Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

POLACY Z POLAKAMI

DZIESIĄTKA Z SIÓDEMKĄ
Nasi Czytelnicy pamiętają zapewne relację w CL 2/98 ze znakomitego koncertu, jaki krakowskie VII Liceum im. Z. Nałkowskiej zorganizowało w styczniu ’98 na rzecz lwowskiej Szkoły Nr 10 im. Marii Magdaleny. Piękna ta impreza zapoczątkowała przyjaźń i współpracę między oboma liceami.
W październiku ’98 do Lwowa udała się 17-osobowa grupa młodzieży (+2 opiekunów) z przedmaturalnej klasy „Siódemki”. Mieszkali u swych równieśników, a tamtejszej Szkole ofiarowali fax, telefon, 500 czekolad, książki i materiały dydaktyczne. Na przełomie X/XI ’98 nastąpiła rewizyta – do Krakowa przyjechało 17 uczennic i uczniów (+3) z „Dziesiątki”, a po paru tygodniach przybył jeszcze teatrzyk „Baj”. „Siódemka” ofiarowała swym gościom podręczniki do jęz. polskiego i historii, zakupione dzięki pomocy finansowej (2000 zł) Urzędu Miasta Krakowa. W kwietniu tego roku następna klasa przedmaturalna z Krakowa (16 ucz. + 2 opiek.) złożyła wizytę we Lwowie.
Cieszymy się z tych kontaktów, które przynoszą korzyść obu stronom. Dowodem tego są wypracowania młodzieży z krakowskiego liceum (po pierwszym pobycie), z których dwa obok publikujemy. Pan dyrektor Wojciech Zagórny obiecał nam kolejne, z tegorocznego wyjazdu. A może lwowscy uczniowie i uczennice spisaliby swoje wrażenia z Krakowa? Prosimy o to Panią dyr. Martę Markuninę – chętnie je także wydrukujemy.
Maria Klara Bohomolec

• Jedziemy do Lwowa! Na pewno? Naprawdę? Czy znowu nie okaże się, że wyjazd zostanie odwołany? Nie, to pewne, już ustalone. Wszelkie formalności są załatwione, możemy jechać. Do Lwowa, do tego miasta, o którym wiemy tak wiele-niewiele. Do Lwowa, do tamtych ludzi, ulic, kawałka historii. Ostatnie przepakowywanie bagaży i ruszamy.
Oczekiwanie, obawa, niepewność? Nie wiem, jak można określić uczucia, które towarzyszyły mi w tej podróży. Bo przecież nie był to taki sobie zwykły wyjazd. Nie mogłam potraktować mojego pobytu we Lwowie tak samo jak innych wycieczek. Oprócz możliwości zobaczenia wspaniałych zabytków, zwiedzenia ciekawych miejsc, wysłuchania opowieści przewodnika – by wrócić do domu z aparatem pełnym zdjęć – ten wyjazd miał jeszcze coś. Był czymś więcej. Był powrotem do przeszłości, tradycji, do bardzo odległych dla mnie lat, znanych mi tylko z opowieści mojej babci. I dlatego też bardzo chciałam być (co po części udało mi się zrobić) w tych wszystkich miejscach, gdzie przed pięćdziesięcioma paroma laty była moja babcia. Chciałam zobaczyć jej kamienicę, stanąć przed domem, w którym mieszkała, by móc jej powiedzieć, że jeszcze jest, nadal stoi tam, gdzie stał. Chciałam wejść do kościoła św. Elżbiety, do którego miała tylko kilka kroków. Spacerować po przepięknym parku Stryjskim, być na Wólce. W każdym z tych miejsc natychmiast wracały w pamięci wspomnienia babci.
Lwów jest cudownym miastem i przykro patrzeć, jak niszczeje. Wszystko: stare miasto, kościoły [...], kamienice, budzą podziw i żal, że wszystko obraca się w ruinę. Podsuwa wspomnienia o wielkich Polakach, popycha w głęboką zadumę nad losem i historią na wpół magiczny cmentarz Łyczakowski. Uświadamia niektórym, czym jest heroizm, patriotyzm i kto mógł się na to zdobyć. A zarazem jak bardzo jesteśmy bezsilni – my, zwykli ludzie, wobec odgórnych zarządzeń, wobec decyzji z wysokiego szczebla, wobec panującej sytuacji – Cmentarz Obrońców Lwowa. Moje spotkanie ze Lwowem nie było zwykłym przeżyciem. Na każdym kroku, pomimo nieustannej antypolskiej polityki, gdziekolwiek skierowałam wzrok – zewsząd biła polskość tego miasta. Chciałam jak najwięcej zobaczyć, usłyszeć i zapamiętać z tego specyficznego miejsca.
Jestem pełna szacunku, podziwu i wdzięczności dla tych cudownych, przesympatycznych i serdecznych ludzi, Polaków tam mieszkających, którzy nas gościli, i wszystkich, których mieliśmy okazję poznać. Dla ludzi, którzy pomimo tylu trudności, z jakimi się borykają, z nieustającym zapałem walczą o zachowanie tej polskiej tożsamości Lwowa.
Zmieniają się ludzie, czasy, sytuacja geopolityczna. Ale to miasto nadal stoi, nadal jest Lwowem, poddającym się tylko niszczycielskiemu działaniu czasu. Ujrzenie tego wszystkiego na własne oczy, bycie w miejscach, które są symbolami w naszej narodowej świadomości, było niezapomnianymi chwilami. To niecodzienne spotkanie z polską kulturą, historią, z naszą przeszłością było jedną z najciekawszych wycieczek, które zapadły głęboko w mej pamięci. Była to jedna z oryginalniejszych lekcji życia.
Małgorzata Urbanik

• Od sierpnia 1991 r. w granicach Ukrainy. Niegdyś ośrodek kultury i nauki, dziś miasto o wysokim czynniku zdegradowania, zacofania, bezrobocia. Ukraiński Lwów, zarazem tak bogaty i tak biedny...
Doskonałe, monumentalne budowle są ucztą dla oka i chlubą dla miasta. Wyliczać mogę w nieskończoność. Ot, chociażby liczne kościoły (skupiające uwagę nawet tego najwybredniejszego obserwatora), m.in. Jezuitów (XVII w.), Bernardynów (XVII w.) czy Dominikanów (XVIII w.). Wspaniała, powstała już w roku 1661. Akademia Lwowska, ruiny zamku Kazimierza Wielkiego (XIV w.) czy kilkakrotnie przebudowywana katedra ormiańska przykuły nie tylko moją uwagę, były bowiem obiektem westchnień zachwytu wielu turystów (których we Lwowie widuje się sporo). Między wysokiej klasy budowlami znajdują się – nie mniej zabytkowe, a tym bardziej urokliwe – kamieniczki, które ornamentacją i precyzją wykonania, według mojego uznania, świadczą o tradycjach tego jakże pięknego miasta. Duże wrażenie wywarł na mnie Cmentarz Łyczakowski, a właściwie powinnam napisać „muzeum”, bowiem architektura i rzeźby bynajmniej nie przypominały klasycznego miejsca pochówku zmarłych. Niesamowity krajobraz z Wysokiego Zamku zaparł mi dech w piersiach, a „krzyż niezgody” rozbudził mieszane uczucia.
Obok wysoko rozwiniętej kultury i bogatej tradycji jest jeszcze przerażająca sytuacja ekonomiczna. Najbardziej uderzyły mnie „śmiesznie” niskie zarobki (miesięczna emerytura, jeżeli w ogóle jest wypłacana, to wynosi równowartość 37 zł, a zważywszy na to, że ceny produktów są mniej więcej takie same jak w Polsce, można nazwać taką sytuację absurdem!), szkolnictwo i system edukacji – w opłakanym stanie (brak książek, podręczników i fachowców w konkretnej dziedzinie wiedzy), zamknięte fabryki, a co za tym idzie – ogromne bezrobocie. Bieżąca woda płynie tylko kilka razy dziennie – ciepła tylko rano i wieczorem. To, obok fatalnie prosperującej komunikacji miejskiej, daje obraz miasta zacofanego i biednego, ale równocześnie pozwala docenić coś tak naturalnego, jak np. bieżąca woda...
A ludzie? Smutni, nieco rozgoryczeni, ale na pewno honorowi i dumni. Większość z nich przyjęła bierną postawę, godząc się z obecnym systemem. Garstka, jeszcze pełna nadziei, oczekuje zmian na lepsze.
„Gdybym się jeszcze raz urodzić miał...” – na pewno nie byłby to Lwów. Piękno miasta kusi i zachwyca, realia życia przerażają...
Małgorzata Surdziel


DLA NAJUBOŻSZYCH
Krakowska „Wspólnota Polska” podjęła – obok swej rutynowej działalności – akcję pomocy humanitarnej dla osób starych, chorych i samotnych oraz wielodzietnych rodzin we Lwowie. Wszczęcie akcji było możliwe dzięki dotacji, otrzymanej (za sprawą p. Krystyny Bobrowskiej oraz Oddziału TMLiKPW w Krakowie) od krakowskiego Energopolu. W celu przekazania zasiłków skierowano do Lwowa w grudniu ub. roku dwuosobową delegację, w osobach dr Teresy Wilkowej (czł. TMLiKPW) i Andrzeja Kuzaja, którzy odwiedzili 80 osób, wskazanych przez Zarząd Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Ich wrażenia były jeszcze bardziej przygnębiające, niż się spodziewano: osoby, które wizytowano, żyją w warunkach dramatycznych, nierzadko w nieopalanych komórkach, bez możliwości poruszania się, często o daleko posuniętej demencji.
Relacje wysłanników zmobilizowały Zarząd Oddziału „Wspólnoty Polskiej” do potraktowania pomocy tym ludziom nie jako okazjonalnej, lecz stałej akcji. W krakowskim „Dzienniku Polskim” (nr 48 z 26 II 99) ukazał się – dzięki życzliwemu poparciu przez jego redaktora naczelnego, Czesława T. Niemczyńskiego – obszerny artykuł, przygotowany przez prof. Zygmunta Kolendę, prezesa Oddziału Wsp.Pol., oraz Andrzeja Chlipalskiego, prezesa TMLiKPW w Krakowie, apelujący do czytelników o pomoc finansową. Apel przyniósł piękny skutek: w ciągu krótkiego czasu zebrano ok. 30 tys. zł. Znalazły się też osoby, które zadeklarowały objęcie stałą opieką niektórych potrzebujących.
Na tym nie koniec. Ofiary będą potrzebne ciągle, bo akcja ma być permanentna. Po drugie: Polaków w szczególnie trudnych warunkach jest w samym Lwowie o wiele więcej, a przecież i poza nim, w innych miastach, sytuacja jest podobna, choć liczba Polaków niższa. Stanisławów, Tarnopol, Drohobycz, Sambor, Stryj, Złoczów, Kołomyja i jeszcze sporo innych – oto miejsca, w których żyją Polacy, a z nich jakaś część potrzebuje naszej pomocy.
Oczywiście, że sama krakowska „Wspólnota” ani też wszystkie oddziały TMLiKPW razem wzięte (w ramach swojej sieci opieki) nie są w stanie opanować dramatycznej sytuacji. Niezbędne jest włączenie się do tego dzieła innych jeszcze ludzi i organizacji, które wzięłyby na siebie cząstkę obowiązku pomocy dla najbardziej nieszczęśliwych Rodaków.
Obecnie oczekujemy na uzupełnienie list potrzebujących, które obiecały sporządzić Towarzystwo Kultury Polskiej ZL (dla Lwowa i 17 oddziałów tej organizacji) oraz Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie (dla województw stanisławowskiego i tarnopolskiego). W następnej kolejności – oby jak najprędzej – zajdzie potrzeba „podzielenia się” tym materiałem z innymi oddziałami „Wspólnoty Polskiej”, które zadeklarują swój udział w akcji. Włączą się do niej na pewno wszystkie oddziały TMLiKPW, stosownie do swoich „przydziałów” w ramach sieci opieki. Sprawę kładziemy na sercu Zarządowi Głównemu TMLiKPW.
Elżbieta Mokrzyska