Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Emilia Miedwiediewa, WSPOMNIENIE O KSIĘDZU

Zmarłemu przed trzema laty księdzu Kazimierzowi Mączyńskiemu (1928–96), wieloletniemu proboszczowi samborskiemu z najtrudniejszych lat sowieckiej okupacji, poświęcamy serdeczne wspomnienie jego parafianki z Truskawca.

Znałam tego księdza od pierwszych dni jego przybycia do Sambora, ponieważ jeździłam do tamtejszego kościoła, a był to jedyny kościół w pobliżu Truskawca. Ksiądz Kazimierz Mączyński był prawdziwym duszpasterzem, który w tak ciężkich czasach umiał wszczepiać w ludzkie dusze gorliwą wiarę w Boga. Do kościoła jeździliśmy tylko w niedziele i święta. Msza św. i kazanie były dla nas źródłem energii na cały tydzień. W swych kazaniach ksiądz Mączyński zawierał wiele cennych pouczeń, które płynęły z Ewangelii. Człowiek, gdy wychodził z kościoła, czuł, że naprawdę warto zmienić życie na lepsze. Ks. Mączyński uczynił bardzo wiele dla parafii w Samborze, którą objął w 1966 roku, i dla wiernych okręgu samborskiego: chrzcił, dawał śluby, przygotowywał dzieci do Pierwszej Komunii Świętej – chociaż zasadniczo władze tego zabraniały. Był odważnym człowiekiem. Pamiętam, że za czasów sowieckich bardzo często wzywali księdza do Rady Miejskiej, ponieważ wydawane były ukazy, poprzez które chciano zniszczyć religię katolicką. Pewnego razu, gdy ks. Mączyński wszedł do biura, urzędnicy zaczęli na niego krzyczeć, nawet nie poprosili, by usiadł. Ksiądz nic nie powiedział, odwrócił się i chciał odejść. To zachowanie ogromnie ich zaskoczyło i zapytali, dlaczego odchodzi, chociaż nie załatwił sprawy? Ksiądz odrzekł: ponieważ nie umiecie z ludźmi normalnie rozmawiać, więc ze mną niczego nie załatwicie. Wtedy zaproponowali, żeby usiadł i już rozmawiali spokojnie.
Ksiądz Kazimierz opowiadał, jak będąc dzieckiem, a mieszkał wtedy na Łotwie, bardzo chciał zostać księdzem.
W latach 40. wstąpił do seminarium w Rydze. Były to bardzo ciężkie, powojenne czasy, do seminarium przyjmowali tylko zdrowych, a Kazimierz Mączyński chorował na żołądek. Z powodu tych dolegliwości bardzo cierpiał, czasem na wykładach nie mógł z bólu usiedzieć, ale nie dawał poznać innym że jest chory, gdyż bał się, by go nie wyrzucono.
Ks. Mączyński bardzo dbał o „kościoły żywe” i o te z kamienia. Troszczył się o to, aby najpierw był porządek w duszach ludzkich, żeby ci, którzy chodzą do kościoła, byli ochrzczeni, by mieli śluby. Zależało mu na tym, by świątynia pięknie wyglądała, kupował nowe obrazy, sprzęt kościelny, odnowił kościół samborski, jednym słowem dbał
o wszystko. Równocześnie przez 16 lat jeździł odprawiać msze św. do Mościsk, gdzie kościół był otwarty. Od 1969 r. prowadził parafię św. Antoniego we Lwowie, i dla tego kościoła zrobił bardzo wiele. Po tylu latach pracy nie miał mieszkania, a ostatnio zajmował pokoik przy kościele w Samborze.
Kiedy nastąpiła „odwilż” z końcem lat 80. i zaczęło się oddawanie świątyń, pozamykanych przez komunistów, wówczas ksiądz pomagał odzyskiwać i remontować kościoły we wszystkich okolicznych wsiach koło Sambora, mimo iż pracy miał niemało. Parafia lwowska szczególnie go absorbowała. Gdy odzyskano kościół w Stanisławowie, tamtejszą parafię objął młody kapłan, Kazimierz Halimurka, który będąc jeszcze młodym chłopcem służył do mszy św. w Samborze i miał tutaj wzór dobrego kapłana w osobie ks. Mączyńskiego. [...]
Kiedy w 1989 r. odzyskano kościół w Drohobyczu, parafię objął ks. Mączyński. Zaczęliśmy powoli przygotowywać kościół do poświęcenia. Pracowało dużo ludzi, nawet z Sambora. W dniu poświęcenia celebrowana była uroczysta msza św. przez ks. biskupa Moskwę. Obecnych było wielu kapłanów i wiernych z całego obwodu drohobyckiego. Ksiądz Kazimierz przywiózł z Rygi piękne obrazy Matki Boskiej Ostrobramskiej, które rozdawał parafianom, a najpiękniejszy ofiarował panu Bolkiewiczowi, który najwięcej przyczynił się do odzyskania kościoła.
Ks. Mączyński pracował w Drohobyczu krótko, ale mimo to zdążył przygotować dzieci do Pierwszej Komunii Świętej. Dzieci było bardzo dużo, nawet z Truskawca, niektóre już starsze, ale była to pierwsza uroczysta komunia w latach powojennych. Zaczął też przygotowywać ludzi do bierzmowania – niektórych już w podeszłym wieku. Chciał wiedzieć, czy ludzie znają podstawowe prawdy wiary, dlatego każdy otrzymał od księdza po 60 pytań, i ci, którzy przygotowywali się do bierzmowania, musieli poprawnie na nie odpowiedzieć.
Zaznaczam, że kapłan ów, któremu tak bardzo zależało na duszach ludzkich, w tym krótkim czasie, dojeżdżając z Sambora, potrafił aż tyle zdziałać. Dla kościoła drohobyckiego zrobiono m.in. piękne balaski, tymczasowe ołtarze oraz wiele innych rzeczy. Zaraz po odzyskaniu kościół był zupełnie pusty, a po 9 miesiącach pracy ks. Kazimierza sytuacja zaczęła się zmieniać. Ofiarnie pracowali fachowcy z Mościsk: pokryto dach dzwonnicy i wykonano sporo murarskich prac.
W kościele w Samborze była skrzynka, do której można było wrzucić kartkę z pytaniem, gdy ktoś miał jakieś wątpliwości, a krępował się pytać księdza bezpośrednio. Podczas kazań Ksiądz odpowiadał na te pytania, uczył, jak się modlić, jak rozumieć Ewangelię i żyć nią. Wyjaśniał znaczenie Przykazań Bożych, poświęcając każdemu z nich jedno kazanie. Był to bowiem kapłan, który dobrze rozumiał swoje powołanie, jakim go Bóg obdarzył.
Ksiądz Kazimierz przyjeżdżał kilka razy do Truskawca i zachęcał nas, byśmy się starali szybko odebrać kościół, w którym znajdowało się planetarium. Sam wchodził na strych kościoła, by przekonać się, jakiego wymaga remontu.
Kończąc te refleksje, chciałabym przypomnieć jeszcze jedno wydarzenie, kiedy ks. Kazimierz odchodził z Drohobycza w 1990 roku. Podczas mszy św. pożegnalnej wszyscy w kościele płakali, że tracą takiego duszpasterza. Raz jeszcze chcę wyrazić wdzięczność dla księdza Kazimierza za tyle przepracowanych lat, za to, że zasiał ziarno prawdziwej wiary w naszych sercach. O tym tak skromnym człowieku można by pisać całe księgi.
Emilia Miedwiediewa (Truskawiec)


Powyższe wspomnienie uzupełnia p. Lucjan Wulecki ze Lwowa, który podaje, że ks. Kazimierz Mączyński urodził się na Łotwie, w prowincji Letgalia, z ojca Łotysza i matki Polki [a może odwrotnie?]. Studia (1946–50) i święcenia kapłańskie otrzymał w seminarium w Rydze, jedynym na całym obszarze ówczesnego ZSRR. Do Ziemi Lwowskiej przybył w 1966 r. razem z kilkoma innymi młodymi księżmi z Łotwy, by ratować przed zamknięciem pozostałe jeszcze świątynie (Sambor, Mościska, Lwów – św. Antoniego). Po odzyskaniu nowych kościołów dzięki zmianom politycznym w ZSRR (1989) stał się opiekunem m.in. kościołów w Rudkach i św. Bartłomieja w Drohobyczu.
Gdy nastąpił napływ księży z RP, ks. Mączyński wrócił w 1991 r. do swych rodzinnych stron, na Łotwę. Tam objął parafię pw. Chrystusa Króla w Rydze. Niestety zmarł pięć lat później.