Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

ANEGDOTA (autentyczna)

Z początkiem lat trzydziestych przybył do Stanisławowa ks. Eugeniusz Baziak, nowo mianowany proboszcz w naszej kolegiacie. Urzędowanie swoje rozpoczął od kurtuazyjnych wizyt u parafian, zapowiedział się więc także do nas. W tym uroczystym dniu cały dom czekał z napięciem na czcigodnego Goś­cia. Ubrana odświętnie siedziałam w salonie na skraju kanapy, a szczeniak Bom został przez Babcię przezornie zamknięty w kuchni, bo nigdy nie można było przewidzieć, jaki pomysł zrodzi się w jego szczenięcej głowie. W czasie wizyty, gdy wniesiono już serwis herbaciany i toczyła się interesująca rozmowa – w pewnej chwili twarz Mamy nabrała purpurowego koloru i mrugnięciem oka wskazała mi coś, od czego włos mi się zjeżył na głowie: spod sutanny proboszcza wypływała duża kałuża, tworząca na dywanie szybko powiększającą się plamę. Oto Bom, korzystając z nieuwagi, wymknął się z kuchni, przemyślnie omijając Babcię, przed którą miał res­pekt, wśliznął się pod fotel księdza i za parawanem sutanny usnął. W czasie snu przytrafiło mu się coś niestosownego. Wstałam więc i zaczęłam wyciągać psiaka z jego kryjówki, a wtedy ksiądz proboszcz nachylił się poufnie do mnie i z porozumiewawczym uśmie­chem szepnął: nie bij go, Marysiu, niech będzie, że to ja...

Później nasz proboszcz poszedł do Lwowa w biskupy. W czasie wojny i w pierwszych latach PRL wiele przeżył. Wreszcie w latach 50. uczestniczyłyśmy z Mamą w uroczystym ingresie arcybiskupa Baziaka na Wawelu. Po latach Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał go Biskupem-Wygnańcem-Bohaterem.

Ilekroć jestem w katedrze wawelskiej, skręcam w lewą nawę, by odwiedzić swego Proboszcza-krajana. Wówczas, modląc się za niego, zawsze z tkliwym uśmiechem przypominam sobie owo pierwsze i ostatnie z nim spotkanie – z Bomem w tle.

Maria Jordan