Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Anna Piwowarska, W ŚWIECIE ARYSTOKRACJI

Lwów, miasto wiecznie żywe, otwarte, towarzyskie lubiło się bawić. Świadczą o tym liczne bale, wydawane na różne okazje. Przygotowane z klasą, przyciągały do stolicy. Największa kumulacja i mnogość bali miała swój czas w porze karnawału, ten okres ożywiał całą społeczność Lwowa. Stawał się okazją do spotkań, zawierania nowych przyjaźni, zarówno w sferze politycznej, jak i towarzyskiej. To właśnie na balach odbywały się swoistego rodzaju „jarmarki” matrymonialne, na których młodzi kawalerowie szukali odpowiadających im majątkiem przyszłych żon, a rodzice wprowadzali swoje córki w świat dorosłych.

Najpiękniejsze i najważniejsze bale wydawali gospodarze pałacu namiestnikowskiego oraz rody arystokratyczne miasta Lwowa. Każdy namiestnik w miejscu swego rezydowania organizował i uczestniczył w tego rodzaju imprezach, czasem z większym, innym razem z mniejszym zapałem, momentami tylko z poczucia obowiązku i pełnienia honorów pana domu.
Nie sposób dokonać przeglądu wszystkich bali w pałacu namiestnikowskim w ciągu całego okresu autonomicznego, gdyż na ten temat można by napisać niejedną książkę (a ja mam ograniczoną ilość maszynopisu!).
Bale, które pamiętano i z chęcią wspominano jako wesołe i udane imprezy towarzyskie, miały miejsce w pałacu namiestnikowskim w czasie kadencji Alfreda Potockiego (1875–1883). Patronowała tym balom żona pana Alfreda – Maria z Sanguszków Potocka, znana w towarzystwie lwowskim jako pani Alfredowa. Sezon zaczynał „sylwester”. Zwyczaj witania Nowego Roku o północy rozpowszechnił się w latach osiemdziesiątych XIX wieku i to za sprawą pani Alfredowej, która tłumnie wydawała wieczory sylwestrowe (północ obwieszczał gong, w który uderzał Senegalczyk, przywieziony przez pana Alfreda z Afryki).
Na kartkach pamiętnika Mariana Rosco-Bogdanowicza, będącego kroniką życia towarzyskiego Lwowa, można zauważyć, że cały jego pobyt w stolicy (1867–94) był liczo­ny wedle sezonów karnawałowych, co niewątpliwie upewnia czytelnika w przekonaniu, że to właśnie karnawał był wyznacznikiem i cezurą życia towarzyskiego i kulturalnego Lwowa. Przy każdym opisie balu z czasów pani Alfredowej pojawia się w powyższym pamiętniku stwierdzenie: „Bawiłem się doskonale!”, co jest potwierdzeniem wyjątkowości i znakomitości takiej formy rozrywki.
A tak jeden z wielu karnawałów z końca lat 70. przybliżył czytelnikowi Marian Rosco-Bogdanowicz: Cały ten mój pierwszy karnawał bawiłem się doskonale! Przyjęć było wiele i prawdziwie pięknych. Oprócz dwóch wielkich balów namiestnikowskich, bale u hr. Włodzimierzów Dzieduszyckich w pałacu na ulicy Kurkowej, u hr. Maurycowej Dzieduszyckiej w ładnym pałacyku na Zielonym, u hr. Pauliny Łosiowej z domu ­Baworowskiej, u hr. Walerii Borkowskiej, u hr. Marii Bolesławowej Borkowskiej, hr. Stanisławów Badenich, hr. Cecylii Kalinowskiej, hr. Włodzimierzów Russockich etc. Poza tym wiele mniejszych wieczorów w zjeżdżających na karnawał ziemiańskich domach, jak u wujostwa Wincentów Podleskich z Czernicy, państwa Bochdanów z Zadwórza, pani Skibniewskiej, pp. Emilów Torosiewiczów, Wojciechów Jankowskich, wprowadzających w świat uroczą swą córkę Wiktorynkę [...]. Tak więc karnawały lwowskie były niezmiernie ożywione. Na większe bale, jak namiestnikowski i marszałkowski, zjeżdżało wiele osób z Krakowa i z Podola. Na mniejszych byliśmy w ściślejszym kółku towarzystwa lwowskiego.

Z niezwykłym przepychem i bogactwem organizowano bale na cześć przybyłych do Lwowa cesarza Franciszka Józefa i arcyksięcia Rudolfa. Na te okazje w roku 1880 wydano dwa bale – miasta Lwowa w Ratuszu i bal szlachty w salach Kasyna Miejskiego. Na balu miasta w Ratuszu na czele organizatorów stał prezydent stołecznego miasta Lwowa – Michał Gnoiński. Monarchę przywitała rada miejska, w strojach polskich, u wjazdu do ratusza. Wejście na salę balową cesarza odbyło się w towarzystwie pani Alfredowej. Na samym początku na cześć cesarza odtańczono mazura, taniec, który lubił władca, ale tylko jako obserwator. Oczywiście lwowianie zadbali, by pierwszy taniec wypadł imponująco, dlatego do tego tańca wybierano najlepszych tancerzy i najurodziwsze lwowianki. Po mazurze nastąpiło cercle, w czasie którego cesarz prowadził rozmowę z kilkoma osobami. Zarówno prezydent Michał Gnoiński, jak i pani Alfredowa dokonywali prezentacji wybranych gości. Po cercle’u cesarz pod rękę z panią Alfredową obchodził sale.
Następnego dnia miał miejsce bal szlachty w salach Kasyna Miejskiego. Był mniej oficjalny, a władca znał większość zaproszonego towarzystwa. Cesarz z uśmiechem i radością rozmawiał z zaproszonymi, przyjmował prezentacje młodych ludzi przez ich ojców i panien przez matki. Wykazywał zainteresowanie każdym, chętnie i otwarcie uzupełniał swoją wiedzę na temat przybyłych osób. W towarzystwie było wówczas tak wiele pięknych pań i panien, toalety były tak wykwintne, klejnoty u wielu pań tak wspaniałe, u panów prawie wyłącznie bogate stroje polskie, że obraz balu był nieporównywalny. Kochany pan August Gorayski przypomniał sobie dawno już ubiegłe lata i poprowadził mazura, ognistego w tempie, ale wykwintnego w formie, którym cesarz był zachwycony. Z uśmiechem pełnym aprobaty przypatrywał się grzmiącym hołubcom i przeróżnym figurom, które pan August z taką maestrią prowadził! Mazur zresztą był główną treścią każdego balu. Tańczono go doskonale. (...)
Przygotowanie każdego balu wymagało dopracowania wielu szczegółów. W przypadku tej wizyty Pani Alfredowa zasięgała opinii u Adama hr. Bąkowskiego, którego uważała za specjalistę od spraw zachowania się w towarzystwie, (…) stara poczciwina, który przez niejaki czas służył w austriackiej dyplomacji i odtąd słynął w naszym społeczeństwie za wielkiego znawcę dworskich zwyczajów (...). Jeżeli była jaka wątpliwa kwestia co do porządku siedzenia przy jakim bankiecie albo tytułowania kogoś, udawano się wprost do pana Adama. Pani Alfredowa bardzo go lubiła, a że staremu hrabiemu niedużo srebrnych guldenów brzękało w kieszeni, więc miał już stały obiad przy namiestnikowskim stole.

Ważna wizyta cesarza Franciszka Józefa miała miejsce w roku 1894, kiedy jego przybycie do Lwowa było związane ze zwiedzaniem Wystawy Krajowej, eksponującej dorobek Galicji. Przy tej sposobności trzeba zwrócić uwagę na bal wydany u marszałka krajowego ks. Eustachego Sanguszki ­w sali gmachu sejmowego. Już samo wejście do sali zachwycało, masywne schody z kolumnami i galeriami dokoła, na których gromadzili się w polskie stroje i piękne toalety przybrani goście. Po cercle’u tańce zaczęły się oczywiście od tradycyjnego mazura, któremu cesarz zawsze z przyjemnością się przypatrywał. Bal marszałkowski był punktem kulminacyjnym uroczystości cesarskich. Wypadł pod każdym względem świetnie. Po odejściu cesarza – a co za tym idzie honoracjorów – młodzież odzyskała swoje prawa. Tańczono ochoczo aż do rana, mimo iż polskie stroje były anachronizmem trochę męczącym w tańcach wirowych.
Monarcha doceniał takie powitania, wkład i zaangażowanie całego społeczeństwa. Podczas tej wizyty napisał ze Lwowa do swej przyjaciółki Katarzyny Schratt: Przyjęcie tu było szczególnie świetne, serdeczne i patriotyczne, owacje długo nie milkły (…).
Każdy bal karnawałowy wzbudzał ogólną sensację, wiele dyskutowano o przygotowaniach, mających pojawić się wyjątkowych gościach, którzy stawali się tematem do plotek w każdym salonie. W roku 1889 jedną z wielu osób wzbudzających zainteresowanie była księżna Lorcia-Laura z Husarzewskich Lubomirska, żona nowego kuratora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, która zachwycała urodą i sposobem bycia.
Gmach Gubernium we Lwowie (ok. poł. XIX w.)
Sezon karnawału to też pora zawierania związków małżeńskich. Tenże fakt wpływał na zwiększoną liczbę gości i dodawał splendoru każdemu karnawałowi. W roku 1890 miało miejsce wesele Stanisława Siemińskiego z Zofią Tarnowską, córką marszałka krajowego hr. Jana z Dzikowa i Zofii z Zamoyskich. Ponieważ wesele miało miejsce w czasie karnawału, w programie oprócz tradycyjnych, corocznych bali, obiadów, przyjęć i fet odbyło się wesele, które trwało przeszło tydzień, kończąc się obrzędem ślubnym w lwowskiej katedrze. Nie sposób wymienić wszystkich bawiących się podczas każdego balu. Wybrałam tylko niektóre, dla przykładu mającego pokazać różnorodność i wielkość takich bali.
Bale to nie tylko rozrywka dla elity. Bawił się każdy, kto miał ochotę. W stolicy organizowano bale dla poszczególnych grup zawodowych, np. Bale Prasy, które tłumnie gromadziły świat dziennikarski w salach Kasyna Miejskiego. W pomieszczeniach tego budynku swe bale mieli także aktorzy, medycy, urzędnicy, prawnicy. Poza balem marszałkowskim i innymi w prywatnych pałacach odbywały się bale publiczne w pięknych salach Kasyna Miejskiego, które gromadziły zamożne mieszczaństwo oraz lwowskie sfery wojskowe, adwokackie i urzędnicze. Tzw. towarzystwo reprezentowały na nich najdostojniejsze damy, które zasiadały na specjalnej estradzie. Sale balowe Kasyna mieściły się na I piętrze – (…) do wielkiej sali balowej o pięknym suficie, udekorowanej bladokremową sztukaterią o pilastrowych ścianach, oświetlonych bocznymi kinkietami (…). W mniejszej sali kasyna mieściła się sala taneczna, z niej do bufetu raczej zimnego, do drugiego bufetu ze stolikami prowadził krótki bieg schodów i tam podawano już dania gorące i napoje. Atmosfera na balach była miła, wstęp tylko za zaproszeniami.
Bal publiczny w Kasynie Miejskim w karnawale roku 1883 tak opisuje Marian Rosco­‑Bogdanowicz: Adolf Abrahamowicz z niesłychaną maestrią i doświadczeniem prowadził tańce, a po zaprowadzeniu elektryczności pierwszy zastosował przy kotylionie kolorowe efekty świetlne, które rzeczywiście wyglądały bardzo pięknie. Plany swoje obmyślał dokładnie, jak wódz obmyślał pociągnięcia strategiczne. Dyrygowanie bowiem armią stu kilkudziesięciu, często niepojętnych, a czasem niesfornych par, nie należało bynajmniej do zadań łatwych, a pana Adolfa ambicją było na każdym balu nowe kombinacje mazurowe i kotylionowe zaprodukować. Adolf Abrahamowicz był na terenie bawiącego się Lwowa postacią niezmiernie popularną. Brat znanego i cenionego polityka i męża stanu Dawida Abrahamowicza, nie podzielający zupełnie tegoż poważnych prac i upodobań, Adolf był wesołym, dowcipnym viveurem, który tylko dwie rzeczy poważnie traktował: kotyliony, prowadzone na publicznych balach i „farsy”, które z wielkim talentem i humorem pisał dla teatru lwowskiego (…). Te wielkie bale publiczne były prawie jedynym terenem, gdzie spotykała się arystokracja i ziemiaństwo z lwowskimi sferami mieszczańskimi. A sfery te były interesujące, kulturalne i sympatyczne! Patrycjat lwowski miał wielkie tradycje. Wprawdzie wielkie rody mieszczańskie Bonerów, Boimów i inne tak mistrzowsko przez Władysława Łozińskiego w [dziele] o mieszczanach lwowskich opisane już nie egzystowały, ale natomiast wyrosły nowe, porozbiorowe, które tradycje te podtrzymywać usiłowały i nie miały nigdy tych cech śmieszności i małostkowości, w jakie tak obfituje np. burżuazja francuska i niemiecka. Dumne nawet w poczuciu swej wartości, niezmiernie patriotyczne i gotowe w tym kierunku do poświęceń i ofiar nie szukały zbliżenia do tak zwanego „towarzystwa” kosztem własnej godności (…). Gdy się jednak do nich zwrócono, odpowiadały chętnie i ochoczo. A zwracano się do ich ofiarnych kieszeń często. Panie „z miasta” chętnie brały udział we wszystkich dobroczynnych komitetach, a ich mężowie szczodrze je zasilali. Nikt tych cech burżuazji lwowskiej nie umiał tak ocenić jak pani Alfredowa, która często pozwalając sobie na nieuprzejmości w swej własnej sferze, zawsze odnosiła się z najwytworniejszą grzecznością do sfer mieszczańskich i przez te sfery bardzo lubianą i ceniona była.

W salach Kasyna, miały też miejsce bale dobroczynne, z długą listą „gospodyń balu”, których często było więcej niż przybyłych gości. Jak można zauważyć, bale we Lwowie były organizowane z różnych okazji i o różnym charakterze. Wydawano bale publiczne, poszczególnych grup społecznych, bale zamknięte, tylko dla gości pojawiających się za zaproszeniem. Nie sposób pominąć bali kostiumowych, które można określić jednym słowem – widowisko. Gospodarze i goście dbali o to, by każdy bal był niezwykły, lepszy od poprzedniego, zawsze próbowano zaskoczyć strojem, zachowaniem. Taki rodzaj bali był ulubioną rozrywką Tadeusza Rutowskiego, od 1884 roku prezesa Koła Literacko-Artystycznego i późniejszego wice­prezydenta miasta. W karnawale 1885 roku zorganizował bal „Sienkiewiczowski”. Pomysł na nazwę związany był z Trylogią Henryka Sienkiewicza, która w tym czasie odnosiła sukcesy. Myśl zatem rzucona w ratuszu przez zacnego i zasłużonego prezydenta miasta Rutowskiego, by urządzić bal kostiumowy, gdzie te wszystkie postacie ożyły, znalazł ogólny aplauz w wysoce kulturalnych i patriotycznych sferach mieszczaństwa lwowskiego. Jak zwykle w takich razach, delegacja komitetu balowego z prezydentem Rutowskim na czele udała się do pani Alfredowej z prośbą o objęcie protektoratu i skłonienie „towarzystwa” do wzięcia czynnego udziału, w formie utworzenia jakiejś grupy (...) Po uroczystym polonezie i ognistym mazurze, odtańczonych przez sienkiewiczowskie postacie, doskonale ukostiumowane i poprawnie oddane przez grupy mieszczaństwa lwowskiego, wpadliśmy na salę w kilkadziesiąt par krakowskich, prowadzonych przez Stanisława Niezabitowskiego i panią Cesię Badaniową i odtańczyliśmy z werwą wyuczone figury, stanęliśmy przed panią Alfredową siedzącą w majestacie przed wszystkimi innymi patronesami (…).
Urządzał Tadeusz Rutowski także inne bale kostiumowe, dla elit urzędniczych. Cała impreza nazwana jarmark kołomyjski. Furorę zrobił Rutowski, gdy pojawił się na balu kostiumowym, ucharakteryzowanym np. na postacie z „Ogniem i Mieczem”, on jako Skrzetuski. W programie tanecznym grano polonezy, walce, kadryle, polki, mazury, galopy, o których pisano w zaproszeniach. Tak wyglądał jeden z bali, który odbył się w lutym 1887 r.. Nie sposób pominąć balu w pałacu na ul. Kurkowej, wydawanego przez Włodzimierza Dzieduszyckiego raz do roku. Choć sam gospodarz nie lubił całego zamieszania związanego z organizacją tego rodzaju imprezy, traktował to jako powinność niezbędną do utrzymania swojej pozycji i dbania o honor rodu Dzieduszyckich. Dorastające córki nakładały jakby obowiązek organizowania takiego spotkania towarzyskiego, gdyż właśnie na balach były wprowadzane w dorosłe życie. Bal na Kurkowej nie mógł przejść bez echa, musiał chociaż kilka dni skupiać na sobie uwagę uczestników karnawałowych zabaw, stać się w mieście wydarzeniem towarzyskim. W karnawale roku 1888 pałac hr. Włodzimierzów Dzieduszyckich otworzył gościnne swe podwoje dwom kuligom, które z wielkim animuszem i humorem tam wpadały. Pod energiczną i sprawną ręką pani Anny Wolańskiej organizowały się w jej salonach dwie grupy „wesele krakowskie” i „wesele huculskie”. Całe towarzystwo brało w tym udział, tj. cała młodzież, która odpowiednio do swego typu i gustów do jednej albo drugiej grupy należała. Przygotowania i próby trwały długo i bardzo były wesołe. Trzeba się było ćwiczyć nie tylko w krakowiaku i kołomyjce, ale i w ad hoc skomponowanych śpiewkach. „Wesele krakowskie” widywano już we Lwowie z okazji kostiumowych zabaw. „Wesele huculskie” było zupełną nowością i wypadało nadzwyczaj efektownie. Bogactwo i barwność strojów huculskich, które staraliśmy się wszyscy mieć autentyczne, wzbogacały zachwyt (…). Podczas gdy „wesele krakowskie” wpadło na salę ze zwykłym impetem i harmidrem podkówek i brzękadeł i po mistrzowsku odtańczyło swoje krakowiaki przeplatane dowcipnymi i wesołymi śpiewkami, my weszliśmy cicho, spokojnie przy dźwiękach jakiejś huculskiej melodii granej przez wiejskich skrzypczaków w tym charakterystycznym u naszych Hucułów jakby trochę tęsknym nastroju, i pokłoniwszy się według zwyczaju do kolan naszych dostojnych, a przez wszystkich tak kochanych gospodarzy, zaśpiewaliśmy okolicznościową pieśń (...). Było to tak nastrojowe, tak malownicze, że zachwyt był ogólny. Pan Włodzimierz kochał Hucułów (…), był wprost rozczulony (…). Barwność, pomysłowość – te słowa najlepiej określają lwowskie bale kostiumowe. Każdemu taki bal na pewno pozostał w pamięci na długi czas, jako niezapomniane przeżycie.
Powyższa prezentacja bali pokazuje nam wystawnośc i rozmach lwowskiego karnawału. Pomysłowe stroje, aura radości i zabawy – to wielobarwne tło do ukazania życia towarzyskiego zamożnej cześci lwowskiego społeczeństwa.

BIBLIOGRAFIA
Chłędowski K., Pamiętniki, t. 1, Galicja 1843–1880, Kraków 1957
Cholewianka-Kruszyńska A., Pani Alfredowa. Maria z Sanguszków Potocka z Łańcuta, Warszawa 1998
Czuma M., Mazan L., Austriackie gadanie, czyli Encyklopedia Galicyjska, Kraków 1998
Grodziski S., Franciszek Józef I, Wrocław 1978
Jakubowska U., Lwów na przełomie XIX i XX wieku. Przegląd środowisk prawotwórczych, Warszawa 1991
Karolczak K., Dzieduszyccy. Dzieje rodu. Linia poturzycko-zarzecka, Kraków 2000
Papee F., Historyja Miasta Lwowa, Lwów 1894
Rosco-Bogdanowicz M., Wspomnienia, t. 1, Kraków 1959
Tyrowicz M., W poszukiwaniu siebie. Wspomnienia i refleksje, t. 1, Pod lwowskim niebem, Lublin 1988
Zieliński A., Romantyczne wędrówki po Galicji, Wrocław 1987