Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• W poprzednim numerze pisaliśmy o powołaniu do życia w krakowskiej AP nowego kierunku filologicznego: języka rusińsko-łemkowskiego. Warto wiedzieć więc, kim są Łemkowie. Przytaczamy informację zawartą w artykule pt. Łemko szuka grobów (autor Piotr Pytlakowski), opublikowanym w „Polityce” 27/01.
[...] Skąd przybyli Łemkowie i jakie są ich korzenie etniczne – wciąż nie jest jasne. Znany etnograf [krakowski – przyp. red.] prof. Roman Reinfuss pochodzenie Łemków wywodził od plemion pasterzy wołoskich, którzy mieli przywędrować w Beskidy w XIV i XV wieku. Osiedlali się w wyższych partiach gór, bo niższe, dogodniejsze dla uprawy zajęli już Polacy. Reinfuss tak określa falę nowych osadników: „składali się z bałkańskich nomadów, tzw. Arumunów, z domieszką południowych Słowian, Albańczyków oraz dużą liczbą Rusinów”. Łemkami nazwali ich później, według Reinfussa, Bojkowie, mieszkający po sąsiedzku, w Bieszczadach. Była to nazwa żartobliwa, trochę kpiąca – wywodziła się od nadużywanego przez Łemków (a zapożyczonego od Słowaków) słowa „łem”, czyli „tylko”. [...]
Przypomnijmy, że o góralach-Rusinach w naszych Karpatach pisaliśmy w CL 3/97.

• W „Dzienniku Polskim” 100/01 przeczytaliśmy wspomnienie o Andrzeju Ettmayerze von Adelsburg (1791–1886), któremu przypisuje się uratowanie nekropolii królów polskich w podziemiach Katedry Wawelskiej.
A. Ettmayer urodził się we Lwowie, dokąd przybył jego ojciec po I rozbiorze (podobno z płd. Tyrolu), aby wraz z setkami podobnie nasłanych urzędników – głównie Austriaków, Niemców i Czechów – sprawować władze na wszystkich szczeblach administracji w Galicji, szczególnie w jej stolicy. On sam też został urzędnikiem państwowym, a w 1827 r. mianowano go starostą w Samborze, po sześciu zaś latach w Tarnowie. Od r. 1835, już jako radca dworu (i nowo upieczony szlachcic), pracował w lwowskim Gubernium. Z chwilą włączenia Krakowa do Galicji w 1846 r. Ettmayer z cesarskiego nadania stanął na czele Komisji Gubernialnej, która tym miastem zarządzała.
Andrzej Ettmayer zbliżył się do polskiego środowiska dość szybko (inni urzędnicy zaborcy czynili to oporniej, ale i tak ich dzieci stawały się już Polakami, a nawet uczestniczyły w naszych powstaniach). Gdy z Wawelu zrobiono koszary, Katedrę miano zamienić na kościół garnizonowy, a szczątki królewskie przenieść do kościoła św. Piotra i Pawła przy ul. Grodzkiej. Ettmayer pojechał wtedy do Wiednia i nakłonił młodego Franciszka Józefa do odstąpienia od tego barbarzyńskiego pomysłu austriackich biurokratów. Za to otrzymał honorowe obywatelstwo Krakowa.
Autor artykułu Michał Kozioł wymienia przy okazji innych honorowych obywateli Krakowa w różnych okresach jego historii. Dowiadujemy się, że w XX-leciu międzywojennym tylko trzy osoby dostały to wyróżnienie: marszałek Piłsudski, arcybiskup Sapieha i biskup Bandurski. Skąd byli rodem ci trzej wybitni Polacy, tego Czytelnikom CL tłumaczyć nie trzeba.

• W kolorowym dodatku wielkanocnym do krakowskiego „Dziennika Polskiego” 88/01 pokazano Golgotę – niezwykłą panoramę pędzla Tadeusza Popiela, namalowaną w 1896/97 r. dla kościoła OO. Bernardynów we Lwowie. Płótno to o wymiarach 7x10 m stanowi tło Bożego Grobu i od lat powojennych odgrywa tę rolę w krakowskim kościele tego samego zakonu, pod samym Wawelem. Toteż bernardyńska świątynia jest corocznie w ostatnich dniach Wielkiego Tygodnia (Wielki Piątek i Wielka Sobota) najliczniej odwiedzanym kościołem Krakowa. Dobrze, że w „Dzienniku Polskim” opisano historię tego obrazu, któż by bowiem dziś (szczególnie w Krakowie, obfitującym w dzieła sztuki i inne kurioza) pamiętał, że jest to dokument wielkiej kultury Lwowa?
Sylwetki autora Golgoty i jego brata rzeźbiarza zamieszczamy w innym numerze.

• Biuletyn Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” 1/01 omawia m.in. tegoroczne Dni Kultury Kresowej w Warszawie (patrz rubryka Kultura-Nauka w tym numerze).
Bogna Kaniewska przedstawiła rozmowę z Zofią Iwanową (córką Pani Marii, z którą rozmowę zamieściliśmy w poprzednim numerze CL), współzałożycielką Sceny „Studio Galiciana” we Lwowie. Teatrzyk gra po polsku, ale tworzą go – poza Panią Zofią – głównie artyści ukraińscy. Podobno cieszy się zainteresowaniem wszystkich nacji...

• W związku z naszymi obecnymi kłopotami z policją, strażą miejską i tp. stróżami porządku publicznego (czy tylko z nimi?), „Dziennik Polski” 83/01 przypomniał aferę sprzed przeszło 100 lat, wykorzystując zapis w „Kurierze Lwowskim” z 1899 r. na temat procesu funkcjonariuszy policji autonomicznej z Sambora, którzy znęcali się nad aresztantami podejrzanymi o drobne przestępstwa. Okazało się, że ludzi tych katowano, torturowano i szantażowano, by zmusić do przyznania się do winy, bez względu na prawdę. Proces odbywał się w Stanisławowie (praworządnie – nie w tym samym mieście!) i w jego wyniku policjantów skazano na od półtora roku do 8 lat więzienia. Sądzimy, że nie wypuszczano ich na przepustki.
Sprawozdawca „Kuriera” oburzał się, że nie zgłoszono pretensji za brak nadzoru ze strony burmistrza i inspektora policji, pomimo iż nawet jeden z posłów złożył interpelację w galicyjskim Sejmie Krajowym.
• Szansa dla inwestorów – tak brzmi tytuł artykułu w dodatku do krakowskiego „Dziennika Polskiego” pt. Dom z kwietnia ‘01. Mowa tam o możliwości rozwinięcia działalności polskich firm budowlanych za wschodnim kordonem. W artykule Ewy Piłat czytamy:
[...] Na rozpoczynające się XVII Krakowskie Targi Budownictwa przyjeżdża 100-osobowa grupa przedstawicieli samorządów, instytucji naukowych i biznesmenów z Ukrainy [chodzi o państwo Ukraina, a nie Ukrainę geograficzną – przyp. red.]. Podczas dwóch dni zaprezentują stronie polskiej swoje oczekiwania, specyfikę ukraińskiego rynku budownictwa i możliwości inwestowania podmiotów zagranicznych. [...]
Polacy są szczególnie predestynowani do nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej z Ukrainą. Umożliwia to położenie geograficzne, łatwość porozumienia się zarówno w sensie językowym, jak i mentalnym [? – red.], i rozumienie ukraińskich problemów gospodarczych, z jakimi nie tak dawno sami mieliśmy do czynienia. Tymczasem okazuje się, że są biznesmeni z Zachodu, gdyż częściej decydują się na uruchomienie działalności na Ukrainie. Polacy inwestują ostrożnie, najczęściej w strefie przygranicznej i we Lwowie. Na Wołyniu prawie 50 proc. firm to podmioty gospodarcze z kapitałem polskim. [...]
Eksperci oceniają, że w stosunku do Polski Ukraina jest opóźniona gospodarczo i ekonomicznie o około 10 lat [ten optymizm dotyczy chyba wybranych dziedzin – przyp. red.]. Grażyna Dzwonkowska, wiceprezes Instytutu Integracji Europejskiej, organizacji pozarządowej, ułatwiającej kontakty polskich i ukraińskich firm twierdzi, że Ukraińcy przyjeżdżając do Polski, odkrywają Zachód. – Tu jest zupełnie inaczej, kolorowo, dostatnio. Nic dziwnego, że przedsiębiorcy chcieliby mieć nowe technologie i maszyny u siebie. [...]
Największe zainteresowanie strony ukraińskiej wzbudzają nowe technologie budowlane, związane z energooszczędnością. Są to zatem wszelkie systemy dociepleń, energooszczędne okna, systemy ogrzewania, a nawet liczniki gazowe. [...] Powodzenie wróży się producentom styropianu, wełny mineralnej czy stolarki otworowej, ale przedsiębiorcy muszą pamiętać, że jest to rynek pełen pułapek. [...]
Trzeba pamiętać, że za wschodnią granicą obowiązują nieznane u nas formy działalności gospodarczej, jak np. firma z dodatkową odpowiedzialnością czy spółka akcyjna zamkniętego lub otwartego typu. Wygodnie jest, zamiast zakładać firmę z kapitałem zagranicznym, rozpocząć po prostu działalność wspólną z istniejącym podmiotem ukraińskim. W niektórych przypadkach można wówczas liczyć na dotacje państwa czy zwolnienia podatkowe. Zwolnienia obowiązują również w wolnych strefach ekonomicznych oraz w tzw. obszarach ulgowego inwestowania.
Firmy, które chciałyby wejść ze swoimi produktami na rynek ukraiński, muszą wiedzieć, że istnieją poważne różnice w normach dotyczących budownictwa i honorowaniu certyfikatów. Całą działalność gospodarczą na Ukrainie reguluje 17 kodeksów, setki ustaw i dekretów wydanych przez różne organy. Inwestor nie przygotowany może się w tym pogubić. Ale umiejętnie poprowadzony może zrobić na tym rynku dobry interes, ponieważ, jak zapewnia wiceprezes Instytutu Integracji Europejskiej, wbrew pozorom, na rynku ukraińskim są pieniądze. – Problem polega na tym, że strona ukraińska myśli po ukraińsku, a polska po polsku. Jeśli Polak chce tu inwestować, musi się nauczyć myśleć po ukraińsku [byle nie do przesady! – przyp. red.]. [...]

• „Nasze Słowo” – pismo ukraińskie wychodzące w RP i przez RP dotowane – zamieściło w nrze 37/2000 artykuł pt. Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie (autor Mrosław Łewyćkyj, czyli Mirosław Lewicki), z którego niektórymi fragmentami warto się zapoznać. Czytelnicy sami ocenią myśli p. Lewickiego. Warto poinformować, że artykuł ten wraz z tłumaczeniem na język polski przysłano nam z jednego z miast Małopolski Wschodniej (bo sami go nie nabywamy). Fragmenty podajemy z pewnymi uproszczeniami stylistycznymi, które jednak nie zmieniają wymowy tekstu.
U progu XXI wieku o demokracji w państwie świadczy nie tyle poziom dobrobytu materialnego, co system wartości, który w danym kraju panuje, a także stosunek do mniejszości narodowych. Ukraina odnosi się troskliwiej do mniejszości (co wynika z Prawa o mniejszościach narodowych) niż do swego narodu, o czym z nieukrywanym sarkazmem mówią publicyści i politycy. Owa troska może być przykładem dla wielu państw europejskich. [sic!]
[...] Jedną ze struktur, która ma wpływ na proces narodowego uświadomienia diaspory, jest Kościół. Dziś Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie pełni taką misję wśród społeczności polskiej. Według opinii elitarnych przedstawicieli polskiego środowiska pomimo wszelkich problemów ekonomicznych młodego państwa ukraińskiego Kościół ten znajduje się w wyjątkowo sprzyjającej sytuacji, jakiej nie miał w ciągu ubiegłych 200 lat. [świadczy o tym nieoddawanie rzymskim katolikom świątyń, plebanii i innych obiektów, usuwanie księży itp., prawda? – przyp. red.]
[...] Po przewrocie bolszewickim w 1917 r. i wprowadzeniu doktryny ateistycznej wszystkie kościoły doznały ucisku. W połowie lat 60. na całym terytorium Ukrainy oficjalnie pracowało tylko 18 księży rzymskokatolickich. Przeważnie byli to ludzie starsi, po obozach i więzieniach. I chociaż władze na wszelkie sposoby utrudniały do nich dostęp młodzieży, życie religijne nigdy nie zagasło. Rozwijało się ono w rodzinach, w podziemiu. Z tego powodu po upadku systemu komunistycznego byliśmy świadkami religijnego przebudzenia, które dziś z bardzo złożonych przyczyn moralno-etycznych i politycznych gaśnie [...]

• W „Dzienniku Polskim” 93/01 rozmowa red. Grażyny Starzak z księżmi pt. Metryki pokoleń na temat ksiąg parafialnych. Ks. Józef Wołczański mówi o archiwaliach parafii lwowskich, wywiezionych po kryjomu do Lubaczowa w 1946 r. przez ks. Mariana Rechowicza, późniejszego biskupa archidiecezji lwowskiej na wygnaniu. Obecnie księgi te, a także wiele bezcennych dokumentów sześciu wieków Kościoła łacińskiego we Lwowie, znajdują się w złych warunkach w Krakowie. Po kilku latach kierowania tym archiwum przez ks. Wołczańskiego – który wzbogacił zbiory materiałami zdobytymi od księży z Małopolski Wschodniej – obsługuje je s. Dacja.
Ze zbiorów korzystają wygnańcy w celu ustalenia spraw rodzinnych, a także majątkowych. Ostatnio zainteresowali się nimi prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej, badający mordy dokonywane przez Ukraińców na Polakach, w książkach bowiem zapisywano prawdziwe przyczyny śmierci. Drugi podobny zbiór ksiąg z archidiecezji lwowskiej znajduje się w Archiwum Zabużańskim w Warszawie.
Przy lwowskim archiwum w Krakowie jest cenna biblioteka oraz zbiór dzieł sztuki kościelnej, w tym piękna kolekcja portretów arcybiskupów lwowskich.

• W księgarniach, prasie i ulotkach znaleźliśmy informacje o książkach, które mogłyby nas zainteresować (ale ich nie czytaliśmy):

• Stanisław Skrowaczewski, Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz: Byłem w niebie (Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 2000). Rozmowa ze znakomitym dyrygentem, lwowianinem z urodzenia i wychowania, osiadłym w USA. Opowiada także o rodzinnym Lwowie i jego wspaniałej, kulturalnej atmosferze w latach poprzedzających II wojnę światową. (recenzja A. Woźniakowskiej w „Dzienniku Polskim” 70/01)

• Grzegorz Motyka: Tak było w Bieszczadach. Walki polsko-ukraińskie 1943–1948 („Wolumen” 2000)

• Anna Mieszkowska: Marian Hemar. Od Lwowa do Londynu (Polska Fundacja Kulturalna, Londyn 2001)
Stanisław Sochaniewicz