Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Feliks Budzisz, PRZYJACIELE Z WOŁYNIA

Przedwojenny Wołyń był wielonarodowościowy. Zamieszkiwało go – wg encyklopedii z 1939 r. – 2 084 790 ludności. Najliczniejszą grupę stanowili Ukraińcy wyznania prawosławnego – 68%. Drugą co do liczebności i najbardziej dynamiczną była ludność polska – 17%, trzecią żydowska, przeważnie miejska – 10%. Czwartą grupę stanowili Niemcy, zamieszkali głównie na wsi – 2%, piątą Czesi, również na wsi – niespełna 2%. Inne narodowości – Rosjanie, Białorusini, Litwini, Karaimowie – około półtora procent.

Tak więc ludność województwa wołyńskiego II Rzeczypospolitej stanowiła prawdziwy konglomerat wyznań i narodowości, a co należy pokreślić – żyła w przykładnej zgodzie, bez konfliktów narodowościowych, które zrodziły się dopiero pod koniec 1939 roku, a szczególnie ostrą postać przybrały podczas okupacji niemieckiej, w latach 1941–44, nazywanej nie bez uzasadnienia hitlerowsko-ounowską.
Różnie potoczyły się losy wołyńskich narodowości, najczęściej były one dramatyczne, a nawet niewyobrażalnie tragiczne. Ludność niemiecka – na podstawie umowy z 28 listopada 1939 r. między ZSRR i Niemcami – została prawie w całości przemieszczona w styczniu 1940 r. do Generalnego Gubernatorstwa. Jej majątek przejęli Ukraińcy. Ich łupem stał się również majątek po deportowanych na wschód Polaków w latach 1940–41, ludności polskiej, eksterminowanej przez OUN-UPA w latach 1943–45, i po ekspatriowanej do Polski w następnych latach. Podobnie majątek po Czechach, którzy w 1947 r. wyemigrowali do swojej ojczyzny, dostał się w ręce Ukraińców.

Czesi zaczęli przybywać na Wołyń, głównie do powiatów łuckiego i dubieńskiego, od 1868 r., nabywając parcelowaną ziemię wielkiej własności, której nie mogli nabywać Polacy z powodu zakazu osiedlania się na Wołyniu. Jak informuje M. Orłowicz, kolonialiści czescy, którzy przybyli przed rokiem 1881, pozostali katolikami; ci, którzy przybyli później, przyjęli prawosławie, gdyż wedle ukazu z r. 1881 ziemie na Wołyniu mogli nabywać tylko prawosławni i to nie Polacy.

Czesi wołyńscy, podobnie jak i Niemcy, zajmowali się przede wszystkim uprawą ziemi. Jedynie w wypadku braku możliwości założenia nowego gospodarstwa przez młodych podejmowali naukę rzemiosła. Poziom zamożności ludności czeskiej był wyższy niż Niemców. Większa też była ich aktywność społeczna o zabarwieniu politycznym – głębokiej więzi z krajem ojczystym. Czesi byli wzorowymi rolnikami o wysokiej kulturze rolnej oraz wzorowej organizacji życia społecznego. Stali się na Wołyniu niedościgłym wzorem pracowitości i zamożności. Dzięki tym cennym zaletom cieszyli się autorytetem i sympatią u innych nacji, odwzajemniali się życzliwością i pomocą innym. Mówiono, że u Czecha to jak w banku – zawsze można było liczyć na pożyczkę, gdy się było w potrzebie.
Kolonie czeskie wyróżniały się dużymi, najczęściej murowanymi zabudowaniami, czystością i ładem gospodarczym. Otoczone były sadami i ukwieconymi ogródkami. We wsi była zazwyczaj gospoda, dom ludowy, szkoła czeska, a koło wsi piękne chmielarnie. W 1929 r. było na Wołyniu – jak podaje Orłowicz – 35 szkół z 35 nauczycielami Czechami, a nadto w trzech szkołach państwowych polskich uczono języka czeskiego jako przedmiotu. Wiele młodzieży czeskiej pobierało nauki w polskich gimnazjach i szkołach zawodowych. Życiem kulturalnym – czytelnictwem, teatrzykami, orkiestrami, wycieczkami – opiekowała się Czeska Macierz Szkolna, założona w 1923 r. We wszystkich większych koloniach istniały dobrze zorganizowane gniazda „Sokoła” oraz straże ogniowe, w których często koncentrowało się życie kulturalne.
Na Wołyniu Czesi zamieszkiwali w 638 miejscowościach, nieraz wtopieni pojedynczymi rodzinami w polskie czy ukraińskie wsie. Największą i najlepiej urządzoną kolonią czeską na Wołyniu była Wołkowyja, licząca aż 5000 ludności. Do większych czeskich osad na Wołyniu należał Kupiczów, położony o 25 km na południe od Kowla, otoczony mniejszymi czeskimi koloniami. Kupili go Czesi w 1870 r. od Marii Zagórskiej, która była córką Marii Naryszkinej, faworyty cara Aleksandra I, a żoną polskiego ziemianina Aleksandra Zagórskiego. Za udział w powstaniach 1831 i 1863 r. jego majątki zostały rozparcelowane i rozprzedane; 6 tysięcy morgów kupili od M. Zagórskiej – już po śmierci męża – Czesi, za 70 tys. rubli w srebrze. Taki był początek czeskiego Kupiczowa, którego mieszkańcy chlubnie i bohatersko spletli swoje losy z tragicznymi losami ludności polskiej w latach okupacji, zwłaszcza w czasie krwawego banderowskiego terroru.

Czesi wołyńscy zdecydowanie potępiali terror ukraiński wobec ludności polskiej, udzielali jej pomocy, ukrywali zbiegłych przed rzeziami, przeprowadzali do bezpieczniejszych miejscowości. Kupiczowski pastor Jan Jelinek – który ocalił wielu Polaków, podobnie jak i inni Czesi z Kupiczowa i okolicznych kolonii – pisze w swoich wspomnieniach:
Ukraińscy nacjonaliści kierowali się hasłem, że Ukraina musi być czysta „jak łza”. To znaczy składać się z samych Ukraińców. Mordowali więc Polaków, później zabrali się do Czechów. W Kupiczowie zamordowali 10 lub 11 mieszkańców narodowości czeskiej. Ginęli i przedstawiciele innych nacji, np. Rosjanie.
Trzeba tutaj wnieść istotną informację: z rąk UPA zginęło na Wołyniu 330 (1%) Czechów, Polaków około 60 tysięcy (18%).
Wstając rano – pisze J. Jelinek – nie wiedzieliśmy, co nas czeka do wieczora, a wieczorem – czy doczekamy rana... Wiem, że wielu uciekinierów przechowywało się w Kupiczowie jeszcze przed nadejściem do nas samoobrony z Zasmyk. Przechowywał Polaków Baloun, Żatecki i wielu, wielu innych. Nie było rodziny, która by nie pomagała. Pomagaliśmy uciekinierom dostać się do Zasmyk albo do Kowla. Wymagało to od przewodników wielkiej odwagi. Groziła im śmierć, podobnie jak uciekinierom. Ofiarnymi przewodnikami byli m.in. Zapotocki oraz Wacław Kaczerowski z Dażwy (kolonia k. Kupiczowa – FB).
8 września 1943 r. Kupiczów i okoliczne urodzajne tereny z wyludnionymi polskimi miejscowościami zajęli Niemcy i Litwini w celu młócenia zboża i zbioru okopowych, bo zdezorganizowana wieś już kontyngentów nie dostarczała. Ale w pierwszych dniach listopada wojsko opuściło Kupiczów, który zaraz zajęli banderowcy. Sytuacja Czechów stała się krytyczna – groziła im zemsta za sprzyjanie ludności polskiej. 11 listopada delegacja Czechów ubłagała dowódcę polskiej samoobrony w Zasmykach, por. Władysława Czermińskiego „Jastrzębia”, by roztoczył nad Kupiczowem opiekę. Mimo braku zgody ze strony Inspektoratu AK w Kowlu „Jastrząb” następnego dnia zajął Kupiczów, przepędzając banderowską załogę. Ale UPA nie dała za wygraną. 13 i 22 listopada przypuściła silne ataki celem odbicia tej strategicznej miejscowości, ufortyfikowanej bunkrami, rowami strzeleckimi i zasiekami. W dramatycznych walkach Polacy i Czesi odparli ataki. Od tej pory szybko rosła rola Kupiczowa w polsko-czeskim ruchu oporu, w rozwoju terytorialnym i zbrojnym zasmycko-kupiczowskiej bazy samoobronnej, co zdecydowanie zwiększyło bezpieczeństwo polskiej i czeskiej ludności.

W Kupiczowie przez pewien czas mieściły się sztaby Okręgu AK i kowelskiego zgrupowania 27. WD AK oraz jej szpital, wielokrotnie kwaterowały oddziały Dywizji. Tam polscy partyzanci w domu ludowym, wspólnie z Czechami, obchodzili uroczyście Wigilię 1943 r. przy suto zastawionych przez czeskie gospodynie stołach. I stamtąd, poderwani alarmem w pierwszy dzień Bożego Narodzenia, wyruszyli na ratunek polskiej ludności w bazie zasmyckiej, napadniętej przez UPA. Brawurowym atakiem zniosły banderowską zasadzkę i razem z polską samoobroną napadniętych wsi przepędzili rezunów, którzy zdążyli już spalić dwie wsie oraz wymordować ponad 50 osób, w tym wiele dzieci.
Kupiczowscy Czesi dali schronienie i wyżywienie tysiącom polskich uciekinierów ze spacyfikowanych przez Niemców Zasmyk 19 stycznia 1944 r. W takich ekstremalnych warunkach pogłębiała się dawna, sprzed wojny, przyjaźń wołyńskich społeczności – Polaków i Czechów. Wojenne losy wołyńskich Czechów, a więc i kupiczowian, są bardzo podobne do losów Polaków, nie tylko zresztą z Wołynia. Czesi byli deportowani na Sybir, prześladowani przez OUN-UPA i walczyli na wielu frontach, również na zachodzie – we Francji, w bitwie powietrznej o Anglię i w innych formacjach armii alianckich. Tylko z Kupiczowa i okolic 250 Czechów zgłosiło się na ochotnika do Czechosłowackiego Korpusu gen. Ludwika Swobody. Korpus stoczył wiele bitew, a najkrwawszą o Przełęcz Dukielską. Trzeba tutaj podkreślić, że Czesi nie dzielą swoich kombatantów na słusznych i mniej słusznych, lecz wszyskim oddają należną cześć, a ze szczególnym pietyzmem czczą pamięć poległych w najkrwawszej bitwie dukielskiej. Podobieństwo losów i emocjonalny stosunek do ziemi młodości – Wołynia II Rzeczypospolitej – łączy trwale Polaków i Czechów wołyńskich.
I pamiętam piękny dzień – wspomina Czech z Kupiczowa, Józef Tomanek, mieszkający obecnie w Nowym Jorku – kiedy z młodzieżą, z pieśniami i kwiatami przeszliśmy 25 km do odległego Kowla na powitanie prezydenta Ignacego Mościckiego. Przyjazd prezydenta na Wołyń w 1929 r. z sentymentem wspomina w liście do mnie Jaroslav Mec z Pragi, były mieszkaniec Łucka: Witaliśmy Pana Prezydenta i jego korowód przy wjeździe do Łucka... Dalszy niezapomniany dla mnie moment to, gdy podczas poświęcenia lotniska przez biskupa A. Szelążka Pan Prezydent przechodził obok pola namiotowego Wołyńskich Hufców Harcerzy. Stałem wówczas na warcie przy wejściu do namiotu naszego hufca. Pan Prezydent pogłaskał mnie po twarzy.
Wspólna jest dla Polaków i Czechów z Wołynia tęsknota do ziemi młodości. Pięknie ją wyraził J. Tomanek, poeta i kompozytor, który o sobie powiedział: „Czech z pochodzenia, Polak z urodzenia, a Słowak z przekonania”:
Jak wczoraj widzę pól bezkres spokojny,
Błotniste drogi, strzechy wśród drzew cieni,
Miasta i sioła, i lud bogobojny
i tych, co leżą już w cmentarnej ziemi.
Obłok jak żagiel nad Wołyniem płynie
Do nieboskłonu, gdzie jarzy się złoto...
Ech! żal mój gorzki chcę utopić w winie
Wraz z mą bolesną za krajem tęsknotą.

Parę lat temu Czesi z Kupiczowa uroczyście obchodzili w Krasnym Dvore koło Pragi 130. rocznicę przybycia na Wołyń i założenia czeskiego Kupiczowa, bo Kupiczów jako Kupiaczów wymieniany jest w starych zapiskach już w XII wieku, a w XVII, w czasie wojen kozackich, był podobno ufortyfikowaną osadą, po której niestety nic nie zostało, prócz śladów po starych grobowcach na cmentarzu. Na jubileusz 130-lecia przybyło blisko 200 byłych kupiczowian i wielu gości. Władze lokalne pomogły zorganizować wystawną i uroczystą imprezę. Rozpoczęto ją mszą św., celebrowaną przez legendarnego 88-letniego pastora J. Jelinka, ks. Aleksandra Piudzika z Elbląga i popa o. Aleksandra, podkreślając w ten sposób trójwyznaniowość wołyńskich Czechów.
Z okazji jubileuszu wydano zbiór wspomnień Obrazky z Kupicova, w opracowaniu Vaclava Kytla i Miloslavy Żakovej. Stanowią one wyjątkowo ciekawą i wprost urokliwą lekturę o Wołyniu, życiu i trudzie oraz obyczajach Czechów, a również o współżyciu z innymi nacjami.
Pobieżny rejestr najważniejszych wydarzeń z historii wołyńskich Czechów, naszych wypróbowanych przyjaciół, pozwala wysnuć wiele, mimo wszystko, optymistycznych wniosków. Ale mnie nasuwa się trochę inna, aktualna refleksja, bo oto nasze media, zwłaszcza telewizja, jakby zapomniały, że za południową granicą mamy bliskich nam swoją historią słowiańskich przyjaciół. A mogłyby nam te media pokazać wiele interesujących i pouczających faktów z niedawnej przeszłości i ciekawej teraźniejszości, zamiast natrętnego epatowania wzorcami życia z marginesu społecznego.

Literatura
Włodzimierz Mędrzecki, Województwo wołyńskie 1921–1939. Wrocław 1988.
Mieczysław Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Wołyniu. Łuck 1929.
Josef Toman, Pamatnik. Ucast zahranicnych Cechu z obce Kupicov na Volyni v bojich za ceskoslovenskou samostatnost. 1946.
Josef Toman, „Zpravodaj” nr 8, 1999.
Josef Tomanek (Toman), Niepowrotny czas. Nowy Jork 1999.
Leon Karłowicz, Wydarzenia w Kupiczowie w świetle wspomnień mieszkańca miasteczka. [w:] Okrutna przestroga, w opracowaniu J. Dębski, L. Popek. Lublin 1977.
Józef Turowski, Pożoga. Walki 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Warszawa 1990.
Vaclav Kytl, Jaroslav Mec, Volyn. Maszynopis w posiadaniu autora oraz Obrazky z Kupicova, w opracowaniu Vaclav Kytl i Miloslava Żakova, 2000. Również: „Kupičovsky hlasatel” nr 8, 9, 12, 13, 14.
    
Notkę biograficzną autora zamieściliśmy w CL S/2000.