Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Stefan Sochaniewicz, HISTORYCZNO-POLITYCZNA FARSA

Nasz numer specjalny (S/99) poświęcony II wojnie światowej był już zamknięty, gdy Moskwa obwieściła Polsce i światu, że to, co wydarzyło się 17 września 1939 i w dniach następnych, nie było agresją na Polskę, lecz aktem samoobrony Związku Sowieckiego przed agresją niemiecką. Oczywiście nie ma co polemizować z tą bzdurą, zresztą powiedziano i napisano na ten temat już wiele.
Nas jednak interesują pewne aspekty tej historyczno-politycznej farsy. Oto Sowieci wysuwali dotąd jeszcze jeden argument, który teraz może mniej eksponowano (inne czasy!): oto nie tylko „zabezpieczono” terytorium miłujących pokój narodów przed rzekomym niemieckim agresorem – wszak wtedy wcale nie ukrywano braterskiej przyjaźni dwóch armii, które rozprawiły się z „wersalskim bękartem” – ale równocześnie oswobodzono braci Ukraińców i Białorusinów (i Litwinów na dodatek) spod „polskiej okupacji”. Teraz o tym mniej mówiono, bo owe uszczęśliwione narody okazały się – jeśli nie liczyć Łukaszenki – dość niewdzięczne.
No cóż, nas ten polityczny wybryk gorszy, a może i śmieszy (straszne i śmieszne – był taki dowcip, pamiętacie?), jak wiele innych żałosnych przejawów rosyjskiej polityki. Czy nie wydaje się jednak, że w tym szaleństwie jest metoda? Urzędnicy moskiewskiego MSZ nie działają chyba całkiem w oderwaniu od rzeczywistości. Nie wątpię, że zrobiono sobie mały bilans postaw po stronie „Polaczków”: przypomniano sobie najpierw owych przybyłych w 1939 r. do Lwowa intelektualistów--uciekinierów z centralnej Polski – nie tylko komunistycznych (exemplum Boy-Żeleński) – którzy całkowicie potwierdzili sprawiedliwy akt  wyzwolenia Zachodniej Ukrainy przez Czerwoną Armię. Mniejszą uwagę zapewne przyłożono do wazeliniarskiego entuzjazmu administracji PRL – dziś byłby to śliski argument, ale znaleziono przecież sporo wyrazów aprobaty u VIP-ów III Rzeczypospolitej. Najpierw więc przypomniano sobie ulubieńca publiczności, który poczuł się szczęśliwy, że Lwów stał się ukraiński. Na pewno dowiedziano się o pełnej godności wypowiedzi prof. Tazbira, który wyraził zadowolenie, że Polska pozbyła się ziem wschodnich. Co prawda, nie jesteśmy pewni, czy zauważono wybitnych analityków gazetowych (także z Krakowa, a jakże), którzy również wyzwolicielską rolę krasnoarmiejców uznali za zbawienną dla Polski – ale można założyć, iż planiści z moskiewskiego MSZ-tu dobrze ich wyczuli.
Dlaczego więc zarzucać Rosjanom polityczną arogancję? Przecież Polaczki same się podkładają.