Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020

KULTURA, NAUKA

DOKTOR H.C. BORYS WOŹNICKI
Krakowska Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej przyznała doktorat honoris causa Borysowi Woźnickiemu, historykowi sztuki ze Lwowa. Uroczystość nadania tytułu miała miejsce w Krakowie 11 maja. O B. Woźnickim pisze prof. Zdzisław Żygulski, recenzent dorobku i zasług Laureata.

Borys Woźnicki jest od 1962 roku dyrektorem Lwowskiej Galerii Obrazów. Urodzony w r.1926 we wsi Ulbarów (obecnie Nahorne) na Wołyniu, uczęszczał do szkół polskich w tejże miejscowości, następnie w Dubnie i Równem. W 1944 r. został wzięty do armii sowieckiej i wysłany na front. W służbie czynnej pozostawał do r.1950. Po demobilizacji ukończył we Lwowie liceum rzemiosła artystycznego, a następnie studiował historię sztuki w leningradzkiej (ówcześnie – przyp. red.) Akademii Sztuk Pięknych. Pracę muzealniczą podjął w roku 1960 w lwowskim Muzeum Sztuki Ukraińskiej, potem zaś we wspomnianej Galerii Obrazów, zawierającej największy we Lwowie zbiór obrazów, w tym liczne dzieła czołowych malarzy polskich.
W latach 1960–70 Borys Woźnicki rozwinął akcję wyszukiwania i ratowania porzuconych dzieł sztuki na terenach dzisiejszej Ukrainy Zachodniej. Było to zadanie niebywale trudne, odpowiedzialne i zarazem niebezpieczne. Zagorzałym komunistom, jak również zapiekłym w nienawiści ukraińskim nacjonalistom nie mogło się podobać ratowanie pamiątek po „polskich panach”. Woźnicki zdołał przełamać wszelkie opory ideowe i techniczne. Sprzyjały mu cechy charakteru: szalony upór przy łagodnym usposobieniu i wielkim opanowaniu, nie bez poczucia humoru i szczypty ironii. Władając płynnie trzema językami – rosyjskim, ukraińskim i polskim – potrafił zjednywać sobie sojuszników i sprawnie, przy minimalnych funduszach, kierować zespołem pracowników. Chyba największym problemem było uzyskiwanie środków transportu i znalezienie tragarzy oraz miejsc, w których by można obiekty przechować. Przewoził więc zabytki najczęściej wojskowymi samochodami ciężarowymi, zabezpieczone jak mógł najlepiej, pod plandeką. Zdarzało się, że w ostatniej chwili przybywał do zrujnowanego kościoła, we wnętrzu którego piętrzył się stos drewnianych figur, przeznaczonych na opał. W ciągu kilkunastu lat uporczywej, pełnej poświęcenia pracy zdołał zgromadzić około 12 tysięcy obiektów, w tym 800 portretów sarmackich, 2500 rzeźb barokowych, 1000 ikon oraz setki sztuk mebli i przedmiotów rzemiosła artystycznego. Najbardziej fascynującym jego wyczynem było uratowanie czterech trofealnych batalistycznych obrazów z kolegiaty w Żółkwi, z zespołu urządzonego przez króla Jana III Sobieskiego: Bitwy pod Kłuszynem, Bitwy pod Chocimiem (1673), Bitwy pod Wiedniem i Bitwy pod Parkanami. Większość tych obiektów przeniósł do Oleska, urządzając stałą wystawę w tamtejszym zamku, oraz wzorowy magazyn w pokapucyńskim kościele i klasztorze.
Borys Woźnicki odgrywał i nadal odgrywa decydującą rolę w konserwowaniu licznych polskich zamków, zwłaszcza w Podhorcach i w Złoczowie. W samym Lwowie przyczynił się do odnowienia kaplicy Boimów, kościoła św. Jana Chrzciciela – najstarszego rzymskokatolickiego kościoła lwowskiego z pierwszej połowy XIV w. (z galerią ikon), oraz kościoła ss. Klarysek (ze stałą wystawą rzeźby znakomitego artysty barokowego, Jana Jerzego Pinsla).
Borys Woźnicki pozostaje w bliskich stosunkach z polskimi kolegami, szczególnie w Zamku Królewskim na Wawelu, w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Okręgowym w Radomiu, Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej w Przemyślu i Muzeum Śląskim w Katowicach, jak również w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Wypożyczając obiekty z muzeów lwowskich przyczynił się do urządzenia w RP licznych, ogromnie interesujących wystaw. Jest członkiem Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM) i różnych towarzystw naukowych. Jest autorem szeregu cennych prac w zakresie historii sztuki i muzealnictwa.
W ciągu minionego 25-lecia mało kto spośród obcokrajowców tak bardzo zasłużył się dla kultury polskiej, jak Borys Woźnicki. Przyznanie mu doktoratu honorowego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie jest wyrazem wysokiego uznania ze strony narodu polskiego.
Zdzisław Żygulski jun.

ZE SZWAJCARII O ŚWIRZU
Zacznijmy od wyjaśnień. Po pierwsze: w Londynie istnieje od czasu II wojny Polski Uniwersytet na Obczyźnie (PUNO), a wspiera go m.in. Towarzystwo Przyjaciół PUNO. Towarzystwo to wydaje kwartalnik pt. „Universitas”, którego redaktorem naczelnym jest prof.dr Andrzej Żaki, polski archeolog zamieszkały w Zurychu w Szwajcarii. O piśmie tym wspominaliśmy już w poprzednim numerze CL.
Po drugie: prof. Żaki pochodzi ze Świrza nieopodal Lwowa (prosimy przeczytać jego sylwetkę w tym numerze). Zrozumiałe więc, że we wspomnianym czasopiśmie ukazują się również artykuły, poświęcone Małopolsce Wschodniej. Pisuje je też sam redaktor, gdy ma coś ważnego do zakomunikowania.
Takim właśnie wydarzeniem stało się ostatnio odnalezienie w kościele w Świrzu nagrobka Gabriela Świrskiego, pierwszego tłumacza poezji Wergiliusza na język polski. Nic dziwnego, że Profesora ten temat pasjonuje, bo nie tylko sprawa jest archeologiczna, lecz w dodatku dotyczy jego rodzinnej miejscowości. W numerze 68–69/1997 „Universitas” znajdujemy więc o tym obszerny artykuł.
Prof. Żaki wyjaśnia, że Świrscy, ród rycerski, wywodzili się (jak świadczy nazwisko) ze Świrza i rezydowali tam przez kilkaset lat – do XVIII wieku (pisaliśmy też o tym w naszym słowniku geogr.hist. w CL 2/95). Gabriel Świrski urodził się ok. 1550 r., był synem Andrzeja, wojskiego trembowelskiego, uczył się w domu rodzinnym, a potem u dominikanów we Lwowie. Zmarł po r.1600 i został pochowany w świrskim, XVI-wiecznym kościele.
Gabriel przełożył na polski, a ściślej sparafrazował część utworu Georgiki Wergiliusza, nadając mu tytuł Pasiecznik. Utwór jest napisany dobrą, żywą polszczyzną, przypomina niektóre dzieła Mikołaja Reja (urodzonego wszak niedaleko – w Żurawnie). Prof. Żaki pisał osobno o tym utworze w „Universitas” nr 51/1992.
Kościół parafialny w Świrzu został po II wojnie zamieniony na magazyn kołchozowy i ulegał systematycznemu niszczeniu. Ostatnio został zawłaszczony przy poparciu władz przez grekokatolików. W trakcie barbarzyńskich przeróbek budowlanych wydobyto z podziemi całe hałdy ziemi i gruzu, a w tym wielką, piękną kamienną płytę z wyrytymi łacińskimi napisami i nazwiskiem Gabriela Świrskiego (oraz jego żony). Jest prawdopodobne, że w podziemiach kościoła, dawniej niedostępnych (zamurowanych) spoczywały szczątki innych jeszcze Świrskich, a także ich następców – Cetnerów.
(Red.)

ORMIAŃSKIE PAMIĄTKI
W lutym–marcu tego roku w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie była prezentowana wystawa „Ormianie polscy”, przygotowana dzięki staraniom Ormiańskiego Towarzystwa Kulturalnego. Głównym celem wystawy było przypomnienie, że historię, a także kulturę Polski współtworzyli tak samo różni nie-Polacy, których wcale niemało przewinęło się przez dzieje Rzeczypospolitej. Dzisiaj, kiedy Polska tak cieszy się odzyskaną niedawno suwerennością, nie zawsze pamięta się o tych innych, a przecież w żadnym razie obcych współobywatelach. Szkoda, bo również ich wkład jest w tym, co stanowi naszą wspólną teraźniejszość. Wystawa miała więc przypomnieć zwiedzającym Muzeum, że skromną cegiełkę dorzucili do polskiego dziedzictwa również Ormianie.
Ormianie znaleźli się w granicach Rzeczypospolitej w XIV wieku po odzyskaniu Ziemi Czerwieńskiej przez Kazimierza Wielkiego. Na Rusi Halickiej pojawili się bowiem Ormianie już około XI wieku, jak chce tradycja – zmuszeni do emigracji po podboju Armenii przez Turków seldżuckich, a zwłaszcza po upadku Ani, ówczesnej stolicy, w 1064 r. Kiedy więc Lwów czy Kamieniec Podolski znalazły się pod panowaniem polskich królów, były tam już zasiedziałe kolonie Ormian, prosperujące dzięki ich biegłości we wschodnim handlu i rzemiośle. Kolejni królowie doceniali zyski przynoszone przez obrotnych Ormian, będących wręcz idealnymi pośrednikami między muzułmańskim Wschodem i chrześcijańską Europą, i obdarzali ich przywilejami mającymi zachęcać do pozostania w miastach na kresach Rzeczypospolitej. Ormianie umieli docenić przychylność, z którą spotykali się w Polsce, i stopniowo, przez kolejne wieki i pokolenia coraz mocniej wiązali się z nową ojczyzną. Ostatnie ograniczenia w pełnej asymilacji zniknęły w 2. połowie XVII wieku, po przyjęciu przez Kościół ormiański w Polsce unii z Rzymem. Trudno więc się dziwić, że w XX wiek polscy Ormianie weszli już jako przedstawiciele polskiego ziemiaństwa i inteligencji.
Wystawa w Muzeum Etnograficznym miała przypomnieć ową 600-letnią obecność Ormian w polskim społeczeństwie. Większość eksponatów została wypożyczona przez osoby prywatne, w większości przez rodziny polskich Ormian. Były to portrety i fotografie, dzięki którym można było spojrzeć w twarze ludzi towarzyszących Polsce w ostatnim stuleciu jej historii, w dobrych i złych chwilach. Przypomniano również dawniejsze dzieje i wybitne jednostki, jak choćby Grzegorza Piramowicza, autora pierwszego polskiego elementarza, czy arcybiskupa Józefa Teodorowicza, którego wkład w odbudowę państwa polskiego po okresie rozbiorów trudno przecenić. Dawne ormiańskie specjalności, handel i rzemiosło, przybliżały eksponaty udostępnione przez krakowskie muzea: Etnograficzne i Narodowe. Były również książki, druki, reprodukcje, pokazujące dziedzictwo kulturalne Armenii. Przypomniane zostały najważniejsze etapy historii dawnej ojczyzny Ormian, oraz fakt, że od 1991 roku Armenia znowu może cieszyć się niepodległością.
Wydaje się, że owe kilkaset eksponatów, które można było dzięki wystawie obejrzeć, umożliwiło odbycie krótkiej wycieczki w przeszłość. Dla polskich Ormian było to przypomnienie tradycji pieczołowicie przeniesionej przez pokolenia, a dla pozostałych gości wystawy – być może pierwsza w życiu okazja aby dowiedzieć się, że kilkadziesiąt pokoleń Ormian służyło Polsce na miarę swoich umiejętności i możliwości. Tym większa więc zasługa Muzeum Etnograficznego, dzięki któremu wystawa „Ormianie polscy” mogła przez miesiąc pokazywać skromne okruchy ormiańskiej tradycji.
Antoni Amirowicz

VIVAT NOWY SĄCZ!
VIVAT JERZY MASIOR!
Z końcem kwietnia odbył się w Lesznie już VI Festiwal Piosenki Lwowskiej. Przybyło tam więcej niż kiedykolwiek, bo aż 150 młodych śpiewaków ze szkół podstawowych i licealnych, z całej RP. Śpiewano indywidualnie i zespołowo, a jury tworzyli profesorowie poznańskiej szkoły muzycznej.
Wielki sukces (jak zwykle!) odniosła młodzież z Nowego Sącza, zgarnęli większość nagród. W klasie A bezapelacyjnie zwyciężyła znana nam dobrze Ania Patykówna (piosenką Pojedziemy do Janusza – słowa J. Masior, muz. A. Porzucek). II miejsce zajęła Karolina Jurczyńska z zespołu My-Szesnastka (pisaliśmy o nich w CL 3–4/95), zaś III miejsce przypadło malutkiej Sylwii Homoncikównie z 2. klasy szkoły podstawowej w Maciejowej (vivat jej nauczycielka i instruktorka, pani Teresa Waligórowa). W ogóle zespół szkolny z Maciejowej zrobił świetne wrażenie.
W klasie B pierwsze miejsce zdobyła ubiegłoroczna laureatka Festiwalu Kinga Pancerzówna (też z My-16) – pobiła nawet gwiazdę z Warszawy, doskonałą Katarzynę Rzymską. Także w kategorii zespołów II miejsce zajęła My-16, śpiewając tradycyjne lwowskie piosenki.
W występie zbiorowym I miejsce zdobyły dziewczęta z IV liceum w Nowym Sączu: Kinga Dobosz, Kinga Kotela, Dorota Baczyńska i Kasia Piasecka, które śpiewały sądecko-lwowskie przeboje spółki autorskiej Masior-Porzucek. Na wyróżnienie zasłużył sobie też pianista-akompaniator, uczeń nowosądeckiej szkoły muzycznej, Maciek Adamczyk.
A więc Nowy Sącz górą! Górą Małopolska! Dziękujemy Ci, Jerzy. (Red.)


Kronika
• W kwietniu odbyła się w Warszawie już VII aukcja książek, grafik i czasopism pt. Kresowiana i cymelia, organizowana przez Instytut Lwowski. Przypomnijmy, że twórcą i dyrektorem tej placówki – jej duszą – jest p. Janusz Wasylkowski, kolekcjoner, poeta i działacz na lwowskim polu w Warszawie.

• Gdańskie Muzeum Narodowe zorganizowało w kwietniu w tzw. Spichrzu Opackim w Oliwie wystawę pt. Co kryły walizki „repatriantów”. Pokazano od mebli poczynając, poprzez przedmioty gospodarstwa domowego, warsztaty rzemieślnicze – po bibeloty, pamiątki, zdjęcia, dokumenty. Wystawiono m.in. meble i dzieła sztuki z 21-pokojowego lwowskiego mieszkania prof. Witolda Minkiewicza (osiadłego po wojnie i zmarłego w Gdańsku – jego sylwetkę przedstawiliśmy w CL 2/97).

• Z końcem kwietnia odbyło się w Krakowie – zorganizowane przez tutejszy oddział „Wspólnoty Polskiej” – Forum Polskich Historyków z Europy środkowo-wschodniej pt. Historia Polski po komunizmie – aspekty dydaktyczne. Celem Forum było przedstawienie naszych dziejów w świetle nie marksistowskim, marksizmem bowiem zostali zaindoktrynowani historycy, wychowani na uczelniach sowieckich. Na Forum przybyli nauczyciele i badacze z państwa ukraińskiego, w tym ze Lwowa, Truskawca i Mościsk.

• W drugiej połowie kwietnia w krakowskim Domu Polonii była czynna wystawa fotograficzna pt. Sztuka Kresów Wschodnich, zorganizowana przez Koło Naukowe Studentów Historii Sztuki UJ, Instytut Historii Sztuki UJ i „Wspólnotę Polską” w Krakowie. Prezentowane tam fotogramy (autorstwa Światosława Lenartowicza i Tomasza Zauchy) były plonem sześciu już wyjazdów inwentaryzacyjnych do Małopolski Wschodniej (1992–97 – piszemy o nich corocznie), a przedstawiały głównie kościoły, lecz także widoki miast, krajobrazy.
Wystawa nie miała charakteru dokumentacyjnego. Jej celem było pokazanie atrakcyjności wizualnej ziemi za kordonem (trudno na kilkudziesięciu fotografiach ogarnąć piękno i bogactwo tamtych terenów – napisali autorzy). Ale także pokazanie barbarzyństwa – przecież nie tylko Rosjan i Kałmuków różnego chowu. Rzecz bowiem w tym, że to barbarzyństwo wcale się nie skończyło, przybrało tylko inne oblicze.

• Ormiańskie Towarzystwo Kulturalne w Krakowie zorganizowało z początkiem maja IV Ogólnopolskie Spotkanie Środowiska Ormiańskiego, poświęcone wielkiej postaci arcybiskupa Józefa Teodorowicza. W trakcie sesji mówiono o lwowskiej archidiecezji obrz. ormiańskiego oraz o ormiańskich instytucjach i organizacjach w czasach abpa Teodorowicza, o jego genealogii, herbie i tradycji rodzinnej, o jego piśmiennictwie i korespondencji. Pokazano też film z zarejestrowaną postacią Arcybiskupa. Sesję zakończyła msza św. oraz wieczór staroormiańskich pieśni i poezji.
Patrz artykuł A. Pisowicza w tym numerze. Tamże zdjęcie abpa Teodorowicza.

• Akademia Ekonomiczna w Krakowie nawiązała współpracę z Akademią Handlową, działającą we Lwowie – stosowną umowę podpisała tam delegacja krakowska, w skład której wchodził m.in. dr Zbigniew Paszek, dyrektor Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania krakowskiej AE (lwowianin z urodzenia). Szkoła PiZ zobowiązała się zorganizować – wspólnie z tamtejszą AH – studia podyplomowe i ufundowała (razem z AE) dwa stypendia dla młodych Polaków na studia dzienne w Krakowie.

• W krakowskim Muzeum Narodowym prezentowano w kwietniu–maju wystawę pt. Malarzy polskich portret własny – In propria persona – z zasobów, tzw. Lwowskiej Galerii Obrazów (przechowywanych głównie w magazynach). Była to bogata i artystycznie znakomita wystawa, obejmująca autoportrety najbardziej i mniej znanych malarzy, zarówno „ogólnopolskich”, jak i lwowskich. Z tych pierwszych: m.in. Matejko, Wyczółkowski, Malczewski, Boznańska, Pronaszko, ale także Sichulski – ogólnopolski i lwowski zarazem, lub Bruno Schulz – ogólnopolski i drohobycki. Z wybitnych malarzy lwowskich: Jan Ignacy i Marceli Maszkowscy, Stanisław Rejchan, Zygmunt Rozwadowski, Franciszek Zajchowski, Luna Drexlerówna i inni. Ogółem pokazano autoportrety 65 malarzy.

• W maju–czerwcu – w salach Muzeum Historycznego Miasta Krakowa w pałacu Krzysztofory przy Rynku Głównym – pokazano wystawę Kraków–Lwów w fotograficznej kamerze, ze zbiorów krakowskich i przywiezionych ze Lwowa (wcześniej była eksponowana we Lwowie). Około 200 zdjęć z przełomu XIX/XX w. przedstawiało panoramy, widoki i architekturę, a także życie i ludzi. Plansze zestawiono wg analogii tematycznej w wydaniu lwowskim i krakowskim – metoda, którą zastosowano wcześniej w tym samym Muzeum na wystawie widoków dawnego obu miast (pisaliśmy o niej w CL 3/96). Bardzo się nam podoba ten sposób – my też go chętnie stosujemy: patrz Dwa teatry (CL 4/96) i Dwa miasta (CL 1/98).

• W Pałacu Sztuki przy pl. Szczepańskim w Krakowie czynna była w maju wystawa twórczości malarskiej Juliusza Joniaka, profesora tutejszej ASP. Eksponowane obrazy to głównie pejzaże (najwięcej z Francji) i martwe natury, mieszczące się w pojęciu koloryzmu. J. Joniak urodził się we Lwowie.

• W kwietniu w Galerii na Pięterku Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie odbyła się wystawa obrazów Stanisława Pacejewskiego. Kijowianin z urodzenia – ze strony ojca ma pochodzenie polskie. Jego przodek trafił na zesłanie po powstaniu 1831 r. Autor wystawę tę poświęcił pamięci ojca, Jana Stanisława Pacejewskiego.

• Znany i popularny w Krakowie aktor (dziś już starszego pokolenia) Julian Jabczyński obchodził niedawno 50-lecie swej pracy na scenie. Urodził się w Stanisławowie, tam dorósł, a aktorskiej sztuki uczył się od 1945 r. w Krakowie. Grał krótko w Opolu, w Gdańsku, ale większość życia spędził w teatrach krakowskich.