Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Z TAMTEJ STRONY

NA POCZĄTKU MAJA WE LWOWIE
Chodząc głównymi alejami Cmentarza Łyczakowskiego, odnosi się wrażenie względnie dobrego stanu jego obiektów. Wystarczy jednak wejść w chaszcze, aby oczom ukazał się tragiczny obraz rzeczywistościW dniach 1–5 maja przebywała we Lwowie delegacja zarządu krakowskiego oddziału TMLiKPW w osobach: prezes Andrzej Chlipalski, wiceprezes Jerzy Żuk, członek zarz. Kazimierz Pieszczyński oraz przewodniczący kom. rew. Edward Adles. Były dwa główne cele wyjazdu: zorganizowanie dalszego ciągu tegorocznych prac na Cmentarzu Łyczakowskim oraz rozmowy z zarządem Towarzystwa Kultury Polskiej na tle aktualnych wydarzeń oraz akcji pomocowych. Był i trzeci: udział na zaproszenie lwowskiego Towarzystwa – w uroczystości trzeciomajowej. A więc po kolei.
Na Cmentarzu Łyczakowskim uzgodniono prace prace ratunkowe na polach 7, 8, 13 i 15. Jak pamiętamy z ubiegłych lat, prace te polegają głównie na: l uzupełnianiu na grobach i nagrobkach zrzuconych (lecz przeważnie odnajdowanych w bezpośrednim otoczeniu) detali: figur, krzyży, nadbudówek, zwieńczeń itp., l zamykaniu płytami odemkniętych grobowców, l prostowaniu przechylonych nagrobków, obelisków, stell (co grozi ich upadkiem), oraz l karczowaniu dzikich drzewek i krzewów, wyrastających z grobowców lub tuż obok nich (bo rozsadzają mury).
Oprócz powyższych prac, powierzonych grupie ludzi, związanych z Katedrą (a kierowanych przez p. Nuckowskiego, dotychczasowej prawej ręki ks. Andrzeja Baczyńskiego, który wyjechał na 3-letnie studia do Rzymu), zlecono fachowcowi remont i zabezpieczenie przed obsunięciem ze skarpy trzech obiektów: grobowca i dwóch nagrobków, w tym Mieczysława Potockiego, oficera z 1863 r. i konserwatora pomników w Galicji.
Będąc na Łyczakowie, nie można było nie odwiedzić Orląt. Praca wtedy wrzała przy odbudowie katakumb i związanych z nimi elementów tzw. małej architektury: murów oporowych, schodów i balustrad, by wykorzystać dobrą pogodę – tę meteorologiczną i tę w przenośni. Była to jednak cisza przed burzą, bo na chwilę przed naszym przybyciem pojawił się tam dyrektor łyczakowskiego cmentarza-muzeum Hawryszkiewicz, gdy doniesiono mu, że ekipa Energopolu wyjęła ze ścian katakumb resztki zniszczonych płaskorzeźb aniołów (między arkadami). Pofatygował się więc, by kategorycznie zabronić osadzania wykonanych na nowo płaskorzeźb – należy odnowić stare. A jak to zrobić, skoro ich rzeźbiarska warstwa została skuta, gdy katakumby zamieniano na warsztat kamieniarski – nie interesuje go. Chodzi przecież tylko o to, by podobnie niedorzecznymi zakazami i nakazami denerwować pracujących Polaków i utrudnić im pracę.
Chodząc głównymi alejami Cmentarza Łyczakowskiego, odnosi się wrażenie względnie dobrego stanu jego obiektów. Wystarczy jednak wejść w chaszcze, aby oczom ukazał się tragiczny obraz rzeczywistościWarto przy okazji nadmienić, że następnej nocy (2/3 maja) wymalowano znowu antypolski napis przy bramie szkoły św. Marii Magdaleny.
Z Zarządem TKPZL – z prezesem Emilem Legowiczem na czele i kilkoma innymi działaczami – spotkano się w ich lokalu przy Rynku 17. Poruszano wiele kwestii:
– akcji charytatywnej dla osób wymagających szczególnej pomocy i opieki – we Lwowie i na prowincji – braku pozytywnej współpracy między tamtejszymi organizacjami oraz szansy mediacji z naszej strony, – trudności materialnych w codziennej pracy zarządu Towarzystwa. Delegacja z Krakowa podejmie starania o wyjaśnienie i sukcesywne rozwiązywanie wymienionych problemów przez kompetentne instytucje lub przy ich pomocy.
Sympatycznym uwieńczeniem 5-dniowego pobytu we Lwowie była obecność na pięknej akademii z okazji święta 3 Maja. Sala (na kilkaset osób) była wypełniona po brzegi przez lwowian starych, średnich i młodych oraz gości miejscowych i przyjezdnych. Część oficjalna była krótka: przemówił prezes Legowicz i konsul generalny Piotr Konowrocki, który swoje wystąpienie zakończył dekoracją trzech osób: p. Adama Chłopka z Drohobycza Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta, p. Stanisławy Kalenowej ze Lwowa Krzyżem AK oraz ks. Gerarda Liryka z Rudek Odznaką Zasłużonego dla Kultury Polskiej.
Program wieczoru był niezwykle różnorodny: śpiew chóralny (lwowskie chóry „Echo” i „Lutnia”, a po przerwie Chór Nauczycielski z Poznania), deklamacja poezji w wykonaniu młodzieży z obu szkół polskich (w tym piękny program Teatru „Baj” ze szkoły MM), rozczulający występ grupy przedszkolaków. Poloneza i nasze tańce ludowe zaprezentował zespół „Lwowiacy”, a na końcu nowoczesny układ taneczny – zespół ze szkoły MM.
Członkowie delegacji wykorzystali niedzielę na całkiem prywatną wycieczkę w piękne Miodobory. Po drodze zatrzymano się w Skałacie, gdzie rozmawiano z młodym proboszczem, ks. Romanem Stadnikiem. Ale o tym już innym razem.
Kazimierz Selda
Katakumby na Cmentarzu Orląt – między arkadami widać wnęki w murze, z których usunięto resztki zniszczonych płaskorzeźb aniołów. W to miejsce mają wejść wykonane na nowo płyty z płaskorzeźbami. Na stropie widać ułożone elementy gzymsu, przeznaczone do wbudowania
Elementy gzymsu, przywiezione do Lwowa z Warszawy. Dawny gzyms został całkowicie skuty, gdy za sowieckich czasów nadbudowywano katakumby na pracownię kamieniarską
Pobieranie ziemi z grobu Rarańczyków w dn. 2 maja, w celu złożenia jej pod pomnikiem Piłsudskiego w Katowicach. Na zdjęciu: E. Adles (TMLiKPW, Kraków), E. Cydzik, prezes Pol. Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowych we Lwowie, inż.inż. Balcerzak i Wingralek, kierownicy odbudowy Cmentarza Orląt z Energopolu, Warszawa. Zdjęcie wykonał A. Chlipalski
Miejsce po rozebranych kamienicach na pl. Mariackim we Lwowie
Akademia Trzeciomajowa we Lwowie
Wydarzenia

• „Gazeta Krakowska” (21 V 99) opublikowała rozmowę z Andrijem Pawłyszynem, historykiem i publicystą, redaktorem kwartalnika „Ji”, zatytułowaną Lwów – wspólne dziedzictwo, a przeprowadzoną przez Marka Lubasia-Harnego. Pawłyszyn ma dość rozsądne spojrzenie na sytuację Lwowa po zniszczeniu w nim polskości. Mówi:
– Kiedy byłem dzieckiem, czułem się zagubiony, czegoś mi w tym mieście brakowało. Kiedy dorosłem, zrozumiałem, że brakowało mi Polaków. Jak po wybuchu bomby neutronowej. Miasto zostało, ludzi nie ma. [...] Kiedy zostali ze Lwowa wypędzeni Polacy, na ich miejsce przyszła rosyjskojęzyczna elita komunistyczna i setki tysięcy biednych wieśniaków ukraińskich [...] miasto było dla nich obce. Dużym wysiłkiem próbowali przystosować się do nowych warunków życia. Obawiali się, że wrócą starzy gospodarze i wyrzucą ich na zbity łeb. Więc ich słuchali, kiedy ich pouczano, że Polacy są źli, agresywni, zaborczy, że lubią się panoszyć, pastwić nad prostym ludem. [...] Ale przyznaję, że ten stereotyp funkcjonuje do dziś, choć zręcznie ukrywany.
I dalej: ... nie mogę się pogodzić z tym, że mój naród zrobił coś takiego. Jesteśmy sprawcami dwóch wielkich zbrodni. Pierwsza to rzeź Żydów za czasów Chmielnickiego, druga to wymordowanie 80 tysięcy [? O wiele, wiele więcej – przyp. red.] Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. To wielki psychiczny ciężar dla Ukraińców, nawet takich jak ja, korzystających z przywileju późnego urodzenia. To piętno, które nie daje nam ruszyć dalej. [...] Trudno myśleć o budowaniu przyszłych stosunków z Polakami, bez rozliczenia przeszłości.
I jeszcze dalej: Myślę, że Lwów mógłby stać się takim miejscem, które zaczęłoby Polaków i Ukraińców łączyć, zamiast ich dzielić. Trzeba pamiętać i to, że założył go ruski książę, i to, że Polacy tchnęli w niego ducha.
Mowa jeszcze o paru innych rzeczach, ale trudno przepisywać cały artykuł – wybraliśmy to, co uważaliśmy za szczególne w wypowiedzi młodego Ukraińca. Trzeba powiedzieć, że jest ona rozsądniejsza niż wymądrzania niektórych naszych europejczyków.

• Nacjonalistyczne szaleństwo we Lwowie trwa. Każdy tydzień przynosi potwierdzenie, że wszelkie uzgodnienia, umowy, obietnice – są funta kłaków nie warte. Władze kijowskie przysyłają swoich pełnomocników, a administracja lokalna wydaje uchwałę za uchwałą, kwestionując decyzje tamtych i wymyślając coraz to nowe, idiotyczne wymagania lub zakazy. W maju – piszemy o tym wyżej – nie pozwolili wmontować płaskorzeźb aniołów i gzymsów na nowo wykutych (trudno zrozumieć dlaczego, skoro dawne zostały zniszczone za sowieckich czasów). Potem słynna afera z napisem na płycie. Z początkiem czerwca radni postanowili, iż roboty przejmie firma ukraińska (w dodatku podobno na koszt ukraińskiej administracji) w miejsce Energopolu, choć przed paroma miesiącami to wykluczyli. Chcą ponadto egzekwować usunięcie nazw pól bitew na pylonach. I tak dalej.
To wszystko, co demonstruje tzw. rada miejska, trudno inaczej określić niż infantylizm. W rękach takich ludzi jest takie wspaniałe miasto. Wszyscy widzą – nie tylko o Cmentarz Orląt chodzi.

• Z okazji święta Piotra i Pawła (29.06) odbył się w Przemyślanach odpust, na który udała się z Rzeszowa pielgrzymka, zorganizowana przez tamtejszy PKS. Przedsiębiorstwo to bowiem świadczy wydatną pomoc przy remoncie kościoła przemyślańskiego, który – jak dobrze pamiętamy – była fabryka parasolek! Mszę św. celebrował ks abp Marian Jaworski. Proboszczem w Przemyślanach jest ks. Piotr Smolka.