baza jest betonowym bezstylowym pudłem.
Narciarstwo uprawiane w okresie międzywojennym było nieco inne niż dzisiaj; bliższe było turystyce niż sportowi. Najpierw podchodzono w partie szczytowe (narty musiały być odpowiednio posmarowane na podejście, w górę podchodziło się także na fokach), następnie wędrowano granią, a wycieczkę kończono zjazdem w doliny. Taki sposób uprawiania narciarstwa wymagał nie tylko dobrej kondycji, ale także sporych umiejętności oraz znajomości gór.
Widok na pasmo Czarnohory z Żabiego
Nie było specjalizacji
Kiedyś nie było specjalizacji w narciarstwie. Narciarze-wędrowcy bywali z reguły dobrymi narciarzami-alpejczykami, a czarnohorskie kotły stwarzały doskonałe warunki do rozgrywania zawodów w zjazdach i slalomach. Na punkt startu trzeba było oczywiście podejść w górę, a rolę ratraków spełniali konkurujący ze sobą zjazdowcy. W Worochcie rozgrywano np. Puchar Czarnohory w biegach i skokach.
Po rozpadzie ZSRR polscy turyści mogą już spokojnie przyjeżdżać w [...] Karpaty Wschodnie. Najczęściej robią to jednak w sezonie letnim. A szkoda, bo również w zimie w Czarnohorze i w innych pasmach wschodniokarpackich są wymarzone wprost warunki dla narciarzy z turystycznym zacięciem. Sęk w tym, że taki gatunek narciarzy jest dziś u nas coraz bliższy wymarcia.
(K.T.)

Powyższy artykuł o tytule „Narty-Dancing-Bridge. Zaczęło się w Czarnohorze” przepisaliśmy z „Dziennika Polskiego” nr 225 z 26 IX 2000.
Przypomnijmy, że o narciarstwie we Wschodnich Karpatach rozmawialiśmy z prof. W.S. Lenkiewiczem w CL 3/97. W tym samym numerze Słownik geograficzno-historyczny był poświęcony zabranym nam górom.