Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Jan Wojciech Wingralek, WSPOMINAM DYREKTORA BOBROWSKIEGO

Minęły cztery lata od przedwczesnej śmierci dyrektora oddziału krakowskiego ENERGOPOLU we Lwowie, mgra Józefa Bobrowskiego. Wspaniałe dzieło odbudowy Cmentarza Orląt przez niego podjęte i rozwinięte, obecnie kontynuowane jest przez warszawski ENERGOPOL, działający na zlecenie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Trudności, jakie ona dziś musi pokonywać, nasi Czytelnicy dobrze znają...
Inżynier Wingralek, wieloletni współpracownik Józefa Bobrowskiego, wspomina tę niezwykłą postać.

Czy to, że dane mi było poznać Pana Dyrektora Józefa Bobrowskiego i że mogłem z Nim pracować na co dzień tam, gdzie lwowskie śpią Orlęta, w czasie, w którym Polska odżywała po zniewoleniu moskiewskim, a świat wokół nas przyśpieszał zmiany, w czasie pielgrzymek do Ojczyzny papieża Polaka, i to, że poznałem także właśnie tam i wtedy wielu wspaniałych Polaków, współczesnych bohaterów, jak śp. ks. biskup Rafał Kiernicki czy Czesława i Eugeniusz Cudzikowie – czyż to nie znak Opatrzności Bożej?
Było to wiosną 1988 roku. Pana Dyrektora poznałem w jego gabinecie w biurowcu--baraku bazy „Energopolu” w miejscowości Pasieki Zubrzyckie, przy południowej obwodnicy Lwowa, tuż przy wylocie ulicy Zielonej. Przyjął mnie bardzo serdecznie i życzliwie – tak jak kogoś znajomego. Wysłuchał moich odpowiedzi typowych, tj. co do tej pory robiłem i gdzie pracowałem, skąd pochodzi moja rodzina, a dowiedziawszy się, że z Nowego Sącza, wyraźnie się ucieszył i całość wstępnej rozmowy podsumował: – W takim razie bardzo na pana liczę. Zatroszczył się osobiście o pokój z biurkiem dla mnie (był wspólny sekretariat) i pokój, w którym zamieszkałem. Tak się zaczęło...
Nawet się nie zorientowałem, jak i kiedy przesiąknąłem pasją ratowania od zapomnienia Orląt Lwowskich. Teraz nie mam najmniejszej wątpliwości, że Opatrzność i głos Ojca Świętego Jana Pawła II miały przemożny wpływ na naszą postawę. Otwierały się nasze oczy i serca, uświadamialiśmy sobie naszą polską tożsamość, mimo zagłuszania w mediach przez moskiewsko-peerelowską propagandę.
Nasz Szef miał wspaniały dar, którym się z nami dzielił – dar zjednywania dla sprawy, którą uważał za najważniejszą: przerwać unicestwianie Cmentarza Obrońców Lwowa! Jakże zdumiewające było, że my, zatrudnieni na energopolowskich budowach na ziemi imperium zła – zostaliśmy ogarnięci pasją ratowania tego świętego miejsca! My, bardziej obznajomieni z techniką, a nie z historią czy literaturą, edukowani według programu moskiewskiego, po prostu – wykształceńcy...
„Winnym” był Pan Dyrektor. On inicjował mnóstwo spacerów po tym miejscu na ziemi, które właśnie dzięki Niemu pokochaliśmy bardzo szybko. Spotkania w Katedrze, na cmentarzu Łyczakowskim, wypady tam, gdzie lwowskie śpią Orlęta, były niezapomnianymi lekcjami z niezapomnianym Nauczycielem.
Cmentarz Orląt, sprofanowany i zniszczony, spełniał wtedy dla miejscowych barbarzyńców wiele funkcji: zakładu kamieniarskiego, szlifierni, wytwórni betonu, garaży, kotłowni – zlokalizowanych przeważnie w katakumbach, gdzie dobudowano kondygnację i kilka przybudówek. Na kwaterach z mogiłami Zasłużonych wylewano formy, szlifowano kamienie, jeżdżono ciężkim transportem, wożąc cement, kruszywo, prefabrykaty... Na kilkuset mogiłach wybudowano mur i poprowadzono ulicę, odcinając od cmentarza ok. 300 mogił.
Po praktycznych lekcjach z takim Nauczycielem nie można było pozostać obojętnym. Często zwracał się do nas ciepłymi słowami: moje dziecko... czy pamiętasz, że... I tu wymieniał, powtarzał zadania, na których szczególnie mu zależało. Były to oczywiście zadania dotyczące Orląt Lwowskich oraz związane z tym sprawy Polaków, tu mieszkających. Doskonale pamiętam słowa pana Józefa, słowa życzliwe, mądre, cierpliwe, m.in. o tym, że:
– to, że budujemy wiele obiektów związanych z gazociągiem, będzie wcześniej czy później zapomniane, ale to, że ratujemy Orlęta, pozostanie w pamięci Polaków na zawsze,
– musimy organizować jak najczęściej spotkania z Polakami, którzy mimo skrajnie trudnych warunków życia, miejsca tego nie opuścili,
– jest naszym obowiązkiem udzielanie wszelkiej pomocy Polakom we wszystkich działaniach, a przede wszystkim w organizowaniu stowarzyszeń, integrujących naszych rodaków. Wtedy właśnie uczestniczyliśmy w opracowaniu statutu i organizowaniu oddziałów terenowych Towarzystwa Kultury Polskiej, byliśmy wśród członków-założycieli,
– Polskę czekają procesy przeobrażenia, trudne i żmudne, a będąc świetnym ekonomistą, często odkrywał przed nami dla niego powody oczywiste, że Polska niebawem odejdzie od sztucznej gospodarki, że musi to pociągnąć za sobą liczne bankructwa, głównie państwowych przedsiębiorstw-molochów, produkujących na potrzeby imperium moskiewskiego, że będzie duży problem bezrobocia...
No i doczekaliśmy się dnia 20 maja 1989 roku! Tak jak nigdy nie zapomnę pierwszych ruchów łopatą, pierwszych cięć lemieszem spychacza ponad metrowej warstwy ziemi, gruzu i śmieci nad mogiłami, pierwszych ścinanych drzew i krzewów, pierwszej łyżki koparki ładującej na kamaza, a przede wszystkim „wyrosłych” nagle, jak spod ziemi, naszych wspaniałych rodaków-lwowiaków, ich oczu i twarzy pełnych życia i woli działania, usuwania gołymi rękami wszystkiego, co zasłaniało mogiły ich Orląt – tak nie zapomnę nigdy rozpromienionej, uszczęśliwionej twarzy naszego Dyrektora, kochanego pana Józefa Bobrowskiego! Był to dzień, w którym wspólnie z miejscowymi Polakami zatrzymaliśmy unicestwianie Cmentarza Obrońców Lwowa.
Niestety w 1995 r. Lwowskie Orlęta zabrały do siebie Józefa Bobrowskiego, swojego opiekuna, a naszego przyjaciela. Co roku, w rocznicę Jego śmierci w Katedrze lwowskiej, odprawiana jest msza św. w Jego intencji, bo lwowianie pamiętają ile zrobił dla ratowania kultury polskiej, zarówno we Lwowie, jak i na Kresach południowo-wschodnich.