Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

HARCERKI PORTRET WŁASNY

Wspomnienia druhów Nartowskiego i Podusowskiego, przedstawione przez nich samych na jednym ze spotkań naszego Towarzystwa w kapitularzu oo. Dominikanów o udziale drużyn harcerskich II Rzeczypospolitej w obronie Lwowa w 1939 r., ożywiły wspomnienia moich własnych przeżyć.

W 1938 r. zapisałam się na I rok studiów Akademii Handlu Zagranicznego we Lwowie i równocześnie do żeńskiej drużyny harcerskiej przy AHZ. W roku akademickim 1938/39 uczestniczyłam w zbiórkach i spotkaniach – niewiele z nich pamiętam. Nie zapomniałam jednak wydarzeń z września ’39.
W ostatnich dniach sierpnia druh Kazimierz Seko powiadomił nas o sytuacji politycznej grożącej Polsce wybuchem wojny z Niemcami i w związku z tym o potrzebie włączenia się naszej drużyny w obronę Lwowa. Zgłoszenia do służby w obronie przeciwlotniczej, zlokalizowanej w koszarach przy ul. Teatyńskiej, były dobrowolne. Zgłosiłam się natychmiast. W rodzinie wszyscy zdolniejsi do jakiegokolwiek wysiłku walczyli o wolną Polskę i polski Lwów w latach 1914–1920.
Do 1930 r. mieszkałam w koszarach przy ul. Kurkowej 12, gdzie mieściło się DOKP VI, miejsce pracy mojego ojca. Moje dzieciństwo – nie tylko moje, ale i innych dzieci koszar – to była fascynacja wojskiem, zbiórkami, marszami i musztrą, defiladami i paradami wojskowymi. W latach 1930–38 byłam uczennicą Państwowego Gimnazjum im. Franciszka Karpińskiego w Śniatynie i równocześnie harcerką drużyny żeńskiej im. Emilii Plater. Drużyna propagowała ruch harcerski, Rada Drużyny przygotowywała program wdrażania ideologii harcerskiej oraz plany prac dla zastępów. Instruktorzy prowadzili wykłady terenoznawcze, kursy samarytańskie, ogrodnicze oraz z dziedziny gospodarczej. Drużyna brała udział we wszystkich uroczystościach szkolnych, kościelnych, państwowych, ale też opiekowała się ubogimi dziewczętami.
Naszym zadaniem była opieka nad grobami poległych w walkach o niepodległość Ojczyzny. Podczas wojny polsko-ukraińskiej w szpitalu śniatyńskim zmarło 16 ciężko rannych jeńców – Orląt Lwowskich, którzy zostali pochowani w dwóch wspólnych grobach.
Z tym bagażem rodzinnych tradycji oraz patriotycznego wychowania harcerskimi przyrzeczeniami, które najdobitniej wyraził słowami Władysław Bełza w harcerskiej pieśni –
Święta miłości kochanej Ojczyzny,
Oto w twą służbę wchodzi hufiec nasz.
Od lat najmłodszych do późnej siwizny
Pragnie przy tobie czujną trzymać straż.
– znalazłam się w koszarach przy ulicy Teatyńskiej.

Służba w obronie przzeciwlotniczej zobowiązywała do: 1) odbioru meldunków telefonicznych o zbliżaniu się i przelotach nieprzyjacielskich samolotów w obrębie województwa, 2) bezzwłocznego przekazania treści meldunków do dyżurki oficerskiej, 3) pracy na zmiany, raz dzienną, raz nocną. Pracowałyśmy na parterze przy kilkunastu stolikach, obok pokoju, w którym bez przerwy oficerowie pełnili swoje dyżury. Dojście do koszar na ul. Teatyńską z ul. Modrzejewskiej, gdzie wtedy mieszkałam, nie było uciążliwe w dzień, ale przejście przez zaciemniony Lwów na drugi koniec miasta na nocną zmianę niejednokrotnie odbywałam z duszą na ramieniu.
Wyposażona w służbową maskę gazową, nosiłam ją zgodnie z zaleceniem stale u boku – w pierwszych dniach września z dumą, która była dowodem mego zaangażowania, jednak później z rosnącym uczuciem obawy. Z okresu tego wędrowania utrwaliły się w mojej pamięci pierwszy niemiecki nalot 1 września około 10 rano, potem – na przełomie pierwszej i drugiej dekady września – ostrzał artylerii niemieckiej z okolic ul. Grochowskiej, płonące zakłady Baczewskiego z łuną rozświetlającą ulice i horyzont, a nadto lęk przed „piątą kolumną” – Ukraińcami. Ci działali zorganizowani od pierwszych dni agresji niemieckiej. Na ul. Modrzejewskiej wykryto i zlikwidowano ukraińskie stanowisko sygnalizacyjne na dachu kamienicy. Lustrami określali położenie obiektów strategicznych, jak np. lotnisko, dworzec, koszary.
Służbę w obronie przeciwlotniczej pełniłam do rana 13 września. Odeszłyśmy z koleżanką Anną Skibówną ostatnie. Silny ostrzał artylerii niemieckiej uniemożliwił mi powrót do domu, zamieszkałam więc czasowo u Hani. Na moją ulicę dostałam się w dwa dni potem. W tydzień później ulicą Szymonowiczów przez dwa dni maszerowały już regularne oddziały piechoty i wojsk zmotoryzowanych armii sowieckiej. Ojczyzna i Lwów rozpoczynały wędrówkę w podziemie i na emigrację.
Pozostałe egzaminy z I roku studiów zdawałam w październiku. Wyniki egzaminów prof. Ruziewicz i Samolewicz wpisali mi już w języku ukraińskim. Z końcem roku 1939, a może początkiem następnego, dokładnie nie pamiętam, zostałam skreślona z listy studentów uczelni na skutek zbyt częstych nieusprawiedliwionych absencji. Nie było już w moich planach kontynuowanie nauki na tej uczelni. Ojciec, uprzedzony o deportacjach wcześniej rejestrowanych oficerów, nie wypełnił nakazu rejestracji, a ponadto poszukiwany jako były starosta śniatyński uznał za stosowne zniknąć wraz z rodziną z terenu Lwowa i radiańskiej Ukrainy. Dzięki pomocy księdza z kościoła św. Marii Magdaleny i innych życzliwych znajomych, dostaliśmy się jako uciekinierzy do Krakowa.
Po zakończeniu wojny kontynuowałam studia ekonomiczne na Akademii Handlowej w Krakowie oraz rozpoczęte w czasie okupacji niemieckiej na tajnych kompletach studia prawnicze na UJ. Ukończyłam oba fakultety w 1947 roku.
Nieznany mi jest los harcerek z AHZ. Utrzymuję natomiast kontakt z żyjącymi harcerkami ze Śniatyna. Wiele dziewcząt z tej drużyny zostało zamęczonych w więzieniach i wywiezionych do łagrów sowieckich, przetrzymywanych w więzieniach i niemieckich obozach koncentracyjnych. Zapisały piękną kartą historię drużyny, a ich postacie żyją w naszej pamięci niezmiennie.
            Janina Maria Iskrzycka
                z d. Wieser