Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

Z ARCHIWUM

Wszystkie | 2005 | 2006 | 2004 | 2003 | 2002 | 2001 | 2007 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

[1/2002] HUCULSCY SNYCERZE

Schodziłem z połogich, trawiastych, a tak pięknych szczytów pogórza, otaczającego dolinę Czeremoszu, w której leży stolica Huculszczyzny, ludne i przebarwne – Żabie. Schodziłem wąską ścieżką, wydeptaną postołami Hucułów, kopytami koni i racicami owiec, ogrodzoną charakterystycznymi woryniami – poprzez przecudnie kwieciste łąki, gdzie właśnie odbywały się sianokosy, przy wtórze nieustających pieśni i nawoływań, dźwięku rozgłośnym a miarowym dziesiątek klepanych i ostrzonych kos – ku potokowi, który nazywał się Riczka, czyli po prostu rzeczka.
W malowniczo wijącej się, wąskiej dolinie o spadzistych brzegach biegnie ścieżka wśród chat, niezbyt gęsto rozrzuconych wzdłuż potoku, to po jednej, to po drugiej jego stronie. Jestem w jednym z ośrodków huculskiego snycerstwa, w Riczce.
Co kilkaset kroków przechodzi się przez kładkę – a jest ich do centrum wsi, zdaje się – dwadzieścia sześć! A im bogatszy Hucuł daną kładkę na swoim polu wyciosał, z tym grubszego pnia drewna jest zrobiona. Pień jest czasem tak gruby, a tym samym kładka szeroka, że czasem i małym wozem można by przejechać. Sprawa prestiżu i – góralskiej fantazji!
Ta sama fantazja, ta sama ambicja, by zakasować wszystkich sąsiadów i znajomych, każe im zdobić wymyślnie a pięknie każdy drobiazg, każde narzędzie – odrzwia chaty zarówno jak drewniane jarzmo na woły. Ogromnie wiele rzeczy robi się tu z drewna – nie tylko łyżki i widelce, ale i talerze, a nawet flaszki na wódkę, siodła o wysokich kulbakach, a wszystko przebogato zdobione rzeźbą, wypalanką, zestawieniem różnobarwnych gatunków rodzimego drzewa, nabijane kolorowymi paciorkami.
Na bogatą tematykę zdobniczą Huculszczyzny złożyły się bardzo różnorodne wpływy – reminiscencje z turkiestańskiej praojczyzny, wpływy wschodnio-bizantyńskie, wołoskie, tatarskie i tureckie, nie mniej jak i szlachecko-renesansowe, ale wszystkie przetransponowane we wrażliwej duszy artysty-Hucuła na jedyny w swoim rodzaju, charakterystyczny motyw regionalny, w który w harmonijną całość złączyły się ostre, strzelające w niebo, zygzakowate linie górskich pasm i szczytów, z kolorystycznym akordem błękitu nieba, zieleni łąk i lasów, czerni odwiecznych pni w borze i ulubionej czerwieni.
W starych gniazdach tej rodzimej sztuki sztuki snycerskiej: w Riczce, Kosmaczu, Jaworowie, gdzie w zeszłym stuleciu, w okresie dobrobytu Huculszczyzny, tworzyli ten styl słynni snycerze z rodziny Szkryblaków – pracują do dziś ich wnuki i prawnuki. Ale nie kupuje już dziś tych rzeczy zubożały góral – wynędzniała Huculszczyzna! Lecz synowie tej ziemi są przedsiębiorczy – egzotyczną niemal, barwną sylwetkę Hucuła i Hucułki zobaczysz dziś we wszystkich miastach Polski, swojską i obcą zarazem na tle tłumu gwarnego i śpieszącego, w ludnych domach towarowych Warszawy, Gdyni czy Poznania, jak piękne swe cacka na sprzedaż wystawia, by zebrać nieco grosza, powrócić ze zdobytym kapitalikiem w swoje umiłowane strony i jakoś przetrzymać zimę i przednówek. Bo w lecie w górach nie zginie – mówią.

Tekst napisany w latach międzywojennych. Notka biograficzna autora (1906–1941) zawarta jest w „Semper Fidelis” 1/93.