Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

LISTY DO REDAKCJI

Dr Jerzy Masior (Nowy Sącz) nadesłał list z bardzo ważnymi informacjami, uzupełniającymi notatkę, zawartą w CL 2/99 (s. 51) o obrazach z krynickiego „Lwigrodu”, prosząc o ich opublikowanie. Oto one:
Wśród tych obrazów znajdowało się dość spore panneau (lub obraz – olej na płótnie) o wymiarach ok. 3 x 2 m, przedstawiające Obronę Lwowa w listopadzie 1918, pędzla K. Sichulskiego. Obraz został rzekomo zabrany z „Lwigrodu” przez matkę obecnego właściciela, celem jego zachowania i przechowania w domu (złożony w kostkę, stąd liczne ubytki malatury). Obraz trafił w Nowym Sączu do galerii pp. Skowronków przy ul. Długosza, celem renowacji. Rozwieszony, zajmował całą ścianę od sufitu do podłogi. Reprodukcję tego obrazu w druku można znaleźć na s. 158 „Lwowa” Wasylewskiego (wyd. przedwojenne). Natychmiast po obejrzeniu obrazu w galerii pp. Skowronków przekazałem informację do dyrekcji PPU w Krynicy, bowiem „Lwigród” stanowił wówczas ich własność. Owa dyrekcja skierowała sprawę do sądeckiej prokuratury o zwrot obrazu. Prokuratura nie przychyliła się do prośby PPU, przyznając prawo własności dotychczasowemu właścicielowi na zasadzie przedawnienia (?). Obraz nie konserwowany, gdyż koszt konserwacji okazał się zbyt duży – powrócił do właściciela [...], który nb. chciał go w stanie zachowanym sprzedać. Przekazałem informację o tym do Muzeum Historycznego we Wrocławiu (Arsenał – zbiory lwowskie), do Muzeum WP w Warszawie, jednakże nikt nie wyraził chęci zakupu. Na tym sprawa stanęła. Rzecz działa się przed bodajże pięcioma laty (gdzie jest obraz obecnie, nie wiem, może u właściciela). O całej tej sprawie informuję, bowiem uważam, że obraz jest najcenniejszy w całej kolekcji „Lwigrodu”, a moja notatka być może natchnie kogoś, by obraz ponownie pozyskać, sfinansować konserwację oraz umieścić w stosownej galerii.
Tyle dr Masior. My natomiast poddajemy sugestię, by sprawą zajęła się Kolekcja Leopolis przy Muzeum Niepodległości w Warszawie. Obraz trzeba odnaleźć i ratować, także ze względu na osobę wybitnego malarza.
Obraz reprodukujemy z książki Wasylewskiego. Zauważmy, że Sichulski nawiązał tu do tradycji przedstawiania obron Lwowa, z postacią św. Jana z Dukli, unoszącą się nad polem bitwy (patrz CL S/98, s. 14).

Niezwykle ciekawy list nadesłał p. Edward W. Hermach, zamieszkały w Jasienicy, ale były mieszkaniec ul. Gródeckiej we Lwowie, zesłaniec i Sybirak. List cytujemy z pewnymi skrótami:
Nawiązując do Waszego ciekawego i bardzo poczytnego kwartalnika „Cracovia-Leopolis”, który abonuję od pierwszego numeru i którego jestem stałym czytelnikiem od przysłowiowej „deski do deski”, pragnę przekazać Redakcji garść informacji dotyczących rodziny hr. Bielskich, a szczególnie ich losów zesłańczych. Do napisania listu zmobilizował mnie artykuł z ostatniego zeszytu [CL 3/99] pt. Pamiętam tamten pałac autorstwa A. Miłaszewskiego, który zawiera pewną nieścisłość, dotyczącą miejsca ostatniego spoczynku hr. J. Bielskiego.
Otóż miejscowość Usz-Tobe, co w języku kazachskim znaczy Jeden Pagórek, znajduje się w obwodzie ałma-atyńskim, a nie semipałatyńskim. W tym miejscu pragnę przytoczyć fragment wspomnień ks. Tadeusza Fedorowicza zawarty w książce wydanej przez „Norbertinum” w 1998 r. pt. Drogi Opatrzności. Na s. 60–61 zawarta jest następująca informacja – cytuję dosłownie: Dojechaliśmy do Usz-Tobe wieczorem. Wiedziałem że w Usz-Tobe są Polacy i że przebywa tam p. Hanka Załęska ze Lwowa, z domu Puzynianka, którą znałem. Wysiadłem na stacji z pociągu, znalazłem jakiegoś chłopaczka z saneczkami, załadowałem na sanki swoje bagaże i poprosiłem, żeby zawiózł mnie gdzieś do Polaków. Wkrótce zapadł zmierzch, ale przy białym śniegu było dosyć widno. Po pewnym czasie chłopak zatrzymał się i pokazał mi jakąś chatę oddaloną ze 100 m od drogi. Ot, tam są Polacy, powiedział. Z chaty wyszła jakaś postać kobieca. Zawołałem do niej, gdzie mieszka p. Załęska? W tej chwili usłyszałem: czy to ks. Fedorowicz? To była właśnie ona. Z wielką radością pośpieszyłem ku chacie. Mieszkały tam we trzy. Oprócz p. Załęskiej p. Juliuszowa Bielska ze Lwowa, którą znałem, i p. pułkownikowa Malinowska. Pan Bielski już umarł, żona pochowała go w stepie, gdzie pasł wielblądy. I dalej na str. 71 pisze: W Usz-Tobe poszedłem z p. Bielską w step na grób jej męża Juliusza Bielskiego. Ona włożyła do grobu flaszkę z papierem, na którym napisała, kto tam leży. Może kiedyś jacyś archeologowie dokopią się do tego.

Autor artykułu przytacza również, jak to określił, złośliwą wypowiedź Aleksandra Wata w Moim wieku na temat rodziny Bielskich. Pozwolę sobie przytoczyć fragment wspomnień Oli Watowej w książce wydanej przec „Czytelnika” w 1990 r. pt. Wszystko co najważniejsze [Autor listu cytuje informacje Watowej podobne do tych, które zamieścił w swojej książce jej mąż, Aleksander Wat. Zainteresowani Czytelnicy mogą je łatwo znaleźć – przyp. red.].
W książce pt. Jak pisklęta z gniazd autorstwa D. Boćkowskiego, wydanej przez Bibliotekę Zesłańca we Wrocławiu, we fragmencie wspomnień p. Aleksandry Jakubiak z domu Wasilewskiej, na s. 292 autorka opisując losy sierocińca dla dzieci polskich w miejscowości Usz-Tobe, zorganizowanego z inicjatywy jej matki Malwiny Wasilewskiej, podaje, że honorową opiekunką była autentyczna hrabina, p. Bielska. Posiadam zdjęcie grupy dzieci z opiekunkami, na którym prawdopodobnie figuruje p. hr. Bielska.
W Zeszytach Historycznych wydanych przez Komisję Historyczną ZG Związku Sybiraków nr 5, na s. 214–215 znajdują się publikacje niektórych listów i dokumentów, mówiących o losach Polaków na nieludzkiej ziemi, m.in. list generałowej Marii Fabryowej, napisany w Usz-Tobe z datą 2 IX 1942 i adresowany do Biura Opieki nad Rodzinami Wojskowymi przy Sztabie Polskiej Armii w ZSRR w Jangi-Jul, z następującą adnotacją: Podpisani proszą jako głowy rodzin wojskowych, o łaskawe przysłanie przez kurierów dokumentów na wyjazd. Nadmienia się, że podpisani zlikwidowali wobec przeprowadzanej ewakuacji wszystkie swoje sprawy i są gotowi do drogi. Uprasza się o odpowiedź na ręce p. generałowej Fabryowej, zamieszkałej w Usz-Tobe przy Morozowa 15, i dalej następuje spis 23 rodzin wojskowych. Na poz. 11 figuruje nazwisko hr. Bielskiej Eleonory, jako matki por. rezerwy, z jej własnoręcznym podpisem.
Przedstawiony list znajdował się wśród innych dokumentów w Archiwum Instytutu Hoovera Stanfort w Kaliforni i został otwarty dopiero między 15.VIII i 10.IX.1989 r.
Na zakończenie pragnę dodać, że moje losy zesłańcze były ściśle powiązane z osobami wyżej wymienionymi. Prawdopodobnie na zesłanie jechaliśmy jednym transportem i byliśmy rozładowani w miejscowości Żangis-Tobe w semipałatyńskiej obłasti, skąd dalej byliśmy rozwożeni do różnych miejsc osiedlenia.

Bardzo dziękujemy Panu Edwardowi za te informacje, które dotyczą wszak nie tylko rodziny Bielskich, ale dramatu Polaków na „nieludzkiej ziemi” w ogóle.

Na koniec – taki sympatyczny ustęp znalazł się w liście od prof. Andrzeja Żakiego ze Szwajcarii (nie do nas adreowanym. Dziękujemy za udostępnienie!):
[...] dziękuję pięknie za pamięć i nowy zeszyt CL, obfitujący – jak zwykle – w ciekawe i mądre artykuły, komunikaty i komentarze (wyczuwa się w nich dobre ręce redaktorskie). Nader instruktywna jest również wkładka z okazji X-lecia Oddziału Towarzystwa wraz ze składem kolejnych zarządów. Gratuluję! [...]