Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Ewa Tracz, ZOSTANIE W MEJ PAMIĘCI

Anetko, dwukrotnie przeczytałam Twój tekst i bardzo się nim wzruszyłam. Odżyły we mnie wspomnienia tamtej uroczej i sentymentalnej wycieczki do Ojczyzny naszych praojców. Prosiłaś, żeby coś dodać, jakieś emocje, jakieś słowa… To niemożliwe, bo wszystko, co najpiękniejsze można było rzec o Lwowie, to Ty już zrobiłaś! Po mistrzowsku powiązałaś słowo z emocjami, malowniczo opisałaś piękno tego niezwykłego miasta. Przez moment czułam, jakby czas się cofnął i jakbym znowu znajdowała się w tym magicznym miejscu. Lwów… polski – ale nie nasz; piękny – lecz zaniedbany; z bogatą historią – ale jakże mało znaną! Gdybym miała zupełnie szczerze podzielić się z kimś refleksjami związanymi z pobytem we Lwowie, to powiedziałabym, że do momentu wycieczki nie byłam świadoma, co (my – Polacy) utraciliśmy. Tak niewiele wiedziałam o tym mieście, o jego przeszłości, o rodakach tu zrodzonych. Nie jest to zapewne skutek czwórki z historii, ale czasów, w których przyszło nam zdobywać gruntowną wiedzę o Polsce, o jej historii. W tamtych trudnych dla Ojczyzny czasach mało było odważnych nauczycieli, którzy ­mówili o tym wprost. W domu rodzinnym też się wiele nie rozmawiało o ziemiach utraconych. Być może był to temat tabu, a może ja byłam mało uważna i mało dociekliwa. Moja niewiedza o Lwowie była na tyle duża, że do dziś wstyd mi za samą siebie. Jednakże wdzięczna jestem losowi (i oczywiście Tobie też, Anetko), że mogłam spacerować polskimi uliczkami po mieście, które choć terytorialnie nie należy dziś do Polski, to zawsze w sercach i umysłach będzie swojskie, bliskie, po prostu nasze. Cieszę się, że dzisiejsza młodzież (a więc i moje dzieci) ma pełny dostęp do źródeł historycznych, wobec tego bogatszą wiedzę o losach Ojczyzny. Wolność słowa, brak cenzury, jawność faktów, bezpośredniość – to istotne elementy, umożliwiające obywatelom pełną świadomość narodową. Gdy wspominam Lwów (bez przesady) ogarnia mnie żal za rdzennymi ziemiami, wspaniałą architekturą, zabytkami, nawet za „skrawkiem” nieba, które choć też polskie, musiało pozostać poza granicą Ojczyzny. Gdzieś w głębi serca czuję smutek, że to co rodzime, bezpowrotnie zostało nam odebrane. Lwów, miasto „osierocone”, oderwane niczym dziecko od matki. Tak czuję i tak myślę o tym pięknym zakątku. Z sentymentem wspominam zaułki, kawiarenki, alejki, wybrukowane uliczki, bo one kojarzą mi się z ukochanym Krakowem (bliźniaczą siostrą Lwowa). Kto choć raz ujrzał obydwa miasta, musi przyznać, jak wiele mają wspólnego, i potwierdzić fakt, że należą do tej samej „matki”. Dziś lepiej rozumiem słowa popularnej piosenki: ... bo gdybym się jeszcze urodzić miał znów, to tylko we Lwowie i przyznaję, że i ja ponownie mogłabym się tu narodzić, ale tylko wówczas, gdyby nad miastem powiewał biało-czerwony sztandar, a obok charakterystycznego dla tego miejsca lwa rozpościerał swe skrzydła polski orzeł. Lwów ma dla mnie jeszcze jeden wymiar… baśniowy. Mam wrażenie, że czas się tam zatrzymał lub wolniej płynie. Otulony mgłą, wydawał się przy pierwszym spotkaniu jakby uśpiony, tajemniczy, zaklęty. Magia tego miejsca jest niezwykła. Nie trzeba „wrzucać pieniążka” (tak jak do solankowego jeziorka w Wieliczce lub do Morskiego Oka), aby ponownie tu wrócić. Bez groszowego datku samemu chce się powtórnie odwiedzić ten urokliwy zakątek Ojczyzny.
Wspominając Lwów, nie sposób pominąć jego mieszkańców, a zwłaszcza ludzi, którzy nas gościli. Prości, szczerzy, dobroduszni, niezwykle otwarci, po prostu – zwyczajni. Myśląc o nich odnoszę wrażenie, że nie zostali jeszcze skażeni przypadłościami współczesnego świata, zwłaszcza nadmierną konsumpcją, próżnością, wygodnictwem. Na pewno mają swoje małe grzeszki (bo kto ich nie ma), ale i tak w tej mało zacnej dziedzinie nam nie dorównują. Szczęść im Boże!
Czego życzyć temu miastu? Niech czas płynie dalej swoim tokiem, miasto niech zachwyca swym urokiem, siły natury niech nie niszczą kamieni, na których wyryta jest prawda i historia tego grodu, niech na lwowskie niebo zabłąka się czasem polski ptak i rodzimie zaświergocze, niech lwowskie piosenki sławią piękno tego miejsca, niech nigdy nie zabraknie ludzi dobrej woli i czystych serc, którzy podtrzymywać będą pamięć o Lwowie i jego bohaterach.
Polski Lwów na zawsze zostanie w mej pamięci. Wrócę tu kiedyś.

EWA TRACZ, ur. 1965 w Wieliczce. Ukończyła studia na Wydz. Filozoficznym UJ w zakresie nauczania początkowego, a także na UJ studia podyplomowe – kierunek edukacja i reforma oraz pedagogika specjalna. Od 1986 pracuje w Szkole Podstawowej w Przebieczanach.