Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

Z ARCHIWUM

Wszystkie | 2005 | 2006 | 2004 | 2003 | 2002 | 2001 | 2007 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

[3/1999] ANEGDOTKI Z WYŻSZYCH SFER

Skoro niniejszy numer poświęciliśmy wyższym sferom, warto przytoczyć na zakończenie kilka starych anegdot. Czynimy to nie po raz pierwszy: były już anegdoty o profesorach Politechniki Lwowskiej (CL 2/97) i o Żydach wschodniomałopolskich (przez Żyda zresztą zebrane, CL 3/98). Czytelnicy na pewno nie będą mieli nam za złe, jeśli niektóre anegdotki będą nieco frywolne, ale w granicach dobrego smaku oczywiście (czy wszyscy to uznają?). Każdy jednak musi przyznać, że nasze pismo jest szalenie eleganckie, więc takie małe poświntuszenie chyba ujdzie nam na sucho.

Opowiada Włodzimierz Wnuk („W kręgu anegdot i wspomnień”, „Tygodnik Powszechny” 14–15 1988):
W czasie balu we Lwowie [jeszcze przed I wojną światową] podszedł do przybyłego z Warszawy Jana Górskiego, który był na balu ze swoją córką, jakiś jego znajomy, lekko już podchmielony. – Moja córka Pia – powiedział Górski, przedstawiając pannę. – Nic się waszmość nie martw, mój syn także pija.
Przypomnijmy, że Pia Górska (1878––?) była malarką i pisarką katolicką.


Kolejne dwa zasłyszane dowcipy są zapewne proweniencji wileńskiej, a nie wschodniomałopolskiej. Nie szkodzi, Wilno też kochamy.
Sędziwy generał (na emeryturze, ale jeszcze w dobrej formie) składa wizytę w domu pewnej hrabiny. W czasie miłej pogawędki gospodyni zapytuje: – Ileż to pan liczy sobie lat, jenerale? – Osiemdziesiąt sześć – odpowiada generał. – No wie pan, nigdy bym panu nie dała... – Ależ ja by i prosić nie śmiał, pani hrabino – zapewnia generał.


Pewna dama podejmuje gościa obiadem. Służba wnosi wazę z pysznymi kołdunami w rosole. Gość zjada ze smakiem swoją porcję, a zachęcany przez gospodynię, nabiera drugą. Potem już z pewnym trudem zjada trzecią i z ulgą stwierdza, że waza jest już pusta. W tej chwili jednak pojawia się na stole nowa pełna waza. Gospodyni energicznie namawia do dalszego jedzenia, ale gdy gość się wzbrania – sama nakłada mu nową porcję kołdunów na talerz. Zrozpaczony gość woła: – Pani dobrodziejko, taż na tym pierwszym ja już siedzę!

Na przyjęciu w jednym z lwowskich salonów wiekowa dama siedzi obok przygłuchego hrabiego Skorupki. W pewnej chwili starszej pani przytrafia się coś bardzo niestosownego. Niedosłyszący sąsiad zapytuje: – Co pani powiedziała? – Powiedziała dupka, że kiep pan Skorupka – odpala stara dama.

Do serii podobnych facecji można by dodać liczne anegdoty, związane z popularnym w lwowskim towarzystwie hrabią Wojciechem Dzieduszyckim (1848–1909). Są one jednak – jak się wydaje – ogólnie znane, a nawet nadużywane. Pozwalamy sobie przeto na zakończenie zacytować tylko jedną, chyba mniej pamiętaną:

Pan Tunio, znany abnegat, zaszedł któregoś wieczoru do Kasyna Szlacheckiego w mocno sfatygowanym fraku. Spotkał go tam któryś ze świeżo upieczonych „hrabiów galicyjskich” i podrwiwał sobie z jego podniszczonego garnituru. Dzieduszycki spokojnie odpowiedział: – Nowy hrabia – no – wy frak, stary hrabia – stary frak.

Zauważmy przy okazji, że „nasz”, współczesny Wojciech Dzieduszycki, odziedziczył po rodzonym dziadku (po mieczu) nie tylko imię, ale i jego zdrobnienie.