Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

NOWE KSIĄŻKI

Skończył się rok 1997, a nam nie udało się dotąd nawet wyliczyć wydawnictw z 1996 roku. Może za szeroko je omawiamy? Na pewno, ale zawsze było naszą intencją, by wyciągnąć z nich to, co Czytelników może zainteresować, nawet więcej – przydać się. Mała bowiem szansa, by nawet zainteresowanym udało się wszystkie te książki zakupić – także (a może głównie) z finansowych względów. Jednak zawsze warto wiedzieć, o czym tam mowa. Do rzeczy więc.
Oto jeszcze parę pozycji z 1996 roku – tych, które dotarły do naszych rąk. Jest przecież jeszcze sporo takich, których dotąd nie udało się zdobyć, a nawet o nich nie słyszeliśmy. Prośba więc do Czytelników z odległych stron: napiszcie, co u Was się pojawia, bo krakowskie księgarnie nie zawsze mają rozeznanie, co wychodzi w Gdańsku, Szczecinie, a nawet w Warszawie. Dzisiaj jest mnóstwo małych oficyn wydawniczych, nakłady znikome (nierzadko prywatnie finansowane przez autorów) – stąd brak rzetelnej informacji. Polecamy się i z góry dziękujemy.

• Lwowsko-wrocławski poeta Andrzej Bartyński, urodzony we Lwowie w 1931 r., wydał swój nie pierwszy już tomik wierszy (poprzednich niestety nie znamy) pt. Wróć bo czereśnie..., wydany przez Stowarzyszenie Klub Inteligencji Niewidomej RP (Wrocław 1996). Jest tych wierszy 56 i wszystkie, tak czy inaczej, poświęcone Lwowowi, albo bodaj do Lwowa odniesione. Bartyński jest twórcą niewidomym, więc tym głębiej przeżywa swoje wzruszenia. Odnosi się wrażenie, że mimo wszystko doskonale widzi przedmioty swoich poetyckich wizji. Kiedyś wydrukujemy kilka jego pięknych wierszy, a dziś tylko próbka:

ODJAZD

Na pustym dworcu
pod umarłym zegarem
z wyrwanymi ramionami
wskazówek
położyłem bukiecik
mojej miłości

A potem
nieistniejącym fiakrem
z nieistniejącą nadzieją
odjechałem drogami
smutku i tęsknoty
przez pejzaż bólu
nazywany Polską

Za mną zostało
moje miasto
najpiękniejsze miasto świata

• Znany dobrze naszym Czytelnikom prof. dr Jan K. Ostrowski, historyk sztuki, dyrektor Wawelu (wywiad z nim w CL 1/96 i wielokrotne wzmianki w rubryce Kultura-Nauka), napisał książkę Lwów. Dzieje i sztuka (Universitas, Kraków 1996). Jego głęboka znajomość tematu – i nie tylko Lwowa, lecz całej Małopolski Wschodniej – wynika z prowadzonej od kilku lat wraz ze swymi współpracownikami i studentami, inwentaryzacji i badań nad architekturą i sztuką sakralną tamtego regionu. Badania te owocują wydawanymi kolejno tomami Materiałów do dziejów sztuki sakralnej (ukazały się już cztery – każdorazowo omawiane na łamach CL. Niebawem ma wyjść tom piąty).
Obecnie tylko sygnalizujemy ukazanie się książki Ostrowskiego o historii i sztuce Lwowa, a bardziej szczegółowe jej omówienie, ze względu na fundamentalne znaczenie tematu, zamieścimy w jednym z najbliższych numerów.

• Pani dr Danuta Adamczyk, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Kielcach, poznana na sesji w krakowskiej WSP (piszemy o tej sesji w Notatkach), nadesłała nam swoją książkę pt. Polskie społeczne placówki wydawnicze we Lwowie w dobie autonomii galicyjskiej (wyd. WSP, Kielce 1996). Jak już z tytułu wynika, praca odnosi się do niezwykle ciekawego i ważnego okresu historii Małopolski-Galicji – ery autonomicznej (od lat sześćdziesiątych XIX wieku), kiedy społeczeństwo polskie, uciskane w czasie poprzednich 90 lat przez austriackiego zaborcę – zwłaszcza we Lwowie (bo Kraków, jako Wolne Miasto przez lat prawie 40 – i nie stolica, był w nieco lepszej sytuacji) – rozwinęło swoją aktywność w sposób niezwykły. Trzeba dodać, że splot korzystnych warunków wysunął wtedy Lwów na czoło nie tylko w skali galicyjskiej, lecz ogólnopolskiej. Tu nastąpiło – jak pisze Autorka – szczególne „zagęszczenie” aktywności politycznej, naukowej i kulturalnej. „Bazą” tej aktywności były zarówno stołeczne urzędy i instytucje (z powrotem, już nie w austriackich, lecz w polskich rękach), wyższe i średnie zakłady naukowe, placówki naukowe i kulturalne (jak Ossolineum), teatr, redakcje. Tu ściągali – także z innych zaborów – uczeni, literaci, wykształceni urzędnicy i działacze.
Autorka przedstawia najpierw inteligencję lwowską tamtej doby, jej tradycje, stan oraz inicjatywy kulturalno-oświatowe, charakteryzuje cenzurę austriacką (czyli „drugą stronę medalu”), a przechodząc do właściwego tematu, dzieli całą społeczną (bo nie profesjonalną) działalność wydawniczą na trzy nurty: 1. wydawnictwa Towarzystwa Pedagogicznego i Tow. Nauczycieli Szkół Wyższych, 2. wydawnictwa „dla ludu”, oraz 3. niezależne jednostki wydawnicze, będące jednak pod wpływem stronnictw politycznych.
Dokonując takiego przeglądu lwowskich nieprofesjonalnych placówek nakładowych, Autorka podkreśla rozmach i ogromne zaangażowanie lwowskiej inteligencji w tę działalność. Przypomina też, że lwowskie placówki nakładowe towarzystw pedagogicznych wypracowały wzorce podręczników dla szkoły w niepodległej Polsce. Przygotowały też – poprzez wydawaną literaturę z zakresu metodologii, pedagogiki i psychologii – nauczycieli dla polskiego szkolnictwa.

Czas zająć się rokiem 1997. Na początek mocne uderzenie! Czy pamięta kto, by gdzieś wydano w jednym roku aż trzy wspaniałe albumy, poświęcone temu samemu miastu? No właśnie – w dopiero co minionym roku ukazały się trzy wspaniałe albumy o Lwowie. Ktoś powie: zbieg okoliczności. Zgoda, ale to znaczy, że zainteresowanie Lwowem – polskim Lwowem – jest w Polsce ogromne, zarówno po stronie autorów, jak i publiczności. Wedle naszych obserwacji zainteresowanie to wzrasta, zresztą zgodnie z naszymi przewidywaniami. Co jest tego przyczyną? Przyczyn jest kilka, całkiem różnej natury, ale to już pozostawmy domysłom naszych Czytelników.
A więc chronologicznie:

• Jako pierwszy w tym roku ukazał się we Wrocławiu album pt. Lwów na dawnej rycinie i planie, autorstwa prof. dra Olgierda Czernera (wyd. Ossolineum, 1997). Album zawiera 269 ilustracji: zdjęć i grafik (rysunków, litografii, drzeworytów itd.), przedstawiających obiekty w ujęciu malarskim, a także rysunków technicznych budowli i ich szczegółów (np. portali) oraz planów miasta. Zbiór to imponujący i pouczający, bo pokazuje dawny wygląd lwowskich ulic, kościołów, gmachów publicznych, a także obiekty już nieistniejące i zapomniane.
Zbiór ilustracji poprzedzają napisane przez autora (architekta, historyka architektury) dzieje rozwoju i zabudowy miasta od epoki najdawniejszej po lata międzywojenne (włącznie), to znaczy do ostatnich czasów, w których Lwów rozwijał się w sposób harmonijny i twórczy.
W tym znakomitym, pięknym i poważnym dziele tylko jedno nas ubawiło: oto Profesor gęsto się tłumaczy, że w opisach używał polskich nazw, a nie obecnych. Panie Profesorze, czy godziłoby się inaczej?

• Największą furorę robi jednak – nie tylko przez swoje niezwykłe piękno, ale i dzięki nazwisku autora, sławnego artysty fotografika krakowskiego (twórcy blisko już pięćdziesięciu albumów) – autorski album Adama Bujaka – Lwów–Lwiw–Leopolis (wyd. Bosz, Olszanica–Lesko 1997). Mieści się tam ponad 220 widoków miasta, jego zabytków, ulic, placów i parków, wnętrz i dzieł sztuki. Niezwykłe są ujęcia: z helikoptera, z wież i wzniesień, i – po prostu z ulicy. Jednak nie miejsce fotografowania jest tu najważniejsze, lecz sposób ujęcia. Ta sztuka właśnie przesądza o artystycznej wartości albumu, sposób widzenia przedmiotu – czy jest nim całe miasto, dom, pomnik, cmentarz lub mała rzeźba. Zdjęcia Bujaka nie są fotograficznymi wizerunkami obiektów, jak w dawnych tradycyjnych albumach krajoznawczych. Są to impresje artysty (które w latach międzywojennych rozpoczął u nas chyba Jan Bułhak), gdzie rolę odgrywa ujęcie kształtu (niedostrzegalne dla zwykłego obserwatora), światłocień, kolorystyczne plamy, a przede wszystkim całkiem osobisty sposób patrzenia artysty. Przykładem: nieprawdopodobne ujęcia pomnika Mickiewicza, wieczorne impresje z Cmentarza Łyczakowskiego, zdjęcia z nabożeństw w katedrze lub zjawiskowe kompozycje wież i kopuł, widzianych poprzez drzewa – letnie i zimowe (Bujak wyjeżdżał do Lwowa czterokrotnie, w każdej porze roku, i – jak mówi – pokochał to miasto).
Wielką sztukę Adama Bujaka uzupełnił tekst Jerzego Janickiego – utrzymany w konwencji gawędy dla młodzieży – o historii Lwowa, jego kulturze i ludziach. Niestety autor nie ustrzegł się dość licznych lapsusów, z których tylko część można potraktować jako licentia poetica. To pewnie z pośpiechu – szkoda, bo zdjęcia są na najwyższym poziomie, a cena albumu proporcjonalna.
Spodobało się nam, że w albumie dano także tekst i opisy zdjęć po ukraińsku, a nazwy ulic właściwe – przedwojenne. Warto, by nowi, niepolskojęzyczni mieszkańcy Lwowa mogli się wreszcie zorientować, gdzie przyszło im zamieszkać.
Post scriptum: z prasy dowiedzieliśmy się, że album Lwów należał do najlepiej „sprzedających się” książek w księgarniach krakowskich w okresie przedświątecznym.

• Trzeci album to ważny i niezwykle interesujący dokument: Architektura Lwowa XIX wieku (wyd. Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 1997) – pełny katalog wystawy pod tym samym tytułem, o której mowa w dziale Kultura-Nauka niniejszego numeru.
Omawiany album nie jest jednak tylko katalogiem wystawy – jest bogato ilustrowaną (174 starymi fotografiami, głównie ze zbiorów pozostałych we Lwowie), szeroko potraktowaną monografią dorobku urbanistyczno-architektonicznego XIX-wiecznego Lwowa. Składa się na to opracowanie seria artykułów: Lwów i jego architektura w XIX wieku (Jacek Purchla), Rozwój miasta Lwowa w XIX wieku (Marcin Sepiał), Wpływy wiedeńskie na architekturę Lwowa 1772–1918 (Jacek Purchla), Wiatr przemian. Nowe tendencje w architekturze Lwowa 1890–1914 (Jurij Biriulow).

• Młoda poetka lwowska, Natalia Otko, której kilka wierszy drukowaliśmy w CL 1/97 (i tamże notkę biograficzną), wydała swój pierwszy tomik pt. Jestem... (wyd. Kamieniar, Lwów 1997). Oto co czytamy we wstępie do zbioru:
Liryczno-refleksyjna poezja Natalii Otko odzwierciedla jej własną wizję świata. Jest to świat harmonijny, ugruntowany na wierze w sens istnienia i wartość dobra. Wiersze młodej poetki wyrażają głębokie poczucie jedności człowieka i natury, pomagają odnajdywać w zwykłych zjawiskach naszego życia przejawy wiecznego piękna i subtelne nastroje.
A ponieważ niedawno minęła rocznica pamiętnego jubileuszu szkoły im. św. Marii Magdaleny (180-lecia), zacytujmy wiersz Natalii, poświęcony tej szkole i wspaniałej Pani profesor Marii Iwanowej:

POLSKA SZKOŁA Nr 10

Lwowskie wzgórze.
Maria Magdalena wznosi w niebo
wieże pozbawione krzyży.
Tramwaje, spóźnione jak zwykle,
wyrzucają nas
pod dom biały,
jak gniazdo jaskółcze
przylepione do ścian gotyckich.

Kiedyś ląd – teraz mała wysepka
otoczona zewsząd tonią burzliwą,
i my – kolonia rozbitków,
wesoła mimo wszystko.
Jest nas tak mało i zarazem tak dużo!
Jesteśmy tak mocno związani
legendą o tym, że nie zawsze
byliśmy wyspą.

I co roku śmiałkowie młodzi
odlatują szukać szczęścia za morzem.
Ale i tak wszyscy tutaj wrócimy –
jak nie sami to myślą,
jak nie żywi to duszą.
Nawet jak nie wrócimy wcale,
zapalą za nas świece
na Łyczakowskim.

• Pani Anna Fabiańska, która sama z powodzeniem para się piórem (patrz omówienie jej książeczki pt. Moje wspomnienia w CL 3/97), wydobywa z domowych czeluści rękopisy swego ojca, Tadeusza Fabiańskiego (1894–1972), dziennikarza lwowskiej rozgłośni Polskiego Radia, który w latach powojennych w Krakowie spisywał swoje wspomnienia. Przed kilku laty wyszła pierwsza książka Fabiańskiego: Na skraju dzikich pól (wyd. Apican, Kraków 1992), a ostatnio Marszanielka (wyd. Miniatura, Kraków 1997).
Ta pierwsza składa się z czterech ciekawych historycznie i świetnych literacko tekstów, dotyczących różnych czasów i miejsc. Otwierają tę książkę wspomnienia z gimnazjum w Stryju sprzed I wojny światowej, zamykają zaś wspomnienia z pracy w Polskim Radiu we Lwowie przed II wojną (1934–39). Między tymi klamrami mieszczą się dwa teksty, dotyczące I wojny: najpierw listy pisane do matki z niewoli rosyjskiej (1914–18), potem dramatyczny opis tułaczki po Ukrainie (1918–19), zatytułowany Na skraju dzikich pól. Tytuł ten dobrze przystaje do owego rozdziału, ale rozciągnięty na cały tomik – robi mu krzywdę. Piękne strony o szkole, z której wyszli Makuszyński, Wasylewski, Wierzyński i Horzyca, a na koniec kapitalne relacje o ludziach lwowskiego Radia – o dyrektorze Petry i majorze Żuławskim, o księdzu Rękasie i profesorze Wacku, o Szczepku i Tońku i całej „Wesołej Fali”.
Druga książeczka składa się z czterdziestu kilku obrazków-wspomnień z różnych czasów i miejsc: z Bolechowa, Borysławia, z najlepszych lat lwowskich i najgorszych rosyjskich. Opowiadania Fabiańskiego świetnie trafiają w nasze gusty: są bardzo osobiste, a dotyczą spraw, które nas wszystkich interesują. Są przy tym pięknie napisane. Aż się prosi, by niektóre przedrukować w Cracovia–Leopolis. Dla zachęty. Może Pani Anna się zgodzi?
I dla wyjaśnienia: marszanielka to gatunek róży (od Marechal Niel) – ulubionego kwiatu babci pana Tadeusza.

• W krakowskim wydawnictwie Universitas ukazały się dwie książki z dziedziny teatrologii, a w części poświęcone historii lwowskiego teatru: Barbary Maresz Występy gościnne w teatrze polskim. Z dziejów życia teatralnego Krakowa, Lwowa i Warszawy (Kraków 1997) oraz Dariusza Kosińskiego Sztuka aktorska Wandy Siemaszkowej (Kraków 1997). Autor tej drugiej książki mówił o lwowskich latach Siemaszkowej, w ramach cyklu prelekcji o teatrze lwowskim, w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie w 1994 r. – patrz CL 1/95, str. 33.

• Dotarła do nas z Kanady druga w języku polskim książka dra Wiktora Poliszczuka, poświęcona istocie i działalności jednej z najbardziej zbrodniczych organizacji w skali europejskiej: Ocena polityczna i prawna OUN-UPA (Toronto 1997). Wcześniej otrzymaliśmy tegoż autora: Gorzka prawda. Zbrodniczość OUN-UPA (Toronto–Warszawa–Kijów 1995). Obie książki były wielokrotnie omawiane na łamach polskich czasopism, nie ma więc potrzeby czynić tego jeszcze raz.
Na marginesie: zwróćmy uwagę, że podobny bezmiar okrucieństwa, jaki zademonstrowała organizacja OUN-UPA na wschodzie Polski – na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej – znajduje w naszym wieku analogie (pomijając zbrodnicze akcje państw totalitarnych: sowieckiej Rosji i hitlerowskich Niemiec) jedynie w Azji i Afryce – rzeź Ormian przez Turków w 1915 r., a bliżej w czasie: w Afganistanie, Czeczenii (choć wedle mapy to jeszcze Europa!) lub Ruandzie. W Europie powtórzył się raz: w Bośni.

• Prof. Jerzy Węgierski z Katowic i dr Grzegorz Mazur, historyk z UJ, napisali książkę pt. Konspiracja Lwowska 1939–1944. Słownik biograficzny (wyd. Unia, Katowice 1997). Praca obejmuje 185 biogramów dowódców różnych organizacji konspiracyjnych, w tym kilku generałów: M. Boruta-Spiechowicz, L. Okulicki, M. Żegota-Januszajtis, płk. H. Pohoski; kilku ówczesnych lub przyszłych profesorów: m.in. F. Bujak, A. Gruca, S. Kulczyński, A. Sabatowski, B. Świętochowski; o. W.R. Kiernicki (przyszły biskup), pisarz M. Żuławski, harcmistrzyni S. Stipal. Wydawnictwo wydaje się niezwykle ważne i potrzebne, choć red. Elżbieta Kotarska (w Gazecie Wyborczej 288/97) nie ocenia tej pracy pozytywnie, opierając się na przykładzie biogramu swego własnego ojca, opracowanego niekompetentnie, pełnego błędów. A może to tylko przypadek?
Stefan S. Łukowski


Jest co czytać (4)

CZASOPISMO POLSKICH ORMIAN
W CL 1/96 informowaliśmy o niezwykle ciekawym periodyku – Biuletynie, wydawanym w Krakowie przez Polskich Ormian1. Dysponowaliśmy wtedy tylko jednym numerem (4), a dziś, dzięki uprzejmości p. prof. dr Anny Krzysztofowicz mamy już wszystkie (dotychczasowe): od 1 do 9.
Biuletyn rozwija się znakomicie. Słowa pochwały należą się Ministerstwu Kultury i Sztuki, które to wartościowe pismo wspiera finansowo począwszy od nr 4. Wychodzi coraz częściej2 i może – czego szczerze życzymy – stanie się na stałe kwartalnikiem?
Coraz ciekawsza jest też treść Biuletynu (co prawda od początku była ciekawa, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia). Wspominaliśmy, że Redakcja interesuje się nie tylko historią Ormian polskich, ale i ich praojczyzną Armenią – okazuje się, że z wzajemnością: w każdym niemal numerze znajdujemy artykuł Rafaela Hambarcumiana z Armenii na temat polskich Ormian. Treść tego cyklu oparta jest na pracach lwowskiego uczonego i pisarza ormiańskiego, Sadoka Barącza (1814–92), widocznie znanego w Armenii.
A propos nazwy stolicy Armenii – pisali o tym Andrzej Pisowicz (nr 2) i Antoni Amirowicz (nr 3). Okazuje się że funkcjonują u nas różne odmiany tej nazwy: Jerewan, Erewan, Erywań. Pisowicz opowiada się za zakorzenionym w Polsce od XIX w. Erywaniem, a za najmniej uzasadniony uważa Erewan, natomiast Amirowicz woli Jerewan, dziś przyjęty w Armenii. Gdyby nas kto pytał, odpowiedzielibyśmy: właśnie tylko Erewan, bo Jerewan za bardzo przypomina nam rosyjską Jewropę (Europę) albo Jewgenija (Eugeniusza). W dodatku dowiadujemy się, że owo ‘j’ na początku (tzw. prejotacja, charakterystyczna dla ruszczyzny) ustaliła się w Armenii w czasach współczesnych, czy więc nie pod rosyjskim wpływem? Znamy skądinąd podobne wpływy na język polski z czasów carskiego zaboru, a w naszych czasach na zabranych Ziemiach Wschodnich, i wiemy, jak trudno się tego pozbyć. Natomiast forma Erywań wzięła się z XIX-wiecznej ruszczyzny – Eriwań, z owym niezrozumiałym dla nas ‘ń’ na końcu. Przypomina to znowu nasze rodzime kłopoty nazewnicze: niektórzy z uporem piszą i mówią: Śniatyń, Husiatyń, a nawet Rohatyń, a przecież ma być Śniatyn, Husiatyn, Rohatyn. I w konsekwencji: w Śniatynie, w Husiatynie, w Rohatynie (a nie z końcówką ‘-niu’). A więc może jednak: Erewan albo Erywan? Przepraszamy za mieszanie się w nie swoje sprawy!
Wracając do Biuletynu: w kolejnych numerach, obok licznych artykułów o dziejach naszych Ormian i ich osadnictwie (w numerze 3 mapa kolonii ormiańskich na ziemiach polskich oraz za Zbruczem i na Bukowinie) znajdujemy omówienia kościołów (Zamość, Stanisławów – temu drugiemu poświęcono cały nr 3) i sztuki ormiańskiej – najwięcej w nrze 6. Poza tym czytamy o wybitnych postaciach, o martyrologii, oraz wspomnienia, wnoszące dużo wiadomości o obyczajach, rodzinach i ich losach. Jest i poezja.
Przypomnijmy, że w naszym kwartalniku (nr 3–4/95) pisaliśmu o Ormiance – pani Jadwidze Zarugiewiczowej, matce zabitego pod Zadwórzem Obrońcy Lwowa, która stała się symboliczną matką naszego wspólnego Nieznanego Żołnierza. W jednym z najbliższych numerów zamieścimy obszerny artykuł o polskich Ormianach – w przeszłości i teraźniejszości.
Stanisław Sochaniewicz

1 Biuletyn Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego. Kolegium Redakcyjne: Anna Krzysztofowicz (przewodnicząca), Adam Mueck, Andrzej Pisowicz, Michał Teodorowicz, Adam Terlecki, Antoni Amirowicz (sekretarz).
2 W 1993 r. wyszedł 1 numer, 1994 – 2, 1995 – 2, 1996 – 3.