Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Andrzej Chlipalski, MY I ORIENT

Tak się nam Polakom złożyło w dziejach, że rozsiedliśmy się w miejscu Europy – niezbyt dogodnym, prawdę mówiąc – które stało się w średniowieczu granicą między dwoma kręgami chrześcijańskiej kultury. Oba wyrosły z tego samego rzymskiego pnia, ale jego konary rozpostarły się w dwie strony. Jeden rozwinął się i rozkwitł na Zachodzie – to Italia, Francja, Niemcy, na krańcach zaś Iberia (Hiszpania i Portugalia), Brytania i Skandynawia, a także Węgry, Czechy i – Polska. Warto dodać, że po paruset latach ten krąg rozszerzył się – przeskakując Atlantyk – na obie Ameryki, a w przeciwnym kierunku – na koniec świata – do Australii. Drugi konar wygiął się ku Wschodowi, a jego węzłem stało się Bizancjum, czyli Konstantynopol, zwany też przenośnie drugim Rzymem, przez Rosjan zaś – Carogrodem. Drugim, bo odmiennym, schizmatyckim. Jakby nie dość było inności – stał się w końcu muzułmańskim Stambułem, ale nim to nastąpiło, jego prawosławne gałęzie poszły w różne strony – do Grecji, Macedonii, Serbii i Bułgarii, do Wołoszczyzny i Mołdawii, a wreszcie gałąź najmocniejsza – na Ruś (co dziś tłumaczy się jako Rosja, Ukraina, Białoruś, dalej i później zaś – Syberia, aż po Pacyfik). I spotkaliśmy się – Polska i Ruś, chrześcijanie zachodni i wschodni – w połowie Podola. Linię graniczną wskazał nam pogański bożek, w małej rzeczce znaleziony. Należał jednak do zachodniego świata1.
Stambuł. Hagia Sophia
Za światem bizantyńsko-prawosławnym rozciągał się (i nadal się rozciąga) – a czasem nawet się z nim pokrywał – całkiem inny świat: Orient, świat islamu, z którym przyszło się nam spotykać bezpośrednio wiele razy w historii, na złe i na dobre. Najbliżej więc – choć nie w tym samym czasie – z Tatarami i Turkami, którzy w różnych okresach dziejów, podporządkowawszy sobie najbliższych nam prawosławnych sąsiadów – Ruś-Ukrainę oraz Wołoszczyznę i Mołdawię – stawali się naszymi faktycznymi i groźnymi sąsiadami. W tych właśnie okresach przychodziło nam bronić własnego domu, a może i Europy przed konsekwentnym parciem islamu na zachód. W końcu nie przypadkiem „zaproszono nas” do obrony Wiednia w roku 1683 – byliśmy wszak doświadczonymi (na własnej skórze) „fachowcami”.
Z Orientem nie tylko wojowaliśmy, także handlowaliśmy na potęgę. Tym bardziej że owe bliskie prawosławne kraje – nie z własnej nieprzymuszonej woli – stawały się niejako forpocztą tego Orientu. Nie tylko Turcja lub tatarski Krym, także Mołdawia i Wołoszczyzna, Serbia, Grecja, a także Ruś, przez stulecia podporządkowane Tatarom lub Turkom – to były dla nas drogi na wschód i ze wschodu. Dalej byli Persowie i Arabowie, ale z tymi nasza styczność nie była bezpośrednia, podobnie z Indiami, Chinami, nie mówiąc o Japonii. Chociaż... Ale o tym za chwilę.
Nie można tu pominąć dwóch nacji z Orientu rodem, z którymi nasz związek był (i jest!) szczególnie bliski, choć całkiem różny. Pierwsza z nich to Żydzi, którzy wcale nie z Palestyny do nas przyszli, tylko z odwrotnej strony, z Zachodu, przynosząc tu wszakże swoją orientalną kulturę. Druga to chrześcijańscy Ormianie, lecz i oni dotarli do nas nie wprost ze swojej ojczyzny pod Araratem, lecz z bliższych stron czarnomorskich. Ale i o tym niżej.
Wszystkie związki Polski z Orientem skupiały się, jak w soczewce, na obszarze Małopolski Wschodniej. Stosunki militarno-ekonomiczno-polityczne między tymi dwoma – a może raczej trzema – światami, które gdzieś dalej i wyżej były domeną wielkiej polityki, tutaj określały dzień powszedni i koleje życia ludzi, rodzin, wsi i miast, całej tej krainy. Są to więc nieprzebrane pokłady tematów, eksploatowane wielekroć i przez wielu specjalistów, spisano o tym wiele tomów. Spóbujmy przeto jedynie dotknąć – w telegraficznym skrócie – niektórych zagadnień, które miały wpływ na naszą historię i kulturę.

MIGRACJE
Od samego zarania naszych dziejów na polskie ziemie – to znaczy na ziemie już wcześniej zasiedlone przez Słowian zachodnich, którzy nazwali się Polanami, Lędzianami, później Polakami – napływały różne ludy, rozmaite mając po temu powody. Ograniczając nasze zainteresowanie do ówczesnej ziemi czerwieńskiej (wchodzącej jeszcze przez większą część wieku X w skład państwa piastowskiego), możemy uogólnić: wszyscy ci przybysze mieli bezpośredni albo pośredni związek z Orientem.
Najważniejsza, bo najbardziej brzemienna w dalekosiężne (po dziś dzień) skutki była migracja mieszkańców Rusi – Słowian wschodnich (z którymi stykaliśmy się bezpośrednio gdzieś na obszarze Podola – dokładnych granic wszak wtedy nie było), jednak nękanych od niepamiętnych czasów przez ludy z głębi Azji – Chazarów, Pieczyngów, Połowców, a wreszcie Mongołów-Tatarów. Przez wieki przeto żywioł ruski przesuwał się ku zachodowi, nakładając się na substancję zachodniosłowiańską.
Inne powody – poszukiwanie terenów do wypasu bydła – powodowały migrację wołoską2. Lud ten osiadał w Karpatach wschodnich, wnosząc swoje nazewnictwo miejscowości i gór oraz wiele pierwiastków zaczerpniętych ze sztuki Orientu do przyszłej kultury huculskiej.
Wspomniani już Ormianie i Żydzi przybyli z dalsza, lecz na stałe wrośli w krajobraz polski, i choć trudno stawiać pomiędzy nimi znak równości – jedni i drudzy odcisnęli swoje piętno w życiu politycznym, gospodarczym i kulturalnym naszego kraju. Wykorzystując swoje narodowe talenty, wykonywali zawody, których nie bardzo chcieli się imać Polacy (głównie handel – także międzynarodowy, banki); tworzyli swoje orientalne rzemiosło i sztukę.
O Ormianach pisze w tym numerze A. Pisowicz, będzie też o nich mowa w rozdziałach o handlu i sztuce. Osiadali przeważnie na Pokuciu (w Kutach!) oraz we Lwowie, a także w Zamościu. Żydzi, zastając w Polsce tolerancję i znajdując pole do działania, lokowali się w naszych miastach, dochodząc z czasem do wielkiej liczebności. W pierwszej połowie naszego wieku w niektórych miasteczkach wschodniej Polski stanowili ponad połowę ludności3.
Były też w staropolskim Lwowie i Małopolsce Wschodniej inne nacje – z Bałkanów rodem – które z trójstronną korzyścią pełniły rolę pośredników i łączników między Polską a Orientem: Wołosi, Serbowie, Grecy, z czasem jednak wtopili się w miejscową społeczność. Zostały po nich tylko nazwy ulic (Ormiańska, Serbska, Boimów, Kampiana) oraz tu i ówdzie zniekształcone nazwiska. Ale to dla nich hospodar Mohyła ufundował we Lwowie prawosławną cerkiew, zwaną wołoską, zaś osiadły we Lwowie Grek Korniakt zbudował przy niej renesansową dzwonnicę.
Trzeba wspomnieć jeszcze o dwóch małych społecznościach o orientalnych korzeniach: polskich Tatarach, osiadłych niegdyś w Haliczu, oraz Karaimach – w tymże Haliczu (a także Łucku na Wołyniu).

WOJNY
Pod znakiem wojen – szczególnie krwawych i okrutnych – z Tatarami i Turkami, a także sprzymierzonymi z nimi w różnych okresach Kozakami i Wołochami, stała cała niemal nasza historia przedrozbiorowa, i to wcale nie dopiero od czasu naszego wejścia na ziemie ukrainne w drodze unii z Litwą. Powtarzające się najazdy tatarskie przeżywaliśmy wszak od XIII wieku (dotarli wtedy aż pod Legnicę), tureckie nieco później4. Ich rozpęd jednak stępiło stworzenie silnego przedpola obronnego, jakim stało się odzyskane przez Kazimierza Wielkiego Podole, uzbrojone przez następne stulecia linią kilkudziesięciu zamków, grodów i fortec – od Zbaraża po Okopy św. Trójcy.
Najazdy tureckie rozpoczęły się od czasu, gdy Porta Otomańska przekroczyła Bosfor, zdobywając grecki Konstantynopol (1453), a równocześnie podporządkowała sobie kolejno wszystkie kraje bałkańskie, aż po Karpaty i środkowy Dniestr (w Albanii, Kosowie i częściowo Bośni islam od tamtego czasu zakorzenił się na stałe, a skutki tej „inności” odczuwa Europa u schyłku XX wieku). Wojny z Turcją powtarzały się raz po raz – mieli blisko, wszak Chocim był w owym czasie turecką fortecą – nawet fragment naszego terytorium był przez kilkadziesiąt lat okupowany (1672–99). To właśnie wtedy zbudowali Turcy minaret w Kamieńcu Podolskim, przy katedrze zamienionej na meczet.
Apetyty Turcji, tak jak wcześniej Tatarów, sięgały dalej niż Polski, Węgier czy podobnie nieodległej Italii, lecz także dalszych krajów europejskich. Stąd obrona Wiednia w 1683 r. była wspólnym interesem Europy i Polski (nic więc nowego pod słońcem...). Trzeba wszakże dopowiedzieć: nigdy Polska nie była w tych wojnach agresorem, a ziemie wschodnie – zwłaszcza południowo-wschodnie były tym prawdziwym przedmurzem, chroniącym resztę Polski, a może i Europę, przed ciągłą agresją ze wschodu i południa. Historyczna rola pełniona przez tę ziemię była źródłem nieustannych cierpień tamtejszej ludności polskiej i ruskiej.
Mówiąc więc o wojnach z Turcją i Tatarami nie można pominąć dramatycznego szczegółu: branek – porywania ludzi z najeżdżanych, grabionych i pustoszonych okolic. Dla wykupu niewolników z jassyru Jan III Sobieski sprowadził do naszego kraju zakon trynitarzy, którego metropolią w Polsce stał się Lwów, a w całym kraju utworzono kilkanaście placówek trynitarskich, których zadaniem było gromadzenie funduszy na redempcje, czyli wykupy. W tym celu w latach 1688–1783 na teren państwa tureckiego i chanatu krymskiego udawały się wyprawy, które za odpowiednie kwoty odbierały porwanych mężczyzn, kobiety i dzieci5.

HANDEL
Jak powiedzieliśmy na wstępie, korzystną stroną naszego położenia w Europie (obok wszystkich niedogodności) była możliwość utrzymywania bezpośrednich stosunków handlowych z Orientem – czy jak przyjęło się określać na Zachodzie – z Lewantem. Pojęcie Lewant dotyczyło krajów i nacji wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, do których docierali kupcy z Zachodu i osiadali ich pośrednicy. Kupcami tymi byli Włosi (Wenecjanie, Genueńczycy) i Katalończycy, a ich pośrednikami byli Grecy bizantyjscy (czyli z Konstantynopola i innych miast tego rejonu), Ormianie, wschodni Żydzi, Turcy, Persowie, Arabowie, a nawet Hindusi. Kolonie i faktorie włoskie były rozmieszczone w Perze (dzielnicy Konstantynopola), na Krymie (największa w Kaffie), ale ich pośrednicy byli także w Kamieńcu Podolskim i Lwowie – stąd te miasta też leżały w orbicie Lewantu. Z jednej strony drogi handlowe Włochów prowadziły po towary przez Turcję lub Morze Czarne do Gruzji, a dalej poprzez Morze Kaspijskie do Buchary i Indii. W drugą stronę owe towary wschodnie wieziono przez Lwów do Krakowa, Wrocławia i dalej, do Norymbergi, a nawet do portu w Brugii we Flandrii. Innym kierunkiem była Moskwa.
Upadek Konstantynopola w roku 1453 położył kres tej sieci handlowej. Dla Lwowa było to oczywiście bardzo bolesne. Z czasem jednak nawiązały się nowe stosunki, a to dzięki Ormianom, których ekspansja turecka zmuszała do przesiedlania się z ośrodków czarnomorskich na północ, m.in. do Mołdawii i Wołoszczyzny, a także do Kamieńca Podolskiego i miasteczek Pokucia, do Lwowa i Zamościa. Lwów stał się wtedy najważniejszym ośrodkiem ich życia religijnego i społecznego oraz ich kultury. Głównie ci właśnie Ormianie, znający język turecki, podjęli się na nowo handlu z Orientem, przede wszystkim z Turcją, ale także Persją i całym Bliskim Wschodem. Wyprawy podejmowali także kupcy greccy, serbscy, wołoscy i – polscy.
Były dwie drogi kupieckie ze Lwowa w kierunku Lewantu: tzw. droga mołdawska – przez Halicz, Stanisławów, Kołomyję, Czerniowce – do Białogrodu (Akermanu), portu nad Morzem Czarnym. Druga droga, tzw. tatarska, prowadziła przez Gliniany, Złoczów, Tarnopol, Husiatyn i Kamieniec Podolski – w kierunku na Krym. Do Azji Mniejszej jeżdżono przez Stambuł, potem morzem do Bursy i Smyrny (dzisiejszego Izmiru). Głównymi towarami przywożonymi ze Wschodu były obok egzotycznych korzeni i małmazji – ozdobne wyroby tekstylne, metalowe, złotnicze. Wywożono w zamian sól, wosk, bursztyn, skóry.

SZTUKA
Wpływ Orientu na kulturę artystyczną naszego kraju w czasach staropolskich – szczególnie jego południowo-wschodniej części – był zawsze znaczny. Sprawiły to ożywione i bezpośrednie kontakty handlowe (oraz nie mniej wojenne!), o których wyżej była mowa. Trzeba jednak pamiętać, że w tej dziedzinie Orient ma dwie epoki: Orient chrześcijański – to Armenia, która jako samoistne państwo przestała istnieć w 1198 r. (dla nas był to jeszcze wiek dziecięcy), oraz cesarstwo bizantyńskie, którego koniec wyznacza zdobycie Konstantynopola przez Turków w roku 1453. Od tego czasu mamy Orient mahometański (lub islamski). Jest jednak ciekawe, że nasz kontakt ze sztuką islamu dokonywał się dzięki Ormianom i Grekom, a więc tym właśnie, którzy za sprawą Turków utracili swoje wolne państwa.
Co nam pozostało z epoki Orientu chrześcijańskiego? Przede wszystkim lwowska Katedra Ormiańska, zbudowana w latach 1356–63, ale przez Włocha nazwiskiem Dorchi, urodzonego na Krymie, jednak respektującego tradycyjne kanony budownictwa Kościoła gregoriańskiego6, którego najważniejszym obiektem była katedra w Ani w Armenii, a także kościoły ormiańskie w krymskiej Kaffie.
Do Lwowa i innych miast płd.-wsch. Polski przybywali – za kupcami – liczni ormiańscy artyści i rzemieślnicy. Toteż wpływy sztuki, która miała swe korzenie w Armenii i na Krymie, odnajdujemy także w nie ormiańskich kościołach i kamienicach lwowskich: kamieniarka (charakterystyczne ornamenty roślinne), rzeźba, polichromie, obrazy (np. Madonny o charakterze bizantyńskim, nie mające żadnego związku ze sztuką ruską. Przykładem: obraz MB Dominikańskiej ze Lwowa – obecnie u dominikanów w Gdańsku, a także prawdopodobnie obraz MB Częstochowskiej).
Wpływ sztuki Orientu na polską kulturę artystyczną dotyczy jednak głównie okresu drugiego – mahometańskiego. Co ciekawe jednak: większy udział w naszym przyswajaniu sztuki z Orientu ma Persja niż Turcja, chociaż pośrednikami byli obok Ormian i Greków – także Turcy. Sprowadzano stamtąd wyroby tekstylne i hafty, namioty, kobierce (perskie dywany!), wyroby metalowe i złotnicze (naczynia, ozdoby), broń, zbroje, rzędy, kurdybany, ceramikę. Jeżdżono po nie przede wszystkim do Stambułu, Bursy (słynnej przede wszystkim z wyrobów złotniczych i tkackich), Angory (Ankary) oraz do bliższego Adrianopola.
Wzrastające jednak zapotrzebowanie na wymienione artykuły, a zarazem podaż siły roboczej i talentów w kręgach głównie ormiańskich sprawiło, iż w kraju zaczęły powstawać warsztaty rzemieślnicze, proponujące nie gorsze jakościowo wyroby w coraz bardziej docenianym guście orientalnym. Miejscami, gdzie takie manufaktury powstawały, były głównie miasta wschodniej Małopolski – m.in. Lwów, Brody, a także Zamość.
Osobnym zagadnieniem jest wpływ Orientu na polski ubiór szlachecki. Najpierw działały wzory rusko-bizantyńskie i mongolsko-perskie7. Zawdzięczamy im żupany i kontusze, a także kołpaki. Orientalny w charakterze ubiór polski (głównie męski) rozwijał się stopniowo, a obowiązywał w wiekach XVI i XVII, a nawet XVIII i kontrastował (długie szaty) z ubiorem zachodnim. W stroju kobiecym główną rolę odgrywały tkaniny wschodnie.
Ozdobne pasy jedwabne, zwane u nas tradycyjnie słuckimi, rozpowszechniły się w Polsce w XVII w. i były pierwotnie pochodzenia perskiego i tureckiego (importowane oczywiście przez Ormian). Potem były produkowane w Polsce, głównie w Słucku na Wołyniu. Ostatnim przejawem wpływu Orientu w tej dziedzinie była produkcja makat buczackich w wytwórni założonej w Buczaczu w XIX w. i działającej do II wojny światowej8.

ZAKOŃCZENIE
Wypadałoby jeszcze wspomnieć o pozahandlowych i pozawojennych kontaktach naszych przodków z Orientem. Udawali się w tamte strony Polacy także w innych celach. Wspomnijmy przynajmniej dwóch – nie licząc uczonych orientalistów, których kierowały tam względy zawodowe.
Jezuita o. Michał Boym (ok.1614–1659) – syn lwowskiego lekarza i wójta, wnuk rajcy i fundatora niezwykłej kaplicy Ogrojcowej (Boimów) przy lwowskiej katedrze łacińskiej – wyjechał w 1643 r. do Chin jako misjonarz i tam po kilkunastu latach pracy zmarł. O jego losach i zasługach napiszemy w przyszłym roku z okazji 340. rocznicy jego śmierci.
Hr. Karol Lanckoroński, właściciel dóbr rozdolskich, historyk i mecenas sztuki9, zasłużył się w badaniach zabytków na południu Małej Azji (dziś w Turcji). Kierował on głośną swego czasu austriacką wyprawą archeologiczną, która udała się tam w roku 1884, aby rozpoznać pozostałości epoki hellenistycznej i rzymskiej. Jemu więc zawdzięcza nauka pierwszy wyczerpujący opis zabytków Antalii, Perge, Aspendos i kilku innych starożytnych miast, często odwiedzanych dziś przez polskich turystów.

* * *
Ostatnie dwa wieki odmieniły nasze relacje z Orientem. Ustały wojny z Turcją, a wrogość zastąpił przyjazny stosunek Turków do Polaków. Tatarów krymskich pochłonęło carskie imperium – podobnie jak nasze ziemie ukrainne. Lwów i cała Małopolska znalazły się pod zaborem austriackim, a jedyny ich kontakt z Orientem ograniczył się do stałego napływu perskich dywanów, charakterystycznego elementu mieszkań ziemiańskich, inteligenckich i mieszczańskich.
Na Uniwersytecie Lwowskim powstała katedra, a później Instytut Orientalistyczny z kilkoma katedrami, zawiązało się Polskie Towarzystwo Orientalistyczne, wydawano Rocznik Orientalistyczny, a Lwów stał się dzięki temu głównym polskim ośrodkiem badań nad Orientem.
Szczególne, dramatyczne „związki” z orientalnym Wschodem zostały zadzierzgnięte w czasie II wojny światowej, gdy setki tysięcy Polaków z Ziem Wschodnich (a także przebywających tam uciekinierów z centralnej Polski) deportowano do muzułmańskiego, choć zateizowanego Kazachstanu. Po kilku latach młodsi, wraz z armią gen. Andersa, opuścili dom niewoli przechodząc przez Persję, Irak i Syrię do Palestyny i Libanu. Pozostało tam wiele polskich grobów. Przed żywymi było – Monte Cassino.

1 O posągu Światowida ze Zbrucza czytaj w CL 3/96. Przebiegające w tym rejonie rozgraniczenie obszarów Słowiańszczyzny zachodniej i wschodniej – władztwa Piastów i książąt ruskich – potwierdziły przekazy historyczne. Konsekwencją graniczności tego rejonu był ugruntowany już w średniowieczu zasięg cywilizacji zachodniej, wynikający z przynależności Polski do kręgu kultury chrześcijaństwa zachodniego. Wymiar współczesny tego rozgraniczenia utrwalił wiek XIX i pierwsza połowa XX – jest ono wyczuwalne w różnych przejawach po dzień dzisiejszy, pomimo zaburzonych relacji geopolitycznych.
2 Patrz CL 3/97, słownik.
3 Ormianie jako chrześcijanie, potem nawet katolicy – zachowując własną tradycję i obrządek – spolonizowali się z biegiem czasu całkowicie, podczas gdy wśród o wiele liczniejszych Żydów jedynie część elit uległa asymilacji – na przeszkodzie stała odmienność religii i mentalności.
4 W tym numerze można przeczytać opowiadanie (bajkę) osnute na tle oblężenia Lwowa przez Turków w 1672 r., a o oblężeniu tego miasta przez Kozaków i Tatarów w 1648 r. – w następnym, specjalnym (rocznicowym) numerze CL.
5 Zakon Trynitarzy powołano do życia we Włoszech w XII w. z przeznaczeniem do wykupywania niewolników z rąk mahometańskich – tam głównie od Arabów. Do Polski przybyli Trynitarze z Hiszpanii. Główną ich siedzibą we Lwowie był kościół i klasztor przy ul. Krakowskiej, dzisiejsza cerkiew Przemienienia, drugą – kościół św. Mikołaja. Placówka w Krakowie to dzisiejszy kościół Bonifratrów przy ul. Krakowskiej na Kazimierzu. Zakon Trynitarzy został w Polsce rozwiązany przez Austriaków w r.1783. Patrz także artykuł w „Semper Fidelis” nr 2–3/1991: Andrzej Chlipalski, Trzy wcielenia zapomnianego lwowskiego kościoła. O wykupie jeńców z rąk tureckich traktuje popularna niegdyś książka dla młodzieży Władysława Łozińskiego: Oko Proroka.
6 Ortodoksyjny Kościół ormiański istnieje od IV w. po Chr. i nazywany jest gregoriańskim (od św. Grzegorza Oświeciciela). Od pocz. VI w. jego doktryną jest monofizytyzm (i nie ma żadnego związku z o wiele młodszym prawosławiem. Natomiast Ormianie polscy od r.1630 są unitami – katolikami obrządku ormiańskiego). Rysunek rekonstrukcyjny lwowskiej katedry ormiańskiej w najdawniejszym jej kształcie zamieściliśmy w CL 1/98.
7 Chodzi o Mongołów, których imperium obejmowało cały Środkowy Wschód, od Indii po Krym.
8 Zainteresowanych problematyką wpływu sztuki wschodniej w Polsce można polecić fundamentalne dzieło w tym zakresie: Tadeusza Mańkowskiego Orient w polskiej kulturze artystycznej (wyd. ZN im. Ossolińskich, Wrocław–Kraków 1959).
9 patrz CL 1/95 i 4/97