Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

Z Rzeszowa pisze do nas, nie po raz pierwszy, pan Zygmunt Krysiński. W liście znajdujemy pochlebne dla naszego pisma słowa i sugestię wydania kalendarzyka na 1999 rok. W liście czytamy: Bardzo wiele ciekawych artykułów zawiera numer 3/1998 kwartalnika „Cracovia-Leopolis” [...] Mam nadzieję, że tak wydany kalendarz, z uwzględnieniem rocznic poświęconych Zawsze Wiernemu Miastu, jak również pozostałych rocznic, spodoba się prenumeratorom pisma w kraju, jak również za granicą. [...]
Drogi Panie Zygmuncie! Dziękujemy i za miłe słowa, i za pomysł. Jednak kalendarzyk taki wydaje od szeregu lat nasza bratnia organizacja – „Sokół – Macierz” – Lwów. Pozwalamy sobie przesłać Panu egzemplarz. Prosimy o opinię.

Pani Zofia Skała (Wrocław) zapytuje, czy w naszym słowniku geograficzno-historycznym ukazało się już hasło Bóbrka. Pani Zofia pisze: [...] We Wrocławiu jest grupa obywateli bóbreckich, we wzajemnych kontaktach, a także z Polakami w Bóbrce. Chciałabym przekazać historyczne wiadomości o Bóbrce mieszkańcom po obu stronach [...]
Pani Zofio! Pani życzenie jest dla nas rozkazem. Hasło Bóbrka – w tym numerze!

Długi i ważny list nadszedł od p. inż. Konrada Sury, nb. autora publikowanej w tym numerze pracy konkursowej. Oto nieco skrócony tekst Pana Konrada:
W numerze specjalnym CL opublikowaliście omówienie książki A. Garlickiego „Drugiej Rzeczypospolitej początki”. Słusznie zarzuciliście autorowi, że na ok. 200 stron tekstu tylko 54 wiersze poświęcił obronie Lwowa w r. 1918, przy czym najwięcej uwagi zwrócił na „pogrom ludności żydowskiej”, który jakoby odbił się szerokim echem w opinii światowej, rzucając cień na obraz wyłaniającej się z niewoli Polski. Problem ten oparty jest na nie udokumentowanych dotąd źródłach, o czym świadczą też przytaczane przez Redakcję dane różnych autorów [...].
Sprawę pogromu wprowadził do obiegu historycznego opracowany przez Żydowski Komitet Ratunkowy tzw. „Tymczasowy Raport Delegacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w sprawie wystąpień antyżydowskich we Lwowie”, datowany 17 listopada 1918. Pod Raportem podpisani są delegaci Ministerstwa, red. Józef Wasercug (później Wasowski) i dr Leon Chrzanowski. W rzeczywistości Raport został napisany przez dra Tobiasza Askenazego, działacza Żydowskiego Komitetu Ratunkowego dla Ofiar Pogromu (przemianowanego po proteście władz polskich na „Ofiar Rozruchów”). Askenazy, zawodowy polityk, prezes Izby Adwokackiej, wiceprezydent Lwowa, poseł do Sejmu Krajowego, zebrał relacje Żydów na temat „pogromów” bez żadnych dowodów, jedynie z zeznań rzekomo pokrzywdzonych, pomniejszając tendencyjnie problem antypolskiej współpracy Żydów z Ukraińcami. Materiał ten został przekazany wspomnianym Wasercugowi i Chrzanowskiemu, a także generałowi Barthelemy, szefowi misji francuskiej we Lwowie, dnia 16 XII 1918. Wasercug i Chrzanowski wstawili wsteczną datę 17 listopada, dodali krótki wstęp i upozorowali tym oficjalny dokument państwowy. Manipulacje te na podstawie dokumentów polskich i zagranicznych rozszyfrował w kwartalniku PAN „Dzieje najnowsze” historyk-amator prof. dr med. Leszek Tomaszewski, kombatant lwowskiej AK, w artykule pt. „Lwów – listopad 1918. Niezwykłe losy pewnego dokumentu”. Udowodnił tam, że rzekomy dokument państwowy jest w rzeczywistości falsyfikatem.
Nie wiem, czy w sprawie tego dokumentu wypowiedzieli się zawodowi historycy, ale w ostatnim czasie potwierdzenie kol. Tomaszewskiego znalazłem w wydanej w 1997 r. książce Wiktora Chajesa pt. Semper Fidelis. Pamiętnik Polaka wyznania mojżeszowego z lat 1926–1939. Autor, b. wiceprezydent m. Lwowa, z własnych wspomnień porusza również sprawę omawianego Raportu.
 
Na str.135 pisze:
Nie chcę fałszować historii, nie chcę jej w ogóle pisać, nie chodzi mi ani o rekryminację, ani o obronę. Faktem jest, że pewna część Żydów sprzyjała w listopadzie 1918 Ukraińcom, kłamstwem jest, że Żydzi oblewali gorącą wodą wojska polskie broniące Lwowa. Faktem jest, że pogrom wtedy urządziło wojsko polskie, ale drugim faktem, że nie była to żadna armia regularna, ale rozbitki, soldateska nie bojąca się oficerów, a żądna rabunków i „pohulania”. Żydzi prowokowali, bo sympatyzowali z Ukraińcami. Ogłosili się neutralnymi, ale kombinowali (głównie syjoniści), że młode państwo ukraińskie nie mając dosyć inteligencji, korzystać będzie z usług żydowskich i porobi mecenasów (z konieczności) ministrami, sędziami itd. Ukraińcy zaraz pierwszego dnia ogłosili: „Żydzi idą z nami”, a żaden Żyd tego nie sprostował. Centrum Lwowa było w rękach Ukraińców, przez 21 dni trwały walki uliczne, w czasie których widziałem chłopców żydowskich za pan brat z Ukraińcami, widziałem ich jako patrole, jako członków komisji szukających za bronią u Polaków, jako „macherów”, ale nie widziałem ani nie słyszałem o ich czynnej walce przeciw Polakom. Popełnili fatalny błąd, że stworzyli „własną” straż obywatelską. Miało to być dla obrony mienia Żydów, ale mieściła się na terytorium zajętym przez Ukraińców (pasaż Hermana) i Polacy nie wierzyli tej straży obywatelskiej. W ogóle chaos. [...]

Na str.136 opisuje:
[...] Przy ul. Lindego patrol ukraińska, którą prowadził żołnierz Żyd, w brutalny sposób zrewidowała paru cywilów, szukając za bronią. Jeden z tych cywilnych (znajomy mój, profesor gimnazjalny) po rewizji zwrócił się do mnie z oburzeniem: „pańscy Żydzi już oddali Lwów Ukraińcom!” Mitygowałem go jak mogłem, ale razem z nim nabrałem wstrętu do tego młodego meszuresa, który przewodził tej żołnierskiej patroli. Scen podobnych widziałem kilka [...].

Na str.137 czytamy:
[...] Tobiasz Askenazy wracał skądś i dostał się do Lwowa dopiero 6 czy 7 listopada, już w czasie wojenki polsko-ukraińskiej. Zjawił się pewnego dnia na naszym zebraniu w Izbie Handlowej i należał do grupy „ugodowców”. Raz jeden i drugi nawet był parlamentarzystą razem z umiarkowanym Ukraińcem Kulczyckim, ale ich misja jakoś nie dała rezultatów. Już wtedy, między 7 a 21 listopada, zauważyłem jego zdenerwowanie i rozgoryczenie z powodu tego, że jakoś nie bardzo respektowano jego wywody i propozycje. [...] Chorobliwie ambitny (zresztą chory poważnie) już w owych dniach chodził zły i napuszony. Rozmawiałem z nim ciągle, ale zastanawiałem się wtedy nad przyczyną podniecenia. Gdy po pogromie powstał Komitet Ratunkowy, nieszczęsny Stefek (tak go nazywaliśmy) rychło znalazł się na jednej platformie z żydowskimi endekami. Z fanatyzmem pracował w tym Komitecie i zbierał skrzętnie materiały dla Polaków niekorzystne. Po prostu stracił głowę i nawet wydał zbiór „Dokumenty chwili” z opisami rabunków, podpaleń itd. Ten zbiór wręczył bawiącej we Lwowie misji francuskiej i u niej szukał pomocy. Czyn politycznie niepoczytalny. Syjoniści zachwycali się nim w owej chwili i podsycali jego bujny temperament. [...] Biedny Stefek się rozchorował, nawet serdeczni przyjaciele (chrześcijanie) go opuścili i nie mogli mu przebaczyć tej całej roboty. I ten szlachetny, nieprzeciętny człowiek zmarł wkrótce. Dobrym był całe życie Polakiem, dał się porwać uczuciu, przeholował. Działał jak w transie. Załamał się fizycznie i psychicznie, Był wrażliwym na niesprawiedliwość i reagował silnie, za silnie. [...]
Na str.174 autor reasumuje (pod datą 13 stycznia 1935):
[...] Dziś wygłosiłem wielką mowę w 15 rocznicę śmierci Tobiasza Askenazego. Mego mistrza, zmarłego przedwcześnie Stefka. Serce jego nie wytrzymało wtedy uderzeń – zabili go towarzysze pracy, wyrzekli się go [...], nie mogli podarować popełnionego błędu. Namówiony, pod sugestią, zbyt silnie zareagował na pogrom listopadowy. Błagałem go, by się uspokoił, wiedziałem że oskarżenienie Polski (młodziutkiej, parotygodniowej) wobec Europy jest niepoczytalnością, ale temperament, serce go uniosło, syjoniści podniecali, sugerowali. Pchali go do więzienia, by narobić hałasu w Europie, stworzyć męczennika, jeszcze bardziej rozjątrzyć rany. Udaremniłem wtedy aresztowanie go, uniemożliwiłem dalsze krzyki. Ale Stefek szlachetny nie mógł tego przeżyć, że Polacy stracili do niego zaufanie, przestali wierzyć w jego szczerość. [...]

Wszystkie cytaty obrazują szczerze nastroje panujące wówczas we Lwowie, i to piórem działacza żydowskiego, nie mogącego być posądzonym o stronniczość. Potwierdzają również wnioski dra Leszka Tomaszewskiego o stworzeniu falsyfikatu, rzekomo obiektywnie przedstawiającego dni po wycofaniu się wojsk ukraińskich ze Lwowa. Dziwne, że historycy dotąd rzetelnie sprawy tej nie zbadali.
Pani dr Krystyna Węgier-Maksymowicz ze Lwowa (obecnie w Warszawie) powiadomiła nas, że Jej Ojciec, prof. Adam Węgier, dyrektor polskich szkół nr 18 i 30 we Lwowie w czasach sowieckich, otrzymał pośmiertnie od rządu polskiego uprawnienia kombatanckie za organizację i kontynuowanie tajnego nauczania w latach 1941–44. Pani doktor ogłosiła artykuły o Nim w „Gazecie Lwowskiej” nr 16/1992 oraz w „Biuletynie Inform. Świat. Zw. Żołnierzy AK” nr 51 i 52/1995.

I na zakończenie jeszcze fragment listu pani Zofii Woźniakiewicz zam. na Dolnym Śląsku (ale rodem z Sokolnik!):
[...] Dziękuję za przysyłane mi numery wspaniałego pisma „Cracovia-Leopolis”. Wiem, już wyjaśniali Państwo, że to nie może być miesięcznik (a mógłby być i z otwartym sercem przyjmowany – tygodnik!), to niech chociaż jako kwartalnik będzie zawsze. [...] Wszyscy Państwo współpracujący w redakcji kwartalnika „Cracovia–Leopolis” mają swoje specjalne miejsce w moim sercu i pamięci.
Pani Zofio, mapy, o których Pani wspomina w tym jakże miłym liście, omawialiśmy w CL 2/97 i 2/98. Niemniej bardzo dziękujemy i prosimy o dalsze sygnały, bo nie wszystko udaje się nam dostać w Krakowie. Przykładem świetna książka p. H. Hordta „Piękno utraconej ziemi...”, omawiana w tym numerze, a „odkryta” w czasie uroczystości 10-lecia TMLiKPW we Wrocławiu w ub. roku.
Wszystkich korespondentów serdecznie pozdrawiamy, a tym, którzy nadesłali nam życzenia świąteczne i noworoczne – gorące podziękowanie. Nie sposób tu wszystkich wymienić, lecz trudno nie wyrazić wdzięczności sędziwej Pani Janinie Strzemeskiej w Toruniu, naszej wiernej korespondentce, niegdyś uczennicy Szkoły im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Nie możemy pominąć ks. Andrzeja Ramsa, proboszcza w Strzelczyskach, Pana Adama Chłopka wraz z gronem Nauczycieli Polskiej Szkoły Sobotniej w Drohobyczu oraz Zespołu Radia Lwów. Niech Bóg ma Was w swojej opiece!

Redakcja