Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

Z ARCHIWUM

Wszystkie | 2005 | 2006 | 2004 | 2003 | 2002 | 2001 | 2007 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

[3/2001] PAŁAC ARCYBISKUPI W OBROSZYNIE

Żarliwie polemiczny tekst napisany przed 70 laty przez znakomitego architekta lwowsko-
-krakowskiego, profesora Politechniki Lwowskiej, Jana Sas Zubrzyckiego, otrzymaliśmy od jego wnuka, Jana Tyssona ze Lwowa. Honorując stylistykę, uwspółcześniliśmy jedynie pisownię.
Tak się złożyło, że w majowym numerze
(5/01) „Spotkań z zabytkami” Zbigniew Hauser także omawia pałac obroszyński. Wyjaśnia, że przebudowa, o której pisze Zubrzycki, została dokonana po zniszczeniach z czasu I wojny światowej. Potwierdza, iż restauracja ta zniekształciła zarówno sylwetę pałacu, jak i jego wnętrza. Hauser opisuje również stan obecny: w  pałacu mieści się dziś Instytut Rolnictwa, lecz wygląda on nadal imponująco. Barokowy zespół bramny zachował się, lecz jest zniszczony. Kościół parafialny w Obroszynie przetrwał dotąd, ale jest zdewastowany i obecnie pusty.

Dwie mile od Lwowa, w powiecie gródeckim, przy linii kolejowej Lwów-Sambor, leży wioska cicha, zwana  O b r o s z y n.  Sława jej wiąże się z pałacem, należącym do arcybiskupstwa lwowskiego, łacińskiego. Prawdopodobnie stał tu od niepamięci dwór polski, najniezawodniej drewniany, z gankami na słupach i ze świetlicą wielką, którą my z czasem przezwali salonem. Na miejscu tego dworu drewnianego wzniósł kosztem swoim i staraniem arcybiskup Skarbek pałac murowany w r. 1730, jaki przetrwał burze rozliczne, aż doczekał się odnowienia i przebudowania przed laty kilkoma.
Wszyscy w Polsce zaczynają opisy pałacu obroszyńskiego od stylu francuskiego, niegdyś.
My, Lwowiacy wszyscy, pamiętamy zabytek ów z czasów dawniejszych, kiedy dachy jego pokryte były jeszcze gątami [sic!] na sposób staropolski, o kalenicach przybranych z tzw. grzebieniami, to znaczy gątami wycinanymi ozdobnie w linie koronkowe, obliczone na zarys ostry w przestrzeni, na tle nieba. Budynek cały tchnął przede wszystkiem prostotą dumną, która biła w oczy swojskością, jakby żywcem z dworu pierwotnego bijącą. Na wstępie samym niepodobna nie uwydatnić tego znamienia najgłówniejszego, które dotyczy czterech wyskoków narożnych, pochodzących z bokówek, czyli wieżyczek każdego prawdziwie polskiego dworu ślacheckiego. Ktokolwiek nieco bliżej zaznajomi się z przeszłością naszą, nie może nie zauważyć, że wśród budownictwa szczerze rodzimego owe cztery alkierzyki staropolskie to pamiątka jedna z najcenniejszych, choć zapomnianych. Jeżeli Słowacki księcia Kirkora w „Balladynie” nazywa panem czterowieżowym, to nie jest to ani wymysł czysto wierszowany, ani złudzenie żadne. Wszystkie domy i dworki staropolskie początkowo były
u nas zakładane w cztery wieże narożne, tak jak i właściwością zamków polskich to cztery baszty węgłowe, np. w Żółkwi. Właściwie niczem tu się nie przypominającego, ponieważ całość wychodziła z linii tak skromnych, że trudno było w nich szukać wymowy aż francuskiej. Płaskosłupy np. zewnętrzne [chodzi zapewne o pilastry – przyp. red.] były do niedawna pasami pochodzącymi z tak zwanych przyłapów, jakie należy uważać źródłowo za słupy drewniane, przystawiane, przyłapujące. Kiedy w wieku XVIII budowano z muru pałac dzisiejszy, tradycja bezwiednie oddała i powtórzyła to, co musiało w Obroszynie być zakorzenione w przeszłości jeszcze na dworzyszczu drewnianym z czasów arcybiskupa Grzegorza z Sanoka. Skoro pasy owe jako przyłapy podczas przeróbek ostatnich ozdobiono u góry głowicami (czyli kapitelami), to popełniono kłamstwo, gdyż teraz dopiero zrobiono sztukę francuską. Dodano również całkiem niepotrzebnie obramienie w stylu francuskim przy drzwiach głównych wejściowych i powprowadzano wiele wiele dodatków, aby teraz dopiero pokazać, jak to u nas w Polsce „robi się” styl Ludwika XIV lub XV. Tymczasem pałac w Obroszynie, przed przebudową go w r. 1922, był okazem jednym z najbardziej pomnikowych dla nauki, na czym polegała wartość zabytkowa sztuki polskiej, nie mającej nic wspólnego z barokiem francuskim. Oprócz alkierzy narożnych czysto polskich, oprócz tych pasów pionowych, jako przyłapów czyli lizen (lęśni), oprócz dachu gątowego dwoistego, iście polskiego i niesprawiedliwie nazywanego mansardem, pałac w Obroszynie zachował od strony ogrodu wspaniałego wyraz czysto polski, polegający na tym, że ze świetlicy I piętra biją cztery okna, wychodzące nie z trójdziału klasycznego, lecz świadczące najwymowniej o podwójnym podziale polskim, który wychodzi z dwudziału kaplicy Ogrojcowej (Boimów) przy katedrze lwowskiej.
Tej właściwości ostatniej nikt nie podnosi wcale, chociaż ona jest uderzająca na pierwszy rzut oka i związana jest z najważniejszymi zabytkami Polski całej. Wobec tego, że zapanowało u nas prawo bezwzględne odsuwania na bok szczegółów należących do sztuki czysto miejscowej i rodzimej, aby na
jej miejsce zawsze pysznić się tylko określeniami z obca głoszącymi Włochy lub Francję, wynikła ostatecznie i ta konieczność, że w dziele Cuda Polski, opisującym Lwów z okolicą*, znalazło się znowu pouczenie, że pałac w Obroszynie to budowla w stylu francuskim 18 wieku. Niestety! Z żalem a boleścią podnieść to należy, że w nauce polskiej nikt pokolenia nie chce pouczyć, na czym to polega bogactwo nasze rodzime i swojskie, dla zabawienia ludzi łatwiej u nas o przytoczenie bajeczki i opowiastki, jak o poznanie prawdy sumienne a poważne. A cóż mówić dalej, skoro się widzi, że „Lwów” w Cudach Polski na stronie 98 podaje widok pałacu w Obroszynie najzupełniej niezgodny z rzeczywistością, nawet niepodobny ani w zarysie ogólnym, ani w szczegółach**. [...]
Dla sprostowania przeto rzeczy i dla oddania prawdy istotnej, podajemy niniejszym kilka widoczków, na których spostrzegamy dodatki psujące szkodliwie wartość zabytku. Nasamprzód brama główna wejściowa jest dopiero teraz w stylu francuskim, pierwotnie była skromna i dostrojona do powagi miejscowej. Na wystawie [elewacji – przyp. red.] przedniej od strony zajazdu widzimy płaskosłupy z głowicami jońskimi i korynckimi dopiero teraz dodanymi w stylu francuskim, pierwotnie były tylko pasy gładkie. Dach dawny był gątowy, niepodobny do dzisiejszego, szczerze polski, sarmacki, do góry się pnący***. Blacha dzisiejsza zbliża budowlę do mansardu francuskiego, lecz wtedy była różnica pomiędzy dachem piętrzastym, dwoistym naszym rodzimym, polskim, a francuskim. Na wystawie zaś od ogrodu środkiem widzimy w murze cztery okna, przed którymi musiała być założona pierwotnie galeria jako podcień na słupach drewnianych, mieczowanych, przy czym musiało być pięć słupów, a słup osiowy wpadał w oś budynku pomiędzy dwoma oknami środkowymi. Weranda dzisiejsza, w stylu francuskim Ludwika XV dodana w r. 1922, zrobiła zabytek francuskim, ale pogrzebała wartość jego dla sztuki polskiej i lwowskiej.
Sztuka odrodzenia lwowskiego posiada tyle pierwiastków odrębnych i czysto miejscowych, że grzech to wielki ze strony naszej, gdy nie mamy o nich ani wyobrażenia, ani pojęcia.

Prof. dr Jan Sas Zubrzycki
12 XI 1931

*    „Lwów” Stanisława Wasylewskiego, w ramach serii Cuda Polski (Wydawnictwo R. Wegnera, Poznań)
**    Sprawdziliśmy: rzeczywiście w ww. książce na s. 98 zamieszczono zdjęcie, które przedstawia inny pałac, nie obroszyński. Irytacja J. Sas Zubrzyckiego jest więc usprawiedliwiona.
***    W tej sprawie nie możemy przyznać racji autorowi. W trakcie przebudowy w XX wieku trudno było utrzymać pokrycie dachu drewnianym gontem.

Życiorys Jana Sas Zubrzyckiego zamieściliśmy w CL 4/2000, s. 41.