Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

NOWE KSIĄŻKI

• Wydawnictwo bł. Jakuba Strzemię Archidiecezji Lwowskiej (ostatnio zawieszone! Dlaczego? Bo pisało po polsku?) dało nam przed przeszło rokiem kolejną, ważną dla Kościoła Lwowskiego pozycję: Dzieje Zgromadzenia Sióstr św. Józefa w latach 1884–1939, napisane przez s. M. Stefanię Gertrudę Jaworską CSSJ (Lwów-Kraków, 1999). Obszerne dzieło, przedstawiając historię powstałego we Lwowie zakonu, popularyzuje zarazem czcigodną postać i spuściznę jego twórcy, błogosławionego ks. Zygmunta Gorazdowskiego, którego beatyfikację właśnie przeżyliśmy.
Sytuacja, w jakiej znalazł się Lwów w ostatnim półwieczu, a z drugiej strony szczególne atuty, jakimi dysponował w tym samym czasie Kraków, sprawiły, że wszystko, co dotyczy tego pierwszego, ustępuje przed tym drugim. Temu być może należy przypisać, że wielka postać Brata Alberta Chmielowskiego tak bardzo wyprzedziła równie wielką postać księdza Gorazdowskiego. A przecież krakowska „ogrzewalnia” była wzorowana na lwowskiej! A przecież zasięg działania Józefitek nie ustępował i dziś nie ustępuje działalności Albertynów i Albertynek (których zgromadzenia powołał do życia Brat Albert).
Przez książkę s. Stefanii przewijają się nazwy dziesiątek miejscowości, w których powstały placówki ss. Józefitek, w tym kilka we Lwowie (przede wszystkim Zakład św. Józefa dla Nieuleczalnie Chorych, zakład Dzieciątka Jezus dla niemowląt, dom głuchoniemych, dom starców, bursa dla gimnazjalistów, Kuchnia Ludowa, dom macierzysty z nowicjatem); szpitale w Czortkowie, Dolinie, Kałuszu, Lubaczowie, Skałacie, Sokalu, domy wypoczynkowe w Brzuchowicach i Morszynie; ośrodki zdrowia, bursy, ochronki i kuchnie dla biednych w Brzeżanach, Kamionce Strumiłowej, Narajowie, Niżniowie, Zakościelu k. Mościsk, Zborowie; a także wiele innych w diecezjach przemyskiej, tarnowskiej, sandomierskiej, częstochowskiej, lubelskiej, łuckiej, pińskiej, łomżyńskiej, a nawet chełmińskiej.
Wspaniałe dzieło bł. Zygmunta Gorazdowskiego, zmarnowane w czasie II wojny światowej – i po wojnie, odżywa powoli, także za wschodnim kordonem, ale to już nie należy do tematu omawianej książki.
Książka do otrzymania w domach ss. Józefitek.

• Nowa książka ks. Witolda Józefa Kowalowa (o którym sporo było w CL S i 4/2000) pt. Sursum corda – W górę serca stanowi zbiór około 40 artykułów prasowych oraz referatów, napisanych przez autora w okresie 1992–97. Większość tekstów była drukowana w czasopiśmie „Wołanie z Wołynia” (patrz CL S/2000) oraz nierzadko w innych periodykach, ukazujących się po obu stronach granicy. W końcowej części książki znajdujemy teksty kilku wystąpień księdza na konferencjach katolickich. Niektóre artykuły były podpisane pseudonimem Łucja Zalewska.
Cała książka, zawierająca ponad 250 stron, ilustrowana jest kilkudziesięcioma fotografiami obiektów sakralnych lub dokumentującymi odradzające się życie religijne na Wołyniu. Wzbogacona jest ponadto objaśnieniami i przypisami.
Lektura zebranych w książce artykułów prasowych jest bardzo ciekawa i pouczająca. Poszczególne teksty zawierają opisy kolejnych wydarzeń z życia Kościoła na tamtym terenie, wzbogacone o informacje z historii świątyń oraz o odbudowie nie tylko obiektów kościelnych, ale także społeczności parafialnych, zniszczonych w poprzednim okresie. Dla przykładu kilka miejscowości omawianych w książce: Łuck, Ostróg, Korzec, Zdołbunów, Dubno, Równe, Klewań, Krzemieniec, Szumsk. Utrwalone są również sylwetki wybitnych kapłanów, którzy odegrali ogromną rolę w przetrwaniu, a potem w odradzaniu się tamtejszego Kościoła rzymskokatolickiego: bp Adolf Szelążek, bp. Rafał Kiernicki, o. Serafin Kaszuba, ks. Ludwik Kamilewski, ks. Antoni Andruszczyszyn, ks. Leon Krejcza, bp. Marcjan Trofimiak.
Znamienny jest następujący fakt, opisany w artykule Pożegnanie Pasterza: ks. Władysław Rafał Kiernicki ponad 20 lat temu, podczas pogrzebu pewnego kapłana, wyraził się smutno: Czy będzie jeszcze ksiądz, który mnie pochowa? Tymczasem w czasie uroczystości pogrzebowych ks. biskupa Kiernickiego w 1995 r. w wypełnionej po brzegi katedrze lwowskiej byli arcybiskupi, biskupi, księża rzymskokatoliccy i wschodni, siostry zakonne i rzesza wiernych.
(D.T.S.)
Książkę można zamówić pod adresem: Ośrodek „Wołanie z Wołynia”, 34-520 Poronin, skr. poczt. 9.

• Nasz dostęp do informacji o historii prastarych i arcyciekawych miejscowości wschodniej części Polski – w tym tamtej części Małopolski – jest utrudniony ze względów, których wyjaśniać nie trzeba. W tym kwartalniku staramy się powstałą lukę jako tako wypełniać słownikiem geograficzno-historycznym, ale wiele wody w Pełtwi (a nawet Dniestrze) przepłynie, nim opiszemy bodaj jedną dziesiątą miast, miasteczek, wsi, regionów, gór, rzek, uzdrowisk i innych nazw geograficznych tamtej Ziemi.
Dlatego z satysfakcją witamy wydawnictwo, które wprawdzie całkiem innym celom ma służyć, niemniej zainteresowanym zwykłym zjadaczom chleba dostarcza mnóstwa danych o miejscowościach w obrębie Ziemi Przemyskiej – części naszych wschodnich terenów. Ziemia ta skutkiem układów jałtańskich uległa przepołowieniu, z czego nas interesuje naturalnie jej część Polsce prawem kaduka zabrana. Wschód historycznej Ziemi Przemyskiej to – pamiętajmy – cały szmat kraju, od Mościsk, przez Sambor, aż poza Drohobycz (w obrębie dzisiejszej RP zaś – po Rzeszów i Krosno).
Wydawnictwo nosi ogólny tytuł: Polska południowo-wschodnia w epoce nowożytnej. Źródła dziejowe i zakrojone jest na wiele tomów. Edytorami są Wydawnictwo Naukowe Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu oraz Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie (2000 r.), a autorami pierwszych 6 tomów, które się ukazały, są Zdzisław Budzyński i Kazimierz Przyboś.
Jak wynika z tytułu, są to źródła, a więc publikacja starych dokumentów (i to w języku łacińskim) – rejestrów dotyczących poboru podatków i pogłowia. Samo to nie byłoby dla nas interesujące, jednak każda z wymienionych miejscowości została w przypisach dokładnie opisana przez autorów. Objętość tych przypisów jest dwukrotnie większa niż samych tekstów dokumentów. Mamy tam więc opisy historyczne nie tylko miast i miasteczek, ale i setek wiosek, a także właścicieli i całych rodzin. Dla naszych potrzeb jest to więc rzecz trudna do przecenienia.
Nie mamy zamiaru namawiać wszystkich Czytelników, by to kupowali, ale tych szczególnie zainteresowanych dziejami Małopolski Wschodniej – na pewno!
Tomiki do nabycia w księgarniach naukowych.

• O młodej poetce lwowskiej Natalii Otko już pisaliśmy parokrotnie, drukowaliśmy jej wiersze (CL 1/97, tam też notka biograficzna). Czytelnicy wiedzą więc, o kogo chodzi, przedstawiać nie trzeba.
Ukazało się drugie (poszerzone) wydanie świetnego tomiku Mitogramy – Suita lwowska (Wydawnictwo „Via Nova”, Wrocław 2000). Jest to książeczka szczególna: autorka podpatruje piękne i oryginalne rzeźbiarskie detale lwowskiej architektury i nadaje im rangę symboli nie tylko Lwowa, jego kultury i sztuki, ale kultury w ogóle, kultury śródziemnomorskiej: greckiej, italskiej, starochrześcijańskiej, z których Lwów się narodził, rozwinął i zakwitł. Z tych detali-symboli rodzą się wiersze Natalii, niezwykle obrazowe i refleksyjne, zarazem erudycyjne. Duch historii, mitologii i Biblii są autorce bliskie, są powietrzem, którym oddycha.
Każdemu wierszowi odpowiada fotografia, a czasem nawet dwie, opiewanego kamiennego cudeńka: w całości i w zbliżeniu, oraz objaśnienie, też na dwóch planach: pierwszy to wskazanie miejsca w zabytkowym Lwowie, gdzie się detal znajduje. Drugi plan sięga starożytnych, średniowiecznych lub renesansowych źródeł mitu, z których owo dzieło wyrasta. Wszystko razem tworzy całość, którą można się delektować.
Oto próbka prawdziwej poezji Natalii Otko – wiersz o posągu Diany, zdobiącym jedną z czterech studzienek na lwowskim Rynku:

FONTANNA DIANY
Podziwiam Dianę.
Jej postać smukłą a silną,
w fałdach spływających
chitonu krótkiego.
Włosy misternie trefione,
łuk kunsztowny i strzały niechybne.

Najbardziej lubię jej psy.

Wzniesione czujnie łby,
uważne ślepia,
rozszerzone nozdrza,
w oddechu przyśpieszonym
napięte żebra.
Zziajane –
jeszcze przed chwilą leciały
obok dziewiczej Łowczyni,
dzieląc trud godnej bogów zabawy.
Oto komu nie grozi
nieśmiertelna nuda –
wieczność spędzić gotowe
byle u nóg swej władczyni.

Wabię:
Arkys!
Linkeus!
Ajnetos!
Amaryntos!
– nie drgną nawet...
nie dość znać imiona –
być trzeba ich Panią!

I objaśnienie:
Najpiękniejszą z rzeźb zdobiących studnie lwowskiego Rynku, wykonanych przez wiedeńskiego rzeźbiarza Hartmana Witwera (1743–1839), jest posąg Diany.
Bogini, dziewicza siostra Apollina – w mitologii greckiej Artemida, której ulubionym zajęciem były łowy, przedstawiona jest tu z dwoma swoimi myśliwskimi psami. Figury psów są pełne wyrazu i niezwykle żywe, a tradycja antyczna przechowała wiele ich imion własnych. [...] Wiele imion psów Artemidy, a także Akteona (przemienionego w jelenia za podglądanie bogini w kąpieli i rozszarpanego przez własne psy) podaje Z. Kubiak „Mitologia...”

• Bardzo nas ucieszył wydany we Lwowie nowy plan miasta, którego ukazanie się nie tylko ułatwi nam poruszanie się po jego ulicach, ale – co nie mniej ważne – świadczy o powrocie zdrowego rozsądku (od dawna oczekiwanego). Tytuł wydawnictwa brzmi: Lwów. Turystyczne mapy miasta (wyd. „Centrum Europy”, Lwów 2000). Liczba mnoga jest uzasadniona, ponieważ jedną stronę arkusza zajmuje plan najważniejszej części miasta (skali nie podano, ale oceniliśmy ją na około 1:12 000), drugą zaś stronę aksonometryczny plan śródmieścia – Stare Miasto i jego najbliższe otoczenia, widziane jakby z lotu ptaka).
Oba plany są bardzo ładnie opracowane – zasługa to doskonałej plastyczki Haliny Ziminy (która sporządziła też część rysunków do Przewodnika po Lwowie, omówionego przez nas w CL 3/99), ale i redaktora naukowego, Jurija Biriulowa, dobrze nam już znanego z wcześniejszych przedsięwzięć wydawniczych (i autora artykułu w CL 2/95 o Wystawie Krajowej w 1894 r.). Również pod względem poligraficznym plan jest bez zarzutu.
To jednak, co najbardziej odróżnia owo wydawnictwo od dotychczasowych planów okresu powojennego, to n a s z e nazwy ulic, które wpisano obok obecnie używanych. Oznaczono też i i opisano najważniesze zabytki miasta, wyjaśniając ich właściwe nazwy i funkcje.
Nie szczędzimy więc pochwał dla nowego planu. Obowiązek recenzenta wymaga jednak znalezienia dziury w całym, i oczywiście dziurę taką znaleźliśmy. Oto określając granice planu, wydawcy przecięli Cmentarz Łyczakowski tak, iż Cmentarz Orląt już się na planie nie zmieścił. Rozumiemy cienki problem, ale dla funkcji planu stała się szkoda: skoro plan jest przeznaczony do użytku Polaków, to ten ważny dla nas fragment miasta – jeden z najważniejszych we Lwowie! – powinien być dobrze widoczny. Pamiętajmy przy tym, że Cmentarz Orląt ocenia się jako jedno z najwybitniejszych w skali światowej rozwiązań architektonicznych w tej dziedzinie. Jest to więc chluba Lwowa.

Danuta Trylska-Siekańska (D.T.S.), Stefan S. Łukowski

Jest co czytać (24)

NADWÓRNA I NADWÓRNIANIE

Najbardziej nas cieszą pisma lokalne, środowiskowe, które są najlepszym dowodem, iż kresowa aktywność naszych Rodaków nie ogranicza się do centrów, jak Lwów, Wrocław, Londyn czy Kraków, oraz do zarządów polsko-kresowych organizacji – mających ze swej istoty pewną siłę materialną i duchową – lecz schodzi dość głęboko, w samo jądro autentycznego umiłowania własnej tożsamości i swojskości. Świadczy o tym liczba 24 już omówionych przez nas tytułów, a wiemy, że omówień takich będzie jeszcze co najmniej drugie tyle.
Wielką satysfakcję sprawiło nam zapoznanie się z rocznikiem „Nadwórna i Nadwórnianie” (nie trzeba wyjaśniać, gdzie powstającym), redagowanym przez energicznego animatora Polaków w tej podgórskiej miejscowości oraz prezesa tamtejszej organizacji polskiej Społeczny Klub „Opieka” Piotra Lewickiego. Mamy w rękach numer za rok 2000, nie wiemy jednak, czy były już wcześniejsze numery, nie wątpimy za to, że będą następne.
Pismo ma dość sporą objętość (format A4, 80 stron). Wykonywane jest głównie metodą kserografowania obcych tekstów oraz zdjęć, dokumentów, mapek. To całkiem zrozumiałe: nadwórnianie i miłośnicy Nadwórnej nie mają przecież szansy czytania wielu innych czasopism, otrzymują więc ich wybór. Od strony technicznej zaś – któż by uniósł koszty całej machiny komputerowo-drukarskiej (dobrze znamy te problemy!). Ważne jest więc, że takie materiały docierają do zainteresowanych.
W piśmie znajdujemy dwa bloki tematyczne: historyczny i współczesno-dokumentacyjny. W tym pierwszym czytamy m.in. o historii Nadwórnej i tamtejszym kościele, o szlaku bojowym II Brygady Legionów i cmentarzach poległych oraz sporo innych ciekawostek, niezwykle przydatnych także dla tych, którzy interesują się naszą utraconą Ziemią lub wybierają się ją odwiedzić.
W dziale dokumentacyjnym najważniejszym materiałem jest inwentaryzacja zachowanych polskich grobów na nadwórniańskim starym cmentarzu (dożywających swoich lat, ale nigdy celowo nie niszczonych).

Piszący te słowa odnalazł tam nagrobek swego pradziadka Józefa Czernego (1822–98), z urodzenia Czecha, który jako młody człowiek wdał się w rozruchy Wiosny Ludów w 1848 r. w Pradze i w konsekwencji musiał opuścić na zawsze swój kraj. Uciekł do Galicji-Małopolski, osiadł w Nadwórnej i spędził tam pół wieku jako nadleśniczy ogromnych podgorgańskich lasów (może także Puszczy nad Salatrukiem?
Tadeusz Czerny