Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Z TAMTEJ STRONY

INGRES
3 marca 2001 r. w lwowskiej Bazylice Metropolitalnej obrządku łacińskiego odbył się ingres kardynała, arcybiskupa metropolity lwowskiego.
Wśród zebranych gości byli: Nuncjusz Apostolski na Ukrainie Mikołaj Eterović, biskupi rzymskokatoliccy z metropolii lwowskiej – Marcjan Trofimiak z Łucka, Jan Purwiński z Żytomierza, Leon Dubrawski – biskup pomocniczy z Kamieńca Podolskiego; greckokatolicki biskup Sofron Mudryj ze Stanisławowa. Z RP byli obecni księża biskupi Wiktor Skworc i Kazimierz Górny, wojewoda podkarpacki Sieczkoś i konsul generalny RP we Lwowie Krzysztof Sawicki, dwaj wicekonsulowie Janusz Jabłoński i Maciej Krasuski. W imieniu władzy miejscowej powitał Kardynała zastępca wojewody Włodzimierz Gorycz, byli również obecni przedstawiciele ukraińskiego wojska i milicji.
Przed rozpoczęciem uroczystej liturgii biskup pomocniczy lwowski Stanisław Padewski zwrócił się do obecnych słowami:

Nasza Archidiecezja Lwowska i Kościół Katolicki przeżywają swój wielki, historyczny dzień, bo od XIV wieku, odkąd istnieje halicka i lwowska metropolia, po raz pierwszy ich arcypasterz uroczyście przestępuje próg Katedry jako kardynał Świętego Kościoła Rzymskiego. Wyniesienie do godności kardynalskiej naszego arcybiskupa jest osobliwą nobilitacją, wysokim odznaczeniem dla naszej metropolii i Kościoła katolickiego, jak również promocją, podniesiemiem rangi miasta Lwowa, wyznaniem wierności lwowskiego Kościoła apostołowi Piotrowi i jego następcom.

Nuncjusz Apostolski M. Eterović w swoim przemówieniu zwrócił uwagę na symbolikę purpurowego kardynalskiego biretu. Jest on znakiem kardynalskiej godności, a razem z tym wskazuje na obowiązek tego, kto go nosi, by czynił wszystko dla umocnienia wiary chrześcijańskiej, nie szczędząc sił aż do przelania własnej krwi. Pierścień zaś symbolizuje wierność kardynała Ojcu Świętemu, Następcy św. Piotra, który jest ośrodkiem i gwarancją jedności Kościoła katolickiego. Jak powiedział Ojciec Św. witając w Rzymie mianowanych kardynałów dla Lwowa obu obrządków, łacińskiego Mariana Jaworskiego i greckokatolickiego Lubomira Huzara:

Niech purpura szat będzie znakiem wdzięczności Kościoła Powszechnego dla wszystkich duchownych i świeckich, którzy miłość do Chrystusa i pragnienie jedności z Piotrem okupili cierpieniem, a nawet ofiarą życia. Niech purpura ta będzie także znakiem nadziei, że posiew krwi przyniesie błogosławione owoce w nowym Tysiącleciu.

W imieniu Cerkwi greckokatolickiej władyka S. Mudryj, składając gratulacje ks. kardynałowi Jaworskiemu, powiedział:

Cudem jest dzisiejsze święto, cudem, bo na zgliszczach imperium zła i szatana, kiedy niszczono Kościół, hierarchię, duchowieństwo i wierny lud – mamy hierarchię, duchowieństwo i lud tak licznie zebrany, i najwyższy Urząd Kościoła w osobach Kardynałów. Dziękujemy Bogu, że na początku stulecia i tysiąclecia posłał Papieża, który pochodzi z naszych słowiańskich narodów, który rozumie wszystko, cierpiał razem z nami i dożył momentu odrodzenia się Kościoła.

Po przemówieniach rozpoczęła się msza św. Przewodniczył jej kardynał Marian Jaworski, a zwracając się na wstępie do obecnych, powiedział:

Przyszliście na wasze święto, na święto naszego Kościoła. Ojciec św. chciał was jako wspólnotę, jako Kościół, którzy swym bolesnym świadectwem w latach minionych złożonym, daliście dowód niezłomnej wiary i wierności Następcy św. Piotra.

Miłym akcentem uroczystości ingresu była obecność delegacji górali z Poronina (kard. Jaworski w początkach swej pracy duszpasterskiej był wikarym w Poroninie). Wystąpili w strojach góralskich, z kapelą, wśród licznie zebranych wiernych metropolii lwowskiej, diecezji kamienieckiej, żytomierskiej, łuckiej i z Bukowiny, którzy przybyli, aby złożyć swemu Kardynałowi hołd i życzenia.
Joanna Żółkiewska


WYWIAD
Kardynał Marian Jaworski udzielił wywiadu „Tygodnikowi Powszechnemu” w osobach ks. red. Adama Bonieckiego i Leszka Wołosiuka (było to jeszcze w lutym, nr 7/01). Ks. kardynał omawia sytuację Kościołów i Cerkwi w państwie Ukraina, ich wzajemne relacje oraz stosunek do wizyty Jana Pawła II w tym państwie. Notujemy kwestie, które nas szczególnie interesują.
Na pytanie, czy Kościół katolicki obrz. łacińskiego kultywuje polskość i czy jest kojarzony z polskością, Kardynał odpowiedział:

Jest to na zasadzie proweniencji. Jeszcze w czasach carskich przesiedlano Polaków i zsyłano na różne terytoria Rosji, także na Ukrainę. Tam, gdzie znalazła się polska społeczność, pozwalano wznosić katolickie świątynie. [...] Jeśli jednak dziś ktoś o nas mówi, że jesteśmy Kościołem polskim, odpowiadam, że jesteśmy Kościołem rzymskokatolickim.

Tu pozwalamy sobie zwrócić uwagę, że 1) Polacy na Ukrainie (za Zbruczem) w znikomym procencie pochodzą ze zsyłek. Całe rodziny przenosiły się na tamtejsze słabo zaludnione, a urodzajne obszary w ciągu wieków, podobnie jak Rusini – ale z innych powodów – szli ku zachodowi. 2) Wszystko to nie dotyczy Ziemi Czerwieńskiej – Małopolski Wschodniej, która od XIV wieku była już na stałe (choć nie po raz pierwszy) w granicach państwa polskiego i która jest główną ostoją łacińskiego katolicyzmu – historycznie i liczebnie (nie bez powodu wszak metropolię przywrócono we Lwowie). Pojęcie zsyłek nie ma z tą ziemią najmniejszego związku.

Mówi też ks. Kardynał, iż [...] obawy o repolonizację czy relatywizację nie mają żadnych realnych podstaw. Wspólnoty polskie są niewielkie [...]. To oczywiste, ale mamy świadomość, że pozostała ludność to – zwłaszcza na wsi – grekokatolicy lub prawosławni, zaś dziś ekumenia jest – jak często mówi Papież – imperatywem chrześcijańskiego sumienia.
Ucieszyło nas, że w ingresie kard. Lubomira Huzara uczestniczyli biskupi rzymskokatoliccy pod przewodnictwem ks. kardynała Jaworskiego, zasmuciło jednak, że na Jego ingres Cerkiew greckokatolicka delegowała jedynie biskupa stanisławowskiego. Nie pojawił się również kawaler Orderu św. Grzegorza, mer Wasyl Kujbida.
Ks. Kardynał stwierdził, że nigdy stosunki ukraińsko-polskie nie były tak dobre jak teraz.
Aldona Duch


MEDYCYNA OSTATNIEJ DEKADY XX w.

Międzynarodowe Sympozjum Naukowe i Spotkania Jubileuszowe we Lwowie
odbyło się z okazji dziesięciolecia Stowarzyszenia Lekarzy Polskich we Lwowie w dniach 5–8 lipca 2001 r. Co bardziej utrwali się w pamięci uczestników – sympozjum czy spotkania, to oczywiście sprawa indywidualnej oceny. Poniżej kilka moich osobistych refleksji jako uczestnika tego wydarzenia.
Odnoszę wrażenie, że to niezwykłe lwowskie sympozjum znacznie przerosło oczekiwania organizatorów, którzy ostatecznie chwalebnie sprostali trudnemu zadaniu. Przede wszystkim nie spodziewano się tak dużej liczby uczestników, tj. polskich lub pochodzenia polskiego lekarzy i pracowników ochrony zdrowia: na otwarciu zjawiło się ponad 200 osób z wielu krajów jak: Anglia, Białoruś, Litwa, Francja, Kanada, Mołdawia, Niemcy, Polska, Rosja, Stany Zjednoczone, Ukraina...
Ponadto nadesłano tak dużo referatów naukowych, iż trzeba było tworzyć tematyczne sesje. Słowem: Lwów gościł w dniach 5–8 lipca mały Kongres Polonii Medycznej Świata.
Wielu uczestników z przyjemnością stwierdzało, że w czasie Sympozjum i Spotkań panowała szczególna atmosfera, chyba rzeczywiście „lwowska” – wzajemnej życzliwości, chęci poznania się, nawiązania kontaktów, otwartości i zrozumienia. Wiele czynników zadecydowało o stworzeniu tej specjalnej atmosfery. Niewątpliwą rolę odegrała sama sesja inauguracyjna z występami świetnego chóru lwowskiego, którego bogaty repertuar nastrojowych, patriotycznych pieśni wyzwalał gorący aplauz zebranych.
Jednak chyba najbardziej poruszające były wypowiedzi większości uczestników sympozjum, którzy podkreślali swą nie zdawkową radość z przyjazdu do Lwowa i możliwości powrotu, choć na krótki czas, do korzeni rodzinnych bądź do miejsc, gdzie studiowali i pracowali ich mistrzowie medycyny, rozproszeni później po całym świecie. Niektórzy przyjechali tu po raz pierwszy, mając za sobą ciężkie przejścia wojenne. Nikt nie skrywał więc emocji i wzruszenia.
Bardzo sympatycznym akcentem były przemówienia oficjalnych przedstawicieli Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu Medycznego, nb. współorganizatora tego Sympozjum, zwłaszcza że niektóre były w części lub nawet w całości wygłaszane pięknym językiem polskim, z zachowanymi, mile brzmiącymi, przedwojennymi jego formami.
We wszystkich wypowiedziach przewijała się myśl o potrzebie pogłębienia współpracy naukowej, wymiany doświadczeń między ośrodkami polskimi i ukraińskimi oraz o szkoleniu młodej kadry lekarskiej.
Były także odniesienia do niedawnych wypowiedzi Ojca Świętego z Jego wizyty we Lwowie (na marginesie: Lwów zastaliśmy nadal udekorowany licznymi portretami Papieża i emblematami watykańskimi). Z przyjemnością odnotowaliśmy również, iż koledzy z Lwowskiego Towarzystwa Lekarskiego (ukraińskiego) chętnie wręczali nam swój ostatni numer gazety lekarskiej z wizerunkiem Jana Pawła II na stronie tytułowej i z licznymi cytatami z różnych Jego encyklik.
Byliśmy też zapraszani do odwiedzenia Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu Medycznego, tak w jego nowych, szybko rozwijających się laboratoriach, jak i w zakładach teoretycznych mieszczących się w przedwojennych budynkach o pięknej architekturze na Piekarskiej.
Stare, wielkie drewniane szafy kryją nadal wspaniałe zbiory wielu preparatów z okresu polskich uczonych i lekarzy – o czym świadczą mosiężne tabliczki w języku polskim, przytwierdzane do ram.
Spotkania Jubileuszowe kończył bankiet i tańce przy lwowskiej orkiestrze z  „muzyczką na dwa pas”, przy której goście (a zwłaszcza sympatyczna grupa lekarzy „wrocławian ze Lwowa – czy lwowian z Wrocławia”), bawili się ponoć do samego rana...

Nie sposób streścić bogatej części naukowej Sympozjum, z interesującymi referatami, które mam nadzieję zostaną opublikowane. Program naukowy został przygotowany nowocześnie i w wielkim tempie pod przewodnictwem prof. Tadeusza Chruściela, dzięki wykorzystaniu możliwości internetowych (to zasługa dra J. Kosiatego),
e-maili, faksu i telefonicznych pogróżek wobec opieszałych autorów przewidzianych wykładów.
Tematyka bardzo różnorodna, zawsze jednak nawiązująca i analizująca osiągnięcia ostatniej dekady XX w., zwłaszcza w takich dziedzinach jak:
• kardiologia: prof. Z. Religa (transplantacje serca), prof. M. Grzegocki (fizjologia krążenia), prof. R. Gryglewski i dr S. Chłopicki (inhibitory konwertazy i statyny), dr L. Bec, prof. O. Jaworski, doc. E. Hrycaj-Małanicz, doc. L. Juszczyk (reakcje wolnorodnikowe u osób zdrowych i chorych na dusznicę bolesną);
• chirurgia i neurochirurgia w XX w: prof. M. Rudnicki, prof. Zierski;
• ekonomika i etyka lekarska: prof. Z. Chłap, dr K. Makuch, prof. T. Chruściel, dr E. Mikulski, dr K.B. Ziemkiewicz.
Ostatnia, ale jakże ważna sesja była poświęcona historii lwowskiej medycyny na przełomie wieków z referatami:
• dr T. Heimarath, prof. Z. Knapik: Udział lekarzy lwowskich w tworzeniu Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Wrocławskiego;
• dr H. Tarnawiecka: Kronika lwowskiego uniwersytetu im. J. Kazimierza;
• doc. E. Hrycaj-Małanicz, dr D. Gnatyk: Lwowska szkoła internistyczna;
• doc. Węgier-Maksymowicz: Filia PZH we Lwowie i jej znaczenie dla światowej medycyny;
• prof. M. Rybakowa: Towarzystwo Lekarskie Krakowskie i jego związki z Lwowskim Towarzystwem Lekarskim;
• dr M. Kempa: Profesor Artur Chwalibogowski – uczeń lwowskiej szkoły pediatrycznej;
• dr E. Piotrowski: Ludwik Rydygier – człowiek i lekarz.
Są to niezwykle ważne dokumenty oparte często na własnych wspomnieniach, które należy szybko opublikować.

Na koniec o wielce zasłużonych organizatorach i sponsorach Sympozjum, którymi byli: Stowarzyszenie Lekarzy Polskich we Lwowie (prezes doc. E. Hrycaj-Małanicz), Lwowski Państwowy Uniwersytet Medyczny (z niezastąpionym prof. dr M. Grzegockim – prorektorem LPUM), Izby Lekarskie Warszawy, Wrocławia, „Wspólnota Polska”, dr H. Roztoczyński z Chicago oraz Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Za wiele, wiele trudu i serca należą im się słowa podzięki za umożliwienie nam spotkania we Lwowie – tak pełnego wrażeń.
Gdy wyjeżdżamy z tego wspaniałego miasta, nieodparcie nasuwają się nam różne refleksje...
... tutaj byliśmy, tu powstawały wspaniałe ośrodki medyczne o światowym znaczeniu, tutaj współtworzyliśmy zróżnicowaną kulturę chrześcijańską i tu jesteśmy do dziś, Bogu dzięki. Naszym obowiązkiem jest wierzyć, że nadal będziemy, jeśli tylko uda nam się posiąść i zaszczepić trudną sztukę współistnienia i współodpowiedzialności.
Prof. dr Zbigniew Chłap


WŁAMANIE
W nocy z 8 na 9 maja br. dokonano włamania do budynku szkoły nr 10 (św. Marii Magdaleny) we Lwowie. Skradziono radiomagnetofon, aparat telefoniczny, klawiaturę do komputera, pieniądze. Pracownie, pokój nauczycielski, gabinet zastępcy dyrektora miały wygląd pobojowiska. Została zniszczona część szkolnej dokumentacji, w kilku miejscach podpalono książki i zeszyty z pracami uczniowskimi.
W dwóch miejscach widniały napisy: SMERT LJACHAM (śmierć Lachom). Wezwana milicja i służba bezpieczeństwa p o s z u k u j e  sprawców włamania.
W ubiegłym roku 3 maja również dokonano włamania do szkoły. Szkoła poniosła wówczas wielkie straty materialne – skradziono magnetofony, magnetowidy, telewizory itp. W tym roku już czterokrotnie alarmowano telefonicznie szkołę o podłożeniu bomby. Za każdym razem ewakuowano z budynku całą społeczność szkolną.
Przed kilkoma miesiącami  n i e z n a n i s p r a w c y  zdjęli tablicę informującą o szkole, napisaną w języku polskim. Z budynku szkolnego znikła również tablica informująca, iż obiekt jest zabytkiem architektury.
Szkoła nr 10 – dawna św. Marii Magdaleny – obchodzi w tym roku swoje 185-lecie.
Teresa Dutkiewicz
 

AFERA Z FRESKAMI
Nikt z nas dotąd nie wiedział, że w mieszkaniu Brunona Schulza w Drohobyczu pozostały na ścianach malowane przezeń freski. Nie wiedziały o tym również tzw. „czynniki”, chociaż już podobno w 1996 r. nasze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego proponowało administracji ukraińskiej zorganizowanie (ze sfinansowaniem przez stronę polską!) muzeum w Drohobyczu, poświęcone Schulzowi. Naturalnie bez echa.
Aż wybuchła bomba. Wyszło na jaw, że obecny mieszkaniec domu Schulza (położonego o krok od drohobyckiego kościoła parafialnego) sprzedał Instytutowi Yad Vashem – jakoby za 100 dolarów – trzy malowidła (wraz z tynkiem, każde o powierzchni 0,6–0,8 m2), które zostały wywiezione do Tel Avivu. Stało się to naturalnie po kryjomu (może za łapówkę?).
Administracja ukraińska nie ruszy zapewne palcem w tym kierunku (nie czas żałować róż...), natomiast dotknięta jest nasza strona, bo przecież Bruno Schulz był Polakiem (wyznania mojżeszowego) i przynależał w pełni do polskiej kultury. Władze polskie złożyły oficjalny protest do ambasady Izraela w Warszawie, ale czy to pomoże? Podobny los mógłby spotkać dalsze malowidła ścienne Schulza, istnieje bowiem podejrzenie, że takie istnieją w pałacyku Jaroszów przy ul. Mickiewicza w Drohobyczu (Rajmund Jarosz był burmistrzem tego miasta i właścicielem Truskawca), a także w dawnej ujeżdżalni, obecnie... zajezdni autobusowej.
To dobry przykład niszczenia naszego dziedzictwa za wschodnią granicą.
Barbara Kraśnicka


Wydarzenia
• Przed kilkoma miesiącami zwrócono wiernym kościół w Kulikowie. Kulików – jak pamiętamy – leży na północ od Lwowa, przy drodze do Warszawy, przed Żółkwią. Kulików słynny był z wyrobu wybornego chleba (z czarnuszką!), który przeszedł do historii jako chlib kulikowski i jako taki trafił do literatury i poezji.
Parafię w Kulikowie erygował metropolita halicki i lwowski bł. Jakub Strzemię w r. 1339, a w 1399 r. powstał tam pierwszy kościół. Parokrotnie niszczony i palony (jak to w naszych stronach!), w swej obecnej formie pochodzi z 1. połowy XIX wieku, pw. św. Mikołaja. Po okresie sowieckim świątynia jest zdewastowana, pozbawiona wyposażenia, organów, dzwonów. Obecna administracja dość długo odmawiała zwrotu kościoła prawowitym właścicielom – rzymskim katolikom (co tylko pogłębiło dewastację), a inni chrześcijanie go nie chcieli, bo mają swoje.
Zwrócony kościół objął proboszcz żółkiewski ks. Bazyli Pawełko i już podjął prace remontowe. Serdeczną opieką otoczyły swoją odzyskaną świątynię miejscowe Polki: panie Zofia Litun, Julia Wilczyńska, Anna Grażynica. One też gotują strawę dla robotników budowlanych.
Kulikowianie oczekują pomocy od ekspatriowanych mieszkańców miasteczka i okolicznych wsi, a także od wszystkich Polaków. Dary pieniężne można składać w:
PKO S.A. Oddział Lubaczów, nr konta 10701496-7269-2221-0610787 (z dopiskiem na Kulików)

Żywimy nadzieję, że w odzyskanym Domu Bożym kulikowscy Polacy będą mogli wspólnie się modlić w ojczystym języku. Czekali na to przez wiele dziesięcioleci. Nie wolno tego zlekceważyć.

• Dość często cytowany przez nas (nie zawsze z aprobatą) prof. W.A. Serczyk wybrał się niedawno z Rzeszowa do Wiednia. W kolejnym felietonie w „Dzienniku Polskim” 99/01 napisał: [...] z nadzieją myślę o tym, że znowu w naddunajskiej stolicy czuł się będę równie dobrze i swobodnie, jak w rodzinnym Krakowie lub Budapeszcie czy Belgradzie. Byłoby tak zapewne i we Lwowie, gdyby nie cholerna „prawdziwa” granica dzieląca mnie od niego oraz gdyby nie agonia grodu, do której doprowadziły sowieckie i obecne władze miejskie, nie mogące sobie nijak poradzć z pojałtańskim spadkiem, który otrzymały w darze. I „jaki jest koń, każdy widzi”...
Trzeba jednak sprawiedliwie zauważyć, że Lwów, a właściwie jego centrum, ostatnio trochę lepiej się prezentuje, przynajmniej wizualnie: poprawiono nawierzchnie ulic (nb. niezbyt intensywnie eksploatowane...), odnawia się fasady domów – co jednak nie dotyczy ulic od śródmieścia oddalonych oraz wnętrz kamienic. Natomiast pewnym zaskoczeniem było dla uczestników tegorocznych wycieczek kompleksowe odnowienie śródmiejskich ulic i placów Kołomyi oraz takież roboty w Stanisławowie. To jednak kropla w morzu.
Administracja Lwowa otrzymała 2 miliony hrywien na konserwację obiektów, w tym na ratowanie kamienicy Bandinellich przy Rynku. Równocześnie w ostatnich miesiącach zawaliły się w centrum miasta już trzy budynki, niedawno oficyna domu przy pl. Mariackim 4.
Na placu Mariackim trwa jakaś budowa, ale szczelnie zasłonięta wysokim płotem. Coś prawdopodobnie powstaje na miejscu dwóch – chyba zbyt pochopnie – zburzonych przed paru laty kamienic. Mamy niezbyt optymistyczne przeczucia, bo nowa architektura, jaką tam oglądamy, jest estetycznie raczej marna. Obyśmy się mile rozczarowali, bo nieudane obiekty szpeciłyby centrum miasta przez wiele dziesięcioleci.

• W sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Związku Białorusi i Rosji w Grodnie wzięła udział grupa deputowanych do ukraińskiego parlamentu i przystąpiła do międzyparlamentarnej organizacji pn. Związek Ukrainy, Białorusi i Rosji. Celem tej organizacji jest stworzenie nowego słowiańskiego państwa.
A co na to lwiwscy nacjonaliści? Może się wreszcie – zwłaszcza po wizycie Ojca Świętego – opamiętają w swoim antypolskim zaślepieniu?