Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Kajetan Petrowicz, KRÓL I ORMIANIN

Ziemio Czerwieńska!... Znaki dawnej chwały
zaklęte w mity na niej pozostały
w ruinach zamków – gdzie zwalone lochy
kryją głęboko ojców naszych prochy!...
Ziemio! Nam zda się, że wichrów poszumy
na twych kurhanach wyśpiewują dumy!

Lwów – ta ziemicy czerwieńskiej stolica,
mądrością dawnych mieszczan nas
          zachwyca!
Z niej to prowadził w owe dawne czasy
ten trakt handlowy przez Śniatyn i Jassy,
aż hen, do krain Dalekiego Wschodu,
który wzbogacał synów tego grodu!

Rojno w nim było! – Bogaci mieszczanie:
Polacy, Żydzi, Rusini, Ormianie
dla swego miasta nie szczędzili grosza,
jak starodawne o tym dzieje głoszą!
A że w podaniach tych prawda się mieści,
przytoczę jedną z takich opowieści:

We Lwowie święto!... – Wzorzyste kobierce
miejskiej gawiedzi rwą oczy i serce!
Zaś kwiaty liczne, wymyślne festony
zdobią bogate, mieszczańskie balkony –
a te obsiadły niewiasty beztroskie,
słynne z urody, cudne mieszczki lwowskie!
Rade, że w dowód łaski oczywistej,
Król zapowiedział przyjazd uroczysty!

W gmachu lwowskiego ratusza dziś tłumnie:
Miasto wystąpi bogato, a szumnie.
Mieszczaństwo, znając obyczaje wschodnie
Monarchę uczci wspaniale i godnie –
bankietem, pieśnią, która w Polsce słynie
– „Witaj nam, witaj! – Miły Hospodynie!”

Wjeżdża na rynek Król w licznym orszaku,
za nim rycerze pancernego znaku.
Zachwytem lice białogłowom płonie,
więc nieustannie biją dłońmi w dłonie,
aż Król łaskawie uśmiechnąć się raczył,
gdy te objawy radości zobaczył.

Serdecznie goszczą Pana ojce miasta:
krążą kielichy, a wesołość wzrasta!
Król miłościwy z swoimi dworzany,
rad i swobodnie ucztuje z mieszczany,
o bliskiej wojnie i o mieście prawi!...


A gdy słów Pańskich słuchają ciekawi,
– Czy to jest prawdą – rzuca Król pytanie –
że najbogatsi w Polsce są lwowianie?...
Czy który z mieszczan złożyłby w me ręce
na zaciąg wojska złotych sto tysięcy?!...
Cisza zaległa komnaty biesiadne.
Mieszczanie na się spojrzenia bezradne
kierują wzajem... Wtem Ormianin wstaje.
By lepiej słyszeć, każdy dech przytaje.
On zaś Królowi skłonił się przystojnie
i tymi słowy zapytał spokojnie:
– Panie, jak życzysz sobie mieć te krocie,
czy bite w miedzi, srebrze, czy też w złocie?...
– W troistym kruszcu mogę przyjąć złote,
jeśli je Waszeć złożyć masz ochotę! –
Pan miłościwy odrzekł mu łaskawie.
Ten znów się skłonił i usiadł na ławie...

I trwała uczta biesiadna do rana,
bo Lwów radośnie gościł swego Pana,
toasty wznosząc: – Niech trwa wiecznie sława
Króla IV-ego Wazy Władysława!...

Nazajutrz Lwów miał widok osobliwy:
Ten i ów szeptał: – to już dziw nad dziwy...

Tymczasem z Ormian bogatej dzielnicy
pachołki zbrojne i halabardnicy
do Króla wiodą wozy – ładowane
w skórzane wory i w skrzynie kowane!
Zaś za wozami skromnie postępował
Ormianin, który z Królem biesiadował.

Gdy orszak stanął przed obliczem Pana,
Ormianin ukląkł na oba kolana
i rzekł do Króla ogromnie wzruszony:
– Przyjmij Panie dar ten na kraju obronę,
a chociaż od nas nie żądałeś więcej,
u stóp Twych składam trzykroć sto tysięcy
w walucie złotej, miedzianej i srebrnej.
Użyj je Panie dla sprawy chwalebnej!
Dowód wierności to naszej niezbity
dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!...

Taka opowieść o tym Ormianinie,
bogatym ongiś – nigdy nie zaginie!
Kroniki stare tak ją opisały,
Ormianinowi nie szczędząc pochwały!
Ja zaś ten opis wydobyłem z cienia,
by go nie skryły mroki zapomnienia.