Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

NOWE KSIĄŻKI

Nowe książki
• W pierwszych miesiącach br. ukazała się na półkach księgarskich monumentalna praca Władysława i Ewy Siemaszków pt. Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945 (Wydawnictwo von Borowiecky, Warszawa 2001). Praca ta w I tomie (ok. 1000 stron) podaje w układzie chronologicznym opis aktów zbrodni dokonanych w bestialski sposób na ludności polskiej przez członków Ukraińskiej Powstańczej Armii w 11 powiatach województwa wołyńskiego. Tom II (ok. 400 stron) zawiera załączniki: relacje świadków zbrodni, raporty i sprawozdania struktur polskiego podziemia, dokumenty ukraińskich nacjonalistów i inne.
Zbieranie i opracowanie dokumentów ojcu, Władysławowi Siemaszce, członkowi konspiracji w powiecie włodzimierskim, a następnie żołnierzowi 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, oraz jego córce Ewie, szczerze zaangażowanej w tej pracy, zajęło przeszło 10 lat ich życia.
Zebrana szczegółowa dokumentacja, opierająca się na relacjach świadków (1668 relacji), aktach śledztw, aktach i postanowieniach sądów w sprawach uznania za zmarłych, zapisach zgonów z ksiąg metrykalnych, w nieodparty sposób wykazuje, że ofiarami zbrodni ludobójstwa w omawianym okresie było 50–60 tysięcy ludzi, w tym wiele kobiet i dzieci.
Praca ta spotkała się nie tylko z dużym zainteresowaniem społeczeństwa b. Kresów. Dowodem docenienia jej jest przyznanie tegorocznej nagrody „Przeglądu Wschodniego” za najlepszą publikację dotyczącą dziejów Europy Wschodniej właśnie W. i E. Siemaszkom. Nagrodą tą podzielili się oni z młodym historykiem krakowskim z UJ, Janem J. Burskim.

Dla pełnego obrazu należy zaznaczyć, że pierwsze prace nad gromadzeniem relacji o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w czasie II wojny światowej zaczęły napływać w połowie lat 80. na apel Środowiska Żołnierzy 27. WDPAK w Warszawie (obecnie Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy AK), a opracowaniem ich zajęli się żołnierze tej Dywizji, Józef Turowski (już nieżyjący) i Władysław Siemaszko. Wynikiem ich pracy było wydanie w 1990 r. przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce niewielkiego opracowania pt. Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich dokonane na ludności polskiej na Wołyniu 1939–1945 – było więc ono początkiem tego monumentalnego dzieła.

Ukazały się ostatnio recenzje w dziennikach oraz w periodykach, pozytywnie oceniające prace ww. autorów i będące głosami 1000 Polaków ocalałych z pogromu na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, domagających się, aby te zbrodnie nacjonalistów ukraińskich zostały potępione tak, jak w swoim czasie zbrodnie niemieckie i sowieckie.
Do powstania tego dokumentu przyczyniła się praca bardzo dużej grupy ludzi, którym autorzy dziękują – po wołyńsku, a więc szczególnie serdecznie całemu Środowisku Wołyńskiemu, bez którego wielkiego zaangażowania przygotowanie tej pracy nie byłoby możliwe, które spisywało relacje, odszukiwało żyjących jeszcze świadków, konsultowało, a także wspierało nas duchowo, gdy ogrom pracy nas przytłaczał. Mamy nadzieję, że dzięki temu naszemu wspólnemu wysiłkowi okrutnie i bezpowrotnie zniszczony „Polski Świat Wołyński”, przemilczany i zniekształcany z jego ofiarami ludobójstwa ukraińskiego uda się wpisać na zawsze w pamięć narodową.
dr Jan Lipiński,
przewodniczący ŚŻ 27.WDPAK w Krakowie

• Dom Wydawniczy „Bellona” wydał w 1998 r. książkę Władysława Hermaszewskiego pt. Echa Wołynia. Autor pochodzi ze znanego i rozgałęzionego wołyńskiego rodu, drobnej szlachty herbu Zaremba. Pierwszych kilkanaście lat życia spędził na Wołyniu w Policach, Bereznem i okolicznych miejscowościach powiatu kostopolskiego.
Hermaszewski szeroko i systematycznie opisuje dzieje swojej rodziny od połowy XIX w., miejsce swego urodzenia, życie rodzinne i towarzyskie w okresie międzywojennym, swoje lata szkolne. Nastrój książki stopniowo zmienia się po wybuchu wojny. Zaczynają się dramatyczne przeżycia kilkunastoletniego chłopca – z apogeum w marcu 1943 r., gdy staje się on naocznym świadkiem jednego z pierwszych masowych mordów ludności polskiej w Lipnikach, dokonanego przez bandę UPA. Sam z najbliższą rodziną uchodzi z życiem, ale ginie kilkunastu krewnych, w tym dziadkowie. Niedługo potem ojciec ginie od skrytobójczej kuli ukraińskiej.
Następne dwa lata to tułaczka matki z siedmiorgiem dzieci, ucieczka przed ukraińskim niebezpieczeństwem, zdobywanie dachu nad głową i żywności. Autor, jeszcze chłopiec, wykazuje się zaradnością i odpowiedzialnością za rodzinę. Przejście frontu i przejęcie władzy przez Armię Czerwoną uspokaja Wołyń. Rodzina Hermaszewskich w 1945 r. wyjeżdża na Ziemie Zachodnie. Najmłodszy z rodzeństwa autora, Mirosław, cudem uratowany z pogromu w marcu ’43 zostanie później pierwszym polskim kosmonautą.
Książka jest zbeletryzowanym, bardzo wartościowym dokumentem historycznym. Obok ilustracji archiwalnych i współczesnych oraz mapek, zawiera spis ofiar mordu w Lipnikach. (DTS)
Książka do nabycia w wydawnictwie.

• Irena Wierzbanowska-Kawalec wydała książkę pt. Do szczęśliwej rzeki dwa razy nie wejdziesz (wyd. Platforma Sztuki i Biznesu „Kreator”, Kraków 2000).
Autorka pod wpływem wizyty na cmentarzu polskim Monte Cassino przypomniała sobie dzieciństwo, które – jako córka oficera KOP – spędziła w małym miasteczku Berezne w powiecie kostopolskim przy wschodniej granicy Polski. Pod wpływem wspomnień powstał opis życia kresowego w okresie międzywojennym, widziany i zapamiętany przez dziecko. Było to życie w społeczności wielonarodowej, z przestrzeganiem podziałów klasowych i zależności służbowych. Dla współczesnego czytelnika to opowieść z innego świata.
Autorka kilkakrotnie przy wspominaniu zaprzyjaźnionych osób zastanawia się nad czekającymi ich losami po 17 września ’39: Sybir, Kazachstan, Monte Cassino. Natomiast pomija najkrótszą drogę do wieczności, jaką zgotowano oficerom KOP-u, przez Ostaszków, Twer (wtedy Kalinin), Miednoje.
Książka jest napisana żywym, barwnym językiem. Czytelnik bez trudu wyobraża sobie rzekę Słucz, pola, drogi polne i piaszczyste, ogromne lasy i zimowe śniegi – tak charakterystyczne dla Wołynia. (DTS)
Książka do nabycia w większych księgarniach.

• Ukazał się pierwszy tom pracy Bogusława Polaka, która otwiera wielotomowy w założeniu cykl pt. Walki o Lwów i Małopolskę Wschodnią 1918–1920. T. I.
1–30 listopada 1918 r. Jest to wybór materiałów źródłowych, które w zamierzeniu miały być opublikowane przez Komisję Naukową Badania Historii Obrony Lwowa i Województw Południowo-Wschodnich jeszcze w latach 1930. Niestety po wybuchu wojny dokumenty te zostały zagarnięte przez bolszewików. Szczęśliwie duże zespoły duplikatów odnaleziono w Centralnym Archiwum Wojskowym, w Archiwum Akt Nowych, w Paryżu i innych miejscach.
Książka zawiera 241 odpisów dokumentów zarówno strony polskiej, jak i ukraińskiej. We wstępie autor zamieścił skrót wydarzeń okresu, do którego odnoszą się opublikowane materiały (listopad 1918).
Dokumenty czyta się z ogromnym zainteresowaniem, podobnie liczne przypisy, głównie biograficzne. Dla ilustracji cytujemy list skierowany przez rannych oficerów ukraińskich do ich komendy:
Do Komandy Ukraińskich Wijsk u Lwowi.
My, pidpisani Ukraińci oficyry... jaki nahodymoś pomiż chorymi szpitala w hołownym budynku Politechniki u Lwowi, naszym własnym imenem, jak takoż imenem ukr. mużwy, czysłom około 57 czołowik, pryłuczajemoś w ciłyj osnowie do proszenia Komandy zhadanoho szpitala, aby ukr. wijska a prodowsim ikr. artylerja zaperestała ostreliwanja budynku Politechniki – zajawlajuczy riwnoczasno z pryznaniem, szczo do teper zawdiaki ludianosty polskich likariw, likarok i szpitalnoj starszyny ne robleno nijakoj riżnyci pomiż ukraińskimi, polskimi i żydiwskimi ranenymi i chorymi. [następuje 8 podpisów].

• Obserwując wysiłki historyków ukraińskich, starających się przez różne manipulacje wybielić błędy swoich polityków w okresie I wojny światowej i bezpośrednio po niej, warto zapoznać się z niewielką książeczką pt. Polacy w walce o niepodległość Ukrainy 1920. Jest to praca zbiorowa pod redakcją Jana J. Kasprzaka (Agencja Wydawnicza i Reklamowa „Akces”) i zawiera 6 rozdziałów, opracowanych przez młodych, prawicowych dziennikarzy, związanyk z ATK w Warszawie i UW oraz KUL. Autorzy omawiają kolejno: stosunki polsko-ukraińskie 1918–20, wyprawę kijowską, wielkość strat ludzkich i wiele nazwisk poległych żołnierzy polskich, a także los rozbitej armii URL, internowanej na terenie Polski. Przytoczono podstawowe dokumenty państwowe, dotyczące działań polsko-ukraińskich na wiosnę 1920 r.

Książkę kończy zbiór poezji poświęconej tematowi walk z tamtego okresu, a także pięć ciekawych wierszy napisanych przez Taisiję Jeremienko, pracownicę naukową Instytutu Historycznego w Kijowie. Jej wiersze powstały pod wpływem wrażeń wyniesionych z sesji naukowej z okazji 60. rocznicy śmierci Marszałka J. Piłsudskiego w maju 1995 r. na Zamku Królewskim w Warszawie.

W omawianej książce wszystkie tematy ujęte są bardzo syntetycznie i skrótowo, ale prawdziwie przedstawiają ten okres wspólnych działań polsko-ukraińskich. Nie wdając się w przypominanie szczegółów (istnieje na ten temat obszerna literatura), trzeba podkreślić, że myśl federacyjna Piłsudskiego miała swój dalekosiężny cel, ale zderzyła się z nieprzewidzianymi zmianami sytuacji politycznej i narodowościowej w tym rejonie Europy. W odniesieniu do Ukrainy okazało się, że naród ten, zniewolony przez Rosję od ugody perejsławskiej Chmielnickiego w 1654 r., utracił instynkt państwowy i w momencie decydującym nie zdobył się na wolnościowy zryw. Trzeba tu przywołać porównanie ze stanowiskiem narodu polskiego, który po 120 latach niewoli we wszystkich dzielnicach stanął do walki o wolność. Wystarczy przypomnieć Lwów i Małopolskę Wschodnią, Poznańskie czy Śląsk. W roku 1920 Polska zdołała wystawić 700-tysięczną armię, w tym 500 tysięcy na froncie wschodnim, z czego 300 tys. na froncie ukraińskim. Społeczeństwo ukraińskie, prawie jednakowe liczebnie, zdołało wystawić maksymalnie 100 tys. żołnierzy, w tym w armii URL 39 tysięcy, a więc siedem razy mniej niż Polacy. Nie pomogło Ukraińcom nawet oddanie im stolicy kraju, Kijowa, w dniu 7 maja 1920, do którego pierwszy oddział polski – ułani I pułku szwoleżerów – wjechał... tramwajem! W tym świetle bardzo kurtuazyjnie brzmi wypowiedź Marszałka na spotkaniu z dowódcami armii URL w obozie internowania w Kaliszu 15 maja 1921: Ja was przepraszam panowie, ja was przepraszam – to miało być zupełnie inaczej.
Oczywiście nie miał Piłsudski za co przepraszać Ukraińców, gdyż słaby ich udział w walce o niepodległość zagroził nawet niepodległości Polski i trzeba było walczyć z Armią Czerwoną o los całej Europy. W publicystyce ukraińskiej często spotykamy twierdzenie, iż Piłsudski zdradził Ukrainę. Jest to stała metoda manipulowania historią: omawia się pewne fakty, nie podając ich przyczyn. Wycofanie wojsk polskich z Ukrainy wynikło z braku odzewu w tamtym społeczeństwie.

Ta sama metoda odzywa się w ciągłym przypominaniu akcji „Wisła”, bez podawania jej przyczyny. Publicyści ukraińscy nie wspomnieli nigdy, że już po zakończeniu wojny na terenach RP, nazywanych przez nich „Zakierzonią”, UPA prowadziła krwawą partyzantkę, a o oderwanie od macierzy polskich terenów walczyło wtedy 70 band po ok. 50 ludzi, zorganizowanych w 4 kureniach, łącznie 2500 ludzi, dobrze wyszkolonych i uzbrojonych. Ich dziełem było kilka tysięcy zamordowanych żołnierzy polskich i osób cywilnych oraz setki spalonych polskich wsi. Tego wszystkiego jakby nie było, była tylko akcja „Wisła”.

Analizując współdziałanie Polaków z Ukraińcami w 1920 r., warto przestudiować załączone w książeczce dokumenty. Strona polska potraktowała rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej jako równorzędnego partnera. Świadczy o tym umowa między rządami z 21 kwietnia 1920 i konwencja wojskowa z 24 kwietnia. Charakterystyczny jest komunikat informacyjny dowództwa frontu wołyńskiego do wiadomości dowódców i szefów sztabów wojska polskiego z 1 marca 1920. Znajdujemy tam takie fragmenty:
[...] Obecnie rząd polski zamierza poprzeć ruch narodowy ukraiński, aby stworzyć samodzielne państwo ukraińskie, a przez to znacznie osłabić Rosję odbierając jej okolice najbogatsze w zboże i skarby ziemne [...] i dalej: W tym samym duchu też należy uświadamiać częściowo żołnierzy, tłumacząc im, że przedtem Polska walczyła z Ukrainą, obecnie zaś po osiągnięciu swoich celów weszła na drogę ugody i popierania Ukrainy. We wszystkich sporach i zajściach, jakie mogą wyniknąć na tle politycznym między Rosjanami i Ukraińcami, należy popierać żywioł ukraiński [...]

Warto też zwrócić uwagę, iż wiele szczegółów tego zagadnienia omówiono na konferencji w Toruniu w listopadzie 1995 r. Materiały z niej zostały wydane przez Uniwersytet M. Kopernika w 1997 r. pt. Polska i Ukraina. Sojusz z 1920 roku i jego następstwa. Potężny tom na 562 stronach zawiera 30 referatów przygotowanych przez 22 uczonych polskich i 8 ukraińskich (z różnych uniwersytetów po obu stronach). Zainteresowani problematyką znajdą tam wiele dotąd mało zbadanych zagadnień. Dla wczucia się w ówczesną atmosferę warto też polecić lekturę wydanych ostatnio przez Wojskowy Instytut Historyczny i Oficynę Wydawniczą „Ajaks” dzienników gen. Mariana Kukiela pt. Moja wojaczka na Ukrainie. Wiosna 1920. (KS)

• Książka Tomasza Matyszewskiego pt. Listy sercem pisane (wyd. Fundacja Studium Okręgu AK Kraków, Kraków 1999) ilustruje przeżycia lwowskich żołnierzy konspiracji z Armii Krajowej, Zgrupowania „San” i Oddziałów Leśnych „Warta” Obszaru Lwowskiego na Rzeszowszczyźnie. Ukazuje to poprzez ich osobiste listy do swego dowódcy, pisane w czasie 46 lat po zakończeniu II wojny – listy ludzi pozbawionych ojczyzny przez decyzje podjęte w Jałcie, którzy nie mogąc powrócić do domów, próbują przystosować się do życia wśród społeczeństw Zachodu.
Autor książki, major Matyszewski, adresat tych listów, był żołnierzem kampanii wrześniowej, członkiem konspiracji w Warszawie od X 1939 w ramach Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW). Oddelegowany do Lwowa, zostaje komendantem NOW dzielnicy Lwów-Śródmieście. Po scaleniu z AK organizuje i dowodzi 8. kompanią 26. pp AK w Milczycach. Po „Burzy” dociera ze swoimi ludźmi do Zgrupowania „San” w rejonie Mościsk, bierze udział w próbie pójścia na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Zgrupowanie zostaje jednak rozbrojone przez NKWD, Matyszewski zaś z większością ludzi wymyka się z okrążenia i przedostaje się w okolice Żołyni, gdzie tworzą się oddziały „Warty”. Zostaje dowódcą kompanii, osłania ludność polską przed napadami UPA i band rabunkowych. Po rozwiązaniu „Warty” w VIII 1945, wobec zagrożenia ze strony UB i NKWD, zbiera grupę swoich żołnierzy w Gliwicach, zaopatruje ich w dokumenty repatriacyjne i jako G r e k ó w przeprowadza do Czech, a stamtąd, wraz z oddziałami 3. Armii amerykańskiej dostaje się do Norymbergi. Kpt Matyszewski obejmuje dowództwo 4007. polskiej kompanii wartowniczej, której jeden pluton ochraniał Trybunał Międzynarodowy, sądzący zbrodniarzy hitlerowskich.
Po rozwiązaniu kompanii w X 1946 pozostaje na emigracji, organizuje Koło b. Żołnierzy AK i Związek Robotniczy, przede wszystkim zaś opiekuje się grupą swoich podwładnych, starając się pomóc im w ułożeniu sobie życia. Z ojcowską troską stara się o umieszczenie ich w szkołach, na uczelniach, w miejscach pracy. Ten etap ich życia jest właśnie treścią listów pisanych do dowódcy. Listy dotykają wszystkich przejawów ich prywatnego życia – nauki, ożenków, różnych przemyśleń, wątpliwości, rozterek. Wiele miejsca zajmują problemy powrotu do Polski lub miejsca osiedlania na Zachodzie. Autorzy listów rozjechali się po całym świecie, nie wyłączając USA, Kanady, Australii...
W książce zamieszczono 102 listy od trzydziestu nadawców. Świadczą one, jak silne są przyjaźnie wojenne, pokazują bez retuszów i upiększeń przeżycia Polaków, którzy swoje życie poświęcili wolności ojczyzny.

Wśród listów wyróżnia się blisko połowa (obejmująca ponad 60% objętości książki), pisana przez Antoniego Wawrę, pseud. „Dziadek”. Ich autor, lwowski gimnazjalista, skończył w okresie okupacji podchorążówkę i został wybitnym dowódcą partyzanckim, dowodząc m.in. plutonem Oddziału Leśnego w Milczycach, a później kompanii w zgrupowaniu „Warta”. Jego liczne i długie listy zawierają wnikliwe opinie o sytuacji Polski w świecie i losie w nim Polaków, szczególnie zaraz po wojnie, gdy władze okupacyjne w Niemczech były niezbyt przychylnie ustosunkowane do uchodźców polskich, a nieraz – pod wpływem władz warszawskich – wręcz zmuszały Polaków do repatriacji, w wyniku której zapełniały się więzienia UB. Listy „Dziadka” świadczą o wysokiej inteligencji i szerokich horyzontach myślowych młodego wtedy człowieka, ale wychowanego w polskiej szkole międzywojennego dwudziestolecia.

Książka Matyszewskiego winna stać się lekturą młodzieży, która nie powinna o tych ponurych czasach nigdy zapomnieć. (KS)

• Książka Mieczysława Buziewicza Stąd nasz ród (Ustrzyki Dolne 2001) wypełnia lukę informacyjną na temat północno-zachodniego skrawka Małopolski Wschodniej. Jakoś tak się składa, że obok olbrzymiej literatury na temat Lwowa – co zrozumiałe – a także Stanisławowa, Tarnopola, Drohobycza i ich regionach po zachodniej, południowej i wschodniej stronie całej tej krainy, nazbierało się przez lata niemało. I prawie nic o stronie północnej – o Sokalu, Krystynopolu, Bełzie, Ostrowie, Uhnowie, Warężu, z którymi historia – nie licząc centrum Sokala, położonego po wschodniej stronie Bugu – obeszła się w sposób przedziwny. Miasteczka te i otaczające je dziesiątki wsi znalazły się po 1944/45 roku w powojennej Polsce i rozpoczęły – na miarę PRL-u i w porównaniu z wschodnią stroną Bugu, zagrabioną wtedy przez ZSRR – względnie normalne bytowanie. W siedem lat później nastąpiło coś niespodziewanego: rząd sowiecki wymusił przekazanie mu tego obszaru, bo postanowił zabrać jeszcze węgiel tam zalegający, jakby nie dość mu było niezmierzonych bogactw naturalnych rozrzuconych po całym terytorium nieludzkiej ziemi, z których nie potrafił jednak zbudować swoim obywatelom dobrobytu (i dotąd tego nie potrafią spadkobiercy sojuza). Sowieci zabrali wtedy też linię kolejową z Rawy Ruskiej do Sokala, przesuwając granicę ustaloną w Jałcie na rzeczce Sołokiji – na północ, na naszą niekorzyść oczywiście. W zamian za to dali nam nasze wcześniej zabrane ziemie w Karpatach – Ustrzyki Dolne i okolice, nb. gospodarczo nieporównywalnie mniej warte od tamtych.
Tym właśnie miejscowościom poświęcił swoją książkę M. Buziewicz – w 50. rocznicę dramatu. Książka, mimo popularnego ujęcia tematu, ma w swojej drugiej części wartość historyczno-naukową. Autor przedstawia najpierw historię regionu sokalskiego, jego miasteczek i okolic od średniowiecza po 1951 rok. Opisuje ich życie w okresie XX-lecia międzywojennego i obie wojny, dokumentuje rzezie ukraińskie.
Druga część to szczegółowe wykazy osób z miejscowości w Sokalskiem i Rawskiem, przesiedlonych w ramach akcji „HT-1951” (od pierwszych liter powojennych powiatów w woj. lubelskim: hrubieszowskiego i tomaszowskiego) do powiatu ustrzyckiego. Wykaz nie wyczerpuje oczywiście całej ludności wysiedlonej, bo wiele z niej skierowało się i rozproszyło na ziemiach zachodnich i północnych PRL. Sam autor pochodzi z Krystynopola i osiadł w Lesku.
Z okazji 50. rocznicy przesiedleń odsłonięto w kilku miejscowościach w rejonie Ustrzyk Dolnych stosowne tablice pamiątkowe – bliższe informacje zamieścimy w następnym numerze w rubryce W Krakowie i dalej.

Na marginesie: tegoroczna pielgrzymka Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Płd.-Wsch. odbyła się do krakowskich Bernardynów, gdzie przechowywany jest (jakby wstydliwie, w małej kapliczce między kościołem a klasztorem) łaskami słynący obraz Matki Boskiej Pocieszenia z Sokala. Na uroczystość licznie przybyli do Krakowa wygnańcy osiadli w Ustrzykach Dolnych i okolicach. Piszemy o tym osobno.

Książkę można zamówić u autora: mgr M. Buziewicz, 38-600 Lesko, ul. Smolki 8/51, tel. (13) 469-64-64.

• Tę książkę anonsujemy z podwójną satysfakcją: po pierwsze wzbogaca naszą wiedzę o Ziemiach Wschodnich – tym razem o Wołyniu, po drugie zaś – jej autorem jest Krzysztof Rafał Prokop, który swój artykuł o arcybiskupie lwowskim (a potem praskim) A.A. Ankwiczu zamieścił w naszym kwartalniku (CL 2/98, tamże notka biograficzna autora). Książka nosi tytuł Sylwetki biskupów łuckich (wyd. „Wołanie z Wołynia”, Biały Dunajec – Ostróg 2001). Autor miał szczególne kwalifikacje do podjęcia tego tematu, ponieważ specjalizuje się m.in. w biografistyce, o czym świadczy opracowany przezeń leksykon biskupów III Rzeczypospolitej, a także wymieniony artykuł w CL.
Lista rzymskokatolickich biskupów wołyńskich, rozpoczynająca się od r. 1358 we Włodzimierzu, a od 1425 r. w Łucku, obejmuje 55 nazwisk. Pierwsi – poczynając od Piotra (nieznanego pochodzenia) byli dominikanami. Obecnym ordynariuszem diecezji łuckiej (w obrębie metropolii lwowskiej) jest ks.bp. Marcjan Trofimiak, wcześniej sufragan we Lwowie.
Wśród biskupów wołyńskich znajdujemy sporo głośnych skądinąd nazwisk*, ponieważ dawniej częste były translacje (przenoszenie) biskupów. Dwóch (Maciejowski i Lipski) przeszedłszy do Krakowa zostało kardynałami. Jest ciekawostką, że aż dziewięciu biskupów lub byłych biskupów łuckich spoczęło w Krakowie, w tym sześciu na Wawelu, dwóch w kościele św.św. Piotra i Pawła, i jeden u karmelitów. Inne translacje do lub z Łucka dotyczyły wielu stolic na obszarze Korony, Litwy i Rusi, ale tak się złożyło, że ani razu Lwowa.
Specjalne wspomnienie należy się biskupowi Adolfowi Szelążkowi (1865–1950, w Łucku od 1925), wybitnemu pasterzowi Kościoła łuckiego i uczonemu, wygnańcowi od 1944 roku.
Książka K.R. Prokopa to kawał historii Polski, historii, do której bez wątpienia Wołyń należy, nie tylko zresztą w domenie kościelnej.

* m.in. Szyszkowski, Maciejowski, Prażmowski, Lipski, Załuski, Szelążek.

• Pani Karolina Lanckorońska spisała dość dawno swoje Wspomnienia wojenne, teraz dopiero wydane („Znak”, Kraków 2001). Dotyczą one całego okresu II wojny – od wkroczenia armii sowieckiej do Lwowa 22 września 1939 r. do zwolnienia Autorki z Ravensbruck 5 kwietnia 1945 r. Między tymi datami zawiera się niezwykła historia patriotycznej aktywności na kilku torach, przede wszystkim organizacyjno-niepodległościowym i charytatywno-opiekuńczym, bo wcześniejsza działalność na niwie naukowej i kulturalnej musiała dość szybko ustąpić miejsca tamtym, choć nie zamarła nawet w tej wojennej i okupacyjnej rzeczywistości.
Obok podstawowej warstwy narracji, która dotyczy także tła – sytuacji w skali europejskiej – pojawia się kapitalny materiał anegdotyczny, jak choćby o ankiecie, jaką sowieckie władze uniwersyteckie przedłożyły pracownikom naukowym:

[...] Otrzymaliśmy formularze do wypełnienia, coś w rodzaju curriculum vitae. Dwie rubryki były w tym naprawdę ważne: pochodzenie społeczne oraz ilość zrobionych wynalazków. To ostatnie trochę nas zdziwiło. Starałam się wytłumaczyć sekretarce Łewczenki, że humanista, a szczególnie historyk, nie uważa, aby celem jego badań naukowych był właśnie wynalazek. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem i powiedziała tonem pobłażliwym: „No, to trudno towarzyszko, jeśliście ani jednego wynalazku nie zrobiła, to trzeba to napisać”. [...]
Pani Karla (jak ją bliscy nazywali) pozostała we Lwowie do maja 1940, potem udało jej się przedostać do GG. Oto jej spostrzeżenia:

[...] 8 maja rano – Kraków. Miasto nie zniszczone, słońce i ruch. Na ulicach dużo Niemców, na lepszych sklepach i restauracjach napis: Nur für Deutsche. Pomimo to zewnętrzny tryb życia wydawał się stokroć normalniejszy niż we Lwowie, zewnętrzny aspekt o wiele mniej zmieniony. Większość znajomych wówczas jeszcze mieszkała we własnych mieszkaniach, zapraszali na śniadanie, skromne nieraz, ale zawsze podawane na normalnej porcelanie, ze srebrnymi łyżkami i widelcami. Dziwiło nas to po tragicznie wyprzedanym Lwowie i dopiero teraz zrozumieliśmy doniosłość zarządzenia sowieckiego o unieważnieniu złotego. Zabór niemiecki tej katastrofy ekonomicznej nie przeszedł. Nie przeżył też przede wszystkim azjatyzacji całego życia oraz nie odzwyczaił się od pewnych zewnętrznych form europejskich. [...] Ale w pierwszych dniach ta zewnętrzna kontynuacja dawnych form życia wprost nas raziła i bolała. Wszystkie myśli były skoncentrowane na Lwowie. Kogo znowu wywieźli? Te straszne pytania powtarzaliśmy sobie ciągle nawzajem i zadawaliśmy je co rano znajomym i nieznajomym, do których wychodziliśmy na dworzec, gdy przyjeżdżał pociąg z Przemyśla. [...]

W Krakowie podjęła pracę w RGO (Rada Główna Opiekuńcza), a po zajęciu Małopolski Wschodniej przez Niemców (Distrikt Galizien) działała przez jakiś czas w Stanisławowie, gdzie parokrotnie zetnęła się z Krügerem, winnym wymordowania tamtejszej polskiej inteligencji.
Po aresztowaniu w Stanisławowie przebywała w więzieniu „na Łąckiego” we Lwowie, była tam jednak ochraniana na skutek interwencji włoskiej rodziny królewskiej. Złożyła wtedy zeznania obciążające Krügera. Ze Lwowa przeniesiono ją do Berlina, potem do obozu w Ravensbrück, skąd wydostała się z końcem wojny dzięki wysokim koneksjom. W latach 60. zeznawała jeszcze na procesie Krügera w sprawie stanisławowskiej. Przedstawiła tam także mord profesorów lwowskich w 1941 r.
Do Polski nie wróciła. Osiadła w Rzymie, gdzie dotąd mieszka. Ma 103 lata.

• Elżbieta Kotarska jest córką jednego z czternastu AK-owców sądzonych i zamordowanych przez NKWD we Lwowie w lutym 1941 r. Była wtedy dzieckiem, a gdy po latach zapoznała się z literaturą, którą uznała za niezbyt wiarygodną, sama rozpoczęła wieloletnie żmudne badania w archiwach polskich, angielskich i amerykańskich, a przede wszystkim we Lwowie, jak również rozmowy z żyjącymi członkami rodzin ofiar. Owocem tych poszukiwań jest książka Proces Czternastu (Oficyna Wydawnicza „Volumen”, Warszawa 1998).
Autorka pisze na wstępie: Kanwą tej książki jest proces polskich oficerów-konspiratorów sądzonych przez sowiecki wymiar sprawiedliwości. Akta sprawy pokazują precyzyjnie mechanizmy stalinowskiego systemu represji; dramat oskarżonych, których postawa, obrona swoich racji, są zupełnie niezrozumiałe dla enkawudowskich śledczych i sędziów. Podstawowym nakazem NKWD było totalne zniewolenie, pohańbienie więźnia, wymuszenie zeznań.
Książka Kotarskiej ma dwie warstwy: historyczną – wynikającą z badań dokumentów i relacji świadków, oraz współczesną: autorka wędruje po dzisiejszym Lwowie i konfrontuje swoje wiadomości z miejscami tamtych wydarzeń. Pokazuje liczne zdjęcia ulic i domów, a także zachowane prywatne zdjęcia bohaterów i ich rodzin.
Książka E. Kotarskiej jest rzetelnym i znakomicie opracowanym dokumentem dramatu – jednego z niezliczonych dramatów, jakie rozegrały się we Lwowie i na całych Ziemiach Wschodnich w czasie II wojny.
Książka dostępna w księgarniach naukowych.

• Krakowskie Wydawnictwo Baran i Suszczyński przypomniało zapomnianego i w czasach PRL-u przemilczanego lwowskiego pisarza, poety i dramaturga (a zarazem filologa klasycznego i profesora w gimnazjum im. Królowej Jadwigi), Edwina Jędrkiewicza, wydając dwa tomy jego prozy pt. Daimonion ti i Archanioł z toporem u wrót raju (Kraków 2001).
Tom pierwszy (I wydanie w 1968 r.) wprowadza w środowisko lwowskiej inteligencji, relacjonując wydarzenia na tle niespodziewanego wkroczenia wojsk niemieckich na tereny Polski. Drugi zaś (edycja pośmiertna, a w sumie miała być trylogia) przedstawia bohaterów w walce o przetrwanie w okrutnej rzeczywistości, w nieustannym strachu wobec obu totalitarnych reżimów. Znając bliżej sylwetkę pisarza, można dopatrzyć się od razu wątków autobiograficznych.
Bohaterowie utworu – nauczyciele gimnazjum i aktorzy teatru lwowskiego – zmagają się codziennie ze zmieniającymi się systemami, z niesprawiedliwością i nieuczciwością karierowiczów, borykają się z problemami, które nadchodzą nieoczekiwanie z różnych stron. Główny bohater, Juliusz Liszyński, nauczyciel historii w gimnazjum, filozof i przyjaciel prawdy, jak mówią o nim znajomi – bohaterowie-obserwatorzy i komentatorzy historii – wśród ogromnego bałaganu i zamieszania próbuje wszystkie te wydarzenia zinterpretować na swój użytek, doszukać się istoty, wyjaśnić je w obliczu historii. Pomimo krzywd, jakich doznał on i jego rodzina, nie rezygnuje z życia, śmiało stawia czoło przeciwnościom losu, do końca pozostaje optymistą: i jeżeli przeżyję wojnę, to z jakąż namiętną pasją będę szukał, śledził, dowiadywał się, co się tam naprawdę działo w 1941 roku na świecie – wtedy już będzie można i wolno doszukiwać się prawdy o tym. Przez całe swe życie nosi w sobie głos daimoniona.

Przedstawione postacie stają się zarazem aktorami (czytaj: ofiarami, jak napisał autor przedmowy) historycznych wydarzeń na scenie, w sztuce nienawistnej ideologii. Z tym że jedni próbują skorzystać z nadarzającej się okazji i dopasować do sytuacji, szybciej awansować i wspiąć się na wyższy poziom społeczny, drudzy – przeciwnie, giną w wywózkach, poddając się i godząc ze swym losem.
Bardzo żywo, a jak przerażająco, pisarz unosi przed nami kurtynę nocnych najazdów i wywózek rodzin wpisanych na listę wygnania, okrutnej dyscypliny pracy, niszczącej niezłomnego ducha i odporne ciało. W takiej sytuacji znalazła się kolejna pozytywna bohaterka – Hanka – wzór dziewczyny uczciwej i nieprzekupnej, która w najcięższych warunkach fizycznych potrafi przeciwstawić się kuszącym propozycjom ułatwienia sobie życia i pracy rzekomemu rosyjskiemu hrabiczowi z jakiegoś odwiecznego, a nie dorżniętego do końca arystokratycznego rodu.
Autor nie omieszkał przedstawić też drugiej strony historii, zabarwionej gorzkim humorem – historii o karierowiczostwie i głupocie ludzkiej, o ludziach sprzedajnych, zmieniających swoim rodakom życie w piekło. Przeciwieństwem Hanki jest jej rywalka w miłości, niezbyt mądra i naiwna, wierząca nawet w wiadomości o nalocie UFO na Amerykę. Teraz, po latach, możemy się śmiać i współczuć. Ale czy jest sens i czy mamy prawo sądzić ludzi według uczynków, jakich dopuścili się w nieludzkich warunkach?

Proza ta stanowi więc kolejną stronę, która uzupełnia i wzbogaca naszą wiedzę o historii tamtych lat, dopisuje kolejne rozdziały do utworów Sołżenicyna, Szałamowa, Herlinga-Grudzińskiego, Borowskiego i innych autorów-ofiar. Po przeczytaniu tego dzieła nasuwają się pewne znane już wątki z innych prac, opisujących przerażające fakty nieludzkiego traktowania ludzi w tamtych latach. Bardzo trafnie i syntetycznie ujmuje tę myśl Gustaw Herling-Grudziński w Innym świecie, dzieląc się swoim wstydem, kiedy myślał o Europie przedzielonej na pół Bugiem, w której po jednej stronie miliony niewolników sowieckich modliły się o wyzwolenie przez armię hitlerowską, a po drugiej stronie miliony niedopalonych ofiar niemieckich obozów pokładały ostatnią nadzieję w Armii Czerwonej. Ten też wątek przewija się tu, we Lwowie, w latach 1939–41, gdzie bohaterowie w przygnębiającej dezinformacji wyczekują ratunku we wrogach, przynoszących równe spustoszenia i okrucieństwa wobec ludzi. Jedna cholera poszła, druga przyszła – czytamy na stronach książki.
Wiele już minęło od tego czasu, żyjemy w pokoju i niepodległości. Ale daimonion ti, owa wyrocznia, która kieruje postępowaniem człowieka i której niczym nie można zdławić czy zniszczyć, przetrwała przez pokolenia, by zachować się w naszej świadomości i historii, dla ciągłego przypominania o tych strasznych wydarzeniach, o bohaterach tamtego czasu, o ich nadziei i wierze w dobrą przyszłość i wolną Polskę, by przedłużyć pamięć historyczną. (AKS)

• Ucieszył nas nowy kieszonkowy przewodnik pt. Lwów i okolice autorstwa Jana Czerwińskiego (Wydawnictwo Laumann-Polska, Piechowice 2001). Książeczka jest ładnie wydana na kredowym papierze, ma sporo zdjęć i planików, przede wszystkim jednak odpowiada naszym, polskim, wymaganiom. Dotyczy to zarówno wydarzeń historycznych, jak i opisów obiektów i miejsc. Żałujemy tylko, że przedstawiając pokrótce historię miasta, autor zaczął od założenia grodu przez księcia ruskiego Daniela. Dziś przecież już wiemy, że nie nastąpiło to w dziewiczym terenie (choć w okolicy słabo zaludnionej), a istniejącą tam osadę zamieszkiwali Słowianie zachodni, zapewne potomkowie Lędzian, przynależni do obszaru państwa piastowskiego. Oderwanie tych ziem od ówczesnej Polski nastąpiło w 981 r. i trwało przez trzy i pół wieku.

Kolejne 430 lat to powrót do Polski i kręgu zachodniej Europy, a dzięki korzystnemu położeniu – rozkwit gospodarczy i kulturalny. Ale zarazem służba w obronie całej Polski przed najazdami ze wschodu i południowego wschodu. Po klęsce całej Polski oraz 90 latach austriackiej okupacji i ucisku narodowego Lwów staje się z powrotem, na ponad pół wieku, polską stolicą polskiego kraju, choć w ramach niepolskiego imperium. Po kolejnym dwudziestoleciu wolności i powracającej prosperity Lwów dostaje się pod wóz na kilka następnych dziesięcioleci.

Podoba się nam, że autor prowadzi zwiedzającego w rejon ul. 3 Maja i objaśnia stojące tam budowle. Ulica ta wraz z kilkoma ją otaczającymi to lwowskie city, jakiego nie miała Warszawa, a tym bardziej Kraków. Dziwi nas, że oprowadzający turystów lwowscy przewodnicy (skądinąd świetni) dotąd tego nie pojęli. W kwestii miejscowości okolicznych: zabrakło nam Złoczowa i Drohobycza (a jest pobliski Truskawiec). Skoro proponuje się wyjazd aż do gór, to proponowalibyśmy jeszcze Rafajłową ze szlakiem II Brygady.
Bardzo polecamy przewodnik J. Czerwińskiego wszystkim wybierającym się do Lwowa, nawet tym, którzy będą tam oprowadzani. Warto zachować wiadomości o Lwowie i najważniejszych miejscowościach regionu – w pigułce.

• Nowy i bardzo na czasie wydany tomik polskiej poezji zza wschodniej granicy czytamy ze wzruszeniem. Tytuł brzmi Habemus Papam. Antologia polskiej poezji religijnej, choć nie ma w nim dosłownych odniesień do Ojca Świętego i Jego historycznej pielgrzymki w tamte strony. Wiersze wybrała – jak i do poprzedniego tomiku (Gdzie jesteś Ojczyzno, patrz CL 1/97) – Teresa Kulikowicz-Dutkiewicz (wyd. „Kamieniar”, Lwów 2001), prezentując 37 twórców różnego wieku (niektórzy już nie żyją), miejsca zamieszkania i poziomu. Większość twórców to lwowianie (ściślej: lwowianki, bo panie są w przewadze), a kilkoro z nich mieszka dziś na stałe lub czasowo (na studiach) w RP. Są osoby żyjące na Wołyniu, w Czerniowcach, na Ukrainie, a nawet w Toronto.
Tomik otwierają i zamykają (co wynika z alfabetu) pierwsze dziś damy poezji polskiej we Lwowie – Krystyna Angielska i Barbara Zajdel, pośrodku Jadwiga Jamrozówna i Natalia Otko. Jest niezapomniana Mieczysława Piotrowska oraz młodziutkie Irena Nuckowska, Marta Tajner. Pełne poezji modlitwy napisała Weronika Piekarowska. Wszystkie wiersze zawarte w tomiku wykazują wysoki poziom – jeśli nawet nie formy, to na pewno intelektualnego zamyślenia i refleksji, autentycznego rozmodlenia.
Ładne rysunki wykonali Walentyna Gibała (także okładkę) oraz Mieczysław Maławski.
Na koniec pełen uroku, jeszcze dziecinnie spontaniczny, wierszyk młodziutkiej, 14-
-letniej dziś Wiktorii Słobodiany:

MOJA I KOMUNIA ŚWIĘTA
Tak szybko mijają tygodnie,
Tak szybko mijają dni,
A przecież tak mało zostało
Do Komunii mi.
Włożę biały wianuszek,
Na nogi białe trzewiczki,
A na ręce ubiorę
Bialutkie jak śnieg rękawiczki.
Ubiorę piękną sukienkę,
Torebeczkę wezmę dziś,
A w łóżku pozostanie
Mój duży, biały miś.
I wejdę do kościoła
I będę taka radosna,
Bo ta Komunia Święta
Jest piękna, jak nasza wiosna.

Anna Kostecka-Sadowy (AKS), Jan Lipiński, Stanisław Sochaniewicz (SS), Konrad Sura (KS), Danuta Trylska-Siekańska (DTS).


Jest co czytać (24)

PAMIĘĆ NARODOWA
Od lutego 2001 r. ukazuje się „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”. Kolejne comiesięczne edycje informują czytelnika skrupulatnie, choć w telegraficznym skrócie, o pracach IPN-u podejmowanych na terenie całego kraju. Pobieżne choćby przejrzenie kolejnych numerów uświadamia, jak szeroką problematyką zajmuje się IPN oraz jak poważne, interesujące i ogromne zadanie stoi przed pracownikami tej instytucji. Odtajniając kolejne partie dokumentów, wypełniają białe plamy naszej współczesnej historii, dając tym samym materiał badawczy do pisania syntez historycznych drugiej połowy XX wieku od początku.
Lekturę „Biuletynów” zachęcam rozpocząć od numeru drugiego, w którym wydawca przedstawia podstawowe definicje i interpretacje prawne takich haseł, jak: przestępstwa przeciw ludzkości, zbrodnie komunistyczne, przedawnienie. Są to pojęcia, z jakimi czytelnik spotykać się będzie niemal na każdej stronie „Biuletynu”, a ich przyswojenie i zrozumienie stanowić będzie swoisty klucz do prezentowanych przez autorów zagadnień.
Wspomniany już numer drugi niemal w całości poświęcony jest prześladowaniom działaczy związanych z PSL Stanisława Mikołajczyka, jakie miały miejsce na terenie całego kraju po II wojnie. Zaprezentowano również unikalne zdjęcia (swoisty fotoreportaż) z aresztowania Michała Krupy – ostatniego żołnierza z oddziału „Wołyniaka”.
Szczególnej uwadze czytelnika warto polecić wywiady, jakie na łamach każdego numeru znajdziemy. W numerze 2. Barbara Polak rozmawia z prof. Witoldem Kuleszą, dyrektorem Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Profesor omawia ciekawe zagadnienie zbrodni sądowej, które usiłuje, bezskutecznie dotąd, wprowadzić do polskiej jurysdykcji. Stwierdza, że do tej pory nie został sporządzony akt oskarżenia żadnego z żyjących sędziów, sprawców zbrodni sądowej. W rozmowie wspomina również trudności, na jakie napotyka IPN we współpracy z organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości Rosji i Ukrainy. Federacja Rosyjska została zaliczona do krajów, które realizują model oparty na gwarancji pełnej nieodpowiedzialności sprawców za zbrodnie popełnione przez totalitarny system komunistyczny – mówi prof. Kulesza. Jeszcze gorsze doświadczenia mieliśmy z prokuraturą Ukrainy. Chodziło o sprawę zbrodni w Złoczowie [...] Stwierdzono [...], że nastąpiło to na rozkaz najwyższych władz ZSRR, co sprawia, że nie jest to zbrodnia wojenna ani zbrodnia przeciw ludzkości i dlatego nie może być przedmiotem śledztwa, gdyż uległa przedawnieniu. Prokuratura Ukrainy nie udzieli nam pomocy prawnej, nie wskaże sprawców i nie dostarczy nam innych dokumentów, o które wnioskowaliśmy. Tu urywa się jakikolwiek dialog prawniczy. Jeszcze gorzej wyglądają kontakty z Białorusią, bo Białoruś odmawia nawet potwierdzenia, że otrzymuje naszą dokumentację. Co nie oznacza, że śledztwa dotyczące zbrodni na Kresach nie będą prowadzone przez IPN.
W numerze piątym – czerwcowym – znajdziemy informację na temat rozpoczęcia cyklu konferencji naukowych pt. Stosunki polsko-ukraińskie w latach 1939–1989. Koordynacją tej tematyki zajmuje się Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej w Lublinie, które w maju zorganizowało konferencję pn. Antypolska akcja OUN-UPA 1943–1944. Na konferencji przedstawiono przebieg akcji na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, podczas której śmierć poniosło prawdopodobnie 80–100 tys. Polaków. Omawiane były również działania odwetowe polskiej partyzantki, w których zginęło 15–20 tys. Ukraińców, a także mówiono o stratach Kościoła polskiego i ukraińskiego (zginęło co najmniej 120 księży polskich i 50 duchownych ukraińskich). Kolejna sesja ma być poświęcona Akcji „Wisła” z 1947 r.
Janusz M. Paluch