Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

WERTUJĄC WYDAWNICTWA

• Od kilku lat ukazują się książki serii Wydawnictwa Dolnośląskiego pod wspólną dewizą A to Polska właśnie (mottem serii jest fragment pamiętnego dialogu między Poetą a Panną Młodą z Wesela St. Wyspiańskiego, gdzie padają te właśnie słowa). Seria obejmuje popularne opracowania z dziedziny historii i kultury Polski, zawiera portrety szczególnych dla polskości miast oraz biografie wybitnych Polaków.
Oczywiste, że „Cracovia–Leopolis” patrzy na tę serię z punktu widzenia spraw, którym nasz kwartalnik jest poświęcony. Zrozumiałe więc, że z entuzjazmem powitaliśmy przed trzema laty ukazanie się książki wrocławskiego autora (którego tu reklamować nie będziemy) – o Kresach. Entuzjazm trwał jeszcze, gdy się tę książkę przeglądało: świetny dobór ilustracji i piękna szata graficzna (jak we wszystkich pozycjach tej serii – ale to nie zasługa autora). Rozczarowanie przyszło po przeczytaniu książki (skrytykowała ją nawet „Gazeta Wyborcza”) oraz rozszyfrowaniu intencji, jakie autorowi przyświecały przy podejmowaniu tematu. Poczuliśmy się oszukani, a kropkę nad i postawił wywiad, jakiego udzielił autor „Polityce” (nr 48/1995). Dodatkowym znakiem zapytania było dla nas przedrukowanie tej niesympatycznej rozmowy przez Biuletyn Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” (nr 2/1996). Po co to zrobiono? Co chciano udowodnić Polakom od Wileńszczyzny po Pokucie? W jakim celu? To było równie obrzydliwe jak sam wywiad.
Ale szkoda czasu, to była tylko dygresja. Chcemy natomiast zwrócić uwagę na przyjemniejszą książkę z omawianej serii: Język polski autorstwa Anny Dąbrowskiej, profesora Uniwersytetu Wrocławskiego (Wrocław, 1998). Jest to popularnie lecz oryginalnie potraktowane omówienie historii, struktury i stylistyki naszego języka, a także jego odmian – dialektów i gwar, wpływów (dwustronnych) i zapożyczeń.
Jest więc i o polszczyźnie Lwowa, który miał bardzo wyrazistą gwarę miejską (tylko Warszawa może się pod tym względem ze Lwowem równać). Autorka rozróżnia w lwowskiej polszczyźnie dwa rodzaje: dialekt kulturalny, którym posługiwała się inteligencja, oraz gwarę miejską, czyli bałak – oba miały naturalnie cechy wspólne.
Autorka wyjaśnia, że polski język literacki powstał zrazu przez połączenie dwóch dialektów: wielkopolskiego i małopolskiego (cechy wielkopolskie są w tym języku podobno bardziej wyraziste), później dochodziły do tego właściwości innych regionów – w tym Mazowsza i Kresów (może raczej: Ziem Wschodnich?), wzbogacając wspólną, ogólnopolską odmianę języka. Od siebie dodajmy, że wpływ polszczyzny Ziem Wschodnich musiał być szczególny w dziedzinie intonacji i akcentowania, równoważąc wpływy zachodnio-słowiańskie (czeskie?). Widać to dziś (czy raczej słychać) jak na dłoni, gdy ustały wpływy Ziem Wschodnich (Lwowa i Wilna – dwóch spośród czterech – obok Krakowa i Warszawy – najważniejszych w czasach nowożytnych polskich ośrodków kultury) – zwłaszcza w radiu i telewizji. Ludzie starsi, przyzwyczajeni do języka przedwojennego, a nawet panującego jeszcze w latach 50. (mimo jego schamienia) – dziś zauważają jakby nawrót polszczyzny ku językowi czeskiemu, z którym wszak się rozeszła przed tysiącem lat. Chodzi głównie o nieznośne akcentowanie pierwszej sylaby.
Autorka podkreśla wkład Lwowa w badania językoznawcze. Wymienia najwybitniejszych uczonych z tej dziedziny, którzy byli związani z Uniwersytetem Lwowskim (A. Kalina, H. Ułaszyn, K, Nitsch, H. Gaertner, T. Lehr-Spławiński, W. Taszycki, Z. Stieber, J. Kuryłowicz, A. Gawroński). Na Politechnice Lwowskiej po roku 1871 – kiedy przywrócono tam polski język wykładowy w miejsce niemieckiego – opracowano specjalistyczną polską terminologię techniczną, której dotychczas w ogóle nie było.
Książkę uzupełnia świetny, sugestywny dobór ilustracji, a przy nich dodatkowe wyjaśnienia i informacje. Wszystko, jak zwykle, w niezwykle pomysłowym i pięknym układzie graficznym. To naprawdę dobra seria.

• Nie było dotąd okazji wymieniania w tej rubryce ciekawego miesięcznika „Poznaj Świat”. Ale oto w nrze 9/97 znaleźliśmy wspomnienie prof. Jerzego Kondrackiego, który po 71 latach (!) znalazł się znowu w Czarnohorze (1926 i 1997) i konfrontuje wrażenia z tych odległych w czasie wędrówek. Dowiadujemy się przy okazji, że nie istnieje już wzniesione w latach 20. schronisko na Zaroślaku (pod Howerlą), a na tym miejscu Sowieci zbudowali brzydki dwupiętrowy blok hotelowy i halę sportową, a dojeżdża się tam samochodami (!). Tak lubiana i dobrze pamiętana przez dawnych turystów kolejka wąskotorowa z Worochty do Foreszczenki został rozebrana w latach sześćdziesiątych.

• Z okazji 60. urodzin prof. Stanisława Mossakowskiego, dyrektora Instytutu Sztuki PAN w Warszawie (a urodzonego we Lwowie), wydano księgę pamiątkową pt. Artes et Humaniora (wyd. Inst. Sztuki PAN, Warszawa 1998). Prof. Zdzisław Żygulski jun. zamieścił tam artykuł o odkrytym przez siebie w magazynach lwowskiego Muzeum Historycznego w 1989 r. obrazie Bitwa pod Grunwaldem Tadeusza Popiela i Zygmunta Rozwadowskiego. Płótno to wielkich rozmiarów pochodzi z Krakowa, lecz prawdopodobnie w 1939 r. zostało przed Niemcami wywiezione do Lwowa – i tam pozostało. W Krakowie było niedawno pokazane na wystawie Sławne bitwy oręża polskiego – pisaliśmy o tym w CL 2/97.

• Wielu naszych Czytelników zna zapewne cotygodniowy dodatek kulturalny Plus-Minus do dziennika „Rzeczpospolita”, łatwo rozpoznawalny dzięki drukowi na kartkach w kolorze różowym. W dodatku tym spotyka się od czasu do czasu artykuły, które mogą nas zainteresować (przecież nigdzie i nigdy nie da się uniknąć problematyki Ziem Wschodnich, tak mocno związanych z Polską, jej historią i kulturą). I tak w nrze 38/1998 znajdujemy artykuł prof. Włodzimierza Borodzieja: Wygnańcy historii, poświęcony wojennym i powojennym przemieszczeniom (we wszystkich kierunkach) Polaków i konsekwencjom tych tragicznych wydarzeń – zsyłek, deportacji, wyłapywania do niewolniczej pracy oraz wygnania. Artykuł jest rzeczowy i „sprawiedliwy”, niemniej trzeba zwrócić uwagę na mały, lecz istotny szczegół. Autor pisze, że w pierwszych, powojennych latach z terenów ZSRR przybyło ok. 2 milionów ludzi, z Niemiec wróciła podobna liczba, plus kilkaset tysięcy osób z innych krajów. Trzeba jednak sobie zdać sprawę, że z tych ostatnich niewątpliwie większość stanowili także ludzie z Ziem Wschodnich – uprzednio wywiezieni na tereny rosyjskie, by przez Persję, Bliski Wschód (a po drodze Monte Cassino) trafić do Anglii; także poważny procent wracających z Niemiec jeńców, więźniów i przymusowych robotników to ludzie zabrani za okupacji niemieckiej z Ziem Wschodnich. Dodajmy, że wśród Polaków pozostałych na Zachodzie (głównie w Anglii, potem także w USA i na całym świecie) większość stanowili urodzeni na ziemiach zabranych przez Sowietów, a potem psim swędem odziedziczonych przez postsowieckie państwa.
Prof. Borodziej uczciwie pisze o niepolskiej przeszłości Wrocławia i nieukraińskiej przeszłości Lwowa (w podobnym duchu wypowiadał się niedawno na tych samych łamach prof. Norman Davies). Jakże te myśli kontrasują z rozważaniami prof. Janusza Tazbira (też na „różowych stronach”), który dał w nich upust swemu zadowoleniu, że Polska pozbyła się wreszcie tych ziem...

• Krakowski Okręg Wojskowy wydaje miesięcznik pt. „Refleks” – ciekawy i w doskonałej szacie graficznej. W nrze 2/1998 znajdujemy tam artykuł Ewy Skalskiej: Spacer po mieście tysiąca lwów. Mowa o wielu rzeczach: trochę o historii, o ulicach i gmachach, zabytkach i słynnych lokalach – Teliczkowej, cukierni Zalewskiego i „Szkockiej”. Także o lwowskich Polakach.
Szkoda tylko, że do tekstu wkradło się kilka błędów, w tym jeden haniebny. Czytamy: Wiek XVIII, druga połowa lat 40., początek 50. Pośród spustoszonych przez Tatarów grodów ziemi czerwieńskiej Daniło, książę halicki i wołyński, wznosi drewniany zamek na Górze Wysokiej, a pod nim zaczyna się organizować miasto [...] – tak zaczyna się historia jednego z najpiękniejszych i najstarszych miast Europy Wschodniej Lwowa. I dalej:
Późniejsze jego dzieje sprawiły, że na wiele lat, do końca II wojny światowej gród znalazł się w granicach Polski.
Mój Boże, przecież Daniło założył swoją osadę o 500 lat wcześniej, w XIII wieku. Nb. owo jedno z najpiękniejszych miast powstało o wiek później, założone przez króla Kazimierza Wielkiego, a rozbudowywane i upiększane przez pokolenia architektów i artystów sprowadzanych przez polskich królów, magnatów i mieszkańców tego Grodu Rzeczypospolitej. Polskim miastem był Lwów od XIV wieku, przez sześć stuleci. Przykro więc, że młodym wojskowym czytelnikom tak pomieszano w głowach. Wygląda na to, że szkoda jest większa niż korzyść.
Błąd mniejszego kalibru: więzienie na Łąckiego, a nie Łomskiego. A ulica, którą się schodzi w dół, to też nie Łomskiego, lecz Leona Sapiehy (dziś nosi wredne imię Bandery).
(SSŁ)