Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Karolina Grodziska, LWOWSKIE POMNIKI JANINY REICHERT

Należała do pierwszego rocznika kobiet, które miały prawo studiowania w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Szlak przetarła w 1917 roku Zofia Baltarowiczówna (później znana pod nazwiskiem Dzielińska, po mężu), a 14 grudnia 1918 r. Senat ASP pod przewodnictwem rektora Wojciecha Weissa uchwalił przyjęcie kobiet do Akademii jako „zwyczajnych” uczennic. Było ich w roku 1919 siedemnaście: cztery u Weissa, po trzy u Józefa Mehoffera i Teodora Axentowicza, dwie u Ignacego Pieńkowskiego i aż pięć u Konstantego Laszczki, który już wcześniej przyjął, jako studentkę nadzwyczajną, Zofię Baltarowicz.
A więc sześć kandydatek na rzeźbiarki, z których prawie każda zaznaczyła się w tej dziedzinie: Zofia Baltarowicz-Dzielińska, Zofia Marsówna, Natalia Milan, Olga Niewska, Romana Szereszewska i właśnie Janina Rei­chert. Samborzanka, córka radcy sądowego Józefa Reicherta i Antoniny z Kilarskich, od wczesnego dzieciństwa zamieszkała we Lwowie przy ul. Kurkowej 25 w posagowej kamienicy swej matki – córki lwowskiego okulisty, prymariusza szpitala, Józefa Kilarskiego. Niespełnione u Antoniny pragnienienie nauki niewątpliwie miało wpływ na decyzje życiowe jej czterech córek. Najbardziej zaskakujący był właśnie rzeźbiarski talent trzeciej z panien Reichertówien, która od dzieciństwa konsekwentnie dążyła do spełnienia swego życiowego marzenia.
Służyła temu matura, zdana w 1915 r. w Brnie na Morawach, gdzie dziewczęta zostały ewakuowane z zajętego przez Rosjan Lwowa, a następnie nauka w Państwowej Szkole Przemysłowej we Lwowie na oddziale rzeźbiarstwa dekoracyjnego (1915–1918), gdzie szczególny wpływ wywarł na jej rozwój Jan Nalborczyk. Wakacje mogła poświęcać na praktykę w znanej firmie rzeźbiarsko-kamieniarskiej Ludwika Tyrowicza. Rozpoczęte w 1919 r. studia na ASP – przedmiot starań i marzeń – nie zostały jednak przez Janinę Reichert ukończone: przerwała je w 1921 r. z uwagi na zły stan zdrowia. Zagrożenie gruźlicą było, szczęśliwie, błędną diagnozą, ale na Akademię, do pracowni Konstantego Laszczki już nie powróciła. Powróciła natomiast do Lwowa, na Kurkową 25, gdzie mogła stworzyć sobie zaimprowizowaną pracownię i w godzinach wolnych od pracy nauczycielskiej – rzeźbić. Ten okres trwał do 1928 r., kiedy zrezygnowała z posady w Państwowej Szkole Zawodowej Żeńskiej i poświęciła się wyłącznie rzeźbie.
Przełomem był rok 1927. Na wystawie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych przedstawiono wówczas prace malarskie Antoniego Bartkowskiego i Iwana Trusza, grafiki Leona Wyczółkowskiego, projekty architektoniczne Józefa Awina i zespół 20 rzeźb Janiny Reichert. Były to zarówno portrety (chętnie wówczas przez nią tworzone), jak i rzeźby ołtarzowe do kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie, kompozycje: Pieta, Madonna i Ewa oraz projekt Pomnika Lotnika. Wystawa okazała się wydarzeniem, a recenzje były dla młodej artystki ogromnie przychylne: bujny świeży talent, w którym tkwią wielkie jeszcze możliwości twórcze (Artur Schroeder), piękny, wciąż naprzód postępujący rozwój (Artur Lauterbach), sztuka na wskroś liryczna (Władysław Terlecki) – to niektóre z nich. Władysław Kozicki pisał wówczas, że krytyk ma tak rzadko sposobność odkrycia nowego talentu, zwłaszcza rzeźbiarskiego, że gdy to się stanie, czuje się szczęśliwy, jakby wygrywał los na loterii: nareszcie, nareszcie coś cennego! Z rzeźb p. Reichertówny bije talent prawdziwy, szczery, oryginalny, zawierający wielkie możliwości rozwojowe.
Tak entuzjastyczne przyjęcie prac nieznanej młodej artystki dało jej upragnioną niezależność. Rezygnując rok później z posady nauczycielskiej, mogła poświęcić się wyłącznie rzeźbie. Pojawiły się zamówienia – prywatne i publiczne, pozwalające na dalszy rozwój artystyczny. Z żalem wypada skonstatować, że z tego właśnie – najbardziej twórczego – okresu Janiny Reichert tak niewiele dzieł przetrwało.
Twórczość sakralna zainicjowana została przez prace w kościele św. Marii Magdaleny we Lwowie. Janina Reichert wykonała tam, według projektu Witolda Minkiewicza, dwie figury aniołów, trzymających koronę – rzeźby te istnieją do dziś, w stanie bardzo bliskim pierwotnemu. Kolejne, większe już zamówienie – rzeźby do kościoła w Tarnopolu, ukończone w 1933 r., a wykonane według projektu inż. Wawrzyńca Dayczaka, uległy całkowitej zagładzie i znane są jedynie z fotografii. Wielkie i nader prestiżowe zlecenie – wykonywane pod kierunkiem Wawrzyńca Dayczaka rzeźby do wielkiego ołtarza w kościele św. Elżbiety we Lwowie (1931–1935) – to monumentalne figury św. Elżbiety, św. Stanisława, św. Jakuba Strepy oraz posągi aniołów – uległy częściowo zniszczeniu bądź zostały w ostatnich latach odkute, w sposób bardzo odległy od pierwowzoru.
Do twórczości sakralnej rzeźbiarka miała powrócić, i to w bardzo szerokim zakresie, po II wojnie – w Krakowie, gdzie osiadła w 1946 r. Owe prace – poszczególne rzeźby, ołtarze, posągi na fasadę, figurki do szopki – wykonane m.in. do kościołów w Częstochowie, Niepokalanowie, Jaśle, Żorach, Nawojowej i Krakowie – przyniosły jej u schyłku życia, w 1978 r., Nagrodę im. Brata Alberta za całokształt twórczości artystycznej w zakresie rzeźby sakralnej. Dziedzina twórczości, zapoczątkowana w lwowskich kościołach św. Marii Magdaleny i św. Elżbiety, w drugiej połowie życia stała się głównie domeną Janiny Reichert. Ale oba te okresy dzieli – niezależnie od lat wojennych – wielka przygoda z monumentalną rzeźbą pomnikową, tak niezwykła w przypadku rzeźbiarki owej pierwszej akademickiej generacji.
W 1928 r. Janina Reichert otrzymała ważne zlecenie: wykonanie popiersia marszałka Józefa Piłsudskiego do westybulu gmachu Korpusu Kadetów we Lwowie. Rzeźbę ufundowano ze składek oficerów; uroczyste odsłonięcie miało miejsce 11 XI – w 10 rocznicę odzyskania niepodległości. Stanęła tam wówczas rzeźba z gipsu patynowanego, którą miał w przyszłości zastąpić pomnik odlany ze spiżu. Rzeźba ogromnie się podobała, a uzyskane uznanie i rozgłos dały pokłosie w postaci kolejnych zleceń: pomnika poległych w Brzeżanach oraz planowanych pomników Juliusza Słowackiego, marszałka Piłsudskiego, Marii Konopnickiej i biskupa Władysława Bandurskiego we Lwowie. Ich losy to interesujący fragment historii Lwowa.
Szczęśliwego finału doczekała się realizacja w Brzeżanach, wykonana we współpracy z inż. Wawrzyńcem Dayczakiem – Pomnik poległych, wykonany dla stacjonującego tam 51 pułku piechoty, odsłonięty został 4 VI 1933 r., na piętnastolecie istnienia pułku. Duże wrażenie robiła grupa trzech atakujących żołnierzy pod powiewającym sztandarem, pełna dynamiki i siły. Kompozycja ta, umieszczona na wysokiej kolumnie zwieńczonej wizerunkiem orła, zlokalizowana została przy ulicy prowadzącej z dworca kolei do centrum i szybko stała się jedną z atrakcji rodzinnego miasta marszałka Rydza-Śmigłego. Pozytywne recenzje i fotografie pomnika ukazały się w wielu pismach.
Ten niewątpliwy sukces musiał osłodzić artystce niepowodzenie, które spotkało ją na lwowskim gruncie. Otóż w 1928 r. Edmund Bulanda, prezes TPSP i profesor UJK, zarekomendował Janinę Reichert jako projekto­dawczynię pomnika Juliusza Słowackiego, który miał stanąć w pobliżu gmachu Teatru Miejskiego. Z zachowanego listu prof. Bulandy do Janiny Reichert z 9 II 1928 r. wynika, że Komitet, choć z pewnymi zastrzeżeniami, zgodził się na propozycję, a o przyjęciu pomnika Janiny Reichert informowały pod koniec 1928 r. „Kurier Poranny”, „Słowo Polskie”, „Przedświt” czy rok później – „Kobieta Współczesna”. Projekt przedstawiał poetę siedzącego, z księgą w rękach, nieco pochylonego ku przodowi. Trzy ściany smukłego postumentu pokrywać miały płaskorzeźby przedstawiające Sławę (z wieńcem liści dębowych), Inspirację lub Natchnienie (z arkuszem papieru) i Polskę w niewoli, ze związanymi dłońmi i aureolą nad głową, ku której spływa z góry Feniks, dziobem rozcinający jej pęta. Przednią ścianę postumentu zdobiła płaskorzeźbiona lira i ptak – Feniks lub łabędź. Projekt zyskał pochlebne opinie. I tak Władysław Kozicki pisał, że rzeźba ta przewyższa znacznie swą wartością artystyczną wszystkie projekty pomnika Słowackiego nadesłane na ten konkurs, jest utrzymana w jednolitym stylu, nacechowanym prostotą, spokojem i powagą. Jest nadto dziełem na wskroś oryginalnym, będącym wytworem indywidualnej wizji plastycznej i indywidualnego poczucia bryły […] Po dokonaniu minimalnych korektur i po odpowiednim dostosowaniu wymiarów pomnika do znacznej wysokości i masy gmachu teatralnego oraz sąsiednich budynków pomnik Słowackiego wg projektu p. Reichertówny będzie wartościowym dziełem sztuki i prawdziwą ozdobą Lwowa.
Pomnik ten nigdy jednak we Lwowie nie stanął, choć o nadziejach na ­realizację koncepcji Janiny Reichert prasa donosiła w 1929, 1930, a nawet w 1939 r. Jak należy przypuszczać, na przeszkodzie stanęło starcie z koncepcją znakomitego i bardzo wpływowego autora, profesora SSP w Warszawie – Edwarda Wittiga. I on przygotował projekt pomnika Słowackiego dla Lwowa: pomnik ten, niezrealizowany przed wojną, został po wielu latach odsłonięty w Warszawie na Placu Bankowym w 2001 r. Jaki­kolwiek był zatem przebieg konkursowej (i pewnie też zakulisowej) walki, o to, czyj pomnik ma stanąć na Wałach Hetmańskich – oboje artystów go przegrało, Lwów zaś stracił interesujące dzieło.
W 1935 r. Janina Reichert poślubiła kapitana WP w stanie spoczynku, Fryderyka Totha – również rzeźbiarza, choć nie mającego studiów artystycznych i późno rozpoczynającego swą artystyczną drogę. Nie ulega wątpliwości, że jego pomoc i współpraca miała duży wpływ na kolejne sukcesy, odnoszone w drugiej połowie lat 30. przez rzeźbiarkę.
Śmierć Marszałka Piłsudskiego w roku 1935 dała pole wielu pomnikowym i nazewniczym inicjatywom. We Lwowie ukonstytuował się Obywatelski Komitet Budowy Pomnika Marszałka Piłsudskiego pod przewodnictwem wiceprezydenta miasta Ostrowskiego. Termin składania prac upływał 20 I 1936. Pod uwagę brano dwie lokalizacje – z różnych względów trudne, choć pełne rozmachu. Pierwszą z nich był stok Cyta­deli (z wymaganym częściowym opracowaniem terenu i uwzględnieniem możliwości stworzenia tam później ośrodka sportowo-kulturalnego), drugą zaś były Wały Gubernatorskie w osi ulicy Ruskiej: tu niezbędne byłoby wyburzenie gmachu gimnazjum, a nawet – likwidacja tramwaju, biegnącego tą ulicą. Na konkurs wpłynęło 18 prac, z których nagrodzono siedem. Pierwszą nagrodę zdobył projekt pomnika na Cytadeli, drugą i trzecią – projekty Janiny Rei­chert-
-Toth wiążące się z Wałami Gubernatorskimi. Na postać Marszałka miano ogłosić osobną edycję konkursu. Sprawa nie nabrała szybkiego biegu.
Nadeszły jednak dla Janiny Reichert-Toth zdecydowanie lepsze wydarzenia. Tym razem nie wiązały się już z uczestnictwem w konkursach, lecz były konkretnymi zleceniami na pomniki Marii Konopnickiej i biskupa Władysława Bandurskiego.
O pomniku Konopnickiej miasto Lwów myślało z dawien dawna. Uroczyste obchody dwudziestolecia jej pracy pisarskiej w 1902 r., wzruszający patriotyczny pogrzeb w 1910, wreszcie konkurs, rozpisany w 1926 r., wyznaczają etapy tej inicjatywy. Zwyciężczynią konkursu była znana lwowska rzeźbiarka – Luna Amalia Drexlerówna (1882–1933). Niestety, jej przedwczesna śmierć sprawiła, że plany musiano zmienić. Popiersie poetki – znakomitą rzeźbę Drexlerówny – umieszczono na cmentarzu Łyczakowskim na grobie Konopnickiej, a w 1935 r. wykonanie właściwego pomnika powierzono Janinie Rei­chert. Pomnik miał stanąć w Parku Kilińskiego, nad sadzawką. Otoczenie rzeźby i prowadzące doń dróżki zaprojektował architekt Zbigniew Wzorek.
Przyjęte przez Janinę Reichert założenie było zarówno interesujące, jak i świadczyło o jej lojalnym, pełnym klasy zachowaniu wobec nieżyjącej Luny Drexler, nie było bowiem względem niej konkurencyjne. Zamiast figury Konopnickiej stanąć miała rzeźba, personifikująca stosunek poetki do ojczystej ziemi. Był to ponad 3-metrowy Oracz – młody mężczyzna, z wysiłkiem pchający do przodu sochę – bohater Roty, jeden z tych, co „nie rzucą ziemi, skąd ich ród”. Na cokole pomnika zaplanowany był natomiast medalion o średnicy 75 cm z popiersiem Konopnickiej.
OraczW marcu 1938 r. model pomnika gotów był do odlewania. Janina Reichert-Toth zaprosiła przedstawicieli prasy lwowskiej do swej pracowni, gdzie zapoznała wszystkich z projektem i jego przyszłą lokalizacją. Model wysłano następnie do Warszawy. Odsłonięcie pomnika planowane było na rocznicę śmierci poetki w październiku 1939 r. Rozwój wydarzeń unicestwił te plany: gotowy już odlew Oracza został zniszczony w Warszawie we wrześniu 1939 r. Można tylko spekulować, iż – gdyby zdążono odsłonić go we Lwowie – z pewnością by przetrwał, a nawet, jako apoteoza bardzo ciężkiej pracy na roli, mógłby być, nie do końca zgodnie ze swą pierwotną wymową, hołubiony przez władze radzieckie…
Bezpowrotne zniszczenie Oracza stanowiło dla artystki bardzo bolesne doświadczenie, tym bardziej że jeszcze jedno z jej pomnikowych dokonań – gotowe do odlewu – nie ujrzało światła dziennego. Był to pomnik księdza Władysława Bandurskiego – kapelana I Brygady Legionów, biskupa pomocniczego archidiecezji lwowskiej, zmarłego w 1932 r. Wkrótce potem zapadła we Lwowie decyzja o budowie jego pomnika i w czerwcu 1935 r. Obywatelski Komitet postanowił zlecić to dzieło Janinie Reichert. W lipcu 1937 r. zawarta została umowa z artystką. Prace posuwały się stopniowo: 1 lipca 1939 r. warszawska firma odlewnicza L. Kranca i T. Łempickiego przyjęła proponowane warunki. Model przewieziono latem 1939 r. do Warszawy. Odbiór gotowego odlewu miał nastąpić do 1 III 1940, zaś ustawienie dzieła na Placu Cłowym we Lwowie – do 1 VI 1940 r. Los modelu pomnika w Warszawie w 1939 r. był – podobnie jak los gotowego już Oracza – przesądzony…
Jaki był ten niedoszły pomnik biskupa Bandurskiego? Przede wszystkim – monumentalny, gdyż sama postać mierzyła 5,60 m. Zgodnie z planem, miał być ustawiony na jasnym czworobocznym postumencie. Postawa sugerująca zdecydowany ruch naprzód – wysoko uniesiona nad głową prawa ręka, jakby zachęcająca idących za nim żołnierzy. Sutanna, stuła, płaszcz o kroju żołnierskiego szynela – ich fałdy potęgowały wrażenie ruchu. Twarz o orlich rysach wywierała duże wrażenie.
Pomniki Lwowa często są obecne w poezji, prozie, wspomnieniach, także w żartach i piosenkach. W grudniu 1938 r. o byłych i aktualnych zamierzeniach miasta w tej dziedzinie nieco ironicznie pisała znakomita znawczyni dziejów miasta, Łucja Charewiczowa:
Tasiemcowatymi skrętami oplatają ostatnie dziesięciolecia Lwowa pomnikowe plany. Utworzyło się bowiem parę nowych komitetów, inne przetrwały sprzed wojny. Te ostatnie są komitety budowy pomnika Tadeusza Kościuszki, Juliusza Słowackiego i Marii Konopnickiej. O pierwszym od lat zaległa cisza. Nie rozwiązany jest dotąd problem skompletowania pomnika Słowackiego, jakkolwiek praca art. rzeźbiarza Wittiga nad nim dojrzałe już osiągnęła formy. Autorka pomnika Marii Konopnickiej Maria ­Janina Reichert-Tothowa czuwa już nad jego odlaniem w bronzie, a teren jest już przygotowany w najpiękniejszym punkcie parku Kilińskiego. Ta sama artystka, najpoważniejsza we Lwowie reprezentantka rzeźby monumentalnej, jest twórczynią również in statu nascendi będącego pomnika bpa Wł. Bandurskiego. Zmierzchły zupełnie zainteresowania budową pomnika Marsz. Józefa Piłsudskiego. Ogół wie tylko tyle, że rozpisany konkurs na projekt nie dał zadowalających wyników. Natomiast krzątają się żywo komitety budowy pomników gen. Tadeusza Rozwadowskiego i brygadiera Czesława Mączyńskiego.
Szerokie zamierzenia i plany w dziedzinie pomników przecięła wojna. O powojennym losie lwowskich pomników, zwłaszcza Króla Jana III Sobieskiego, Aleksandra Fredry i Kornela Ujejskiego, wiemy: są dziś w Gdańsku, Wrocławiu i Szczecinie. Po niezrealizowanych dziełach pozostały zapisy w aktach miejskich, notatki prasowe, projekty i zdjęcia. Janina Reichert-Toth, która wraz z mężem Fryderykiem przeżyła wojnę we Lwowie, w czerwcu 1946 r. jednym z ostatnich transportów repatriacyjnych przeniosła się do Krakowa, gdzie zmarła w 1986 r. W Krakowie pracowała przy odnowie ołtarza Wita Stwosza, rekonstrukcji pomnika Adama Mickiewicza i – przede wszystkim – zajęła się rzeźbą sakralną. Do końca życia pozostał w niej – mimo osiągniętej tu pewnej stabilizacji, a nawet sukcesów – żal, tęsknota za Lwowem i smutek z powodu niezrealizowanych, a już przecież gotowych, lwowskich pomników Marii Konopnickiej i Władysława Bandurskiego.