Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

NOWE KSIĄŻKI

• Nareszcie! Przedsiębiorstwo Usługowo–Wytwórcze „Roksana” w Krośnie oraz tamt. Muzeum Okręgowe wydały reprint Ilustrowanego Przewodnika po Galicji Mieczysława Orłowicza, który ukazał się we Lwowie w 1914 r. nakładem lwowskiego Akademickiego Klubu Turystycznego.
Czegoś takiego od czasu II wojny bardzo brakowało. Mieliśmy bowiem dotąd reprinty i nowe przewodniki (pomijając oczywiście bezwartościowe sowieckie) po Lwowie i Karpatach, brakowało jednak informatora po setkach większych miast i miejscowości oraz po okolicach wschodniomałopolskich (które nas tu najbardziej interesują – bo zachodnia i środkowa Małopolska mają takiej literatury aż do przesytu). Przewodnik Orłowicza to więc materiał nie najbardziej aktualny (85 lat!), lecz niezwykle cenny. Trzeba oczywiście z góry odrzucić informacje o ówczesnych hotelach i zajazdach, restauracjach, pokojach do śniadań i sklepach, o instytucjach oraz cenach (dzisiejszy przewodnik w ogóle by takich informacji nie podawał, tym bardziej w odniesieniu do tamtego zdezorganizowanego terenu) – ale pozostają trudno dziś dostępne wiadomości o zabytkach i ciekawostkach turystycznych, o geografii i historii, o kulturze i ludziach tam urodzonych, działających i zmarłych.
Przewodnik – mały, ale gruby (format B6, stron tekstu ok. 460), omawia mniej więcej po połowie: Małopolskę Wschodnią wraz z Bukowiną (ok. 200 s.) oraz Środkową i Zachodnią wraz z Śląskiem austriackim (Bielsko, Śląsk Cieszyński), Spiszem i Orawą (ok. 220 s.). Na początku podano alfabetyczny spis omawianych miejscowości (ważne!), a następnie ogólne wiadomości o kraju. Na końcu znajdujemy ponad 30 stron reklam, przeważnie dawnych lwowskich firm – to ciekawostka.
Książka jest do nabycia w księgarni PTTK przy ul. Jagiellońskiej w Krakowie.

• Urodzaj na literaturę o tematyce turystyczno-krajoznawczej: Wydawnictwo Akademickie „Dialog” w Warszawie opublikowało (1997–98) 3 tomiki autorstwa Janusza Gudowskiego pt. Ukraińskie Beskidy Wschodnie (inaczej: Karpaty Wschodnie – patrz CL 3/97, słownik). Tomik pierwszy to Monografia krajoznawcza, dwa kolejne noszą tytuł Na beskidzkich szlakach, a obejmują: 1. Gorgany, Czarnohorę, Karpaty Marmaroskie*, Połoniny Hryniawskie, 2. Beskidy Pokuckie, Bieszczady Wschodnie, Świdowiec**, Połoninę Krasną**, Borżawę** oraz szlaki wodne (* z Karpat Marmaroskich jedynie ich część – Góry Czywczyńskie – leżą na obszarze naszego zainteresowania, inne wyróżnione** to obszar Zakarpacia).
Autor, Janusz Gudowski, jest pracownikiem naukowym Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych na Uniwersytecie Warszawskim, omawiana praca jest więc napisana przez naukowca (choć nie ma charakteru pracy naukowej). Jednak wielostronne kompetencje autora wyczuwa się w tych pracach, napisanych obiektywnie. Obiektywnie – to znaczy bez ulegania natrętnym, nie rzeczowym, propagandowym punktom widzenia niedawnych i części obecnych posiadaczy tamtej ziemi – punktom widzenia dość często przyjmowanym za swoje przez niektórych niezbyt zorientowanych naszych autorów.
A propos: całkiem niezrozumiała jest dla nas zacytowana na okładce jednego z tomików wypowiedź jakiegoś profesora Floriana Plita, który uważa że praca Gudowskiego stanowi swego rodzaju fenomen na polskim rynku publikacji dotyczących Ukrainy, gdzie przeważają nostalgiczne wspomnienia, a szczególną cechą tej pracy jest m.in. brak uprzedzeń i nadmiernych resentymentów. Jest to chyba absolutne materii pomieszanie, bo co mają wspomnienia i resentymenty do monografii i przewodnika turystycznego?
Warto by też zwrócić uwagę profesora, że omawiana publikacja dotyczy Karpat obecnie ukraińskich, bo w granicach państwa ukraińskiego, a nie Ukrainy, do której od Karpat jest jeszcze kawałek drogi. A może to u profesora grają jakieś resentymenty (tyle że odwrotne)?
W doskonałej pracy J. Gudowskiego zwrócilibyśmy tylko uwagę na parę błędów:
– nie „do Skola”, „w Skolu”, lecz do Skolego, w Skolem. To samo: nie „w Żabiu”, lecz w Żabiem. Nie „w Śniatyniu”, lecz w Śniatynie, bo jest Śniatyn (tak jak Husiatyn, Rohatyn, Stratyn), a nie „Śniatyń”,
– (na s.93) kościół farny w Drohobyczu pominięto w ustępie zabytki, a wymieniono w ust. pamiątki polskie. Kościół ten jest niewątpliwą pamiątką polską, ale przede wszystkim czołowym zabytkiem Drohobycza i jednym z cenniejszych zabytków Małopolski Wschodniej.
Niestety tomików Gudowskiego nie mieliśmy jeszcze, gdy pisaliśmy wschodniokarpackie hasła do naszego słownika geograficzno-historycznego w CL 3/97 – o ile byłoby nam łatwiej! Stwierdziliśmy jednak z satysfakcją, że nie ma rozbieżności merytorycznych między naszymi hasłami, z natury rzeczy uproszczonymi, a szerokimi omówieniami w pracy Gudowskiego.
Książki są do nabycia w księgarni PTTK przy ul. Jagiellońskiej w Krakowie.

Krajobraz Gorganów
• Wśród instytucji czynnie zainteresowanych zabytkami sztuki na Ziemiach Wschodnich znalazł się też Instytut Studiów Politycznych PAN, a dokładniej działająca w nim Pracownia Dziejów Ziem Wschodnich. Zainteresowania te owocują wydawnictwami, układającymi się w serię Biblioteki Ziem Wschodnich (wydano dotąd 4 tomiki), a także konferencją pt. Dzień dzisiejszy dawnej sztuki polskiej na Wschodzie (XII 1994). Jednak dopiero w ub. roku ukazał się – jako plon tej konferencji – tomik pt. Zabytki sztuki polskiej na dawnych Kresach Wschodnich (wyd. Inst. St. Polit. PAN, Warszawa 1997).
Na siedem opublikowanych referatów, trzy dotyczą w całości, a jeden w części – ziem południowo-wschodnich. Autorami są doskonale nam znani: prof. R. Brykowski (Warszawa) oraz A. Betlej, P. Krasny i R. Quirini-Popławski z Krakowa. Referaty treści ogólnej napisali prof. St. Mossakowski (Dawna sztuka polska – własność duchowa wielu narodów) oraz prof. T. Polak (O niezbędności umów międzypaństwowych i lokalnych dla ratowania dziedzictwa kulturalnego na dawnych ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej).
Z tego ostatniego dowiadujemy się, że Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Dziedzictwa Kulturalnego za Granicą (powstałe w 1993 r.) przygotowuje rejestry strat w 6 grupach: biblioteki i książki, ruchome dzieła sztuki, malarstwo sztalugowe, sztuka zdobnicza, zabytki archeologiczne, numizmatyka. W latach 1995–96 wydano katalog strat książki. Nasz komentarz: co z tego, skoro w lwowskim kościele jezuitów nadal gniją olbrzymie (i jedyne w Polsce) zbiory prasy?
Dowiadujemy się również, że udzielono pomocy w ratowaniu obiektów zabytkowych, z czego na terenie Małopolski Wschodniej: katedra we Lwowie, kościół i kaplica w Rudkach, kolegiata w Żółkwi (a także w Ołyce na Wołyniu, i tamże przeniesiony z Wiszenek drewniany kościół w Kowlu – pisaliśmy o nim w CL 3/97), kościół w Brzozdowcach. Ponawiamy pytanie, stawiane już kilkakrotnie: co z tragicznym kościołem zamkowym w Brzeżanach, z kościołami w Podhajcach, Hodowicy, Zbarażu? A co z umowami międzypaństwowymi i lokalnymi, o których była mowa wyżej?

• W CL 3/98 pisaliśmy o wystawie w krakowskim Muzeum Narodowym pt. In propria persona. Malarzy polskich portret własny, złożonej z autoportretów wypożyczonych ze Lwowa. Wypadałoby dopowiedzieć o pięknie wykonanym katalogu tej wystawy (wydanym w Krakowie, 1998), z tekstami opracowanymi przez Igora Chomyna z Lwowskiej Galerii Obrazów. Katalog-album prezentuje jednobarwne i kilka wielobarwnych reprodukcji autoportretów malarzy i ich życiorysy, co bardzo ważne dla osób interesujących się malarstwem polskim, w szczególności lwowskim (informacje nie zawsze do znalezienia w encyklopediach).
Album jest do nabycia w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Erwin Axer• Erwin Axer, znany reżyser warszawski ur. w Wiedniu (1917), lecz lwowianin z korzeni, wychowania i pierwszej pracy 1931––41 (po studiach w Warszawie), wydaje z podziwu godną regularnością co 7 lat kolejny tom swoich wspomnień. Pierwszy ukazał się w r. 1984, drugi w 1991, w tym roku trzeci. Życzymy mu co najmniej kolejnych 7 tomów w podobnych odstępach czasu.
Wspomnienia Axera to luźne opowiadania i szkice na różne tematy i z różnych epok, w większości oczywiście o ludziach teatru z lat po II wojnie. Tłem wielu rozdziałów jest Lwów, zwłaszcza tych, które odnoszą się do lat dziecięcych i młodzieńczych autora. Odniesienia do rodzinnego miasta spotykamy także w innych rozdziałach – w końcu jakąś część swoich życiowych doświadczeń czerpie stamtąd, lub gdy wspomina środowisko rodzinne, szkolne i zawodowe, towarzyskie czy sportowe.
Wszystkie opowiadania, bez względu na to, czego dotyczą, czyta się z zainteresowaniem. Jednak naszemu redaktorowi naczelnemu najbardziej podoba się ten, gdzie Axer opowiada jak wygrał bieg zjazdowy z Trościanu w Sławsku, głównie dlatego, że na zawody nie przyjechali Jan Marusarz z Zakopanego oraz Leszek Chlipalski i Jan Szczepanowski ze Lwowa! Donosimy o tym po kumotersku.
Wspomnienia Erwina Axera noszą tytuł Ćwiczenia pamięci, a wydane zostały przez Państw. Instytut Wydawniczy w Warszawie (I i II tom) oraz przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie (III tom), wcześniej były publikowane w „Dialogu”.
Trzeci tom jest do nabycia w księgarni Odeon przy Rynku Głównym w Krakowie.

• Wydawnictwo Literackie opublikowało tom poświęcony poecie, autorowi świetnych Myśli nieuczesanych, Stanisławowi Jerzemu Lecowi, pt. Widziałem. Szkic do Nicości (Kraków, 1998). Książka zawiera jego i innych o nim wspomnienia, małe utwory prozatorskie oraz wiele zdjęć. Oprawę graficzną wykonali jego dwaj synowie. S.J. Lec urodzony we Lwowie (1909–1966, ojciec Benon de Tusch-Letz) niestety zachował się niegodnie w czasie pierwszej okupacji sowieckiej we Lwowie.
Książka do nabycia w księgarniach krakowskich.

• W czasie tegorocznej pielgrzymki do Szymanowa (o której relację można przeczytać w poprzednim numerze CL) zauważyliśmy całą serię ciekawych pozycji, poświęconych bł. Marcelinie Darowskiej i założonemu przez nią zgromadzeniu:
- Ewa Jabłońska-Deptuła, Niepokalanki w polskim trwaniu, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 1993.
- S. Anna Jarząbek, Życie, myśli i dzieło Matki Marceliny Darowskiej, współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej, 1990.
- Ewa Jabłońska-Deptuła, Marcelina Darowska, Niepokalanka 1827–1911, Oficyna Wydawnicza El-Press, Lublin 1996.
- Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzenić nadzieję. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Wyd. Koleżeńskie, Stowarzyszenie Jazłowieckie, Lublin 1996.
- Zawsze będę z wami. Myśli i modlitwy Bł. Matki Marceliny Darowskiej, Wydawnictwo SS. Niepokalanek, Szymanów 1997.
- Sanktuarium Pani Jazłowieckiej. Pięćdziesiąta rocznica koronacji 1939–1989, Wydawnictwo SS. Niepokalanek, Szymanów 1988.
- Z dawna Polski Tyś Królową. Przewodnik po sanktuariach maryjnych, Wydawnictwo SS. Niepokalanek. Szymanów 1996. W książce tej omówiono wszystkie sanktuaria maryjne na terenie dzisiejszej RP, w tym takie, które powstały po II wojnie na podstawie wizerunków NPM (malarskich lub rzeźbiarskich), wywiezionych z ziem zajętych przez Związek Sowiecki. Są to:

– w Gdańsku: MB Bołszowiecka, MB z kościoła Dominikanów we Lwowie, MB Ormiańska ze Stanisławowa,
– w Gliwicach: MB Kochawińska, MB Łysiecka (ormiańska),
– w Jasieniu: MB Rudecka (oryginał niestety skradziono przed kilku laty, obecnie jest tam kopia),
– w Krakowie: MB Sokalska (patrz CL 2/97),
– w Lubaczowie: MB Łaskawa z Katedry Lwowskiej,
– w Szymanowie: MB Jazłowiecka,
– w Warszawie: MB Różańcowa z Żółkwi,
– w Wojcicach: MB Łopatyńska,
– we Wrocławiu: MB z kościoła Jezuitów we Lwowie, MB Mariampolska i MB Podkamieńska.
Książki do nabycia w Szymanowie.
Stefan S. Łukowski

• Ks. Edward Walewander jest redaktorem Biblioteki Polonii Instytutu Badań nad Polonią i Duszpasterstwem Polonijnym KUL, a także autorem książek o tematyce religijnej, które ukazały się w serii Studia. Jego najnowsza książka Katolicyzm na wschód od Bugu. Fakty i nadzieje zawiera ocenę obecnego stanu Kościoła katolickiego na tle faktów historycznych, które ogromnie skomplikowały sytuację tak katolickiego, jak i prawosławnego Kościoła.
Bezwzględna ateizacja, lata ciężkich represji, poczyniły zamęt i spustoszenie w umysłach wiernych, ale mimo to bogate tradycje kościelne, symbolika liturgii, przetrwały w sercach ludzi. Zawdzięcza się to głównie ludziom starszym, którzy w rodzinach i wspólnotach sąsiedzkich strzegli przywiązania do wiary przodków oraz do polskich tradycji niepodległościowych. Dlatego Kościół katolicki na Ziemiach Wschodnich był utożsamiany przez Polaków z ojczyzną, z jej bogatą historią i kulturą, ponieważ od początku swego istnienia na ziemiach polskich odgrywał szczególną rolę w życiu narodu i był ostoją wartości moralnych.
Obecnie Kościół kontynuując swoją misyjną rolę przyjmuje – zgodnie z wymogami czasu – takie postawy i metody działania, które potrafiłyby skutecznie zmienić utrwalane przez pół wieku władzy sowieckiej zgubne nawyki, jak zanik poczucia grzechu, powszechna korupcja, nieposzanowanie jakiegokolwiek prawa własności i wiele innych. Obecnie trzeba wiernych uczyć – zgodnie ze wskazaniami posoborowymi – umiejętności dostosowania się do zmieniających się warunków.
Chodzi tu bowiem nie tylko o współegzystowanie z wyznawcami prawosławia, ale na przykład o taką nowość jak celebrowanie mszy św. w języku, którego znajomość daje wiernym gwarancję w pełni świadomego w niej uczestnictwa.
Oto główne problemy, które są treścią tej niezwykle przystępnie napisanej książeczki. W jej dalszej części zamieszczona została obszerna relacja z pierwszej po upadku komunizmu konsekracji trzech łacińskich biskupów w 1991 roku. Z tej okazji Ojciec Święty wystosował list do Arcybiskupa Lwowskiego Mariana Jaworskiego, głównego konsekratora. List ten został w całości zamieszczony.
Książka do nabycia w księgarniach katolickich.
Irena Suchanek


Jest co czytać (7)

WARSZAWSKIE LEOPOLITANA
Danuta ŁomaczewskaSpośród pism, wydawanych przez oddziały Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Płd.-Wschodnich, kilka – w tym przede wszystkim Semper Fidelis oraz Cracovia–Leopolis – zakresem treści, poziomem, objętością, szatą graficzną, profesjonalnym drukiem, nie ustępują podobnym czasopismom krajowym. Pisma wydawane przez inne niż wrocławskie i krakowskie środowiska TMLiKPW, z powodu – być może – skromniejszych możliwości finansowych, mają przeważnie formę powielaczową, a ponieważ wychodzą w niewielkich liczbach egzemplarzy, docierają do ograniczonego kręgu czytelników. Czy to by znaczyło, że pełnią poślednią rolę? Otóż nie! Treść drukowanych w nich opracowań problemowych lub artykułów wspomnieniowych zasługuje na uznanie i niejednokrotnie wysoką ocenę. Uznanie – ponieważ redaktorom udaje się dotrzeć do osób, które posiadają dokumenty i ciekawe wspomnienia, i namówić je na podzielenie się nimi z gronem zainteresowanych szerszym, niż czyni się to dla wąskiej grupy w czasie towarzyskich spotkań. Wysoką ocenę, bo skoncentrowano się na materiałach oryginalnych, mających znamiona autentyzmu, a tego właśnie poszukują nie tylko badacze, zamierzający wypełnić liczne jeszcze białe plamy, sprostować błędy i niedomówienia, ale i zwykli czytelnicy.
Dobrym przykładem, ilustrującym powyższe rozważania, jest Biuletyn Informacyjny Warszawskiego (stołecznego – jak piszą) Oddziału TMLiKPW, który – po przerwie – zaczął ponownie wychodzić od 1996 roku, sprawiając tym radość swoim czytelnikom, wyrażaną w listach do Redakcji, czyli do pani Danuty B. Łomaczewskiej i Jej zespołu.
Do stałych pozycji Biuletynu należą Zapisy kronikarskie, omawiające wydarzenia z życia oddziałów oraz przypadające daty, i Listy do Redakcji, w których obok wyrazów uznania i poparcia znajdujemy uzupełnienia lub sprostowania, wywołane lekturą Biuletynu.
Pozostałą, dość znaczną przestrzeń wydawniczą zajmują artykuły okolicznościowe, wspomnienia, dokumenty – takie jak: rozkazy, odezwy, wezwania, ulotki, apele redagowane w swoim czasie przez władze polskie, a także w dużej liczbie przez okupacyjne sowieckie i niemieckie, oznajmiające wprowadzanie nowych porządków. Na pewno niejednego czytelnika wzruszyła Odezwa do ludności Lwowa, zatwierdzona na ostatnim posiedzeniu Rady Przybocznej, ogłoszona dla podtrzymania na duchu społeczności miasta, podpisana przez ostatniego przedwojennego gospodarza na lwowskim Ratuszu, prezydenta Stanisława Ostrowskiego. Natomiast uczucie grozy wywołują takie dokumenty jak Rozkaz nr 8, podpisany przez kapitana Jakunczikowa o obowiązku rejestrowania się oficerów WP, oraz inny, wzywający osoby przyjezdne do zgłaszania swoich lwowskich adresów. Jak wiemy, ułatwiło to i przyśpieszyło wywózkę do obozów jenieckich, zakończoną – tragicznym jak katyński – epilogiem. Drugi dokument stanął w poprzek nadziejom na bezpieczny azyl we Lwowie tym, co chcieli ujść przed Niemcami. Dokumenty są kanwą dla losu wielu Polaków, którym przyszło żyć tam i wtedy, dlatego należy odnieść się z uznaniem do starań Redakcji BI o pozyskanie bezcennych materiałów.
W świetle dokumentów bardziej wyraziście rysują się jednostkowe losy ludzi objętych bezwzględnymi prawami najeźdźcy, większej mocy nabiera determinacja, granicząca z bohaterstwem – wbrew zapowiadanym restrykcjom, oraz bezinteresowna postawa tych, co pomogli innym przetrwać ciężki czas. O tych i podobnych zdarzeniach można przeczytać w BI – na przykład: W okupowanym Lwowie jest opowieścią o tym, jak niebezpieczne mogło się okazać każde wyjście na ulicę. Artykuł Nasze matki to rzecz o cichych bohaterkach, dzięki którym udawało się przeżyć nawet w skrajnie ekstremalnych warunkach. Lwowska gehenna mówi o przeżyciach dziewczynki przed wywózką do obozu, w obozie i o męce wyczekiwania na zapowiadany powrót do domu. Ciekawa jest Historia pewnej fotografii. Zdjęcie to ukazywało się w polskich wydawnictwach „minionego okresu”, podpisane: Polscy parlamentariusze na przedpolach niemieckich pozycji , jakoby w Warszawie. Natomiast niedawno znalazło się to zdjęcie w niemieckim wydawnictwie Mit Hitler nach Polen, gdzie autor na podstawie relacji siostry właściciela fotografii dementuje jej opis, podając nazwiska i stopnie wojskowe osób tam zebranych – we Lwowie, a nie Warszawie, oraz okoliczności, w jakich to zdjęcie wykonano. Ujawnia też fakt wykadrowania niemieckiego, a nie polskiego parlamentariusza z białą flagą ze zdjęcia w niemieckim wydawnictwie. Oto wartość dokumentu i relacji naocznego świadka.
Obok tematyki okupacyjnej, Biuletyn zamieszcza sylwetki zasłużonych lwowian, opis lwowskich balów, działalność przedwojennych teatrów amatorskich, przegląd miejscowości stacjonowania jednostek WP na Kresach, rzecz o znanych lwowskich cukierniach. Opisane zostały nawet lwowskie ulice i pasaże.
Szkoda, że z powodu niewielkiego nakładu pismo wydawane przez Oddział Warszawski trafia tylko do ograniczonej grupy czytelników.
Irena Suchanek

Postscriptum od Redakcji
Pozwalamy sobie przedłożyć sugestię dla Biuletynu TMLiKPW w Warszawie oraz dla innych podobnych periodyków, wydawanych w poszczególnych miastach przez środowiska lwowsko-wschodniomałopolskie: w Poznaniu, w Makroregionie południowo-wschodnim czy na Dolnym Śląsku. Ośmielamy się nawet (!) zaproponować to Redakcji Semper Fidelis.
Wydaje się nam wręcz niezbędne, by w Waszych pismach wprowadzić stały dział biografii ludzi ze Lwowa i całej Małopolski Wschodniej, którzy – włączając się w życie swojego nowego (z musu) miejsca zamieszkania – odegrali tam jakąś rolę. I to nie tylko po II wojnie, także po pierwszej i jeszcze dawniej. Są to liczni profesorowie, politycy i działacze (w Warszawie w szczególności), duchowni, literaci i artyści, fachowcy różnych dziedzin (lekarze, inżynierowie). Także całe instytucje (czy pamiętacie, że „Orbis” powstał we Lwowie, a w dwudziestoleciu przeniesiono go do Warszawy? A liczne towarzystwa naukowe i zawodowe, także we Lwowie zawiązane, dziś działające głównie w Warszawie?)
Przypomnijmy sobie, że np. lwowscy profesorowie Uniwersytetu i Politechniki zasilili nie tylko uczelnie Wrocławia, Gliwic czy Gdańska, ale także Lublina, Poznania, Warszawy, nawet Krakowa (co skrzętnie notujemy w Cracovia-Leopolis). Co więcej – wielu lwowian opuściło swoje miasto już w latach po I wojnie światowej, bo tam była „nadprodukcja” polskiej inteligencji, a gdzie indziej było jej za mało. Exemplum: Poznań, Górny Śląsk, Gdynia. Również – Warszawa (nie obrażając Stolicy). Przecież trzeba o tym przypomnieć nie tylko lwowiakom – także warszawiakom, poznaniakom i wszystkim innym.
Może wtedy władze tych miast sypnęłyby jakimś groszem? Spróbujcie.