Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

Z ARCHIWUM

Wszystkie | 2005 | 2006 | 2004 | 2003 | 2002 | 2001 | 2007 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

[1/2000] Z ZACHODEM PEWNIEJ

Prof. Władysław Serczyk, historyk i zarazem felietonista „Dziennika Polskiego”, pisze – jak się zwierzył w tej gazecie (Zrozumieć Rosję, DzP 248/99) – historię Rosji (a już dawno wydał historię Ukrainy). Okazuje się, że objęcie dziejów tego państwa, stosując kryteria europejskie, nie jest proste. Serczyk pisze:

[...] Kłopoty zaczynają się już wówczas, gdy trzeba opisać wydarzenia pierwszych lat istnienia Rusi Kijowskiej. Spór o normańskie czy też rodzime początki państwa ruskiego spowodował, że najwięcej uwagi poświęcono dotychczas albo udowodnieniu wcześniejszego istnienia na tym terenie organizmów państwowych, albo też udokumentowaniu takiego stopnia ich rozwoju gos­podarczego, że „czapka normańska” stanowić miała tylko symboliczne utrwalenie tego, co już dawno dojrzało do samodzielności. Jak dotąd nikt nie potrafił przekonująco ukazać pojawienia się na Rusi myśli państwowej, chociaż w najstarszych zapiskach kronikarskich znaleźć można wiele pozostawionych przez nią śladów. Nikt też nie pokazał drogi, jaką postępowała slawizacja drużyn wareskich, których istnienia przy książętach ruskich nikt, kto rozsądny, kwestionować się nie ośmieli.

Już wówczas próbuje się postrzegać jedno terytorium, jeden kraj, rozwijający się wedle tych samych reguł i borykający się z tymi samymi problemami. Tymczasem rozdrobnienie Rusi nie rozpoczęło się dopiero od testamentów podziałowych sporządzonych przez wielkich książąt kijowskich na początku XII stulecia, lecz istniało od samego początku ruskiej państwowości. Co prawda ziemie należały do jednej rodziny książęcej, tak jednak skłóconej ze sobą, że rzadko zdarzał się rok bez kofliktu, sporu, czy nawet wojny, w której nader często odwoływano się do „pomocy sąsiedzkiej”, także – polskiej. Z wielkim trudem mobilizowano się do wspólnego stawiania oporu najeźdźcom zewnętrznym, czego dowodów nie brakuje, także w sławnym „Słowie o pułku Igora” [...]. Sojusze takie nie trwały zresztą długo i wszystko kończyło się klapą, zarówno w walkach z Pieczyngami, Połowcami, jak i najazdem mongolskim.

Późniejsze „zbieranie ziem ruskich” podejmowane przez kolejnych władców odbywało się często nie tylko wbrew woli książąt udzielnych, nie zamierzających łatwo rezyg­nować z panowania nad paroma grodami i kilkudziesięciu wioskami, lecz również wbrew woli mieszkańców przyłączanego terytorium. [...]

Niektóre z tych wątków poruszaliśmy w CL 3/98. Warto to wszystko wiedzieć z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze: to, co działo się po naszej wschodniej stronie, miało niestety poważny wpływ na Polskę, w szczególności na Ziemię Czerwieńską – będącą przez ponad trzy i pół wieku pod władzą książąt ruskich, po jej zagarnięciu przez władcę kijowskiego Włodzimierza Wielkiego w 981 r. Chodzi przede wszystkim o napływ ludności ruskiej, uchodzącej ku zachodowi przed najazdami mongolskimi i ciągłym pustoszeniem ziem Rusi (zaś Ziemia Czerwieńska była wcześniej słabo zaludniona). Po drugie: słowa historyka – i to nastawionego raczej życzliwie ku tamtej stronie – warto sobie przypomnieć, gdy słuchamy andronów o krzywdzie, jaką uczynił tamtejszemu ludowi Kazimierz Wielki, przywracając polskie władztwo nad zagarniętą przez Włodzimierza ziemią. Wypada też przyznać wielki rozsądek polityczny ostatnim władcom Rusi Halickiej, ks. Jerzemu I i Bolesławowi Jerzemu II, którzy odcinając się od ruskiego chaosu, zwrócili się ku Polsce. Warto jeszcze zacytować innego historyka, Leszka Podhorodeckiego (Zarys dziejów Ukrainy, Książka i Wiedza, Warszawa 1976):

[...] Połączenie Rusi Halicko-Wołyńskiej z Polską zakończyło niemal 200-letni okres nieustannych walk wewnętrznych i obcych najazdów, zapewniło jej długie lata pokoju i pomyślnego rozwoju gospodarczego. Zaczął się masowy napływ osadników z zachodu, powstawały nowe wsie i miasta, lokowane na prawie niemieckim, stare miejscowości otrzymywały nowe prawa, szybko zwiększała się liczba ludności. [...]

Ileż tu odniesień do współczesności!