Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• W związku z majowymi wydarzeniami wokół Cmentarza Obrońców Lwowa ukazały się w krakowskim „Dzienniku Polskim” dwie wypowiedzi, pochodzące ze środowisk niezależnych. Pierwsza (nr 109 z 12 V) to list Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, pt. Skandal w kwaterze Orląt, podpisany przez dra J. Bukowskiego, rzecznika POKiN. Druga wypowiedź – Oddziału Krakowskiego TMLiKPW pt. Czy tylko ten jeden skandal? (nr 119 z 24 V) – nawiązuje do tej pierwszej. Oto skrócona treść listu:
... Jego [Bukowskiego] wypowiedź porusza bolesną i niezrozumiałą sprawę braku albo bardzo słabej reakcji polskich władz na powtarzające się wybryki administracji ukraińskiej we Lwowie, w kwestii m.in. odbudowy Cmentarza Orląt, niezgodne z obustronnymi uzgodnieniami, a nawet stanowiskiem centralnych władz Ukrainy w Kijowie. To, co dzieje się od pewnego czasu we Lwowie – nasza prasa pisze wszak o antypolskich napisach i plakatach, o bezczeszczeniu grobów polskich (wojskowych i cywilnych), o nieprzyjaznym stosunku do Polaków tam żyjących (a o wielu innych jeszcze sprawach nie pisze) – pozostaje w dość drastycznym kontraście do przyjaznych gestów strony polskiej – tak wobec państwa ukraińskiego, jak i Ukraińców w Polsce – oraz uprawianego przez niektóre środowiska polskie poniżania naszej narodowej godności.
Rozumiemy dobrze potrzebę i popieramy politykę budowania poprawnych stosunków, pamiętajmy jednak, że zbyt daleko idąca ustępliwość bywa rozumiana jako nasza słabość, wywołuje lekceważenie i poczucie bezkarności. Widać to gołym okiem.
Czy tak powinna wyglądać polityka szanującego się państwa?

• Przed rokiem (CL S/98) pisaliśmy na tych łamach o niezbyt obiektywnym potraktowaniu przez historyka A. Garlickiego obrony Lwowa i Małopolski Wschodniej pod koniec I wojny światowej (1918-20). I oto w „Naszej Polsce” nr 15/99 znajdujemy omówienie najnowszego dzieła tegoż profesora – podręcznika historii, zatwierdzonego przez MEN. Z obszernego tekstu wyławiamy te fragmenty, które nas szczególnie interesują, a które systematycznie pomniejszają rozmiary polskich ofiar w czasie II wojny, eksponując natomiast krzywdy żydowskie, niemieckie, ukraińskie, doznane także ze strony Polaków.
Autor wnikliwego artykułu pt. Podręcznik łgarstw i przemilczeń, Jerzy Robert Nowak, zauważa, że Garlicki zaniża liczbę osób deportowanych do ZSRR, podając 400 tys. osób, w tym 260 tys. Polaków i 80 tys. Żydów. Tymczasem wiadomo, że deportacje Polaków objęły więcej niż 2 miliony osób, w tym 1 milion 114 tys. stałych mieszkańców zajętych Ziem Wschodnich, 336 tys. uciekinierów z Polski centralnej i zachodniej, oraz ponad 600 tys. aresztowanych, internowanych, skierowanych do prac przymusowych i jeńców (nieważne, ilu było w tym Żydów – wszyscy byli wszak obywatelami Polski. Rasowy podział nie wydaje się potrzebny).
Nie pisze Garlicki o ogromie polskich ofiar w czasie rzezi ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (poświęca tej sprawie jedno zdanie przy okazji omawiania polskich represji wobec Ukraińców w 1945 r.).
Garlicki milczy na temat przymusowych wysiedleń Polaków z terenów włączonych do sowieckiej republiki ukraińskiej po II wojnie (nie chodzi o tzw. repatriację), natomiast całe dwie strony poświęca opisom brutalnych działań Polaków wobec Ukraińców w 1945 r.: wysiedleniom i przesiedleniom, akcji „Wisła”, internowaniu 4 tys. Ukraińców w Jaworznie.
Sielankowo przedstawia Garlicki stosunki na uczelniach lwowskich za pierwszej okupacji sowieckiej (zapominając, że udział polskich studentów spadł z 70 do 3%). Publikowania w „Czerwonym Sztandarze”, wydawanym przez sowieckich okupantów, nie uważa za postępowanie niegodne. Ani słowa o zamykaniu bibliotek polskich, kościołów i klasztorów i rabunku zbiorów. Ani słowa o antypolskiej propagandzie, prowadzonej w szkołach i zakładach pracy.
Odnośne zafałszowania i przemilczenia konfrontuje autor artykułu z opracowaniami innych historyków, m.in. Anny Radziwiłł i Wojciecha Roszkowskiego Historia 1945–1990 (Warszawa 1994), oraz danymi Głównego Urzędu Statystycznego: Historia Polski w liczbach (Warszawa 1994).

• Czerwiec roku 1941 – Wobec zbliżającego się gwałtownie frontu i braku czasu oraz transportu na wywóz w głąb kraju, NKWD rozstrzeliwało przed ewakuacją zarówno skazanych na ciężkie kary, jak również wszystkich chorych i słabych fizycznie. Najwięcej ofiar było w więzieniach lwowskich (7–8 tys.). Dalszych zbrodni dokonywano w czasie ewakuacji, kiedy wielotysięczne nieraz kolumny więźniów pędzono pieszo setki kilometrów. Mordowano nie tylko próbujących uciekać, ale również każdego, kto – tracąc siły – padał lub nie nadążał za kolumną. Była to Droga Krzyżowa narodów II Rzeczypospolitej. Najkoszmarniejsze sceny rozgrywały się na drodze ewakuacji z Wilejki do Borysowa oraz na szlaku z Mińska do Ihumenia. Strzelano tu do kolumn jenieckich z karabinów maszynowych.
Jest to fragment artykułu Andrzeja L. Szcześniaka W otchłaniach Sybiru, „Nasza Polska” nr 15/99.

• Kochany „Przekrój” bardzo godnie zaznaczył 60. rocznicę III Obrony Lwowa we wrześniu 1939 r.: w numerze 38/99 zamieszczono kalendarium przygotowane przez red. Andrzeja Kowalczyka pt. Dni chwały Lwowa, okładkę zaś tego numeru zdobi panorama centrum Lwowa (fotografia lotnicza).
Autor opisuje dzień po dniu cały okres między 1 a 22 IX: od bombardowania już w pierwszym dniu wojny, po tragiczne w skutkach (do dziś!) wkroczenie Sowietów do miasta. Czytelnik dowiaduje się o nastrojach we Lwowie oraz o wojskowych i obywatelskich przygotowaniach do obrony, a potem o samych działaniach wojennych, przerzutowanych na tło ogólnej sytuacji militarnej w całym kraju. I wreszcie ów dzień 17 września – dowódca obrony miasta, gen. Langner, potraktował zrazu wiadomość o wkroczeniu wojsk bolszewickich jako złośliwy kawał. Po 5 dniach następuje tragiczny koniec obrony: niemieccy agresorzy wycofują się, a wyzwoliciele zajmują miasto.
Co było potem, dobrze pamiętamy, a co jest – widzimy.

• Od p. Z. Malika, prezesa krakowskiego klubu Związku Kadetów II RP (jego artykuł o lwowskim Korpusie Kadetów możemy przeczytać w tym numerze), a zarazem honorowego wiceprzewodniczącego Komitetu Opieki nad Kopcem J. Piłsudskiego na krakowskim Sowińcu, dostaliśmy nr 14/99 czasopisma wydawanego przez ten Komitet, pt. Sowiniec. Materiały historyczne. Dużo tam ciekawych artykułów o tematyce związanej głównie z I i II wojną, nie brak także leopolitanów. Cały numer jest dedykowany o. Adamowi Studzńskiemu, zamieszczono też na wstępie wkładkę Jemu poświęconą. Kazimierz Międzobrodzki (członek Koła Stanisławowian przy TMLiKPW w Krakowie) opisuje Drugą* obronę Lwowa, Julian Piotrowski (ur. w Mariampolu 1920, wychowany w Stanisławowie) pisze Urywki wspomnień kombatanta, a Zenon Malik Skrótowy opis przejść wojennych. Wreszcie trzy wiersze i autoportret Rydza-Śmigłego (jak pamiętamy – rodem z Brzeżan). Pokazano też zdjęcie z odsłonięcia tablicy upamiętniającej wymarsz ochotników z Krakowa na odsiecz Lwowa w 1918 r. – na gmachu dawnych koszar przy ul. Rajskiej.

* Obronę Lwowa w 1939 r. przyjęło się określać jako trzecią (a nie drugą, jak pisze dr Międzobrodzki) – po pierwszej w 1918 r. i drugiej w 1920. Tak też napisaliśmy w poprzedniej notatce.
đ Miło było przeczytać w miesięczniku „Życie Muzyczne” nr 3–4/99 (Warszawa) artykuł Fenomen kanadyjskich Orląt. Odbudujemy Cmentarz Orląt. Autorka, Zofia Kata, relacjonuje niecodzienne widowisko teatralne, jakie dali uczniowie polskich szkół średnich i polska młodzież akademicka z Hamilton i Toronto, pod fachowym kierunkiem Marii Nowotarskiej, pt. Orlętom lwowskim – Orlęta. Imprezę poświęcono pamięci Dzieci Lwowa.
Autorka pełnymi żarliwości słowami opowiada o małych bohaterach, o tej najpiękniejszej nekropolii i jej dramacie, a także o wielkim oddaniu, jakie towarzyszyło przygotowaniu imprezy.
Dowiadujemy się, że już od 1995 r. trwa w Kanadzie akcja zbierania funduszy na Cmentarz Obrońców Lwowa, a włączają się do niej tamtejsze polskie instytucje kulturalne, a także PLL LOT. Zebrane fundusze są przekazywane na konto Fundacji „Semper Fidelis”, ze wskazaniem na odbudowę Cmentarza Orląt.

• Także miesięcznik „Poznaj Świat” sprawił nam przyjemność, dołączając do nru
1/99 plan Lwowa w dwóch wersjach: przedwojennej i obecnej. Pierwszy, to kopia planu z r.1932, opracowanego przez Instytut Kartograficzny im. E. Romera, a wydanego przez „Książnicę Atlas” Właściwy plan uzupełniają trzy planiki, ilustrujące rozwój historyczny miasta: z końca XIV w. (Lwów kazimierzowski), z poł. XVIII w. i z poł. XIX w.
Do planów (wydrukowanych na jednym dużym arkuszu) dołączono bardzo dobrze napisany tekst, opracowany przez Adama Bajcara. Autor przypomina, że Eugeniusz Romer, profesor UJK od 1911 r., stworzył we Lwowie podwaliny pod rozwój polskiej kartografii na poziomie światowym (o prof. Romerze pisaliśmy w CL 3/97). Sporządzony przezeń plan Lwowa z 1931 r. był spośród wszystkich planów miast, wydanych przed wojną, niewątpliwie najlepszy (omawiany plan z 1932 r. jest jego wersją uproszczoną).
W tym samym numerze PŚ ten sam A. Bajcar pisze o dwóch polsko--ukraińskich spotkaniach we Lwowie: na temat roli turystyki w procesie zbliżenia narodów (X 1998) oraz w sprawie dziedzictwa kulturowego – o tym pisał już na naszych łamach R. Quirini-Popławski (nr 2/99). Oba spotkania odbyły się w pałacu Sapiehów przy ul. Kopernika.

• Z prasy krakowskiej („Dziennik Polski” 90/99) dowiedzieliśmy się, że na cmentarzu Rakowickim (od strony ul. 29 Listopada) stanie niebawem pomnik żołnierzy i cywilów narodowości ukraińskiej, zmarłych w latach 1918–21 w obozie jenieckim na Dąbiu. Pomnik będzie miał formę dwumetrowej wysokości kurhanu, na nim stanie zaś kamienny krzyż podobnej wysokości (podobne rozwiązania skądś znamy). Budowę pomnika finansuje w całości strona polska (!). Stanisław Handzlik, przewodniczący Rady Miasta Krakowa, powiedział, że ten pomnik ma być gestem pojednania. Być może dzięki niemu zmieni się stanowisko Ukraińców wobec Cmentarza Łyczakowskiego (chodzi zapewne o Cmentarz Orląt). No cóż, właśnie widzimy.
Antypody

• Czytelnicy zauważyli zapewne, że ostatnio w każdym prawie numerze CL przytaczamy informacje o sytuacji na styku polsko-niemieckim w kwestii ziem zachodnich, zarówno na terenie tych ziem, jak i w sferze aktywności ideowo-politycznej. Sprawy te nie mogą nas nie interesować, choćby z tego powodu (ale nie tylko), że na tamtych ziemiach osiadła część ludności polskiej, już raz wygnanej ze swojej małej ojczyzny na wschodzie. Wiadomościom na takie właśnie tematy, czerpane z prasy i czasopism, będziemy nadawać tytuł Antypody, rozumiejąc to słowo dwojako: jako „antypody” geograficzne – bo z drugiego krańca ziem polskich (w stosunku do interesujących nas ziem wschodnich), oraz jako przeciwieństwo w stylu traktowania podobnej w istocie problematyki (nie podejmujemy się osądzać, który jest właściwszy. Pokaże historia...).
Oto informacja zaczerpnięta z „Wprost”
18/99 i „Polityki” 18/99: W gminie Bierawa na Opolszczyźnie rządy sprawuje mniejszość niemiecka. Władza ta postanowiła zlikwidować trzy szkoły, w tym jedną (w Kotlarni), gdzie język polski jako ojczysty nie został jeszcze zamieniony na niemiecki (!). Polacy obawiają się, że niebawem język niemiecki zostanie potraktowany jako urzędowy, a Polacy – jako mniejszość.
W kwestii podwójnego nazewnictwa miejscowości rozważa się obecnie, czy na tablicach mają się pojawić nazwy niemieckie sprzed 1933 r., czy nowsze – z czasów hitlerowskich. Zapewniono wprawdzie, że nie wróci nazwa Hitlersee (no proszę, szalenie się cieszymy), ale to nie wyczerpuje sprawy, bo do 1933 r. obowiązywało tam wiele nazw prapolskich, zaś za czasów hitlerowskich je gruntownie zmieniono. Np. wspomniana Bierawa (ówcześnie w Niemczech) do r. 1933 nazywała się Birawa, a od 1933 Reigesfeld.
A co na to władza wyższego szczebla? Wiadomo – nie mają żadnej koncepcji, więc tylko łagodnie perswadują. Przecież nie wiedzą, kto i za co ich kiedyś stuknie, po co się więc angażować? Przyjdzie kometa... – nie, nie kometa, lecz ustawa o mniejszościach narodowych – ale o tym można przeczytać w rubryce W Krakowie i dalej.
Na marginesie: o niektórych nazwach, zmienionych lub zniekształconych w woj. lwowskim, pisaliśmy w CL 2/98 na s. 42.
Stefan Suchaniewicz