Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

JAK TO WŁAŚCIWIE JEST?

Czystki etniczne – ten złowrogi termin stał się niezwykle aktualny i poruszany zarówno w mediach, jak i w ludzkich rozmowach. Przyczyną jest oczywiście horror, który na naszych oczach rozgrywa się w jugosłowiańskim Kosowie.
W „Dzienniku Polskim” nr 95/99 red. Andrzej Kozioł w artykule Demony na smyczy omawia szeroko koszmary czystek, nie tylko etnicznych, także poliycznych lub socjalnych, zaszłych w naszej epoce i w tej głównie części świata. Dochodzi i do naszej najnowszej historii, przypomina wysiedlenia i deportacje Polaków, dokonywane przez Niemców i Sowietów, ale jakoś nie przypomniała mu się, o wiele bardziej krwawa od kosowskiej (i niedawnej bośniackiej), dokonana przez ukraińskich nacjonalistów rzeź Polaków pod koniec II wojny na Wołyniu i Podolu, gdzie w sposób niebywale okrutny wymordowano kilkaset tysięcy Polaków, całe rodziny i całe polskie wsie. Za to każe nam się wstydzić za Akcję „Wisła”. Dziwnie wybiórcze podejście do historii, i to – jak zauważamy też w niektórych polskich środowiskach – na niekorzyść Polski i Polaków.
To jeszcze nie koniec. Oto red. Kozioł wykorzystuje okazję, by jeszcze raz – po półwieczu – wyrazić swoją satysfakcję z utraty przez Polskę ziem wschodnich, z Wilnem i przede wszystkim Lwowem. Zapytuje (gdyby do tego doszło): Czy jeszcze raz nie walczylibyśmy o Lwów, rzeczywiście polski? [...] Czy możliwe byłoby wówczas pojednanie z Ukrainą i trwały pokój we wschodniej Europie? Tę samą miarę przykłada do ziem zachodnich i nieobecności na nich Niemców, pomijając oczywiście (bo chyba nie zapominając, a to jeszcze gorzej) różnice między tymi dwoma exodusami.
Nie jest w tym sam. P. Krzysztof Strzelecki w „Dzienniku Polskim” nr 103/99 (Bałkany nad Wisłą) przytacza wypowiedzi podobnych wizjonerów politycznych:
• Janusza A. Majcherka z „Tygodnika Powszechnego”, który ma sumienie (czy niewiedzę?) porównywać rzezie na Wołyniu i Podolu z wypędzaniem Niemców i Ukraińców z ich domów zajmowanych od pokoleń (tego zdania nie wiąże jednak z Polakami na Podolu i Wołyniu);
• Krzysztofa Wolickiego z paryskiej „Kultury”, który zapamiętał jedynie pacyfikacje na terenie zachodniej Ukrainy przez Polaków dokonywane. Ale czy wie o nich coś bliższego? Gdyby wiedział, toby nie pisał takich bzdur;
• Adama Krzemińskiego z „Polityki”, który pisze: Wiemy, jak w 1939 r. wyglądało wyrzucanie Polaków z Wielkopolski, a w 1943 r. z Wołynia (czy tylko z Wołynia, obywatelu redaktorze?). Okazuje się, że również nic nie wie, skoro czyni tak absurdalne porównania.
Trzeba dodać, że autor tego zestawienia, Krzysztof Strzelecki, powołuje się jeszcze na historyka Janusza Tazbira – wypowiedzi tego profesora nie można potraktować inaczej niż jako koniunkturalnej (patrz CL 3/98, s. 59). Podobnie wypowiada się nadworny satyryk III Rzplitej, Tym, którego artykuł we „Wprost” (18/99) traktuje o homoseksualizmie, wizycie Papieża i własnych wizjach politycznych, m.in. na temat Lwowa i Wilna. Wszystko razem.
Bo też to wszystko dzieje się w momencie, gdy od wszystkich Polaków należałoby oczekiwać godności i taktu (czy to w ogóle możliwe?). Przypomnijmy:
• Na lwowskim Cmentarzu Orląt, odbudowywanym w zakresie zgodnym z umową międzypaństwową, dzieją się rzeczy gorszące. Co parę tygodni administracja ukraińska przerywa prace, kwestionując to, co wcześniej dokładnie uzgodniono, byle tylko utrudnić, opóźnić, a bodaj zdenerwować. Najświeższe przykłady: gzymsy i płaskorzeźby dla katakumb (pisał o tym m.in. „Dziennik Polski” 103 i 105/99), w parę dni później płyta – bynajmniej nie tylko z błędami, lecz z napisem o przeinaczonej treści (Dz.P. 111 i 112/99). Wszystko to dzieje się przy pełnej akceptacji mera Lwowa Wasyla Kujbidy. Dyrektor cmentarza-muzeum (!) Łyczakowskiego Hawryszkiewicz jest – co zdradziła nasza prasa – szwagrem Kujbidy.
• Równocześnie strona polska w pełni finansuje budowę na cmentarzu Rakowickim pomnika żołnierzy narodowości ukraińskiej, zmarłych po I wojnie w obozie jenieckim na Dąbiu w Krakowie. Przewodniczący Rady M. Krakowa Stanisław Handzlik patronuje temu przedsięwzięciu, ale zarazem odmawia swego patronatu nad budową pomnika Polaków, wymordowanych przez ukraińskich nacjonalistów, o co zabiega Porozumienie Organizacji Kombatanckich i niepodległościowych w Krakowie. Dodajmy, że dziennikarz „Gazety w Krakowie” (w nrze 94/99) Ireneusz Dańko okazał brak taktu, udając się do działaczy ukraińskich w Krakowie i zapytując o zdanie o tym drugim pomniku. Jakie były odpowiedzi – nietrudno się domyślić, ale cytować nie warto.
• Prezydent Ukrainy Leonid Kuczma wydał dekret O świętowaniu 60-lecia zjednoczenia ziem ukraińskich w jedno ukraińskie państwo, wyznaczonym na 17 września – dzień napaści sowieckiej na Polskę – lub na koniec października, gdy Małopolska Wschodnia została formalnie włączona do Radiańskiej Ukrainy.
• Na Szkole nr 10 (św. Marii Magdaleny) we Lwowie w dniu 2 maja pojawiły się kolejne antypolskie napisy.
Przypomnijmy jeszcze nie tak dawne zdeptanie i spalenie polskiej flagi we Lwowie, zbezczeszczenie grobów na Cmentarzu Orląt, wyrzucanie księży, odmowy zwrotu kościołów i budynków parafialnych, szkolnych itp. lub przydziału w zamian działek, antypolskie plakaty i napisy, ograniczanie nauki języka polskiego, niszczenie polskich zabytków itd. itd.
Nasuwa się tylko pytanie: skoro Polska – w imię naszej racji stanu (?) – przymyka oczy i uszy na podobne wybryki tamtej strony (czy to są tylko wybryki?), to dlaczego zakłada się, że ostrzejsze wystąpienia przeciw tym wybrykom miałyby zagrozić pokojowi w Europie?
Wydaje się, że z własnej gorliwości zapędziliśmy się (ściślej: zapędzono nas) w kozi róg.
Na zakończenie – coś zupełnie, ale to najzupełniej, nie związanego z powyższym tematem. Notujemy wiadomość podaną przez prasę (m.in. Dz.P. 96/99) w sprawie zasad swobodnego obrotu ziemią w Unii Europejskiej. Główny negocjator Komisji Europejskiej Nicolaus Van der Pas stwierdził, że Polska powinna zapomnieć o odstępstwach dla siebie od tych zasad. Możliwy jest jedynie pięcioletni okres przejściowy.
Następni kandydaci do UE chyba też będą musieli o tych odstępstwach zapomnieć?
(Red.)