Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Tadeusz Czerny, NIE TYLKO POWAGA

Najpoważniejszym profesorom zdarzały się (i pewnie nadal się zdarzają) zabawne potknięcia. Można by nawet rzec, że im większa powaga, tym więcej okazji do humorystycznych spięć, które wcale powagi nie ujmują. Z tomiku wspomnień dawnych pracowników naukowych i absolwentów Politechniki Lwowskiej (*) wybraliśmy kilka anegdot o lwowskich uczonych. Jedną z nich, o prof. Włodzimierzu Stożku i „kataryniarzu” przytoczyliśmy w CL 1/96 (str. 36).

Prof. Kazimierz Bartel przed postawieniem pytania na egzaminie przeglądał indeks, patrzył na rok urodzenia i datę rozpoczęcia studiów. Zdarzało się, że starsi studenci wracali na studia po kilkuletniej przerwie. Raz tak właśnie się zdarzyło: „O, to stara gwardia przychodzi zdawać egzamin, dlaczego tak późno pan do mnie przychodzi?” – pyta Bartel. „Byłem w wojsku, panie profesorze”. „A to się panu chwali, ja też byłem żołnierzem. A może pan żonaty?” Na twierdzącą odpowiedź kolejne pytanie: „To pan dzieciaty?” Student odpowiada, że nie. „Panie kolego, małżeństwo bez dzieci to rozpusta!” Student nie zapomniał języka w gębie: „Panie profesorze, ja jestem dopiero dziewięć dni żonaty, a nie dziewięć miesięcy”.
Prof. Gabriel Sokolnicki przez wiele lat był zaangażowany w tworzenie przepisów i norm elektrycznych. Był ponadto wielkim pedantem, i zapewne pod wpływem wieloletniej działalności normalizacyjnej pewnego razu opracował regulamin dla swojej domowej łazienki. Zawierał on szereg punktów na temat porządków, a także racjonalnego wykonywania czynności, właściwych temu miejscu. Np. przy myciu rąk nie należy mydła moczyć pod kranem, bo niepotrzebnie przesiąka wodą, lecz brać suche – po uprzednim zwilżeniu rąk, i dopiero wtedy mydlić. W innym punkcie regulaminu nakazywał mężczyznom przy załatwianiu „małego interesu” podnosić deskę klozetową. Żona profesora, znana z poczucia humoru, natychmiast poprawiła: zamiast „deskę klozetową” napisała: „nogę”. Profesor uznał to za „głupie kawały”, przywrócił pierwotne brzmienie i regulamin oprawił w ramkę ze szkłem.
Prof. Lucjan Boettcher, którego syn zginął w Obronie Lwowa, a żona zmarła, żył w wieloletniej samotności, zyskując opinię uczelnianego dziwaka. Pewnego razu idąc na uczelnię zamyślony i rozwiązując w głowie jakąś matematyczną łamigłówkę, poczuł, że jedną nogę ma krótszą. Napotkanego przypadkiem studenta zawołał do siebie, i powiada: „Panie kolego, nie wiem, co się stało, musiałem okuleć. Niech mi pan pomoże, bo już jestem spóźniony na wykład”. Student wyjąkał: „Ależ, panie profesorze, pan ma jedną nogę na krawężniku, a drugą na jezdni!”
Prof. Kazimierz Zipser, rektor Politechniki, ożenił się mając dobrze pod pięćdziesiątkę. Zapytany przez kolegów, dlaczego tak późno to uczynił, odpowiedział: „Proszę panów, kawaler żyje jak król, a umiera jak pies. Żonaty żyje jak pies, a umiera jak król. A ja to dobrze przemyślałem, bo żyłem jak król i będę umierał jak król”.
Prof. Włodzimierz Burzyński podczas wykładów przerabiał przykłady, posługując się przy obliczeniach suwakiem logarytmicznym. Kiedyś wypadło pomnożenie dwa przez dwa. Profesor, przyzwyczajony do suwaka, wykonał na nim to skomplikowane mnożenie i oznajmił głośno: „Wynik wynosi o k o ł o czterech” ku ogólnej wesołości sali.
Prof. Kazimierz Bartel wchodzi na salę wykładową zdenerwowany. Podchodzi do tablicy, bierze kredę i grubymi literami wypisuje: D U P A , a następnie zwraca się do studentów: „Temu, kto poprawnie rozwiąże to zadanie, zaliczę w indeksie egzamin z geometrii wykreślnej”. Na sali cisza, nikt się nie zgłasza. Profesor stwierdza: „Szkoda, myślałem, że mam do czynienia z inteligentnymi studentami, bo zadanie jest bardzo proste: Doktor Uniwersytetu Plamitzer Antoni”. Tu małe wyjaśnienie: na Politechnice wykładało geometrię wykreślną dwóch profesorów, nie bardzo się tolerujących: Bartel, inżynier, po ukończonej Politechnice Lwowskiej, oraz Plamitzer, po ukończeniu Uniwersytetu Jana Kazimierza. Dwie różne uczelnie i dwie odmienne szkoły nauczania.

*   *   *
Tu pozwolę sobie na osobiste wspomnienie, już z lat powojennych. Prof. Antoni Plamitzer, który wykładał geometrię wykreślną na wydziale architektury Politechniki Krakowskiej, był niezwykle lojalny, czasem do przesady, wobec nieżyjącego (zamordowanego przez Niemców) prof. Bartla. Studentowi, który wymieniał „podręcznik Bartla” (o perspektywie malarskiej), z zasady zwracał uwagę: „Czy to pański ko-le-ga? Pro-fe-so-ra Bartla, proszę pana!” I jeszcze jedna anegdota z tych czasów o prof. Plamitzerze. Grupa studentów czekała przed drzwiami jego gabinetu. Oczekiwanie przedłużało się nieznośnie, więc najodważniejszy uchylił drzwi i stwierdziwszy, że pokój jest pusty, powiedział dość głośno przy zamykaniu drzwi: „nie ma tego sk...”. W tym momencie drzwi się otworzyły, stanął w nich Plamitzer, i wycierając ręce ręcznikiem (umywalka była w kącie tuż za drzwiami, więc niewidoczna) wycedził: „Czy pan nie wie, że ty-tu-ły ro-do-we zostały znie-sio-ne, a obowiązują tylko na-u-ko-we?”

———————-
*) Patrz CL 1/96, Kronika. Autorami przytoczonych anegdot są pp. E. Brzuchowski, K. Ciechanowski, J.i W. Fulińscy, J. Harasymowicz, L.J. Preidl i S. Sokolnicki.