Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Jacek Walczewski, ZBIGNIEW HERBERT

Notatkę o odejściu Wielkiego Poety zamieściliśmy  „na gorąco” w CL 3/98. Dziś dopiero refleksja na ten temat, skreślona przez prof. Jacka Walczewskiego.

Zmarł Zbigniew Herbert. To smutne wydarzenie musimy odnotować na łamach „Cracovia–Leopolis” nie tylko dlatego, że był Herbert wielkim polskim poetą – choć już to byłoby wystarczającą przyczyną. Ale jest jeszcze więcej: ten znakomity poeta był związany ze Lwowem, należał do tak licznego zastępu lwowian – twórców polskiej kultury. Lwów był miejscem jego urodzenia, studiów (na Uniwersytecie Jana Kazimierza) i działalności we wczesnym okresie życia. Jak silny był związek uczuciowy Poety z miastem rodzinnym, świadczy Jego życzenie by być pochowanym na Cmentarzu Łyczakowskim. To życzenie nie zostało spełnione, ale na grób Poety w Warszawie wysypano miarkę ziemi, pobranej z tamtego cmentarza.
Żegnając wielkiego Poetę, my – Lwowianie – wsłuchujemy się w Jego przesłanie, wyrażone w Raporcie z oblężonego miasta:

... i jeśli miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po     
                drogach wygnania
on będzie Miasto...

W tym przesłaniu jest zawarte zobowiązanie dla nas i słowo trudnej, ale nie poddającej się żadnemu zniewoleniu otuchy.
Bo Lwów to nie tylko miejsce geograficzne, domy, kościoły, ulice. To także – a może przede wszystkim – skarbiec i dziedzictwo myśli i uczuć. Sztuki, nauki, twórczości, i – snów.

    ... i tylko nasze sny nie zostały
                    upokorzone...

Poruszony śmiercią Wielkiego Poety, dr Jerzy Masior napisał taki oto wiersz:

PAN COGITO UDAJE SIĘ
NA ODLEGŁY SPACER
Zbigniewowi Herbertowi

Do stacji Rovigo
skrajem przedmieścia
ulicą z tramwajem przystankiem placem
z mapą zbyt wielkiej pamięci i zwątpienia
że nie można do domu
z cieniem i drzewem dzieciństwa
bo urosły wzgórza szlabany granice
wieczni czekiści
i kopczyki popiołu do ramion do ust
pan Cogito omija oschłość serca
przywołując Marka Aureliusza
licząc kamienie jak litery
nie wierząc do końca zmysłom świata
a to co wieczne
co drogowskazem skrzyżowaniem postojem
na dawnych traktach
gdzie myśli w najdawniejszym najtrudniej
odczytanym alfabecie
doczekały się swojego kronikarza
poszukującego drobiazgów