Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Andrzej Miłaszewski, PAMIĘTAM TAMTEN PAŁAC

Mieszkańcy Lwowa – obecni i ci, którzy tam wracają na chwilę – bywają w klasycznym pałacu z kolumnadą przy ulicy Kopernika 42. Tam bowiem na I piętrze mieści się od kilkudziesięciu lat Polski Teatr Ludowy. Jego widownia i scenka – ściślej estrada – to dwa średniej wielkości pokoje, między którymi wyburzono ścianę. Pozostałe pomieszczenie – dawne salony i pokoje mieszkalne to dziś pokoje biurowe i sale recepcyjne (?) Domu Nauczyciela, tu akurat osadzonego. Wnętrza nie wykazują już śladów pałacowego wystroju i urządzenia, a jeżeli – to w typie radzieckich domów kultury.

A był to jeszcze przed 60 laty pałac całą gębą. Nie dorównywał może starym rezydencjom magnackim, bo w tym dopiero wieku został zbudowany (czy raczej przebudowany i powiększony), był jednak prawdziwie pańską siedzibą, z dziełami sztuki i myśliwskimi trofeami.
 Hr. Juliusz Bielski wśród lwowskich myśliwych (?)
Była to miejska siedziba hrabiów Bielskich (herbu Jelita, pisali się: z Olbrachcic Bielscy). Rodzina majętna, o starym rodowodzie szlacheckim, lecz nie magnackim. W kręgi arystokracji „galicyjskiej” weszła, zyskując austriacki tytuł hrabiowski, do czego przyczyniło się zapewne bogactwo i koneksje rodzinne, z pokoleniami coraz wyższe. Matka ostatniego hrabiego była z domu Dzieduszycka (w której z rodzin arystokracji czy wyższego ziemiaństwa w Małopolsce Wschodniej nie było krwi dzieduszyckiej?), a żona – księżniczka Jabłonowska z Bursztyna. Córka była za hr. Krasickim z Leska (ale w majątku Stratyn k. Brzeżan), synowie ożenieni z hr. Baworowską i ks. Sapieżanką.
Rodzina Bielskich była związana ze Lwowem od dawna. W połowie XVIII w. łowczy nadworny koronny Antoni Bielski zakupił dla siebie pałacyk przy pl. Halickim, powierzając jego przebudowę znakomitemu architektowi doby stanisławowskiej Pierre Ricaud de Tirgaille. Pałacyk ten przeszedł potem w inne ręce, ale stoi do dziś.
Kiedy Bielscy weszli w posiadanie obiektu przy Kopernika – nie wiem. Przed 1923 rokiem wyglądał on inaczej – nie miał kolumnady. Dodał ją, przebudowując pałac na zlecenie Bielskich, prof. architekt Jan Bagieński.
Hr. E. Bielska (zdjęcie z lat 20.).Pałac na Kopernika i ludzie z nim związani byli mi znani od dziecka. Skąd? Historia to przedpotopowa. Oto moja Babcia wychowywała się w Bursztynie u swoich dziadków, w cieniu tamtejszej siedziby Jabłonowskich. Dziadek i pradziadek mojej Babci (przełom XVIII/XIX w.), sami zubożali szlachcice, byli kolejno zarządcami dóbr bursztyńskich. Babcia od swego dzieciństwa aż do późnej starości była w bliskiej przyjaźni z księżniczką Eleonorą (Lunią), późniejszą hr. Bielską. Stąd moje wizyty w ostatnich latach trzydziestych w lwowskim pałacu, bieganie po salonach z jej wnukami (moimi rówieśnikami, Jerzym i Andrzejem Krasickimi).
Dobrze pamiętam wnętrza pałacu. Na wprost głównego wejścia we wnęce na stoliku stała srebrna waza, wypełniona biletami wizytowymi gości (byłem zbyt mały, by docenić dobór nazwisk). Na lewo otwierał się widok na hol ze schodami, wznoszącymi się na I piętro. Nad nimi wisiała ogromna skóra niedźwiedzia ze szczerzącą zęby głową w dół, a wokół niej dziesiątki wspaniałych poroży. Po lewej stronie wejścia był ciąg pokoi, a w jednym z nich dożywała swych dni staruszka, p. Hermanowska, dawna nauczycielka dzieci pp. Bielskich.
Na I p. było kilka salonów – można było biegać wokoło, włączając w to podest klatki schodowej (sprawdziłem to po kilkudziesięciu latach). W pokojach było mnóstwo ciężkich mebli, dywanów i obrazów, ale nie potrafiłem ich wtedy ocenić, nie interesowały mnie. Tylnych pokoi, gdzie dziś występuje Teatr Polski, nie pamiętam, nie wiem, co w nich było. W tym rejonie zapamiętałem jedynie przejście w lewo do kredensu (na pewno połączonym z kuchnią, która mieściła się w lewej przybudówce do głównego korpusu pałacu). Kredens ów zapamiętałem dobrze, bo stała tam cała bateria klatek z papużkami, które pięknie świergotały.
Schody na II p. były położone z boku tamtych, paradnych schodów. Wyszedłszy na to piętro, miało się przed sobą korytarz, zamknięty na końcu drzwiami do małego saloniku. Po prawej stronie tego pokoju mieściła się sypialnia pana Bielskiego (nigdy tam nie byłem), po lewej – pani. Ten pamiętam dobrze: meble były w nim białe. Na wprost drzwi szerokie łoże z czterema pinaklami na narożnikach. Po lewej stały szafy, jedna z lustrem. W pamięci utkwiło mi, że między drugą szafą a ścianą boczną był odstęp, może półmetrowej szerokości. Nie była to zwykła szpara. Kiedyś w trakcie naszej zabawy z małymi Krasickimi starszy narozrabiał, a wtedy z saloniku weszła jego matka i rozkazała: – Jerzy, proszę do kąta. Jerzy bez słowa klęknął w tej szparze, lecz nadal zdalnie brał udział w naszej wspólnej zabawie.
We wrześniu 1939 r. do pp. Bielskich przybywali uciekinierzy z zachodniej Polski. Jednymi z nich byli ks. Lubomirscy z Kruszyny. Ich dwaj synowie byli też moimi rówieśnikami, a ponieważ swoje zabawki zostawili w domu, przychodzili do mnie bawić się moimi klockami i ołowianymi żołnierzami, potem je ode mnie wypożyczali. Przyprowadzał ich lokaj pp. Bielskich – jeszcze w tamtym czasie nie odprawiony.
Nekrolog hr. J. BielskiegoPaństwo Bielscy mieli ogromny samochód – takie dziś widujemy na pokazach starych aut. Pani Lunia przyjeżdżała nim czasem do Babci – wtedy szofer w liberii czekał w samochodzie pod domem. Innym razem przysyłała go po Babcię, i ja też czasem nim jeździłem na Kopernika.
Ale tak bywało tylko w paru ostatnich latach przed wojną. Wcześniejsze lata pani Bielska spędzała przeważnie za granicą – jej ulubionym miejscem pobytu był Budapeszt, miała tam koneksje wśród węgierskiej arystokracji. Bywała często w Szmeksie, czyli w dzisiejszym Smokowcu, który do I wojny należał do Węgier, a po niej – choć na terenie Czechosłowacji (dziś Słowacji) – tradycyjnie uważany był za węgierski. Okresy letnie spędzała p. Bielska w Rychcicach k. Drohobycza. Był tam piękny pałac (też z kolumnowym portykiem), zbudowany przez sławnego architekta króla Stasia – Jana Chrystiana Kamsetzera. Byłem tam raz z Babcią, ale niewiele pamiętam. Dziś po tej siedzibie nie ma śladu.
Pan Bielski należał do czołówki myśliwych polskich, brał udział w ekskluzywnych polowaniach (np. w Nieświeżu u Radziwiłłów), co podobno zabierało mu dużo czasu w ciągu roku. Świadczyły o tym liczne trofea w lwowskim pałacu i w Rychcicach.
Po wejściu sowietów do Lwowa w pałacu Bielskich urządzono Dom Literatów. Bielskich na razie pozostawiono na II piętrze, a salony na I p. stały się miejscem spotkań pożal się Boże pisarzy zachodniej Ukrainy. Niestety bywali tam też Polacy – uciekinierzy z zachodniej Polski: Polewka, Wat, Boy-Żeleński i dość sporo innych, którzy całkiem dobrze czuli się w sowieckim systemie. Potem Wata wywieźli (ale mu to pomogło, bo oprzytomniał), Polewka repatriował się do ojczystej GG (komunizm miał na wynos, nie dla siebie), Boy uchował się aż do przyjścia Niemców w 1941 r. (i zginął na Wulce).
Wat w swoich wspomnieniach przytacza wydarzenie, które my pamiętamy z opowiadania samej p. Bielskiej: jeden z sowieckich literatów, przybysz z Rosji, poprosił, by go zaprowadzić do pana Bielskiego, bo po raz pierwszy w życiu chciałby zobaczyć prawdziwego grafa.
W pamiętną noc 13/14 kwietnia 1940 roku państwo Bielscy zostali wywiezieni do Kazachstanu. Wywiezienia cudem uniknęli Lubomirscy. Jak się w wiele lat później dowiedziałem, zrządził los: księstwo, jak zwykle, zostawili przed drzwiami swego pokoju buty do wyczyszczenia przez służbę. W nocy, gdy przyszli enkawudziści po Bielskich, lokaj kopnął je pod szafę – nie było więc śladu, który zwróciłby uwagę sołdatów.
Pan Bielski zmarł w semipałatyńskiej obłasti, mimo iż – jak złośliwie opisuje w Moim wieku Aleksander Wat – wiodło się im tam lepiej niż innym deportowanym (pozwolono im dużo zabrać z domu). Pani wróciła w 1947 r. – do Krakowa. Do śmierci w r. 1977 (spoczęła na Rakowicach) mieszkała przy ul. Warszawskiej 4. W ostatnich latach była chora i osamotniona: najstarszy syn Adam z żoną i córką osiadł w Belgii, drugi – Roman – w Afryce (i tam oboje z żoną zostali zamordowani przez Murzynów), córka zamieszkała w Gdańsku. Wnukowie Krasiccy zaraz po wojnie ściągnięci przez ojca za granicę – osiedli w Afryce Płd. i Australii.
Przeminęło z wiatrem.

PS W wydanej świeżo książce Zbigniewa Frasa pt. Galicja (którą omówimy w jednym z najbliższych numerów) całe dwie strony poświęcono tytułowi hrabiowskiemu Bielskich. Okazuje się, że został on udzielony przez ces. Marię Teresę Antoniemu Bielskiemu z końcem XVIII w., ale przepadł, bo ten nie miał męskiego potomka. Jednak jego córka wyszła za Bielskiego z innej linii, a ich potomek, opisywany wyżej Juliusz Bielski, ponownie wystąpił o tytuł, i otrzymał go w r. 1895. Warto przytoczyć treść odnośnego dokumentu (zachowano oryginalną pisownię):

Do Jaśnie Wielmożnego Juliusza Bielskiego właściciela dóbr w Rychcicach

Jego cesarska i królewska Apostolska Mość raczył Najwyższem postanowieniem z dnia 2 lipca b.r. ze szczególnej Najwyższej łaski wynieść najmiłościwiej Jaśnie Wielmożnego Pana do austryackiego stanu hrabiowskiego za opłatą czwartej części taksy przypadającej od tego stopnia szlachectwa.
Wskutek reskryptu Jego Ekscelencyi Pana Ministra spraw wewnętrznych z dnia 13 lipca b.r. l. 378/a mam zaszczyt zawiadomić Jaśnie Wielmożnego Pana o tym Najwyższym akcie łaski zwracając załączniki prośby do Tronu.
Zarazem pozwalam sobie oznajmić, że w przeciągu roku od otrzymania niniejszego zawiadomienia należy złożyć we wideńskim centralnym urzędzie taks i należytości czwartą część przepisanej taksy w kwocie 6300 złr t.j. kwotę 1575 złr w.a., gdyż w razie przeciwnym udzielony Jaśnie Wielmożnemu Panu najłaskawiej tytuł utraciłby ważność.
W celu przepisowego sporządzenia dyplomu hrabiowskiego zechce JWPan, wykazawszy się kwitem na złożoną taksę, przedłożyć kolorowany i według prawideł heraldycznych sporządzony projekt herbu hrabiowskiego wraz z opisem w Dyrekcyi protokółu podawczego wysokiego c.k. Ministerstwa spraw wewn., uiścić tam należytość za sporządzenie dyplomu w kwocie 275 złr i wymienić swe tytuły i godności.
Po sporządzeniu dyplomu urzędowa „Wiener Zeitung” ogłosi wyniesienie JWPana do stanu hrabiowskiego.

Lwów dnia 21 lipca 1895.
Ck Namiestnik (–) Badeni