Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Alina Weigner-Chwalibogowska, MIĘDZY BORYSŁAWIEM, KOLUMBIĄ I LIBANEM

Stanisław Wiktor Weigner urodził się w 1886 roku w Tarnopolu jako syn Wandy z Czeżowskich i Edwarda Weignerów. Po ukończeniu szkoły średniej w Buczaczu, w 1904 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Już w gimnazjum interesował się naukami przyrodniczymi, zwłaszcza nauką o ziemi, toteż jako kierunek studiów obrał geologię. W latach 1907–1908 kontynuował naukę w Wiedniu i Berlinie. Jednak lata studiów nie były dlań łatwe pod względem materialnym i aby podreperować swoje finanse, wykorzystał zdolności malarskie i podjął się wykonania większości precyzyjnych ilustracji do pierwszego wydania Anatomii prof. Bochenka, podręcznika, który służył potem wielu rocznikom polskich studentów medycyny aż do II wojny światowej. Ukoronowaniem studiów było przedstawienie przez prof. Władysława Szajnochę w 1909 r. na posiedzeniu Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Akademii Umiejętności w Krakowie pracy S. Weignera pt. Studia nad cenomanem podolskim. Fauna piasków niżniowskich.
W latach studenckich poznał Weigner swoją przyszłą żonę (od 1911) Marię Górecką. Była również studentką przyrody na UJ. Pochodziła z Piotrkowa Trybunalskiego w zaborze rosyjskim, skąd jako polska działaczka niepodległościowa musiała uciekać do galicyjskiego Krakowa. Ich ślub odbył się w krakowskim kościele Karmelitów, a zaraz potem wspólnym ich przeżyciem była wyprawa w Wysokie Tatry – w owych czasach, szczególnie dla kobiety, niezwykły wyczyn.
W 1911 r. S. Weigner zostaje asystentem w Zakładzie Paleontologicznym UJ. Owocem badań z tego okresu jest praca Fauna piaskowców z Gołonoga (k. Dąbrowy Górniczej), stanowiąca trwały wkład w rozwój polskiej myśli geologicznej. Komisja Fizjograficzna AU w Krakowie nadała wtedy Weignerowi tytuł stałego współpracownika.
W I wojnie światowej, powołany jako oficer do wojska austriackiego, nie mógł przyłączyć się do Legionów, niemniej był przez jakiś czas aktywny w Marmaros Sziget jako instruktor legionowy i tłumacz wojskowy. Trzykrotnie ranny – leczenie i rekonwalescencję odbywał m.in. w Pradze i Wiedniu. W 1917 r. został wysłany jako geolog wojskowy do Albanii, gdzie przez kilka miesięcy samotnie prowadził badania w górzystym, nie zbadanym dotąd terenie.
Po wojnie wrócił do Krakowa, by podjąć pracę w Państwowym Instytucie Geologicznym, a następnie w Państwowym Urzędzie Naftowym. Lata pracy w PIG zaowocowały (1922) opracowaniem mapy geologicznej Polski; weszła ona następnie w skład Atlasu Polski Współczesnej E. Romera.
W r.1923 przenosi się S. Weigner wraz z rodziną do Borysławia, gdzie podejmuje pracę jako geolog naftowy w firmie „Limanowa”. W 1925 r. zostaje wybrany na „członka przybranego” Wydziału Matematyczno-
-Przyrodniczego Towarzystwa Naukowego we Lwowie. W tym czasie pracuje nad geologią naftową, ze szczególnym uwzględnieniem całego łuku karpackiego. W szczególności interesuje go obszar zawarty między rzekami Świcą i Łomnicą. Równocześnie ściśle współpracuje z Karpacką Stacją Geologiczną w Borysławiu, prowadzoną przez dra K.Tołwińskiego.
Największa przygoda geologiczno-podróżnicza zaczyna się dla Stanisława Weignera w 1925 roku. Firma Compagnie Française de Petroles kieruje go na poszukiwanie ropy naftowej do Kolumbii. W podróż wypłynął z portu St. Nazaire, i zawinąwszy po drodze na Gwadelupę, Martynikę i Port la Guyare, osiągnął w styczniu 1926 port w Kolumbii. Zachowane listy do rodziny informują o pionierskich warunkach pracy geologa:
Tylko na koniach, całe dnie w siodle i tylko od czasu do czasu zsiada się przy lepszych odkrywkach. Droga prowadzi przez busz, bez map, tak że geolog na przodzie z busolą i notesem, jest również kartografem; co kilkanaście minut mierzy kierunek marszu kompasem i notuje czas, a odległość oblicza w czasie marszu. Wieczorem konstruuje mapę geologiczną i topograficzną przebytej drogi. Drogę wyrąbują maczetami przewodnicy, a noclegi spędza się w bardzo małych i skromnych osiedlach, w hamakach z moskitierą, często z wodą dostępną tylko w kałużach, cuchnącą i gęstą – pisał z Kolumbii. Mając za przewodnika Indianina, dotarł Weigner do prawie nieznanego pasma gór Sierra Nevada i był pierwszym „białym”, który przeszedł przez owe góry. Owocem tej ekspedycji była doskonała mapa topograficzna i geologiczna tamtej części Kolumbii. Niestety sprawozdania z pobytu i badań geologicznych w Kolumbii zostały we Lwowie.
Po powrocie do kraju pracował krótko w Towarzystwie „Galicja”. W 1928 r. z inicjatywy min. Eugeniusza Kwiatkowskiego została założona spółka „Pionier”, której celem było prowadzenie pionierskich badań poszukiwawczych ropy naftowej i gazu ziemnego, z zastosowaniem nowoczesnych geofizycznych metod badawczych. Dyrektorem oddziału geologicznego „Pioniera” we Lwowie został Stanisław Weigner.
Do współpracy w „Pionierze” powołał geologów Obtułowicza, Teisseyre’a, Wyszyńskiego, a w 1929 r. zlecił badania nie opisanych dotąd terenów Podkarpacia firmie Seismos oraz PIG w zakresie metod geofizycznych, zaś w zakresie metod grawimetrycznych i magnetycznych – Instytutowi Geofizyki Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W latach 1929–33 ogłosił Weigner kilka prac, a w 1933 r. uzyskał na UJK stopień doktora. W 1934 roku zorganizował przy „Pionierze” Instytut Geofizyki Stosowanej pod kierunkiem dra Zygmunta Mitery.
Wielkim dziełem Stanisława Weignera było założenie archiwum geologiczno-naftowego, będącego początkiem fachowej biblioteki z tej dziedziny. Gromadził w nim wszelkie orzeczenia geologiczne i dane produkcyjne dla wszystkich kopalń polskich (dokumenty te nie przetrwały czasu wojny). Równocześnie brał też czynny udział w pracach lwowskiego PT Geologicznego, był też inicjatorem i jednym z założycieli Stowarzyszenia Polskich Geologów Naftowych.
S. Weigner pełnił również obowiązki wykładowcy na Politechnice Lwowskiej. Na szczególną uwagę zasługuje wieloletnie gromadzenie przezeń biblioteki geologiczno-naftowej. Były tam komplety czasopism naukowych, uznawanych wówczas za białe kruki. Biblioteka ta została odkupiona przez spółkę „Pionier” lub Politechnikę, bądź przez Uniwersytet lwowski.
W 1930 r. wziął udział w wycieczce studentów do sowieckiego Baku, niestety brak wszelkich śladów pisanych z tej egzotycznej jak na owe czasy wyprawy. W mojej pamięci zachowały się jego wrażenia o rosnącej potędze ZSRR (mówił np. o wielkich ilościach samolotów) oraz o niemożności poruszania się gdziekolwiek bez towarzystwa „przewodnika” wiadomej proweniencji. Nawet w obecności tegoż wykluczone było jakiekolwiek zboczenie poza ściśle wytyczony plan i kierunek.
Kolejną podróż naukową odbył Weigner w 1934 r. do Syrii i Palestyny. Pod kątem badań geologicznych i geograficznych przeszedł pieszo przez góry Libanu i Antylibanu, zwiedził również Bejrut, Damaszek i Baalbek ze słynnymi ruinami. W Palestynie spotkał wielu Żydów z Polski (słyszy się przeważnie język polski), z którymi przeprowadzał wzruszające rozmowy. Odwiedził również kibuce i zapoznał się z nowym rolniczym stylem życia Żydów.
W 1935 r. ustąpił ze stanowiska dyrektora i głównego geologa „Pioniera” i rozpoczął pracę dla amerykańskiej firmy Vacuum Oil Company z perspektywą objęcia stanowiska głównego geologa naftowego tej firmy na Europę z siedzibą w Hamburgu. W czerwcu 1935 brał czynny udział w Zjeździe Lekarzy i Przyrodników we Lwowie.
Stanisław Weigner zmarł nagle w 1935 roku w wieku 49 lat po zbyt późno wykonanej operacji nie rozpoznanego zapalenia wyrostka robaczkowego.
S. Weigner w terenie

* * *
Sylwetka duchowa Stanisława Weignera została pięknie i prawdziwie opisana przez geologa Henryka Teisseyre’a we Wspomnieniu o śp. Stanisławie Weignerze. Pisał on:
[...] Cechy charakteru, które wycisnęły piętno na całym życiu Zmarłego, to dobroduszność, szczerość wprost dziecinna i bezwzględna uczciwość. [...] Z natury niezdolny do dyplomatycznych okrążeń i podejść, nie taił nigdy i przed nikim swych myśli i upodobań. [...] Ten dziecinny, a tak ujmujący rys charakteru utrudniał mu życie i niejednokrotnie był przyczyną zawodów, rozczarowań i niepowodzeń. Stanisław Weigner wiedział o tym dobrze, jednakże nigdy nie starał się zmienić swego postępowania, nawet wobec otwartych wrogów. Musiałby bowiem pogwałcić swoją naturę, czego nie robił nigdy, dla największych nawet korzyści. Do pieniądza nie przywiązywał żadnej wagi, skutkiem czego pomawiano go nawet o lekkomyślność. Zdaje mi się, że jako ubogi student czuł się lepiej niż w roli dobrze płatnego dyrektora. [...] Szczerość i prostoduszność wprost promieniowały z twarzy tego przyrodnika i geologa. Nie znaczy to, że nigdy się nie gniewał. Z natury bardzo wrażliwy i ambitny, reagował silnie i szybko. Pokorny nie był nigdy. Ba, w chwilach szczególnego humoru potrafił być po żakowsku krnąbrny i przekorny. Wielki rozum i dobroć sprawiały, że poza chwilowymi reakcjami nie był zdolny do długotrwałego odczuwania urazy, nienawiści czy gniewu.
[...] Kto znał dobrze Stanisława Weignera, ten wie, jak ostrożny był w potępianiu ludzi. Zawsze szukał usprawiedliwienia, analizował drobiazgowo motywy nieetycznych czynów, dopatrywał się okoliczności łagodzących. Jednak gdy już przeprowadził osąd, nie był bynajmniej pobłażliwy, świństwo nazywał po imieniu, głośno i dosadnie.
Jako człowiek nauki odznaczał się Weigner, obok nieprzeciętnych zdolności, doskonałego i wszechstronnego opanowania swego fachu, dużym polotem i zdolnością do ujęć syntetycznych. Pamiętam wiele dyskusji w gronie geologów „Pioniera”, na posiedzeniach Towarzystwa Geologicznego oraz w cztery oczy – prywatnie. Nie tylko ja, ale i wszyscy młodzi geolodzy, którzy korzystali z tych dyskusji, nauczyli się wiele.
Bo Weigner nie miał żadnych tajemnic, opowiadał wszystkim o wynikach swych badań, o metodach pracy. Pokazywał i ofiarowywał rękopisy nie publikowanych zdjęć terenowych, które zazwyczaj chowa się zazdrośnie w szufladzie biurka. Nigdy nie bał się, że ktoś go „okradnie”, nie dbał o to, stać go było na ofiarowanie swojej pracy hojną ręką, byleby się komuś przydała. Sam publikował rzadko i niewiele. Główne jego wysiłki szły w innym kierunku.
Wybujała wrażliwość, uczuciowość, wyrafinowany smak estetyczny, duża fantazja i zdolności rysunkowe sprawiły, że Weigner był duszą szczerze artystyczną. Zbierał obrazy starych mistrzów, lubił antyczne meble i drobne dzieła sztuki, które przywoził ze swych egzotycznych podróży.
Artystyczne spojrzenie i ustosunkowanie się do zjawisk świata, tak głęboko tkwiące w jego naturze, tłumaczą po części, dlaczego tak mało prac naukowych publikował (w każdym razie nieproporcjonalnie mało w stosunku do jego mrówczej pracy). Tworzył pod wpływem wewnętrznej konieczności, prowadząc pracę tak długo, póki nie rozwiązał problemu. Z chwilą gdy zagadnienie zostało wyjaśnione, kończyła się twórcza ekspansja duszy i płynące stąd zadowolenie.
[...] Nieprzeciętny artysta o dziecinnej, jasnej duszy to istota człowieczeństwa Stanisława Weignera. Uczony, artysta i dziecko – to trzy istoty, które stopiły się w jedno, tworząc całość niezmiernie oryginalną, niepozbawioną zresztą sprzeczności i powikłań.
Tyle prof. Henryk Teisseyre we wspomnieniu pośmiertnym. Ze swej strony mogę dodać kilka uwag osobistych.
Epoka, w której memu Ojcu przyszło przeżyć młodość, nie pozostała bez wpływu na jego filozofię życiową, zainteresowania humanistyczne i artystyczne. W czasie studiów miał kontakt z wieloma reprezentantami ówczesnej Młodej Polski, bywał w Jamie Michalikowej i w teatrze, brał udział w akademickich spotkaniach i sporach. Zgodnie z ówczesnym krakowskim stylem nosił zniszczone buty, pelerynę i kapelusz z szerokim rondem (posiadam autoportret rysunkowy), co – gdy przyjechał do Lwowa – budziło sensację.
Niezwykle inteligentny, od wczesnych lat miał wiele zainteresowań humanistycznych. Zachowały się jego listy, w których wspomina, że w wieku 17–19 lat przeczytał wiele książek o niezwykłym zakresie tematów i autorów: Nietzsche, Zola, Demolins, Tołstoj, Maeterlinck, Żeromski i inni. Całe życie gromadził książki, w jego beletrystycznej bibliotece znajdowały się m.in. komplet Moliera, Sienkiewicz, Słowacki, Norwid, Wyspiański, wiersze Kajetana Węgierskiego, wszystkie dzieła Conrada i Witkacego, ale również Kazania Piotra Skargi i wiele innych dzieł, także filozoficznych i artystycznych. Było też wiele książek o Lwowie: Wasylewskiego, o Obronie Lwowa, przewodniki...
Warto wspomnieć o przyjaźni moich rodziców z Juliuszem Kaden-Bandrowskim, którego żona, Romana, chorowała u nas w domu w 1918 roku na ciężką grypę „hiszpankę”. Autor pisał książki Lenora i Czarne skrzydła w czasie pobytu u nas w Borysławiu. Zachowało się kilka listów Kadena do moich rodziców z dużą dozą dowcipu i radości.
Ojciec mój interesował się bardzo malarstwem, sam malował i rysował znakomicie. Na wszystkie wyprawy geologiczne zabierał szkicownik, w którym poza rysunkami geologicznymi były również pejzaże, szkice geograficzne i różne osobliwości lokalne. Zachowały się dwa notesy z podróży do Albanii w 1917 roku, gdzie są niezwykle precyzyjne rysunki tamtejszej zdobniczej sztuki stosowanej, a nawet sprzętów. Zachowały się również szkice do projektu godła PIG, wykonane w 1918 roku.
Pamiętam, jak we Lwowie oglądaliśmy każdą nowo otwartą wystawę obrazów w Pałacu Sztuki na Placu Powystawowym, a także Panoramę Racławicką, podziwiając wielkość i sztukę malarską.
Trudno przychodzi pisać o głębokich związkach psychicznych z ziemią czy dzielnicą kraju człowieka, który tam się urodził, mieszkał, pracował i uważał za swoją małą ojczyznę. Urodził się na Podolu, uczęszczał do szkoły w Buczaczu. Od najmłodszych lat fascynowała go historia tamtej ziemi i jej przemiany. W zachowanych listach czytamy, jak w pieszych, samotnych wędrówkach przebija zachwyt nad ukształtowaniem jarów i wzgórz Podola, jego łanów uprawnych. Z racji ukończonych studiów pasjonowały go skarby ziemi, znaczone odkrywkami w dolinach rzek oraz znajdowanymi skamielinami. Praca polegała na samotnym przemierzaniu, z młotkiem geologicznym w ręku, koryt rzek i obszarów leśnych w okolicach – poczynając od Limanowej, poprzez Krosno, Jasło i Gorlice, po Dolinę, Bolechów, pasmo lasów bolechowsko-borysławskich i jeszcze dalej.
Zainteresowania artystyczne sprawiły, że Ojciec mój znał dobrze Lwów i jego piękne położenie, jego zabytki, kościoły i renesansowe kamienice. Odwiedzał wszystkie muzea, a zwłaszcza przyrodnicze na ul. Rutowskiego. Co roku we wrześniu odwiedzaliśmy Targi Wschodnie, a w świąteczne dni, spacerując po mieście, odkrywaliśmy nowe, często mało znane pamiątki historii Lwowa i szczegóły architektoniczne. Mieszkaliśmy blisko Parku Stryjskiego, którego unikatowy drzewostan i naturalne górzyste położenie były ulubionymi miejscami spacerów. Często bywaliśmy w lwowskich teatrach i operze z doskonałą obsadą i reżyserią (w operze – Ada Sari, Bandrowska, w teatrze reżyser Leon Schiller i aktorzy tacy, jak Solski, Leszczyński, Malicka, Ćwiklińska, Osterwa, Jaracz, Wierciński, Strachocki, Zelwerowicz...). Premiera Dziadów Mickiewicza w reżyserii Schillera trwała od 7 wieczorem do północy!
Ojciec mój miał ponadto żywe kontakty z elitą naukową Lwowa. Codziennie bywał „na kawie” w kawiarni Szkockiej, gdzie, jak wiadomo, spotykali się wybitni profesorowie z wydziału matematyczno-przyrodniczego UJK, z Politechniki, i gdzie zrodziła się sławna Księga Szkocka lwowskiej szkoły matematycznej (Banach, Steinhaus, Chwistek i inni).
Pogodne usposobienie i świetne poczucie humoru sprawiały, że Ojciec doskonale się czuł w towarzystwie młodych ludzi. W latach moich studiów odbywały się w naszym lwowskim mieszkaniu, dwa razy w miesiącu, towarzyskie spotkania studentów – kolegów z medycyny, prawa, architektury i innych wydziałów. Spośród owego grona, między tymi, którzy przeżyli II wojnę światową, znalazło się kilku profesorów wyższych uczelni w kraju i za granicą. Mój Ojciec brał czynny udział w takich wesołych spotkaniach, a także w poważnych dyskusjach tej wartościowej młodzieży.
Śmierć zabrała go gwałtownie i nieoczekiwanie, w pełni sił twórczych, wspaniałych planów i perspektyw na przyszłość.
Są wśród nas ludzie twórczy i ogólnie znani, głównie dzięki współczesnym środkom przekazu, zwłaszcza radia i telewizji. Przed 60 laty nie było mass-mediów i ludzie wielkiej wiedzy i charakteru znani byli tylko w ograniczonym kręgu fachowców – do takich ludzi należał mój Ojciec. A przecież wspomnienia pośmiertne, spisane przez profesorów Rogalę, Teisseyre’a i innych uwydatniają jego osobowość oraz sylwetkę zawodową, a także jego wielki wkład w rozwój polskiej geologii i przemysłu naftowego w okresie międzywojennym.
Niech te słowa w 62. rocznicę śmierci dra Stanisława Weignera będą moim hołdem, złożonym pamięci mojego drogiego Ojca.


Tytuł artykułu, podkreślenia i skróty pochodzą od redakcji.

ALINA CHWALIBOGOWSKA, z domu Weigner, ur. 1914 w Krakowie. Studia lekarskie na Uniw. Jana Kazimierza we Lwowie, dr medycyny. Przed II wojną pracowała w Klinice Dzieci UJK, w latach wojennych w higienie szkolnej. Po wyjeździe ze Lwowa, 1945–48 w Krakowie jako lekarz-asystent kliniki Dzieci UJ oraz jako pediatra w Wojew. Przychodni Przeciwgruźliczej. W latach 1950–96 była kierownikiem działu dziecięcego w Wojew. Przychodni Gruźlicy i Chorób Płuc w Katowicach. Posiada wiele odznaczeń za wieloletnią pracę i skuteczną walkę z gruźlicą u dzieci i młodzieży na Śląsku.