Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Barbara Czałczyńska, FELIETON KWIETNIOWY

Dworzec lwowski. A raczej jego ruina. Ze ścian zwisają poczerniałe przewody elektryczne po istniejących tu kiedyś lampach. Zniknęła gdzieś zapowiadająca odjazdy pociągów świetlna tablica, która tak zachwycała mnie rok wcześniej.
Na brudnej podłodze, trzymając kurczowo zawiniątka i tłumoki, siedzą kobiety w zaciągniętych na czoła chustkach i mężczyźni w burych czapkach. Zewsząd spoglądają czujne oczy. Ktoś, kto siedział obok, znika nagle ze swoimi tobołkami, przestraszony prawdziwym czy zmyślonym niebezpieczeństwem. Jest maj, upał, ale nikt się nie kwapi odpiąć nawet jednego guzika przy zapiętym po samą szyję okryciu. Czujność udziela się wszystkim. A jeszcze niecały rok temu po tej sali uwijał się kelner w nieskazitelnie białej marynarce, przy stolikach siedzieli roześmiani ludzie, a ja czekałam na obiecany „pyszny deser”.
Nagle chrypi zawieszony u sufitu megafon, wszyscy podrywają się ze swoich miejsc, jeszcze zanim zdążą zrozumieć bełkotliwe słowa. Część osób biegnie do czegoś, co niegdyś było oszklonymi drzwiami, a inni z westchnieniem pozostają na swoich miejscach i nieruchomieją w oczekiwaniu. Tak właśnie wyglądało nasze pożegnanie z Oleńką. Ona biegła ze swoją opiekunką ku drzwiom, a ja ze swoją zostałam na miejscu. Żadna z nas nie znała jeszcze bezwzględności ostatecznych rozstań.
Czas posuwał się naprzód, mijały lata bez żadnej wieści o Oleńce. I nagle wyłonił się przede mną problem: jak rozpoznam dwunastoletnią dziewczynkę w dojrzałej kobiecie? Przecież na pewno urosła. Może bardzo, a może niewiele. Mogła wyjść za mąż i mieć dzieci, a mogła też pozostać samotna. Mogła przeistoczyć się w zgorzkniałą staruszkę, a mogła też być wypielęgnowaną damą. W miarę oddalania się od czasu rozstania wyrastały przede mną optymistyczne lub tragiczne wersje jej losu. Optymistyczne: wywieziona do Rosji, znalazła się wśród ewakuowanych do Persji, Palestyny. Mieszka gdzieś teraz w niewiadomym punkcie, w Szwecji, Ameryce, Australii, może w Afryce... Tragiczne: zginęła w towarowym pociągu, wiozącym ją w nieznane, z głodu i zimna. Na rozległych połaciach ziemi – w stepie – w lodowym pustkowiu, z rozpaczy i samotności. Na wypalonych słońcem piaskach, z pragnienia. Z tyfusu lub czerwonki. Stratowana przez rozgorączkowany tłum. Odepchnięta w ostatniej chwili od ratunku.
Szlaki wędrówek rozlewają się po całej kuli ziemskiej, opasują ją jak równoleżniki. Zatrzymują się w nieznanych punktach. Zbiegają się i rozbiegają. I gdzie wśród nich odnaleźć człowieka, lub jego grób? A może nie ma i człowieka i grobu?
Myśli o zaginionych, to myśli uporczywe, powracające. Gdziekolwiek oni są – żyjący czy nie – póki żyjemy, musimy o nich pamiętać. A także prosić Boga, by spojrzał łaskawym okiem na dzieci, zaplątane w krwawe szaleństwo dorosłych.