Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Eugeniusz Tuzow Lubański, CZY TRUDNO BYĆ POLAKIEM W KOŚCIELE

Poniższy tekst jest przedrukiem z „Dziennika Kijowskiego” nr 3 z lutego 1999 r. Autor porusza problem, który uważamy za śmiertelnie niebezpieczny nie tylko dla polskości, utrzymanej wbrew prześladowaniom przez naszych oddzielonych Rodaków – za Zbruczem przez dwa wieki, a po tej stronie Zbrucza przez ponad pół wieku. Widzimy również realne niebezpieczeństwo dla tamtejszego Kościoła rzymskokatolickiego, który pozbawiony swojej „inności”, także zewnętrznej, nie ostoi się wobec agresywnej, przygniatającej, rusko-bizantyjskiej większości.

Gdyby nie Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie, nie wiem jakbym sobie radził w bezpardonowej rzeczywistości ukraińskiej. Chodzi oczywiście o sferę duchową.
Na początku lat 90., jak tylko zaczęli przyjeżdżać do Kijowa kapłani z Polski, to świat dla mnie jakby się odmienił. Kościół oprócz tego, że zawsze był Domem Chrystusowym, stał się dla mnie równolegle Domem Polskim.
Do dnia dzisiejszego pamiętam żarliwe kazania franciszkanina o. Ludwika, głoszone po polsku w zrujnowanym kościele św. Aleksandra w Kijowie. Słowo Boże mówione żywą polszczyzną zmieniało moje szare wegetowanie. Zarazem kapłani z Polski jakby przybliżali mi Kraj, za którym wtedy tak bardzo tęskniłem.
Byłem szczęśliwy, bo byłem świadkiem odrodzenia Kościoła i odrodzenia Słowa polskiego na ruinach imperium sowieckiego. Kościół rzymskokatolicki zaczął działać legalnie na Ukrainie. Dużo wnieśli księża z Polski w kształtowanie parafii. Byli wyrozumiali i inteligentni. Niejeden z nich w Polsce pracował w o wiele lepszych warunkach niż na Ukrainie. Byłem wdzięczny kapłanom polskim, że często wyrzekając się nawet rzeczy elementarnych, pomagają odrodzić Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie. Polak w tym Kościele zajmował swoje dostojne miejsce.

Ale minęło parę lat
i skończył się okres euforii. Gdy Kościół na Ukrainie bardziej twardo stanął na nogach, kapłani z Polski zaczęli z dystansem ustosunkowywać się do Polaków. Większość księży nauczyła się języka ukraińskiego. Siostry zakonne w kościele zaczęły mówić przeważnie po ukraińsku. Katechizacja dzieci, w tym i z rodzin polskich, jest teraz przeprowadzana w Kijowie tylko w języku ukraińskim. Kościół łaciński całą parą pędzi ku Ukraińcom, którzy nigdy nie byli większością w wyznaniu rzymskokatolickim. Nawet w administracji prezydenta Ukrainy nie wprowadza się w tak szalonym tempie języka ukraińskiego, jak się to robi w Kościele.

Dlaczego tak się dzieje?
Księża tłumaczą to tym, że Polacy na Ukrainie nie władają językiem polskim. Dlatego w kościele muszą głosić Ewangelię w języku zrozumiałym, a takim jest ukraiński. Jest w tym trochę prawdy, ale i dużo przesady. Bo i do znajomości języka ukraińskiego też można mieć pewne zastrzeżenia. Wystarczy wyjść w Kijowie z kościoła na ulicę, by przekonać się jak często słyszy się mowę ukraińską. Ale to już inny temat.
Kilka lat temu, gdy ksiądz Stanisław Szyrokoradiuk został wyświęcony na biskupa, w wywiadzie dla „DK” [Dziennika Kijowskiego] wyraźnie powiedział, że w Kościele musi być równowaga między liturgiami po polsku i po ukraińsku. Gdyby ta obietnica się spełniła, to nie pisałbym dzisiaj tego artykułu. A piszę dlatego, że uważam, że Polacy w swoim Kościele są spychani na margines. Można to tłumaczyć różnie. Sami są winni – bo są bierni, słabo znają język polski. Dlatego zmniejsza się liczba nabożeństw po polsku.
Trudno mi powiedzieć czy za tymi tłumaczeniami stoją prawdziwe realia, bo przedmiot jest zbyt delikatny. Ale trzeba też nie zapominać, który z narodów pierwszy ukarano za swoją wiarę katolicką na Ukrainie. Przypomnijmy sobie choć trochę najnowszą historię.
Wierzący Polacy z poświęceniem
stawali w obronie swoich świątyń w czasie akcji zamykania kościołów w latach 30. Przytoczę parę fragmentów z wydanej niedawno książki tarnopolskiego historyka Henryka Strońskiego pt. „Represje stalinizmu wobec ludności polskiej na Ukrainie”.
Przez parę lat w Kijowie próbowano przejąć kościół św. Mikołaja. Na początku został obłożony wielkim podatkiem, który systematycznie podnoszono, a wśród mieszkańców dzielnicy zbierano podpisy pod petycją o przekazanie katolickiej świątyni na cele kulturalne. Zamiar ten jednak nie powiódł się – wierni, nie bez pomocy finansowej konsulatu polskiego, obronili kościół przed zamknięciem, a władze nie potrafiły zmusić Polaków do składania podpisów pod petycją.
Pod koniec roku 1933 instruktorzy rejonowego komitetu partii w Sławucie donosili, że w ich rejonie nie było już ani jednego księdza, a ludność polska wciąż demonstrowała przywiązanie do religii. Polacy swoje dzieci chrzczą, a ukraińskie dzieci w przeważającej masie już nie chrzczą. Polskie dzieci wiozą 100 i więcej wiorst, po to tylko aby spełnić ten obrzęd.

Jaki będzie Kościół na Ukrainie
na przełomie tysiącleci, zależy nie tylko od osób duchownych, ale i od wiernych wyznania łacińskiego. Wiem, że Kościół rzymskokatolicki jest powszechny i nie ma dominujących akcentów narodowych. Ale trzeba też pamiętać, że po Soborze Watykańskim II Kościół głosi Ewangelię uwzględniając obyczajowość, tradycję i język różnych narodów.
Nie naprawiajmy tego, co już uczynił Pan Bóg. Nie róbmy z Polaków Ukraińców, a z Ukraińców Polaków. Niech każdy naród ma swoje równe prawa do miejsca w Kościele rzymskokatolickim na Ukrainie. Aby tylko nie było tak, jak powiedział półżartem mój znajomy ksiądz:
Panie Gienku, wy, Polacy znający język polski, z czasem wymrzecie i wtedy Kościół będzie ukraiński.


EUGENIUSZ TUZOW-LUBAŃSKI jest dziennikarzem, członkiem redakcji „Dziennika Kijowskiego”, a ponadto prezesem Polskiego Stowarzyszenia Autorów, Dziennikarzy i Tłumaczy na Ukrainie (powstało w 1998 w Kijowie).