Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Jan Wojtowicz, OŁTARZE MOJEGO DZIADKA

Projekt ołtarza, wykonanyJan Wojtowicz i Syn w Przemyślanach. Artystyczny Zakład Rzeźby Kościelnej – tak nazywało się przedsiębiorstwo założone przez mojego dziadka w roku 1896 i prowadzone potem wraz z synem Tadeuszem. Imponowało w tamtych czasach swoimi rozmiarami, a zachwycało wprost precyzją wykonania prac i ich wartością artystyczną. Specjalnością zakładu była budowa ołtarzy, konfesjonałów i ambon. Były wykonywane przeważnie w stylach gotyckim, barokowym lub rokokowym, ale też i w bardziej nowoczesnych, wszystkie podług własnych pomysłów i projektów. Pozostało około 150 projektów, tylko częściowo wykorzystanych, inne miały być zrealizowane w przyszłości. Pracownia wykonywała też cymboria, ławki kolatorskie, stalle, kompletne urządzenia kaplic, zakrystii i skarbców, a także ikonostasy dla cerkwi małopolskich, meble wysokiej jakości do pałaców, kurii oraz siedzib biskupich. Prowadzono też prace konserwatorskie, co w tamtym czasie i terenie stanowiło działanie pionierskie.
Firma cieszyła się zasłużoną sławą daleko poza granicami Podola. Wykonywano zamówienia dla kościołów w Tarnopolu, Brzeżanach, Kamieniu, Bitkowie, Obroszynie, Chodorowie, Kałuszu i innych w woj. stanisławowskim, ale także w Żeleźniakowie k. Starego Sącza, Wietrzychowicach k. Tarnowa, Kopytnicy na Lubelszczyźnie, Pilicy i w województwie warszawskim. Warto wymienić prace dla Seminarium Duchownego i kaplicy ss. Sercanek we Lwowie. Dla kościoła w Kamionce Strumiłowej zbudowano ołtarz w stylu gotyckim, odznaczający się smukłością linii i wysokością 16 metrów.
Lecz zasięg zakładu nie ograniczał się do kościołów Małopolski i b. Kongresówki. Nawet do Ameryki, dla kościoła katolickiego w St. Louis dostarczono wspaniały ołtarz – było to w owych czasach wyróżnieniem i zaszczytem. Opracowano też projekt małego ołtarza dla kościoła w Bernie szwajcarskim.
Zakład Jana Wojtowicza był wyposażony w najnowsze ówcześnie urządzenia, jednak zasadnicze prace wykonywano ręcznie z ogromną precyzją. Nie bez znaczenia dla wartości wykonywanych prac był materiał, używany przez zakład, a pochodzący z zapasów i suszarni własnych oraz innych renomowanych firm. Nierzadko był to materiał pięćdziesięcio-, sześćdziesięcio-, a nawet stuletni. Figury były rzeźbione z drewna lipowego, pochodzącego z rozbiórki starych obiektów, więc wiek tego materiału liczył 200, 300 i więcej lat. Złoto sprowadzano z Wiednia lub Pragi, a po I wojnie z Warszawy.
Współpracowano z wybitnymi architektami, rzeźbiarzami i malarzami. Byli to na ogół artyści bardzo znani w tamtych czasach, a ich prace były wystawiane w kraju i za granicą. Zakład był odznaczony Złotym Medalem Ministerstwa Handlu i Przemysłu. Dziadek mój posiadał liczne listy pochwalne od arcybiskupów Twardowskiego i Baziaka, od władz kościelnych rzymskokatolickich, unickich i prawosławnych.
Jan Wojtowicz kształcił się we Lwowie, Krakowie, Brnie Morawskim i Wiedniu, syn Tadeusz we Lwowie, Warszawie, Krakowie, Pradze. Obok intensywnej pracy zawodowej poświęcał się Jan Wojtowicz chętnie i bezinteresownie pracy społecznej. Jako burmistrz miasta okazał się energicznym rządcą majątku gminnego, jako prezes Stowarzyszenia Rzemieślniczego wymownym rzecznikiem interesów rzemiosła, jako dyrektor Banku Spółdzielczego, prezes Straży Pożarnej, zarządca Gimnazjum TSL oraz członek-założyciel Polskiej Ochronki dla dzieci – wybitnym działaczem społecznym i zasłużonym obywatelem, niejednokrotnie zresztą odznaczanym.
Kilka lat spędził na Sybirze, aresztowany przez carskie władze za pracę konspiracyjną w Chełmie, skąd pochodziła moja babka, z domu Radziszewska. Syn Tadeusz – a mój ojciec – brał udział w wojnie wyzwoleńczej jako legionista w formacji Strzelców Przemyślańskich, potem Lwowskich. Walczył też w czasie II wojny światowej. Po roku 1939 został wywieziony wraz z bratem Kornelem do batalionów pracy, czyli tzw. „łagrów na kółkach”. Był ranny.
Byli ludźmi majętnymi, posiadali kilka kamienic i kilkadziesiąt hektarów pól. O pasji społecznikowskiej dziadka niech świadczy fakt, że zamierzał wybudować własnym kosztem ratusz w Przemyślanach, projektowany przez architekta W. Dayczaka (dokumentacja zachowała się do dziś). Był jednym z założycieli przemyślańskiego „Sokoła”, do którego należała cała rodzina. Natomiast mój ojciec wyposażył drużynę piłkarską i lekkoatletyczną.
Dziadek i ojciec zmarli w Tarnowie.