Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Barbara Czałczyńska, FELIETON O KOŚCIOŁACH

Kościoły, kościoły. Nigdy nie zapomnę swoich dwóch odwiedzin w kościele św. Elżbiety we Lwowie. Pierwszego – w maju 1940 roku, kiedy to opuszczałam rodzinne strony i siedząc na dworcu z siostrami niepokalankami czekałyśmy na pociąg, mający nas dowieźć do granicy. W pewnej chwili któraś z sióstr zaproponowała mi pójście do pobliskiego kościoła. Był to właśnie kościół św. Elżbiety. Po straszliwym zamęcie i chaosie panującym na dworcu znalazłam się nagle w ciszy kościoła. Wewnątrz panował mrok, który u ołtarza rozświetlała wieczna lampka. Światełko mówiło do mnie: „Oto jestem” i ten chwiejny płomyk był jak mały promyk nadziei na dalszą, nieznaną przyszłość.
Kiedy więc po wielu latach i w zupełnie innych okolicznościach w charakterze turystki znalazłam się we Lwowie, skorzystałam z pierwszej nadarzającej się okazji by odwiedzić kościół św. Elżbiety. Zastałam zamknięte drzwi. Zmartwiona udałam się do kościoła św. Anny. Nigdy nie zapomnę tego, co tam zastałam. Zamiast ciszy i skupienia składowisko mebli. Tłum podenerwowanych ludzi miotających się pomiędzy kanapami i szafami. Chodziłam ogłupiała, na próżno szukając promyka nadziei. Czułam się jak okradziona z czegoś, co było piękne i wzniosłe i dodawało otuchy w życiu. A potem oglądałam kościoły zamienione na sale gimnastyczne albo sklepy. Kościoły w ruinie, albo zarosłe zielskiem miejsce, gdzie niegdyś był kościół.
I dlatego może wszystko wokół, i ludzie i rzeczy wydały mi się tak beznadziejnie szare i smutne. Jakąż radością było zobaczenie pierwszego odnawiającego się kościoła. Dachu, ochraniającego to, co było jeszcze możliwe do uratowania, wznoszącego się muru, zapachu świeżej wapiennej zaprawy. Cegła po cegle wznoszonej z upadku nadziei. Znaku, że jeszcze nie wszystko uległo zatraceniu.