Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

ks. Zygmunt Barmiński, WSPOMINAM W IMIĘ PRAWDY

Przytaczamy treść jednego z listów (z r. 1948), przechowywanych w Archiwum Archidiecezji Lwowskiej obrz. łac., a będacego relacją o okolicznościach śmierci ks. Władysława Bilińskiego, duszpasterza w Kotowie k. Brzeżan. Wielka liczba podobnych dokumentów napłynęła na ręce ks. arcybiskupa Eugeniusza Baziaka w okresie bezpośrednio powojennym, kiedy wspomnienia bezprzykładnych zbrodni na Polakach na terenie Małopolski Wschodniej i Wołynia były bardzo świeże.
W tekście dokonano nieznacznych skrótów i uaktualniono pisownię.


8. września 1942 r. spotkałem się ostatni raz ze śp. ks. Bilińskim na odpuście w Litiatynie. Po uroczystościach kościelnych spożyliśmy wspólnie posiłek na plebanii u ks. Stupaka, administratora parafii. O 3.30 po południu ks. Biliński wyruszył w drogę powrotną w towarzystwie moim i śp. ks. Juliana Sarkisa, proboszcza ormiańskiego w Brzeżanach (utonął tragicznie kilka miesięcy później). Jechaliśmy razem na rowerach około 10 minut, po czym ks. Biliński zdecydował się odłączyć od nas, by krótszą, leśną drogą przybyć do Kotowa (tą drogą przyjechał rano na odpust do Litiatyna). Chciał bowiem zdążyć na nieszpory, które zapowiedział w swojej parafii na godz. czwartą. Ja z księdzem ormiańskim pojechaliśmy gościńcem do Brzeżan.
Nazajutrz rano zjawiła się na probostwie w Brzeżanach służąca z plebanii kotowskiej, pytając o swego księdza, czy przypadkiem u nas nie nocował, gdyż w Kotowie go dotąd nie ma. W ten sposób dotarła do nas pierwsza wieść o jego zaginięciu. Rozpoczęliśmy poszukiwanie, najpierw za pośrednictwem miejscowej policji niemieckiej, która przynaglana, wysłała w końcu auto z wywiadowcami w kierunku Litiatyna, ale jak to było do przewidzenia, śledztwo całe skończyło się na spisaniu dwu protokołów w Litiatynie i w Brzeżanach.
Tymczasem służąca śp. ks. Bilińskiego, wraz z kilkoma kobietami z parafii kotowskiej, w trzeci dzień po zaginięciu księdza poszła wzdłuż ostatniej drogi księdza, którą odbył rowerem po rozstaniu się z nami. W osiedlu czysto ukraińskim, leżącym obok ścieżki, którą śp. ksiądz przejeżdżał, nawiązała kontakt z tamtejszymi kobietami. Dowiedziała się od nich pewnych szczegółów zbrodni: według tych relacji, gdy ks. Biliński mijał na rowerze zagajnik (ok.10 min drogi od miejsca, gdzie rozstał się z nami), padł z zarośli strzał, po którym ksiądz upadł z rowerem na ziemię, a po tym poderwał się szybko i biegiem począł uciekać przez pole obsadzone kartoflami. Tu dopadli go bandyci, obalili na ziemię i szamocząc się, związali mu ręce w tyle, a potem poprowadzili przez las, przytrzymując go pod pachę. Świadkiem tej sceny był wieśniak, Ukrainiec, pracujący na tym właśnie skrawku pola, obok swego domostwa. Temu nakazali bandyci milczenie, grożąc zemstą w razie zdrady. Mimo groźby staruszka zamieszkała w tym domu (matka albo teściowa tego wieśniaka [...]) wskazała wspomnianej wyżej służącej miejsce, na którym odbyło się szamotanie bandytów z księdzem. Kartoflisko było w tym miejscu wydeptane i zryte stopami ludzkimi. Służąca przeszukując je, znalazła spinacz metalowy, używany przez księdza w jeździe rowerowej, oraz spinkę od koszuli, która odpadła w czasie szamotania. Te znalezione przedmioty pokazała nam na plebanii w Brzeżanach na dowód swych poszukiwań. Gdy po kilku dniach nowa grupa kobiet z Kotowa poszukiwała w lesie ciała księdza, Ukraińcy miejscowi nakazali im zaprzestać poszukiwań pod groźbą, a po tym sami zaczęli wśród Polaków rozpowszechniać fantastyczną wieść, że ksiądz najpierw przystał do partyzantki, potem przekroczył granicę i przebywa w Turcji. Gdy pewien czas upłynął od zniknięcia księdza, służąca, zaznajomiona z miejscowymi ludźmi, dowiedziała się od innej Ukrainki z Kotowa o dalszych szczegółach zbrodni, o których szeptali między sobą „chłopcy ukraińscy”, chełpiąc się swoim czynem. Wedle tych relacji bandyci mieli księdza prowadzić aż do trzeciej wioski (za Mieczysławowem, nazwy już nie pamiętam) i tam znęcali się nad nim, obcinając mu kolejne członki. Wspominali nawet o tym, że męczony przez nich ksiądz odwoływał się do ich litości, wołając: „Dobijcie mnie, czemu mnie tak męczycie”.
Fakt zamordowania ks. Bilińskiego został później potwierdzony przez pewną grekokatolicką zakonnicę, która wstrząśnięta zbrodniami współbraci, straciwszy nawet zaufanie do własnego księdza gr.kat., nawiązała tajemny kontakt z naszą plebanią w Brzeżanach i – pewnie dla uspokojenia własnego sumienia – przestrzegała nieraz Polaków przed zamierzonymi napadami, grożącymi im ze strony Ukraińców.
Do tych okoliczności dotyczących śmierci śp. ks. Bilińskiego pragnę dołączyć pewne szczegóły z okresu przed jego zaginięciem, które utkwiły mi w pamięci. Otóż po zamordowaniu lekarza zamieszkałego w Kotowie oraz uprowadzeniu śp. Śliwińskiego – leśniczego w Trościańcu, bardzo inteligentnego i gorliwego katolika, z którym ks. Biliński pozostawał w najbliższym kontakcie, parafianie kotowscy ostrzegali księdza, by się na jakiś czas usunął z terenu parafii, gdyż uważali, że jego życiu zagraża teraz najpoważniejsze niebezpieczeństwo. Otrzymał również dwukrotne ostrzeżenie o przygotowywanym na niego zamachu – od Ukrainki, pracującej w urzędzie pocztowym w Potutorach. Ponadto w ostatnich dniach przed zamachem sam pełen był złych przeczuć, często o nich mówił, a nawet zaciągnął pożyczkę pieniężną na probostwie w Brzeżanach, dla uregulowania swych osobistych długów i wypłacenia swojej służby plebańskiej i kościelnej.
Księża sąsiedzi radzili mu, by na razie, dopóki niebezpieczeństwo nie minie, zarządzał parafią ex currendo – dojeżdżając na miejsce pociągiem. Nie przystał jednak na to, twierdząc, że jego parafianie są również narażeni, a w razie napadu na wieś on może być umierającym potrzebny. Wspominam o tym w imię prawdy i dla wielkiej czci, jaką żywię dla bohaterskiej postaci świątobliwego kapłana śp. ks. Władysława Bilińskiego, z którym łączyły mnie najserdeczniejsze więzy przyjaźni.

Ks. Władysław Biliński (ur. 1910) uzyskał święcenia kapłańskie we Lwowie w 1936 r., był wikariuszem i katechetą w Brzeżanach. W latach II wojny był duszpasterzem w Kotowie. Został zamordowany w 1943 r. (autor relacji pomylił się o rok).

 
ZYGMUNT BARMIŃSKI (BARABASZ), ur. 1916. Ksiądz, wyświęcony we Lwowie w X 1939, w latach II wojny był wikariuszem w Brzeżanach. Po wojnie w diec. gdańskiej archidiec. wrocławskiej, proboszcz w Polanicy-Zdroju.