Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• Skandaliczne wydarzenia, związane z Cmentarzem Orląt skłoniły nawet Władysława A. Serczyka, felietonistę „Dziennika Polskiego” (skądinąd profesora historii w Białymstoku), do napisania dość ostrego – w ogólnym wydźwięku – artykułu pt. A cóż to za wojacy (nr 117/99). Trzeba było aż tak brutalnych uderzeń, by autor powstrzymał się od usprawiedliwiania i rozgrzeszania (kosztem naszej godności) chamskich napaści, które trwają od lat, tyle że są coraz bardziej spektakularne.
Ten sam felietonista („Dz.P.” 134/99) wpadł na niezwykły pomysł, by w Przemyślu powołać uniwersytet na wzór Viadriny, utworzonej przez władze Brandenburgii we Frankfurcie nad Odrą, gdzie kształcą się wspólnie młodzi Niemcy i Polacy, mozolnie budując porozumienie ponad granicą państwową... No cóż, po stronie wschodniej – znając różnice w stylu kształtowania młodzieży polskiej i ukraińskiej – obawialibyśmy się najgorszych skutków: wcielania z neoficką gorliwością europejskości po stronie polskiej, zderzonej z dość kontrastującą z nią postawą wychowawców i młodzieży drugiej strony. Nie mówiąc już o aktywności pewnej części tamtej młodzieży w dziedzinach, o których pisze prof. Serczyk...
Sądzimy, że żadna ze stron jeszcze nie dojrzała do podobnie szlachetnych przedsięwzięć.

• „Polityka” nr 22/99 opublikowała rozmowę z prof. Stanisławem S. Nicieją, przeprowadzoną przez Mariusza Urbanka, pt. Mit Lwowa. Wyrażamy nasze uznanie i wdzięczność Profesorowi, który w historii Lwowa odnajduje wielkość, a w jego diasporze niezwykłą siłę duchową i intelektualną, dzięki której Miasto żyje nadal, mimo fizycznej nieobecności w Polsce powojennej. Dodajmy – i nadal żyć będzie, bo nie ma polskiej kultury bez Lwowa i całych Kresów, na co w CL – rejestrując fakty – zwracamy uwagę nieustannie.
Rozmówca Profesora staje na wysokości zadania, popełnia tylko jeden – jak się nam wydaje – mało zresztą istotny błąd: cytat o ruinie malowniczej utopii pochodzi z wrednego wywiadu z niejakim Jackiem Kolbuszewskim, zamieszczonym swego czasu w tejże „Polityce”, a następnie niepotrzebnie przedrukowanym przez Biuletyn „Wspólnoty Polskiej”. Pisaliśmy o tym w CL 3/98.

• W krakowskim „Dzienniku Polskim” (nr 117 i 123/99) Józef Baran publikuje Refleksje z podróży po Ukrainie, ściślej po obu częściach Podola – po tej i tamtej stronie Zbrucza. Autor opisuje odwiedzane grody Rzeczypospolitej i odkrywa ich polskość (Krzemieniec, Kamieniec Podolski, Złoczów, Zbaraż i wiele innych miejsc), opisuje biedę i smutek Sennego półżycia (to tytuł drugiego odcinka). I brak zainteresowania losem Polaków ze strony polskich władz. Pisze: W Kamieńcu [...] wyremontowali kamienicę, gdzie mógłby się zmieścić ośrodek kultury polskiej. Są gotowi to oddać pod opiekę Krakowowi... Ojcowie miasta w Krakowie interesują się jednak współpracą z Norymbergą, a nie Kamieńcem Podolskim, choć w Kamieńcu na każdym kroku polonica. Ze względu na malownicze położenie nad przepastnymi jarami ten głęboko wysunięty na wschód i południe bastion polskości cieszył się opinią najpiękniejszego w Rzeczypospolitej miasta...

• W tymże „Dzienniku Polskim” (nr 117/99) przeczytaliśmy artykuł Wiesława Ziobry Dzwony w słusznej sprawie, który opisuje perypetie znanej odlewni dzwonów Felczyńskich. I oto jakie zdanie tam znajdujemy: Felczyńscy [...] pierwszą ludwisarnię założyli w XIX w. w Poznaniu-Kałuszu... (!) Na litość Boską, w jakim Poznaniu?
Panie redaktorze Ziobro, podejmując temat, należałoby zapoznać się z tym i owym, czego nie wyniosło się ze szkół. Także z historią i geografią (w skali tematu)! Kałusz to miasto powiatowe w Małopolsce Wschodniej, w województwie stanisławowskim, znane przede wszystkim z kopalni soli potasowych i przemysłu chemicznego. A także z owej ludwisarni, która wykonywała dzwony dla połowy ziem polskich.

• Już parokrotnie wspominaliśmy o wiadomościach retro, którym „Dziennik Polski” w swym cotygodniowym, sobotnio-niedzielnym wydaniu poświęca całą stronę (sądzimy, że czerpie je głównie z przedwojennego Ikaca, czyli „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”). Wśród tych ciekawostek zawsze pojawiają się leopolitana.
I tak w nrze 129/99 przedrukowano doniesienie z 30 kwietnia 1921 o tajemniczej epidemii, która szaleje w Mościskach – dotkniętych nią zostało już prawie 500 osób, a dalsze zachorowania mnożą się. A może jeszcze żyje ktoś, kto to pamięta? – to pytanie kierujemy do Pani prezes Teresy Teterycz.
W nrze 135/99 wiadomość z 7 lipca 1922 o odkryciu nowych, bardzo bogatych źródeł ropy w zagłębiu borysławskim, na kopalni „Rahoczyn” k. wsi Popiele, z głębokości 1400 m. Szyb nr 1 daje dwa wagony ropy na godzinę – ilość, jakiej nie daje żaden szyb w tej okolicy. Równocześnie odkryto obfite złoże gazu ziemnego.
W nrze 165/99 wg prasy z 28 czerwca 1927, w dzień złożenia prochów Juliusza Słowackiego na Wawelu: przybyło 25 tys. osób ze wszystkich stron Polski. Ze Lwowa rannym pociągiem przyjechało 2000 osób (z Warszawy 1000), ponadto m.in. ze Stanisławowa, Drohobycza, Rohatyna, a także z Wilna, Grodna, Łucka, Brześcia n. Bugiem, Kowla. Nie wymieniono krzemieńczan, ale trudno sobie wyobrazić, by ich nie było. Może przyjechali lwowskim pociągiem? Stawił się też zastęp Obrońców Lwowa.

• Parokrotnie już tu wzmiankowany miesięcznik – Biuletyn Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w każdym numerze publikuje materiały i informacje, w dwojakim układzie: wedle państw, w których żyją Polacy i Polonia, oraz wedle oddziałów Stowarzyszenia w RP. Tym samym w każdym numerze otrzymujemy również porcję tekstów związanych z życiem Polaków na Ukrainie i w Małopolsce Wschodniej oraz informacje o działalności oddziału krakowskiego SWP.
W nrze 3/99 znajdujemy m.in. „fotoreportaż” zadedykowany Obrońcom Lwowa, zawierający kilkanaście zdjęć z 1918 r. i komunikat o aktualnej sytuacji odbudowy tej nekropolii.
W artykule poświęconym „Polskiemu Informatorowi”, wydawanemu w Londynie, przedstawiono jego główną sprężynę – Annę z Madejewskich Moszczyńską, lwowiankę (ur. 1913). Studiowała prawo na UJK, pracowała w Starostwie Grodzkim m. Lwowa, potem, do wojny, w Miejskiej Kasie Oszczędności. Na początku okupacji sowieckiej organizowała opiekę nad rannymi żołnierzami polskimi. W lutym 1940 została wywieziona na Syberię, ale wydostała się stamtąd z Wojskiem Polskim, by przez Teheran i Nairobi (gdzie aktywnie pracowała na rzecz Polaków) dostać się do Londynu. Wszystkie następne lata poświęciła pracy w POSK (Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym).

• Kolejny raz z prawdziwą przyjemnością notujemy leopolitana, zamieszczane w „Kurierze PKP”, znajdowanym w pociągach ekspresowych. Periodyk ten staje się coraz grubszy i elegantszy, ma już piękną błyszczącą okładkę i kolorowe ilustracje.
W nrze 43/marzec ’99 znajdujemy artykuł Secesyjne detale, w którym autor Waldemar Gosk omawia wspaniałości lwowskiego dworca głównego, oddanego do użytku w 1904 r., a projektowanego przez arch. Władysława Sadłowskiego. Autorem niektórych detali był Alfred Zachariewicz (syn wielkiego Juliana – twórcy gmachu Politechniki Lwowskiej). Piękne detale metalowe, jak brama, barierki (niestety nieistniejące) itp. wykonała fabryczka Józefa Goreckiego w Krakowie. Cudem techniki, ale i sztuki była stalowo-szklana konstrukcja hali nad peronami. Autor artykułu pisze, że na dworcu we Lwowie udało się stopić w jednolitą całość inżynierię, architekturę, rzemiosło i sztukę.
W innym artykule, Pociąg pancerny (autor E.B.) mowa o udziale tej broni m.in. w walkach o Lwów w 1918 r.

• W kwietniowym, jednorazowym dodatku do „Dziennika Polskiego” Lato 1999, znaleźliśmy ilustrowany zdjęciami artykulik pt. Od Howerli do Popa Iwana. Autor, Kazimierz Wiech, rozpoczyna swój tekst słowami: Czy nazwy wymienione w tytule mówią coś Państwu? Obawiam się, że nie. A tymczasem... ponad sześćdziesiąt lat temu expres „Narty, dancing, bridge” wiózł tysiące turystów i narciarzy z Warszawy [dlaczego tylko z Warszawy?] do Worochty, do zapomnianego już dziś centrum sportów zimowych. Pisze dalej o kolejkach wąskotorowych i schroniskach (po których nie zostało śladu), o rozpoczętych i niedokończonych sowieckich turbazach, o zaśmieconym szczycie Howerli (ale ozdobionym flagami), o naszych słupach granicznych i ruinach obserwatorium na Popiwanie. Także o ciągle widocznych śladach I wojny – okopach, zasiekach – i marszu polskich Legionów. A nade wszystko o pięknie bezkresnych gór, ciszy i cudownych kolorach kwiatów, nieznanych w Tatrach...

• W Polsce bawił znany amerykański muzyk, kompozytor muzyki do przeszło 50 filmów (m.in. do 101 dalmatyńczyków), Michael Kamen. Nie byłoby w tym nic dla nas szczególnego, gdyby nie to, że artysta wyznał w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej”, iż zna dobrze polską muzykę – niejako przez Lwów: dzięki swojej rodzinie (od strony matki), która pochodziła ze Lwowa.

• Wspominając w „Dzienniku Polskim” 146/99 (Ale nam się wydarzyło) czerwcową pielgrzymkę papieską, ks. Mieczysław Maliński zauważa, że wszystkie miasta zostały pobite przez Gliwice, gdy po mszy, na którą Papież nie przybył, wszystko zdemontowano, a potem – w ciągu jednej nocy, wysiłkiem setek ochotników na nowo zbudowano, oraz, że na tę powtórną mszę, zamiast spodziewanych pięciu tysięcy, przybyło pół miliona wiernych. Ojciec św. wtedy powiedział do nich: Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy!
Tu musimy dodać „nasze pięć groszy”: Gliwice leżą na Śląsku, ale gliwiczanie to tak, jak dzisiejsi mieszkańcy Bytomia, Zabrza i innych wielkich miast tej części Górnego Śląska – w olbrzymim procencie lwowiacy, ich dzieci i wnuki. Lwowiacy szeroko rozumiani: ludzie osiadli tam po wygnaniu z całej Małopolski Wschodniej.

• W „Gazecie Lwowskiej” 6–7/99 znaleźliśmy piękną relację z uroczystości X-lecia krakowskiego oddziału TMLiKPW, napisaną przez p. Irenę Massalską, uczestniczkę tego spotkania z ramienia GL, zaś w nrze 8–9 przedruk jednego z tekstów z wydanego przez nas tomiku Listy ze Lwowa Kornela Makuszyńskiego.
Malwina Piskozub