Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Barbara Czałczyńska, FELIETON O NASZYM KOŃCU WOJNY

Tak się złożyło, że pięćdziesiątą rocznicę podpisania przez Niemcy hitlerowskie aktu kapitulacyjnego obchodziłam na wyspach brytyjskich. Słowo „obchodziłam” o tyle jest tutaj nie na miejscu, że tę rocznicę obchodziłam nie ja, lecz hucznie świętowali ją mieszkańcy Albionu. Było więc o tym dniu pełno i w prasie i w radiu, i w telewizji i we wspomnieniach otaczających mnie osób. A więc o tym, jak wszyscy londyńczycy wylegli na ulice, śmiali się i płakali na przemian. Obcy ludzie padali sobie w ramiona. We wszystkich oknach zapaliły się światła, w niebo wystrzeliły ognie sztuczne.
Słuchałam tego wszystkiego i nie jestem pewna, czy czułam żal, że nam w Polsce nie dane było przeżyć tej oszałamiającej radości, czy zażenowanie, że nie mogę podzielić radości otoczenia. Dzień ten pamiętam bardzo dobrze. Było to 8 maja. W Krakowie odbywała się pierwsza po wojnie procesja w dzień św. Stanisława. Zakończenie jej, jak zazwyczaj bywało, odbywało się na Rynku krakowskim – przed Bazyliką Mariacką. I właśnie w trakcie tego zakończenia ktoś wszedł w tłum z tablicą oznajmiającą, że właśnie został podpisany akt kapitulacji. Tablica wraz z jej właścicielem wędrowała między zgromadzonymi na Rynku ludźmi, ale nie towarzyszyły jej żadne oznaki radości. Ludzie stali w milczeniu i w milczeniu się rozeszli.
My, przybysze ze Wschodu, dwa razy oglądaliśmy wejście Armii Czerwonej. Ten pierwszy raz to był dzień straszliwej klęski. Temu powtórnemu wejściu towarzyszyła jak promyk nadziei myśl: a może coś będzie inaczej? Ale rychło przekonaliśmy się, że nasze nadzieje były zwodnicze. Od stycznia 1945 do maja tegoż roku wyłapywano tak zwanych „wrogów ludu”, którzy byli dla nas bohaterami walczącymi o wolność. Pojawił się jakiś przez nikogo nie wybierany rząd, a ci, na których czekaliśmy przez ciągnące się w nieskończoność lata wojny, nie mogli wrócić do ojczyzny. Podstępnie ruszyła propaganda zohydzająca to wszystko, co było nam drogie.
Jak mogłam wyjaśnić pełnym radości Brytyjczykom, że w dniu ich szczęścia my w Polsce przeszliśmy przez bramę, na której napis głosił: „Porzućcie wszelką nadzieję...”