Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

KULTURA, NAUKA

CHÓR „ORGANUM”
Obrazy K. Grzegockiej z cyklu Jak wyobrazić niewyobrażalneWspaniały i ogólnie kochany Akademicki Chór „Organum” przy Klubie Inteligencji Katolickiej w Krakowie, stworzony i prowadzony przez naszego Przyjaciela, prof. Bogusława Grzybka, obchodził w tym roku swoje 30-lecie. Z tej okazji Ojciec Św. Jan Paweł II nadał Chórowi medal Pro Ecclesia et Pontifice, a uroczysty jubileuszowy koncert odbył się z końcem maja.
Jakże dobrze znamy ten Chór i Profesora, jakże serdecznie pamiętamy to wszystko, co dotąd razem uczynili. Wspominamy te niezwykłe, patriotyczne koncerty na 11 Listopada w ostatnich latach zniewolenia, gdy cała przepełniona sala – za Chórem – na stojąco śpiewała Pierwszą Brygadę i inne pieśni patriotyczne, a łzy ciekły z oczu. I zawsze wkomponowane w program koncertu piosenki lwowskie – wtedy po raz pierwszy po kilkudziesięciu latach słyszeliśmy je publicznie wykonywane. Nie zapomnimy Wam tego!
A te wyjazdy Chóru do Lwowa, do Sambora, Drohobycza, Kamieńca Podolskiego. Nawet w spotykanych po drodze kościołach zatrzymywano się, by przygodnym a zaskoczonym słuchaczom zaśpiewać polskie pieśni. I ta wizyta w jesiennym zmroku na Cmentarzu Orląt, gdy ponad grobami popłynęła pieśń o umierającym Jurku... Jakże tego nie pamiętać? I wreszcie owo niespodziewane przybycie ze śpiewem na uroczystość X-lecia naszego Towarzystwa w sali „Sokoła” – czy można to zapomnieć?
Obrazy K. Grzegockiej z cyklu Jak wyobrazić niewyobrażalneProfesor Grzybek ma wspaniałe plany, związane ze Lwowem – z polską muzyką Lwowa, i nie tylko. Ale o tym napiszemy w odpowiedniej chwili.
W robryce W Krakowie i dalej piszemy o udekorowaniu Profesora Bogusława Grzybka Złotą Odznaką TMLiKPW.

Jak wyobrazić niewyobrażalne
Podróż do środka, czyli jak wyobrazić niewyobrażalne – taki tytuł nosi wystawa grafik (rysunków w kolorze) Krystyny Grzegockiej ze Lwowa, otwarta na przełomie maja i czerwca w galerii w „Domu Polonii” Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Krakowie, przy Rynku Głównym 14. Dzieła to niezwykłe: stanowią ilustrację – bardzo indywidualnie przez artystkę rozumianą – dzieł mistyków XVII wieku, Jakuba Boehme i Angelusa Silesiusa, przetransponowanych na język plastyki. Autorka wyraziła treści filozoficzne, stosując głównie odwieczną, magiczną formę koła. A patrząc na te obrazy jako na dzieła grafiki, zauważamy, w jak niezwykle różny sposób rozwiązuje Grzegocka ten sam symbol – stosownie do treści, które wypowiada.
Krzysia Grzegocka jest lwowianką z dziada pradziada. Ukończyła ASP w Warszawie (1990–95, dyplom z wyróżnieniem otrzymała w Pracowni Projektowania Książki prof. Janusza Stannego). Po studiach wróciła do Lwowa i tam – choć jej niełatwo – pracuje twórczo. Swoje wakacje poświęca plenerom, biorąc udział w Warsztatach Kulturowo-Artystycznych, organizowanych (dotąd) przez Wydział Kultury Urzędu Wojewódzkiego w Przemyślu dla polskiej młodzieży z tamtej strony. Tworzy nie tylko dzieła takie jak pokazane na tej wystawie – maluje i rysuje motywy krajobrazowe i architektoniczne, widziane bardzo osobiście.
Omawiana wystawa jest pierwszym indywidualnym pokazem twórczości Grzegockiej na terenie RP (zawdzięczamy to krakowskiej „Wspólnocie Polskiej”, ale także inicjatywie krakowskiego oddziału TMLiKPW). Wcześniej był prezentowany tylko we Lwowie, w czasie ubiegłorocznego Festiwalu Kultury Polskiej (pisał o niej dr Andrzej Otko w CL 1/99). Jest więc Grzegocka nie tylko Polką z urodzenia i poczucia – jest w całym tego słowa znaczeniu przedstawicielką polskiej kultury.
Artystce serdecznie gratulujemy i życzymy dalszego rozwoju, wielu znaczących dzieł i licznych wystaw – także w Krakowie.
Maria K. Bohomolec

ZAPOBIEC ROZPRASZANIU

Z prasy dowiedzieliśmy się, że na aukcji antykwarycznej w Krakowie w marcu tego roku wystawiono m.in. pieczęcie lakowe: arcybiskupa Jakuba Strzemię i lwowskiej kapituły metropolitalnej, obie z XIV wieku, oraz dokument z 1490 r. o odpuście dla kościoła we Lwowie (cena wywoławcza tego ostatniego była 1500 zł – dawne 15 milionów). Niestety nikt tych cennych zabytków nie wykupił.
Informacje takie pojawiają się raz po raz, i to zapewne nie tylko w Krakowie.
Szkoda, że nie powstała w Polsce instytucja archiwalno-biblioteczno-muzealna, która byłaby w stanie wykupywać część bodaj podobnych dokumentów, a także dzieł sztuki, pamiątek itp. W czasach komuny było to z samego założenia niemożliwe, a po 1989 r. także nikt nie wykazał zainteresowania tą dziedziną.
Są co prawda placówki, które między innymi kolekcjonują leopolitana – Muzeum Niepodległości w Warszawie, Muzeum Historyczne – Arsenał we Wrocławiu, także Ossolineum, obawiamy się jednak, że zawdzięczamy to pojedynczym, oddanym sprawie osobom, a nie instytucjom z samej ich istoty. Cała pociecha, że przedmioty o znaczeniu ponadlokalnym trafiają w miejsca, gdzie – choć nadal rozproszone – zyskują odpowiednie warunki przechowania. Zarazem jednak codziennie giną setki i tysiące przedmiotów – dokumentów i pamiątek ważnych (lub przynajmniej interesujących) dla Ziem Wschodnich, których dotychczasowi posiadacze odchodzą z czynnego życia, a nawet gdy zmieniają miejsce zamieszkania.
Apelujemy więc od lat do członków krakowskiego oddziału TMLiKPW, by przynajmniej domowe pamiątki składali w archiwach – a bodaj w lokalu naszego Towarzystwa. My je sukcesywnie skierujemy do odpowiednich bibliotek lub archiwów. Ten sam apel kierujemy do innych oddziałów Towarzystwa, a przede wszystkim do Zarządu Głównego, o rozpatrzenie tej ważnej sprawy i zaproponowanie jakiegoś godziwego rozwiązania.
Antoni Robak

Kronika
• W poprzednim numerze informowaliśmy o wystawie malarstwa Romana Żygulskiego, który urodził się już w Krakowie, ale o swoich lwowskich korzeniach nie zapomina. Dziś o następnej wystawie – nieco starszego, bo jeszcze we Lwowie urodzonego – Jana Stopczyńskiego. Ekspozycja jego akwarel marynistycznych i pejzażowych była czynna w kwietniu w „Kotle Artystycznym” przy ul. Mikołajskiej w Krakowie. Artysta studiował na tutejszej ASP u profesorów H. Rudzkiej-Cybisowej, L. Gardowskiego i W. Chomicza, brał udział w ok. 150 wystawach, także zagranicznych, miał wystawy indywidualne. Od kilku lat jest w Krakowie prezesem Stowarzyszenia Marynistów Polskich.

• W trzeciej dekadzie kwietnia odbyła się w Jaśle sesja naukowa, zorganizowana przez rzeszowską WSP, a poświęcona rozwojowi przestrzennemu miast galicyjskich. W sesji brali udział naukowcy polscy, austriaccy i ukraińscy, ale główny akcent – jak można się domyślić z doniesień prasowych – został położony na rozwój Galicji i jej miast, od chwili uzyskania przez ten kraj autonomii w latach 1860-tych, co oznacza przejście zarządzania w nim – w ręce polskie. Królestwo Galicji i Lodomerii powstało w 1772 r. z ziem zabranych przez Austrię w wyniku I rozbioru Rzeczypospolitej. Do 1867 r. w Galicji panował marazm gospodarczy, a Wiedeń systematycznie germanizował te tereny. Uzyskanie autonomii w zasadniczy sposób zmieniło warunki życia w zaborze austriackim (cytat z „Dziennika Polskiego” 99/99).
Mamy nadzieję, że za jakiś czas otrzymamy materiały posesyjne w formie wydawnictwa. Zapewne za dwa lata, jak uczy doświadczenie z podobnych imprez.

• Corocznie przyznawane są nagrody im. Hugona Steinhausa autorom najlepszych polskich książek popularnonaukowych w zakresie matematyki. W tym roku nagrodę tę otrzymali dwaj pracownicy naukowi Instytutu Matematyki UJ – Krzysztof Ciesielski i Zdzisław Pogoda.
Przypomnijmy, że Hugo Steinhaus (1887–1972) to światowej sławy polski matematyk, jeden z twórców lwowskiej szkoły matematycznej, znakomity myśliciel i pisarz. Po wojnie osiadł we Wrocławiu i tam zmarł.
Profesorostwo Steinhausowie mieszkali we Lwowie przy ul. Kadeckiej. W ich salonie Leon Chwistek (ożeniony z siostrą Steinhausa) wykonał wielkie malowidło ścienne. Nie wiadomo, czy ono istnieje. Może ktoś zbada?

• W maju odbyły się w Krakowie 11. Dni Muzyki Kompozytorów Krakowskich, zorganizowane przez Związek Kompozytorów Polskich, pod patronatem prof. Krystyny Moszumańskiej-Nazar.
W programie zauważyliśmy oczywiście utwory kompozytorów o lwowskim rodowodzie (brali udział w pamiętnym koncercie „Homagium Leopoli” w 1994 r. – patrz CL 1/95 i 4/96). W ciągu 9 dni wykonano m.in. dzieła K. Moszumańskiej-Nazar (6 utworów), Bogusława Schaeffera (3) i Tadeusza Machla (1). Zaskoczeniem było dla nas zaprezentowanie dwóch kompozycji Zdzisława Jachimeckiego (1882–1953), którego pamiętamy jako profesora-muzykologa. Jachimecki, urodzony we Lwowie i tamże wykształcony (pod kierunkiem Stanisława Niewiadomskiego; później kontynuował studia w Wiedniu), od 1907 r. działał w Krakowie jako profesor UJ i tu stał się pionierem polskiej nauki o muzyce oraz – obok znakomitego lwowskiego profesora, Adolfa Chybińskiego – wychowawcą pokoleń wybitnych polskich muzykologów i krytyków muzycznych. Sam komponował jedynie w pierwszym okresie swej szerokiej twórczości.
Państwo Zdzisław i Zofia (której portret pędzla T. Axentowicza pokazaliśmy w CL 1/99) Jachimeccy byli postaciami znanymi w sferach intelektualno-artystyczno-towarzyskich Krakowa pierwszej połowy tego wieku. Ich mieszkanie przy ul. Grodzkiej było pełne dzieł sztuki i pamiątek. W ub. roku minęła 45. rocznica śmierci Profesora.

• Z końcem czerwca obchodzono w Krakowie 20-lecie partnerstwa Krakowa i Norymbergi. Wśród wielu imprez znalazła się (pierwsza po wojnie) wystawa rysunków Stanisława Wyspiańskiego z podróży do Norymbergi. Eksponaty pochodzą – no, skąd? Ależ oczywiście, wypożyczone z Lwowskiej Galerii Sztuki, a także z krakowskiego Muzeum Narodowego.

• Również w czerwcu odbyła się w Krakowie uroczysta intronizacja nowego króla kurkowego. Z tej okazji zjechało się wiele gości z innych miast, a także z Niemiec i Francji, zaś w Celestacie (przy Parku Strzeleckim) otwarto wystawę pt. Bractwo Kurkowe grodu bytomskiego, którego zbiory są po prostu pamiątkami Bractwa Lwowskiego.
Ile to miast obdzielił Lwów swoimi dobrami, i tyle jeszcze tam zostało (a ile rozkradziono i zniszczono?)!