Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Irena Suchanek, MAESTRA

Ecco, dunque, un’ artista – piena di gioventu, di fascino e di belezza – che entra nell’ arte come una valorosa, ed alla quale sorridera – in breve – una carriera delle piu brillanti e fortunate.

Oto więc artystka – pełna młodości, czaru i piękności – która wkracza w świat sztuki jako wysoko oceniana i do której uśmiechnie się – już wkrótce – kariera, jedna najbłyskotliwszych i najbardziej udanych.

Powyższe motto to fragment jednej z wielu recenzji, jakie ukazały się we Włoszech z okazji debiutu śpiewaczego naszej rodaczki Heleny Bulikowskiej, posługującej się za granicą pseudonimem Elena Palmy.
Helena Bulikowska urodziła się w Złoczowie w 1875 r. jako córka lekarza, krakowianina, ożenionego z panną ze złoczowskiego dworku. W domu tym panowała muzyczna atmosfera, bo babka przyszłej śpiewaczki (ze strony matki), Felicja z Rapackich Wesołowska, oraz ojciec doskonale grali na fortepianie, a nawet dawali koncerty w salonach przyjaciół. Babka była wykształcona muzycznie, więc uczyła wnuczkę gry na fortepianie, ta jednak, obdarzona pięknym mezzosopranem, wybrała karierę śpiewaczą. Głos kształciła w szkole śpiewu Adeliny i Augusta Souvestre’ów w Dreźnie. Jej debiut w „Giocondzie” Ponchie’llego odbył się w Bolonii w 1895 r. i śpiewała tam przez cały sezon, prezentując swój niezwykły talent wokalny, sceniczny, a także nieprzeciętną urodę.
Sukces boloński zaowocował propozycją występów w teatrze Regio di S. Carlo w Lizbonie, ale z niej nie skorzystała, lecz wróciła do kraju. Po ślubie z notariuszem Aleksandrem Misky – bratankiem współczesnego Wyspiańskiemu młodopolskiego malarza Ludwika Misky – i po urodzeniu dwojga dzieci zamieszkała we Lwowie (przy ul. Akademickiej 26). Zadebiutowała w 1905 r. w Operze Lwowskiej arią Amneris w „Aidzie” Verdiego, przyjmując pseudonim Oleska (od zdrobniałego imienia ukochanego męża, Olesia).
We Lwowie śpiewała wszystkie liczące się partie mezzosopranowe, tworząc znakomite kreacje aktorskie, m.in. jako Brunhilda w „Pierścieniu Nibelunga” Wagnera, w „Walkirii”, mając za partnera słynnego wówczas tenora, Aleksandra Bandrowskiego, a także jako Telimena w operze „Pan Tadeusz” (którą skomponował rozkochany w operze ziemianin Wydżga, a zinstrumentował Jan Gall). W tym czasie upomniała się o Helenę Oleską opera warszawska (partnerowali jej tam m.in. Battistini i Tita Ruffo). W recenzjach z warszawskiego okresu powtarzały się opinie o prześlicznym, dobrze wyszkolonym głosie, wspaniałych warunkach scenicznych oraz dużym talencie dramatycznym. Jej wielkim sukcesem była Dalila w „Samsonie i Dalili” Saint-Saensa, Ortruda w „Lohengrinie” Wagnera, Amneris w „Aidzie” Verdiego. Zachwycała melomanów nieskazitelnym brzmieniem głosu i szlachetną grą, czego nie pominął F. Pajączkowski w swojej monografii Teatr Lwowski pod dyrekcją T. Pawlikowskiego 1905–1910. Także prof. S. Laskownicki w książce Szpada, bagnet, lancet wspomina: We Lwowie była świetna opera. Pierwszy raz wystawiano „Pierścień Nibelunga”, śpiewały – Gembarzewska, Korolewicz, Oleska, Lachowska. Helena Oleska, opracowując starannie role pod względem wokalnym i aktorskim, dbała równocześnie o odpowiednie toalety. Pewna znakomita krawcowa w Wiedniu przyjmowała listowne zamówienia na poszczególne kreacje, a problem przymierzania strojów rozwiązywał manekin o wymiarach Oleskiej. Zamówione suknie trafiały do śpiewaczki w wyznaczonym terminie, nie wymagając – dzięki perfekcyjności krawcowej i dokładności manekina – żadnych poprawek.
Helena Oleska jako TelimenaZ tego okresu pochodzi bogata korespondencja i liczne fotografie z dedykacjami m.in. I. Paderewskiego, Ady Sari, W. Wermińskiej, J. Korolewicz-Waydowej, F. Nowowiejskiego (ten umieścił nawet fragment swojej kompozycji) oraz bardzo licznej grupy uczniów.
Z równym zaangażowaniem, jakie przejawiała Helena Oleska w doskonaleniu warsztatu twórczego, oddawała się też innym zajęciom. Podczas pierwszej wojny światowej była sanitariuszką w oddziale „Sióstr Błękitnych”. Portrecistka B. Rychter-Janowska wykonała w 1916 r. jej portret w stroju sanitariuszki, w przepasce z czerwonym krzyżem, a zafascynowana osobowością modela, zadedykowała jej wiersz, umieszczony na dole obrazu.
W tym samym mniej więcej czasie Helena Oleska ujawniła, obok uznanych już zdolności – predyspozycje pedagogiczne, które po latach dokonań na tej niwie uznano za niezwykły talent. Zaczęła od pracy w Konserwatorium Lwowskim i Szkole Muzycznej im. I. Paderewskiego. Uczyła też w szkole prof. Reissa, a także dawała prywatne lekcje – aż po lata okupacji (mieszkała wtedy przy ul. Ossolińskich 21). Wiosną 1945 r. z Teatrem Lwowskim przyjechała do Krakowa. Dzięki temu transportowi mogła przewieźć wiele cennych rzeczy, włącznie z fortepianem. W Krakowie podjęła pracę w Szkole Muzycznej przy ul. Basztowej, gdzie uczyła do 80. roku życia. Udzielała też prywatnych lekcji w swym mieszkaniu przy ul. Krzywej (róg Rynku Kleparskiego).
Wśród licznej rzeszy uczennic i uczniów, którzy mieli szczęście pobierać u Heleny Oleskiej lekcje śpiewu przed II wojną światową i po jej zakończeniu, warto wymienić choćby te osoby, które zapisały się złotymi głoskami w dziejach wokalistyki polskiej, a nawet europejskiej:
v Andrzej Hiolski, baryton. Rozpoczął naukę śpiewu, będąc uczniem gimnazjum. W 1945 r. został przez Maestrę zaopatrzony w list polecający do Adama Didura, który wtedy organizował Operę Śląską. Już w czerwcu tego roku reprezentował tę operę, śpiewając gościnnie w Krakowie, w „Verbum nobile” i „Halce”;
v Adam Kaznowski, bas. Debiutował w Operze Lwowskiej, a następnie przez 15 lat śpiewał w Operze Śląskiej;
- Wojciech Dzieduszycki, tenor. Debiutował we Lwowie w „Eugeniuszu Onieginie”, potem we Florencji śpiewał w „Pajacach” arię Arlekina razem z Giglim, a także w operze „Afrykanka”. Jako drugi tenor partnerował Kiepurze. Niestety wojna przerwała karierę świetnie zapowiadającego się tenora;
- Ira Malaniuk (Irena Małaniuk), mezzosopran. Występowała w Mediolanie, Paryżu, Rzymie i wielu innych, brała udział w festiwalach wagnerowskich w Bayreuth i w Holandii, współpracowała z von Karajanem, Boehmem, Fischer-Dieskau;
- Maria Błażyńska, sopran liryczny. Śpiewała we Lwowie i Wiedniu, po wojnie zaś uczyła w Gliwicach śpiewu;
- Jadwiga Heyne, mezzosopran. Występowała głównie na estradach, m.in. z A. Didurem;
- Maria Korabianka, sopran. W okresie międzywojennym śpiewała w Operetce Lwowskiej i Warszawskiej;
- Krystyna Manasterska, sopran. Została zaangażowana do Pragi. Po wojnie śpiewała m.in. w Krakowie.
- Sława Bestani (S. Bedlewicz), sopran. Śpiewała w Operze Poznańskiej i Warszawskiej oraz w Operetce Wileńskiej, występowała w Polskim Radio;
- Tadeusz Podsiadło, Wincenty Gładek, Janusz Łukasik, Ryszard Słysz – wszyscy związani w swoim czasie z Operą i Filharmonią w Krakowie.

Helena Oleska kochała swoich uczniów. Potwierdzeniem serdecznych stosunków, jakie łączyły Maestrę z jej uczniami, są liczne listy i fotografie z niebanalnymi dedykacjami, które zaświadczają o ogromnym szacunku i zaufaniu, jakim darzono tę nieprzeciętną mistrzynię sztuki wokalnej. Piszą w nich o swoich artystycznych dokonaniach, ale i o osobistych, rodzinnych sprawach, jakimi dzielimy się na ogół z kimś bliskim i zaprzyjaźnionym. Maestra zmarła w Krakowie w 1969 r. i została pochowana na cmentarzu Rakowickim.
Wśród podopiecznych Heleny Oleskiej była również osoba, której należy się bardziej szczegółowe wspomnienie. Chodzi tu o jej córkę – Felicję. Matka nie przewidywała dla niej kariery śpiewaczki, dopiero po interwencji dziadka, Stanisława Bulikowskiego, zgodziła się na udzielanie córce lekcji. Dalszą naukę Felicja kontynuowała u dyrygenta Milana Zuny, Czecha, u którego w latach 1924–25 ćwiczyła partie operowe i trudne arie Beethovena. Darzyła Zunę szacunkiem i zawsze wspominała bardzo serdecznie.
Felicja zdała w 1925 r. egzamin kwalifikacyjny ZASP, uprawniający do angażowania jej jako solistki operowej. Zadebiutowała we Lwowie rolą Małgorzaty w „Fauście” Gounoda. Jedna z recenzji z tego okresu tak omówiła występ p. Felicji w sali Ogniska Oficerskiego: Brzmienie tego nienagannie intonującego, prawie już zupełnie wyszkolonego sopranu, a właściwie mezzosopranu, olśniewa istotnie słuchaczów; łączy się w nim dźwięk śmiało atakowanych wysokich tonów z czarującym zabarwieniem rzewnych, wydatnych i – że tak powiem – aksamitnych pozycji niższych, porywających audytorium woluminem i barwą i tymi w ogóle zaletami, które cechują głosy wyjątkowo piękne, nadające się do wywoływań niezwykłych wrażeń na scenie operowej. Po udanym debiucie w „Fauście” chciano powierzyć jej w 1927 r. role mezzosopranowe w Operze Lwowskiej, ale wobec sprzeciwu matki przyjęła od Milana Zuny zaproszenie do Opery Katowickiej, dokąd Zuna przeniósł się, organizując tam życie muzyczne na wysokim poziomie. Do roku 1930 jako solistka katowickiej sceny śpiewała rolę tytułową w „Halce” oraz główne role we „Flisie”, w „Pomście Jontkowej”, w „Legendzie Bałtyku”, w „Trubadurze”, „Eugeniuszu Onieginie” i „Tannhauserze”.
Po powrocie do Lwowa dokończyła studia muzyczne i w r.1932 podjęła pracę w Średniej Szkole Muzycznej im. I. Paderewskiego. W tych też latach wyszła za mąż za Bronisława Chamskiego i urodziła córkę Marię. Po wojnie państwo Chamscy osiedli w Gliwicach, gdzie Felicja kontynuowała pracę pedagogiczną, obejmując klasę śpiewu solowego w tamtejszej szkole muzycznej.
Listy, fotografie, portrety, recenzje z prasy krajowej i zagranicznej, programy, wachlarze, koronki, fragmenty strojów scenicznych Heleny Oleskiej i Felicji Chamskiej zachowały się w zbiorach rodzinnych, pozostających pod opieką wnuczki Maestry.

Redakcja Cracovia-Leopolis składa serdeczne podziękowanie pani mgr inż. Marii Graczyk za łaskawe udostępnienie rodzinnych pamiątek, dzięki czemu mogliśmy przedstawić naszym Czytelnikom te niezwykłe, wielce utalentowane lwowianki, a także przywołać je pamięci melomanów.

Na marginesie warto zacytować słowa Wojciecha Dzieduszyckiego z niedawno wydanej książki pt. Miesiące mojego życia (omówimy ją w jednym z następnych numerów CL):
Jana Kiepurę poznałem we Lwowie. Kończyłem właśnie moją edukację wokalną u pani Heleny Oleskiej. Istniał taki zwyczaj, że znani śpiewacy, ilekroć przebywali we Lwowie, składali wizytę tej wielkiej damie muzyki. Pani Helena wiedziała, że Jan Kiepura odwiedzi ją, i przygotowała mały występ swych najzdolniejszych uczniów. Wybrała Staszka Rusockiego, Andrzeja Hiolskiego i ja też dostąpiłem tego zaszczytu. Jan Kiepura sympatycznie wtedy nas pochwalił.