Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

Nina Repetowska, MOJE MARZENIE

Kraków we Lwowie
Autorka przed grobem Zapolskiej na Cmentarzu Łyczakowskim
W dniach 11–17 maja odbyły się Dni Krakowa we Lwowie. Impreza została zorganizowana – jako prezentacja kultury Krakowa – przez władze tego miasta we współpracy z administracją Lwowa. Jest to poszerzona formuła „Dni Młodzieży we Lwowie”, które w ubiegłych latach urządzało krakowskie Centrum Młodzieży im. dra Jordana. Do tegorocznej imprezy włączyło się szereg instytucji i osób z Krakowa. Nie będziemy ich wymieniać – uczyniły to krakowskie gazety. Proponujemy natomiast kilka tekstów, napisanych przez uczestników Dni – przedstawimy je sukcesywnie w kolejnych numerach CL. Jako pierwsza pisze znana aktorka i reżyserka krakowska.
Z Gabrielą Zapolską „trzymam się mocno” od momentu, gdy kilka lat temu w ramach KRAKOWSKIEGO TEATRU FAKTU wystawiłam monodram Geniale Frau. Rzecz o Gabrieli Zapolskiej według scenariusza Zbigniewa Bauera. Ta wspaniała polska artystka, o której Boy pisał, że zrobiła więcej w polskiej dramaturgii niż całe zastępy mężczyzn, znana z twórczości nie tylko w Polsce, ale także w świecie, odchodziła ze sceny rozpaczliwie osamotniona. Działo się to właśnie we Lwowie w 1921 roku. Po dwudziestu latach w tym samym mieście został zamordowany przez hitlerowców Tadeusz Boy-Żeleński. Dziwne miasto.
Mój monodram o Zapolskiej to studium przemijania i samotności. Akcja rozgrywa się we Lwowie ogarniętym wojną. Zapolska podsumowuje swoje życie, prowadząc rozmowę z nieobecnym mężem, którego ciągle przyzywa do Lwowa, na którego powrót beznadziejnie czeka. Gra swój teatr przed samą sobą. W pustych ścianach rozlicza się z przeszłością. Grałam monodram o Zapolskiej w wielu miastach, również poza granicami kraju, z dużym powodzeniem. Ale moim marzeniem było zagrać Zapolską właśnie we Lwowie, spotkać się po spektaklu z publicznością, a potem odwiedzić artystkę na Łyczakowie. Zawieźć jej kwiaty i znicze z Krakowa, którego tak nienawidziła, bo tu nazwali ją „podstarzałą wszetecznicą”. Z Krakowa, który musiała opuścić, bo „Pani Bednarzewska była ważniejsza”. To właśnie Kraków, dla którego tyle zrobiła, zamieniła na Lwów.
Wczesną wiosną tego roku moje marzenie zaczęło nabierać kształtów realnych. Zostałam zaproszona do uczestnictwa w festiwalu „Dni Krakowa we Lwowie”. Spektakl miał się odbyć 12 maja w „Centrum Kultury Dzyga”. Żyłam tym wyjazdem, koncentrując się głównie na tym, jakie kwiaty zabrać, aby nie zwiędły, wieniec czy wiązankę, jakie mają być napisy na szarfach, no i oczywiście rozsadzało mnie szczęście z powodu realizacji marzeń. W takiej sytuacji nie myśli się na przykład o paszporcie! Niemniej w noc poprzedzającą wyjazd dostałam „sygnał” od Gabrieli – ja naprawdę mam z nią kontakt metafizyczny. O drugiej w nocy kazała mi zajrzeć do paszportu – był nieważny od paru miesięcy! Tego, co przeżyłam, nie podejmuję się opisać. Jedno pamiętam: ani na sekundę nie zwątpiłam w to, że zagram Zapolską w czasie festiwalu w wyznaczonym terminie. Rano klęczałam w biurze paszportowym przed Panią Dyrektor i mówiłam: Albo mnie zaadoptujecie, albo się zabiję – tak mam pistolet nabity – tak powiedziała Zapolska (chodziło o adopcję artystyczną w Paryżu). A Repetowska mówi: Albo mi dacie paszport, albo się otruję – tak mam pastylki przygotowane. Cudowna Pani Dyrektor zrozumiała sytuację. O godzinie 16 w tym samym dniu, czyli 11 maja, odebrałam nowiusieńki paszport (niech żyją nowe czasy!). Niestety grupa artystów z Polski, w której i ja miałam się znaleźć, musiała odjechać beze mnie. Jak mnie poinformowano, stropiony Leszek Długosz pokiwał głową, komentarzy nie było. Następnego dnia rano dyrektor Śródmiejskiego Ośrodka Kultury (gdzie obecnie działa Krakowski Teatr Faktu), uroczy i wyrozumiały pan Janusz Paluch odwiózł mnie własnym samochodem do Medyki, przeprowadził przez granicę przejściem dla pieszych, taszcząc kostiumy i szlafrok Zapolskiej. Ja niosłam biało-czerwone kwiaty i znicze. Wszyscy na granicy byli uprzedzeni, mój „duch opiekuńczy”, utalentowany młody poeta i teatrolog Marek Pieniążek, działał brawurowo. Przepuszczano nas błyskawicznie przez wszystkie posterunki. Pan Dyrektor wrócił do Polski, a pan Jasio z Centrum Młodzieży przywiózł mnie i Marka do Lwowa. O godzinie 20, czyli zgodnie z planem (dzięki pomocy dyrektor Lesi Antonowicz i Marka) rozpoczęłam spektakl.
To było dla mnie niesamowite przeżycie – czułam i widziałam Zapolską. Płynęła do mnie z czarnego sufitu jakaś niezwykła energia. Sala dziwna, długa, wypełniona szczelnie publicznością, rewelacyjna akustyka pozwalała na niuanse. Skupienie publiczności graniczyło z mistycznym uniesieniem. Byłam szczęśliwa jako aktorka i jako człowiek. Spektakl zaszczycili swoją obecnością artyści lwowskiego Teatru Polskiego, przedstawiciele władz, a także Leszek Długosz, który przyszedł prosto po swoim koncercie. Dostałam koszyczek białych konwalii ze Lwowa, a wręczyła mi je Małgosia Then, krakowska aktorka. Potem były rozmowy z prasą, radiem i publicznością.
Rano następnego dnia wyprawa na Cmentarz Łyczakowski do Gabrieli. Towarzyszali mi: aktorka Teatru Polskiego Jola Martynowicz, Małgosia Then, Leszek Długosz – nasz cudowny śpiewający poeta, i mój opiekun Marek Pieniążek. Złożyliśmy kwiaty w hołdzie Genialnej Polce, zapaliliśmy biało-czerwone światła, a ja zamyśliłam się nad Jej słowami, które wypowiedziała w finale monodramu: W sumie nic nie zostaje z aktora, z pisarza, z człowieka, nic, na wszystko spada ziemia... Nie, tak nie jest. Została Jej twórczość. We Lwowie właśnie grają Moralność pani Dulskiej. Ulica, na której mieści się Jej willa „Skiz”, została nazwana Jej imieniem, a na Jej grobie zastaliśmy świeże kwiaty. Pamięć o Zapolskiej żyje. Tego dnia, a było to 13 maja, kiedy po południu szłam przez lwowski Rynek, podeszła do mnie kobieta, ucałowała mnie i wręczyła mi bukiet białego bzu. Powiedziała: – To dla Zapolskiej.
Konwalie i bez przywiozłam do Krakowa – zasuszyłam. Pamięć nie ginie. Marzenie się spełniło.

NINA REPETOWSKA, ur. w Krakowie. Aktorka, ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. W krakowskich teatrach zagrała ponad 100 ról w repertuarze klasycznym i awangardowym. W latach 60. założyła Studencki Teatr.... „Hefajstos”, a w r.1988 Krakowski Teatr Faktu. W l. 1993–97 była dyrektorem Teatru „Bagatela”. Ostatnio reaktywowała Teatr Faktu (działa przy Śródm. Ośrodku Kultury).

Z okazji Dni Krakowa we Lwowie udali się tam krakowscy dziennikarze: Krzysztof Samborski, Janusz Motyka i Wojciech Walczyk. W „Dzienniku Polskim” 120/98 zamieścili obszerny artykuł pt. „Jedziemy do Lwowa”, w którym zawarli swoje spostrzeżenia i rady na temat podróży i granicznych formalności, o komunikacji miejskiej, hotelach i restauracjach oraz informacje o zabytkach i muzeach.
Gośćmi Dni Krakowa we Lwowie byli również pan Prezydent Krakowa Józef Lassota i przewodniczący Rady Miasta Krakowa Stanisław Handzlik.