Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Tadeusz Kaczyński, LWÓW W MUZYCE POLSKIEJ

Mieczysław Sołtys, karykatura S. Sonnewenda, 1914Poniższy tekst został napisany z okazji pierwszego wykonania koncertu HOMAGIUM LEOPOLI w Krakowie przed dwoma laty (pisaliśmy o nim w poprzednim numerze) i zamieszczony w jego programie. Za zgodą Autora przedrukowujemy ten doskonały tekst w naszym czasopiśmie, uważając, że w ten sposób powstaje szansa zapoznania z nim szerszego grona osób, które nie miały możliwości otrzymania programu w trakcie koncertów w Krakowie (listopad 1994), Lwowie i Przemyślu (wrzesień 1996).

Czy Lwów jest miastem muzykalnym? Jakie miejsce zajmuje w dziejach muzyki polskiej? Jaką rolę w jej rozwoju odegrał, czy może nadal jeszcze odgrywa? Jak wyglądałaby nasza muzyka, gdybyśmy całą twórczość muzyczną, zrodzoną we Lwowie, podarowali jego obecnym gospodarzom? Takie są podstawowe pytania, nasuwające się każdemu, kto chciałby się czegoś dowiedzieć o muzyce w tym niezwykłym mieście, położonym u stóp Wysokiego Zamku.
Że Lwów jest, a w każdym razie był przez kilka stuleci – miastem niezwykłym, to oczywiste. Dowodem tego – umiłowanie go nie tylko przez jego rodowitych mieszkańców, lecz także ich synów i wnuków, znających Lwów jedynie z opowiadań. Ale dowodem jeszcze bardziej przekonywającym jest fascynacja Lwowem wielu ludzi nie będących lwowiakami. Potwierdzeniem zaś niezwykłości tego miasta – m.in. wielka muzykalność jego mieszkańców.
Podobnie jak o muzykalności narodów świadczy bogactwo ich folkloru, tak świadectwem muzykalności miast jego obfitość repertuaru piosenek popularnych, śpiewanych w domach i na ulicach. A pod tym względem Lwów zajmuje w Polsce pierwsze miejsce, bo tak bogatego folkloru miejskiego nie ma żadne inne polskie miasto, nawet stolica. Repertuar piosenek związanych ze Lwowem jest imponujący nie tylko ilościowo, ale i jakościowo, skoro można z niego układać coraz to nowe widowiska, budzące zainteresowanie bardzo rozmaitej publiczności. Nader pozytywnie wygląda zatem muzykalność tego miasta, widziana „od dołu”. Czy równie pięknie prezentuje się wówczas, gdy jest rozpatrywana „od góry”, to znaczy od strony twórczości muzycznej wysokiego lotu – z perspektywy filharmonicznej, konserwatoryjnej i operowej?
Prof. Stanisław Niewiadomski, karykatura S. Sonnewenda, 1914Najłatwiej odpowiedzieć na to pytanie zaczynając od tej ostatniej, bo wysoka ranga opery lwowskiej jest faktem historycznym, potwierdzonym przez specjalistów. W okresie międzywojennym (niestety jedynie do roku 1934, bo w latach 1935–39 działała tylko epizodycznie) należała do trzech najlepszych polskich teatrów operowych – obok warszawskiej i poznańskiej. Przed I wojną światową – przodowała wśród polskojęzycznych teatrów operowych, czego dowodem pierwsze prezentacje najwybitniejszych naszych oper powstałych w tamtym okresie (prapremiery Konrada Wallenroda i Janka Władysława Żeleńskiego, Bolesława Śmiałego Ludomira Różyckiego oraz krajowa premiera Manru Paderewskiego) i pierwsze polskie przedstawienie Wagnerowskiego Pierścienia Nibelunga (a dokładnie: trzech pozycji tej tetralogii: Złota Renu, Zygfryda i Zmierzchu bogów). Innym dowodem prymatu lwowskiego Teatru Wielkiego jest liczba znakomitych śpiewaków, występujących na tej scenie. Janina Korolewicz-Waydowa, Ewa Bandrowska-Turska, Helena Zboińska-Ruszkowska, Salomea Kruszelnicka, Aleksander Myszuga, Adam Didur, Zygmunt Mosoczy – należeli do naszych czołowych śpiewaków w skali krajowej, a niektórzy z nich – w skali międzynarodowej. Zarazem głosili oni chwałę lwowskiego konserwatorium, albo szerzej – lwowskiej pedagogiki wokalnej, a zwłaszcza dwojga profesorów dziś całkiem zapomnianych: Walerego Wysockiego i Zofii Kozłowskiej.
Warto przypomnieć, że powojenna Opera Śląska w Bytomiu opierała się głównie na śpiewakach przybyłych ze Lwowa. Z czasem rozjechali się po całej Polsce, zasilając teatry operowe Wrocławia, Poznania, Warszawy. Ich nazwiska są powszechnie znane: Zofia Fedyczkowska, Franciszka Denis-Słoniewska, Lesław Finze, Romuald Cyganik, Andrzej Hiolski. Ten ostatni występuje do dziś na scenie i estradzie z wielkim powodzeniem.
Lata świetności opery lwowskiej wiążą się z wybudowaniem w roku 1901 wspaniałego gmachu w centrum miasta, stanowiącego dzieło sztuki architektonicznej, a zarazem pomnik kultury narodowej, dzięki kurtynie Henryka Siemiradzkiego, malowidłom w foyer (ukazującym sceny z polskich sztuk teatralnych i oper) oraz – w większości już, niestety, nie istniejącym – popiersiom polskich artystów. Ale opera lwowska przeżyła pomyślne epizody również wcześniej, wystawiając takie utwory jak Zabobon czyli Krakowiacy i Górale Kurpińskiego do tekstu lwowianina (co prawda nie z urodzenia) Jana Nepomucena Kamińskiego (1816), oraz utwory sceniczne m.in. Stanisława Dunieckiego, Elsnera, Moniuszki, Henryka Jareckiego. Duniecki i Jarecki to lwowiacy (pierwszy z urodzenia, drugi – z faktu prowadzenia w tym mieście przez blisko 30 lat teatru operowego i spoczęcia na Cmentarzu Łyczakowskim).]
Lwowskie konserwatorium muzyczne założył w połowie ubiegłego stulecia uczeń Chopina Karol Mikuli. Istniało nieprzerwanie do roku 1939, po I wojnie światowej zmieniając jedynie swojego sponsora (przedtem było nim Galicyjskie, od tego czasu – Polskie Towarzystwo Muzyczne). Liczba znakomitych muzyków, którzy byli jego pedagogami bądź uczniami, jest tak wielka, że wypełniłaby miejsce, przeznaczone na cały ten artykuł. Trudno wszakże nie wymienić przynajmniej najwybitniejszych: kompozytorzy: Henryk Melcer, Stanisław Niewiadomski, Witold Frieman, Mieczysław Sołtys, Jan Gall, Józef Koffler; dyrygenci: Artur Rodziński, Adam Dołżycki, Stanisław Skrowaczewski; pianiści: Mieczysław Horszowski, Leopold Münzer, Raul Koczalski, Artur Hermelin; skrzypkowie: Karol Lipiński, Wacław Kochański, Emma Wolfsthalówna; śpiewacy – poza wymienionymi już wyżej: Maria Mokrzycka, Józef Mann, Stanisława Korwin-Szymanowska; teoretycy: Zdzisław Jachimecki, Józef M. Chomiński, Zofia Lissa, Stefania Łobaczewska, Seweryn Barbag, Karol Stromenger. Dorobek lwowskiego konserwatorium pod względem jego znaczenia dla polskiej kultury muzycznej jest porównywalny jedynie z konserwatorium warszawskim, a w niektórych dziedzinach (na przykład wokalistyki) może ze stołecznym pomyślnie konkurować o pierwszeństwo. Natomiast niewątpliwie przodował Lwów – do czasu II wojny światowej, a także i później – w dziedzinie muzykologii, i to w podwójnym sensie. Po pierwsze dlatego, że utworzona w roku 1912 przez Adolfa Chybińskiego na Uniwersytecie Lwowskim katedra historii i teorii muzyki wydała najwięcej wybitnych muzykologów, którzy zasilili po wojnie (lub założyli) wszystkie polskie ośrodki muzykologiczne. A po drugie dlatego, że pierwszą w kraju katedrą muzykologii, wcześniejszą o rok od lwowskiej – krakowską, założył lwowianin Zdzisław Jachimecki!
Stanisław  Gałoński
Takimi sukcesami nie może się, niestety, poszczycić, lwowskie życie koncertowe, a zarazem to wszystko, co nazywamy dzisiaj szeroko pojętą „filharmonią”. Jej początki związane są z osobą Józefa Elsnera, który dwieście lat temu założył we Lwowie Towarzystwo Filharmoniczne. Po wyjeździe Elsnera do Warszawy jego działalność (uprawiana pod nazwą Akademii Muzycznej) upadła, ale wkrótce narodziła się kolejna podobna inicjatywa. Wyszła ona od działającego we Lwowie na początku XIX wieku syna Wolfganga Amadeusza Mozarta, Ksawerego, który założył Towarzystwo im. św. Cecylii i związaną z nim orkiestrę, dającą dość regularnie koncerty symfoniczne. Stałej filharmonii Lwów nigdy się – za polskich czasów – nie dorobił, ale w niektórych okresach historii życie koncertowe miasta było bogate. Zasłużyli się tu szczególnie obaj Sołtysowie – Mieczysław i jego syn Adam, muzycy wszechstronni, bo nie tylko świetni dyrygenci i kompozytorzy, lecz także znakomici pedagodzy i animatorzy (jak byśmy to dzisiaj określili) kultury muzycznej. Okres działalności Mieczysława Sołtysa (1899–1929) można uznać za „złote trzydziestolecie” muzyki lwowskiej, który zresztą po jego śmierci nie urwał się nagle, bo syn Adam godnie kontynuował dzieło ojca. Wśród rozlicznych cennych przedsięwzięć Mieczysława Sołtysa należy wymienić pierwsze wykonanie we Lwowie Missa solemnis Beethovena (w roku 1914, które prowadził w zastępstwie chorego ojca jego syn). Zasługą Adama Sołtysa były m.in. pierwsze prezentacje w tym mieście Pasji Bacha, dzieł oratoryjnych Haendla, Glucka, Haydna, Schumanna, Verdiego, Wagnera, Honeggera i Kodaly’a, a także utworów dawnych mistrzów muzyki polskiej – Gomółki, Pękiela, Wacława z Szamotuł.
Jeszcze jedną dziedziną muzyczną, w której Lwów wiódł prymat przez długie lata, stała się chóralistyka. Założona w roku 1880 „Lutnia” lwowska była pierwszym na naszych dawnych ziemiach stowarzyszeniem chóralnym. Za jej wzorem poszły wkrótce wszystkie większe miasta polskie. Chóralistyka zawdzięczała swój szybki rozwój nie tylko umiłowaniu muzyki, ale i ojczyzny, bo łączono się w zespoły po to, aby wspólnie śpiewać po polsku. Zaborcy dopuszczali uprawianie patriotyzmu w tak łagodnej formie, więc się zbierano i śpiewano, a nawet organizowano zjazdy wielu chórów z różnych zaborów. W październiku 1910 r. odbył się taki zjazd we Lwowie. Dzięki obecności na nim Ignacego Paderewskiego, który wygłosił wówczas swoją płomienną mowę poświęconą Chopinowi i muzyce narodowej, ten zlot muzyków z trzech zaborów pod Wysokim Zamkiem przekształcił się w wielką manifestację patriotyczną.
Od tego czasu zjazdy i występy zbiorowe chórów stały się lwowską tradycją. W roku 1930 Adam Sołtys zorganizował koncert, na którym 12 zespołów (10 męskich i 2 mieszane) śpiewało pieśni ludowe; trzy lata później odbył się we Lwowie zlot chórów Małopolski wschodniej. Dużym wydarzeniem w życiu muzycznym miasta było wykonanie w roku 1928 oratorium Mieczysława Sołtysa Śluby Jana Kazimierza z udziałem połączonych chórów Konserwatorium „Lutnia” i „Bard”. Spośród licznych działających w tym mieście amatorskich zespołów wokalnych bodajże najwspanialej rozwinął się chór „Echo”, prowadzony przez wiele lat przez Jana Galla.
Spośród licznych kompozytorów polskich działających we Lwowie trudno wyodrębnić autentycznych lwowiaków, bo prawie żaden nie przebywał w tym mieście przez całe życie. Jedni studiowali albo wyjeżdżali gdzie indziej (jak Marcin Leopolita, który znaczną część życia spędził w Krakowie), inni, choć urodzeni poza Lwowem, zasługują na miano lwowiaków, skoro spędzili tu długie lata i zostali pochowani na Łyczakowie. Są i tacy, którzy tu żyli bardzo krótko, ale pozostali lwowiakami z duszy i ciała, co słychać nie tyle w stworzonej przez nich muzyce, ile w ich mowie, charakteryzującej się lwowskim akcentem. Tak mówi m.in. Roman Palester, który urodził się w Śniatynie, we Lwowie mieszkał krótko, lecz skomponował oparty na huculskim folklorze Taniec z Osmołody. Czy można nazwać „lwowskimi kompozytorami” tych, którzy urodzili się w tym mieście i opuścili je w latach dziecięcych wraz z falą polskich przesiedleńców?
Na to pytanie organizatorzy dzisiejszego koncertu1 odpowiedzieli pozytywnie, chociaż miasta, które obecnie zamieszkują, mają prawo uważać ich za swoich artystów. Jedynym rozwiązaniem byłoby tu przyznanie im „podwójnego obywatelstwa”! Krystyna Moszumańska-Nazar, Tadeusz Machl i Bogusław Schaeffer byliby zatem równocześnie lwowiakami i krakowianami, Wojciech Kilar – pół-lwowiakiem i pół-Ślązakiem, Andrzej Kurylewicz – zarazem lwowiakiem i warszawiakiem, Andrzej Nikodemowicz – lwowiakiem i lublinianinem. Chcąc nie chcąc Lwów musi się dzielić z tymi miastami ową cenną własnością, jaką stanowi twórczość tych kompozytorów. Ale dawniej też byliśmy świadomi, że to ukochane przez nas miasto nie jest jedynie nasze. że mieli do niego prawo – Żydzi, Rusini, Ormianie, Austriacy, którzy zresztą na ogół dobrowolnie i szybko się polszczyli. Warto jednak pamiętać, że Horszowski i Münzel pochodzili z rodzin żydowskich, Kruszelnicka i Myszuga byli Ukraińcami, Mikuli zaś z pochodzenia Ormianinem. Te trzy narody podarowały nam wielu wybitnych artystów, bez których kultura muzyczna Lwowa byłaby znacznie uboższa.
Jak wyglądałaby muzyka polska bez tego wszystkiego, co zrodziło się w tym mieście – trudno sobie wyobrazić. Jedno jest oczywiste, że od Marcina Leopolity, to znaczy od XVI wieku, do Andrzeja Nikodemowicza, czyli do końca XX, a więc przez blisko połowę tysiąclecia, Lwów był – obok Warszawy i Krakowa – trzecim najważniejszym ośrodkiem muzyki polskiej. W różnych okresach jego znaczenie wzrastało lub malało, życie muzyczne niekiedy więdło, a niekiedy rozkwitało tak bujnie, że Lwów stawał się stolicą naszej muzyki. Dzisiejszy uroczysty koncert Cappelli Cracoviensis pod dyrekcją „lwowian” z Ostrowczyka na Podolu2 i znad Bajkału3 jest świetną okazją, aby o tym przypomnieć.
________

1 Koncert HOMAGIUM LEOPOLI został wykonany po raz pierwszy 24 listopada 1994 r.
2 Stanisław Gałoński, dyrektor Capelli Cracoviensis.
3 Stanisław Krawczyński urodził się na Syberii, gdzie w łagrach przebywali jego rodzice
TADEUSZ KACZYŃSKI ur. 1932 w Warszawie (matka lwowianka ur. w Śniatynie). Muzykolog, krytyk i działacz muzyczny. Po studiach muzykologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim pracował w Warszawie m.in. w Polskim Radiu i przez wiele lat w redakcji „Ruchu Muzycznego”. W okresie stanu wojennego założył Filharmonię im.Traugutta – zespół muzyków i aktorów, specjalizujących się w muzyce patriotycznej, występujący do dziś w kraju i zagranicą (także we Lwowie) z okazji rocznic narodowych. Autor kilkuset artykułów oraz kilku monografii kompozytorów (Messiaena, Lutosławskiego, Panufnika). Odznaczony m.in. Nagrodą Kulturalną „Solidarności” w 1984 r.