Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

W KRAKOWIE I DALEJ

BRODZIANIE PAMIĘTAJĄ O SWOIM MIEŚCIE
Brodzianie rozproszyli się po całej Polsce i po całym świecie, lecz ich miasto jest stale obecne w sercach i myślach. Należą do różnych oddziałów Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, ale równocześnie tworzą własne, nieformalne środowisko, które spotyka się co roku. Oto tekst, napisany przez Panią dr Stanisławę Valis-Schyleny, zamieszkałą od II wojny w Wiśle.
Brody: działka przyznana Polakom na budowę kaplicy w zamian za zabrany XVII-woeczny kościół, a następnie odebrana
Coroczne zjazdy Brodzian w Wiśle zaczęły się w 1993 roku. Wcześniej, przez długie lata pozostawały tylko w planach i marzeniach. Największy ich orędownik, Stanisław Łotocki, nie dożył tej chwili. Ponad półwieczny okres pustki budził w organizatorce pierwszego i następnych zjazdów wątpliwości w powodzenie takich spotkań. Nie było przecież wiadome ilu brodzian przeżyło działania wojenne we wrześniu ’39, sowieckie więzienia, wywozy do Kazachstanu, obozy jenieckie Katyń–Miednoje. Ilu Żydów uratowało się z holocaustu, a Polaków z pożarów i rzezi UPA. Ilu przeżyło jako żołnierze Armii Andersa i Kościuszkowcy.
Jak Brodzianie przeżyli wypędzenie z rodzinnego miasta i gdzie znaleźli miejsca do dalszego życia? Rozproszyli się po całej Polsce, mieszkają w 50 różnych miejscowościach, ale także w Anglii, Argentynie, w USA i Australii. Jak do nich dotrzeć, jak odszukać?
Pierwszy, „eksperymentalny” zjazd zgromadził 27 brodzian i przerósł oczekiwania organizatorki. Trudne są do opisania przeżycia ludzi, którzy po latach spotykają kolegów z ławy szkolnej, młodzieńcze sympatie, sąsiadów, znajomych. Dużo radości i dużo łez wzruszenia, wspólne przypominanie sobie rodzinnego miasta, nazw jego ulic, szkół i gmachów, ale nade wszystko ludzi – wychowawców, profesorów, katechetów.
Drugi zjazd odbył się w tym samym wiślańskim hotelu i miał już 35 uczestników, a wśród nich brodzian z Brooklynu, Buenos Aires, Londynu, nawet z afrykańskiego Lesoto.
Trzeci zjazd był zdominowany przez przyjazd zaproszonych gości z Brodów – trojga Polaków z dwoma księżmi – duszpasterzami. Podczas uroczystej Mszy św. przekazano im wierną kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z brodzkiego kościoła, który w latach wojny był otoczony szczególnym kultem i przez ostatniego proboszcza wywieziony do Opola. Kopię tego obrazu poświęcił Ojciec Święty Jan Paweł II w Skoczowie 22 maja 1995. Z braku kościoła obraz stale peregrynuje po polskich rodzinach w Brodach i okolicy.
Brody: kościół parafialny. Fot. Cz. Poźniak, 1994
Ubiegłoroczny, czwarty zjazd zebrał już 60 uczestników, a poświęcony został pamięci największego z patriotów brodzkich, księgarza i wydawcy Feliksa Westa. Gościem honorowym była jego wnuczka, Klementyna Dominas. Nie zawiedli i tym razem amerykańscy i londyńscy brodzianie. Koleżeńska, towarzyska i wspomnieniowa warstwa zjazdów nie przesłoniła głębszych zadań i celów, które wytyczyliśmy sobie już na pierwszym zjeździe.
A więc – nawiązanie kontaktu z żyjącymi w Brodach rodakami, zorientowanie się w skali ich potrzeb i pomaganie im w miarę naszych możliwości. Pomoc w odzyskaniu zagarniętego przez grekokatolików kościoła, w nauczaniu języka polskiego i zbliżeniu do ojczystej kultury. Ponadto zadbanie o polski cmentarz w Brodach i utrwalenie pamięci o ludziach, którzy w przeszłości przyczynili się do zachowania i rozwoju polskości na Kresach.
W okresach międzyzjazdowych utrzymywana jest łączność listowna, spotkania w mniejszym gronie. Pomagamy sobie wzajemnie, każdy stara się dołożyć cegiełkę dla wspólnych celów. Bardziej aktywni pisują artykuły o Brodach do lokalnej prasy, na przykład:
Czesław Poźniak pisze do tarnobrzeskiej „Siarki”, Zbigniew Kościów do „Opolskiego Głosu Niedzielnego”, Zbigniew Grata we wrocławskim „Semper Fidelis”, Klementyna Dominas w „Gazecie Milickiej”, Stanisława Valis w „Przekroju” i Informatorze Miejskim Wisły, Anna Andrzejewska polemizuje w „Tygodniku Powszechnym”.
Z potrzeby serca już wcześniej Zbigniew Kościów napisał źródłowo opracowaną historię Brodów – „Przypomnienie kresowego miasta”, i późniejsze „Motywy brodzkie”. Z. i S. Iłowscy opisali obronę Podkamienia w „Apokaliptycznym wzgórzu”. A. Andrzejewska wspomina „Moich brodzkich Żydów” i swoje przeżycia na zesłaniu w Kazachstanie: „Młodość której nie było”. „Ucieczka”, to wspomnienia wywiezionej do Kazachstanu żony oficera Wł. Pawłowskiej. Ostatnio przyjęta została do druku w Polskim Słowniku Biograficznym biografia Feliksa Westa, pióra Wacława Fastnachta.
Zbiorowym wysiłkiem zostało odnalezione i upamiętnione stosowną tablicą miejsce pochówku Feliksa Westa.
Opracowuje się listę brodzian, którzy zginęli podczas II wojny, i których miejsca pochówku nie są znane. Mamy nadzieję, że kiedyś będzie można postawić krzyże z ich nazwiskami na brodzkim cmentarzu wojskowym, a tymczasem pomagamy informacjami lwowskiemu Polskiemu Towarzystwu Opieki nad Grobami Wojskowymi.
W centrum naszej uwagi i większości poczynań są starania o odzyskanie, choćby tylko na kilka godzin w tygodniu, siłą zabranego historycznego polskiego kościoła. W ten sposób rodacy pozbawieni zostali praw mniejszości do religii, języka i kultury ojczystej. Ilu żyje ich w Brodach, nie wiadomo. Zastraszeni, niepewni jutra – do polskości przyznaje się tylko około 300 osób. Ich starania o odzyskanie kościoła nie przyniosły dotąd skutku. Od lat piszemy udokumentowane zdjęciami prośby do różnych osób i instytucji, w tym do profesora Stelmachowskiego, do ministra spraw zagranicznych, do prezydentów Wałęsy i Kwaśniewskiego i dwukrotnie do Watykanu. Odpowiedzi, o ile przychodzą, są bardzo przychylne, pełne troski, zrozumienia i obietnic, ale efektów ciągle brak. Nasi rodacy nadal modlą się na łące pod gołym niebem, bez względu na pogodę, i w zimie, gdy w kielichu zamarza wino mszalne.
Podobnym niepowodzeniem zakończył się nasz zbiorowy wysiłek zorganizowania letnich kolonii dla dzieci z Brodów w 1995 roku. Przy Caritasie w Piekarach Śląskich przygotowano dla nich wspólny z miejscowymi rówieśnikami pobyt, szczodrze opłacony przez pewną rodzinę z Ustronia. My przygotowaliśmy upominki i wycieczki. Oczekiwane dzieci nie przyjechały, podobno napotkano na jakieś nieprzewidziane trudności, o których nas, organizatorów dotąd nie poinformowano.
Brody to dziś najtragiczniejsze miasto w całej Archidiecezji Lwowskiej. Robimy wszystko co w naszej mocy, aby uchronić od wygaśnięcia tlące się jeszcze resztki polskości w naszym rodzinnym mieście. Samo wysyłanie paczek z żywnością, ciepłą odzieżą i pomocami szkolnymi nie rozwiązuje sprawy, choć poświęcamy temu sporo serca, czasu i wysiłku.
Stanisława Valis-Schyleny
Wisła
 
 
Notatki
• Po naszej publikacji w CL 3–4/95 o Jadwidze Zarugiewiczowej – symbolicznej matce Nieznanego Żołnierza, złożonego w warszawskim Grobie na placu Saskim – zmarłej w Suwałkach i na tamtejszym cmentarzu pochowanej, sprawą zainteresowały się suwalskie środowiska narodowe.
Członkowie Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, Katolickiego Towarzystwa Służby Dzieciom i Klubu Myśli Polskiej postanowili zaopiekować się grobem pani Zarugiewiczowej, a na 1 grudnia 1996 wyznaczono Mszę św. w jej intencji. Animatorem tej akcji jest p. Zenon Dziedzic, który opublikował już artykuły na ten temat w „Myśli Polskiej” (nr 45/96) oraz w suwalskim tygodniku „Krajobrazy”.

• W „Gazecie Wyborczej” z 17 października ’96 ogłoszono ustawę z dnia 31 maja 1996 o świadczeniu pieniężnym, przysługującym osobom deportowanym do pracy przymusowej oraz osadzonym w obozach pracy przez III Rzeszę i ZSRR (Dz.U. nr 87, poz. 395) oraz trzy inne akty prawne na ten sam temat, wraz z praktycznymi wskazówkami Urzędu d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych. Równocześnie podano wzory wypełniania kwestionariuszy i adresy instytucji i organizacji. W Krakowie są to:
Biuro Urzędu d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych, 31-157 Kraków, pl. Matejki 8 – dla województw krakowskiego, kieleckiego, nowosądeckiego i tarnowskiego.
Związek Sybiraków, Oddział Wojewódzki. 30-300 Kraków, ul. Basztowa 22.

• Wypowiedź red. Tomasza Domalewskiego w krakowskim „Dzienniku Polskim” nr 285/96 („Kręcąc przełącznikiem TV”) – oto fragment:
Z trudem przebija się do naszej świadomości fakt, że w sprawie lepszego losu Polaków zamieszkujących za Bugiem nie zrobiliśmy nic. [...] Dobrze, że choć od czasu do czasu przypominają o tym problemie radiowe i telewizyjne reportaże, realizowane przez polskich dziennikarzy. [...] W telewizji publicznej powinna być powołana redakcja, zajmująca się wyłącznie wschodnią Polonią. [...] Powinna stale zmuszać do wyrzutów sumienia, nękać i skłaniać do podejmowania działań prawdziwych. [...]
Są więc jeszcze w Polsce ludzie, którzy nie postradali uczciwości i godności.

• W krakowskim oddziale Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” odbyło się z końcem listopada ’96 walne zebranie, na którym została dokonana zmiana prezesa i zarządu. Nowym prezesem został prof. dr Zygmunt Kolenda (z Akademii Górniczo-Hutniczej), w latach 1980. znany działacz „Solidarności” i Komitetu Obywatelskiego.
Dotychczasowy prezes, Rektor UJ prof. dr Aleksander Koj, ustąpił po 6 latach prezesury na skutek przeciążenia pracą na swej uczelni (reorganizacja, rozbudowa, ogromny ruch, wynikający z kontaktów z uczelniami całego świata), a także własną pracą naukową; Profesor otrzymał „polskiego Nobla” – nagrodę przyznawaną przez Fundację Kultury Polskiej.
Nowy zarząd liczy (z prezesem) siedem osób. W jego skład weszli m.in. dr Krystyna Gąsowska, dyrektor oddziału krakowskiego, oraz dr Józef Wróbel, pełnomocnik Rektora UJ do kontaktów z Polakami na terenach b. ZSRR.

• W Warszawie urzęduje dwóch zagranicznych ambasadorów, którzy pochodzą z polskiej emigracji. Obok Nicholasa Reya, reprezentującego USA, jest Victor Zazeraj z Republiki Południowej Afryki. Korzenie obu tkwią na Ziemiach Wschodnich.
Rey jest w prostej linii potomkiem „ojca poezji polskiej” Mikołaja Reja, urodzonego w Żurawnie, w Ziemi Lwowskiej. Przypomnijmy, że do II wojny Reyowie siedzieli w Mikulińcach (tarnopolskie) i w Psarach (pow. Rohatyn, stanisławowskie). Ambasador Rey odwiedził niedawno (maj 1996) miejsce urodzenia swego wielkiego przodka.
Ojciec Victora Zazeraja urodził się w Dubnie na Wołyniu. W RPA osiadł po II wojnie.

Prof. dr Zygmunt Kolenda (po prawej). Po lewej p. Wiesław Krawczyński, którego wiersze drukowaliścmy w CL 2/96• Na Uniwersytecie Jagiellońskim obchodzono uroczyście 40-lecie pracy naukowej i 70-lecie urodzin prof. Stanisława Włodyki, urodzonego i wychowanego we Lwowie. Studia prawnicze ukończył na UJ, obecnie jest wybitnym specjalistą prawa gospodarczego, autorem 170 publikacji, w tym 24 książek. Stworzył własną szkołę naukową, jest szeroko znany za granicą.
Do życzeń z okazji pięknego jubileuszu dołącza się Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Płd.-Wsch. oraz redakcja „Cracovia–Leopolis”.

• W sierpniu 1996 zmarł w Warszawie Julian Stryjkowski, znany pisarz, który opowiadał o życiu społeczności żydowskiej w dawnej Galicji. Urodził się w roku 1905 w Stryju – jako Pesach Stark. Młodość upłynęła mu pod znakiem komunizmu i antypolskości, od 1934 r. należał do nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. W l. 1939–41 pracował we Lwowie w sowieckim „Czerwonym Sztandarze”, potem w Moskwie, a po wojnie w PRL-owskiej prasie. W roku 1966 wraz z kilkoma innymi pisarzami wystąpił z PZPR, później związał się z KOR-em. Wśród szeregu powieści napisał trylogię: „Austeria”, „Sen Azrila” i „Echo”, których tłem są wschodniomałopolskie miasteczka (głównie Stryj).

• W październiku ub.r. zmarła w Krakowie Helena z Balów Mycielska, urodzona w majątku rodziny Balów – Tuligłowach k. Komarna (woj. lwowskie). Była córką pani Kingi Balowej z Brunickich, wielkiej damy elity towarzyskiej Lwowa i Krakowa pierwszej połowy tego wieku (zmarłej po II wojnie w Krakowie), której postać pojawia się wielokrotnie na obrazach Jacka Malczewskiego. Pani Helena i jej mąż Jan Mycielski byli również malarzami.
Na marginesie warto przypomnieć, że w tych samych Tuligłowach urodził się wielki polski malarz Julian Fałat, a w Chłopach k. Komarna wybitny polityk XX-lecia, marszałek Sejmu, Maciej Rataj, obaj synowie tamtejszych chłopów. Komarno to majątek pani Karoliny Lanckorońskiej, a stąd po paręnaście kilometrów do Rozdołu i do Fredrowskich Rudek. Nietrudno zauważyć, jak bardzo ta ziemia – gdzieby nie spojrzeć – jest związana z polską historią i kulturą.

• Na łamach „Echa Krakowa” (239/960) znaleźliśmy dwa ciekawe artykuły o Lwowie. Agnieszka Nietresta („Nie ma jak Lwów”) przedstawia swoje niewesołe wrażenia z krótkiego pobytu w tym mieście z transportem darów nowohuckiego Towarzystwa Solidarnej Pomocy dla Szkoły nr 24. Drugi artykuł – Jarosława P. Kazubowskiego („Stary Lwów”), to znakomita prezentacja spuścizny historycznej i kulturalnej polskiego Lwowa i jej tragicznej teraźniejszości.

• Krakowski „Znak” wydał, a Fundacja Kultury Polskiej nagrodziła debiutancką powieść Wilhelma Dichtera, amerykańskiego naukowca, który urodził się w 1935 r. w Borysławiu. Tam też przeżył wojnę, zaś lata powojenne do 1968 w Warszawie, gdzie ukończył Politechnikę. Powieść Dichtera pt. „Koń Pana Boga” ma charakter autobiograficzny i opisuje doświadczenia żydowskiego dziecka podczas okupacji i w pierwszych latach PRL.

• Media doniosły, że w czasie tegorocznej pielgrzymki do Polski, Ojciec Św. Jan Paweł II uda się do Dukli i Krosna, gdzie w dniu 10 czerwca odbędzie się uroczystość kanonizacji bł. Jana z Dukli, patrona Lwowa. Szczątki błogosławionego zostały po II wojnie wywiezione z lwowskiego kościoła oo. Bernardynów do Dukli. Lwowski kościół – jeden z czołowych zabytków architektury i sztuki Lwowa – został ostatnio zawłaszczony przez grekokatolików.

• W listopadzie zmarł w Krakowie w wieku 74 lat Jerzy Bresticzker, muzyk i muzykolog, krytyk i publicysta. Z urodzenia i wychowania lwowianin, był wielkim lwowskim patriotą oraz człowiekiem o rzadko spotykanej życzliwości i skromności.

• W dniu 9 listopada ub. roku odbyła się w Lublinie uroczystość nadania tamtejszemu Zespołowi Szkół Ogólnokształcących Nr 4 imienia Orląt Lwowskich.

• W krakowskim domu państwa Bokłaków urządzany jest corocznie z początkiem stycznia – w tym roku po raz czterdziesty – wieczór kolęd. Pan Dominik Bokłak pochodzi ze Stanisławowa (choć urodził się koło Podhajec). Sam jest muzykiem, a muzykę i śpiew uprawia cała rodzina – profesjonalnie lub po amatorsku: cztery córki, zięciowie i wnuki. Jedna z córek i jej mąż, pp. Długoszowie, śpiewają w chórze „Organum” (pan Długosz jest prezesem tego chóru i najbliższym współpracownikiem prof. B. Grzybka, z którym wywiad zamieściliśmy w poprzednim numerze). Na dorocznym kolędowaniu w niewielkim mieszkaniu zbiera się kilkadziesiąt osób: przyjaciele i znajomi, księża i siostry, muzycy i chórzyści z „Organum”.

• 9 listopada ub. roku odbyła się w Lublinie uroczystość nadania tamtejszemu Zespołowi Szkół Ogolnokształcących nr 4 imienia Orląt Lwowskich.