Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

W KRAKOWIE I DALEJ

JUBILEUSZ OJCA ADAMA
Fot. Janusz M. PaluchW niedzielę, 9 marca obchodzono w krakowskim kościele oo. Dominikanów niecodzienną uroczystość: jubileusz 60-lecia kapłaństwa dwóch ojców: Adama Studzińskiego i Isnarda Szypera. Obaj otrzymali święcenia w 1937 r. w kościele Dominikanów we Lwowie, z rąk ówczesnego biskupa-sufragana ks. Eugeniusza Baziaka.
Ojciec Adam – Franciszek Studziński urodził się w 1911 r. w Strzemieniu k. Żółkwi, w której ukończył gimnazjum, zaś studia teologiczne we Lwowie. Do II wojny pracował w Czortkowie. Stamtąd, po 17 września 1939 przedostał się na południe Europy, by wstąpić do polskiego wojska. Brał udział w kampanii włoskiej, a jako kapelan w II Samodzielnej Brygadzie Czołgów niósł kapłańską posługę polskim żołnierzom w bitwie pod Monte Cassino. Wrócił do Polski w 1947 r. Po kilkunastu miesiącach, spędzonych w PRL-owskim więzieniu, podjął studia na krakowskiej ASP. Został konserwatorem zabytków, by nabytą wiedzę i technikę spożytkować przy renowacji krakowskich zabytków dominikańskich: kościoła, klasztoru i ich wyposażenia.
Po 1980 roku życie O. Adama zdominowały dwa wątki: harcerski – praca nad odnową tradycyjnego skautingu polskiego, oraz „kresowy”. Stał się opiekunem duchowym krakowskiego środowiska wygnańców ze Lwowa i Małopolski Wschodniej, które od tamtego czasu odbywa swoje spotkania w salach klasztoru przy ul. Stolarskiej (najpierw w tzw. „krypcie”, potem – do dziś, w pięknym Kapitularzu. To właśnie dzięki owej integracji „u Dominikanów” powstał w lutym 1989 r. krakowski oddział Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich.
O. Adam jest też kapelanem AK-owców Obszaru Lwowskiego i Sybiraków.
Ad multos annos, Ojcze Adamie!
Red.
W nrze 3/96 naszego kwartalnika zamieściliśmy rozmowę z O. Adamem, przeprowadzoną przez Janusza M. Palucha.
 
GRANICA ZACHODNIEJ CYWILIZACJI
W Stanach Zjednoczonych ukazała się w ub. roku książka p.t. „Wojna kultur”, napisana przez profesora Samuela Huntingtona, a dotycząca najbliższej przyszłości świata. Autor wyróżnia siedem kręgów cywilizacyjnych, których sprzeczne interesy i ambicje, nałożone na bardzo różne tradycje kulturowe i niemniej zróżnicowane poziomy cywilizacyjne i ekonomiczne – muszą doprowadzić w perspektywie kilkunastu lat do konfliktu w skali globalnej.
Dociekania prof. Huntingtona – zrelacjonowane przez Adama Krzemińskiego w „Polityce” 1/97 – mogą być przekonywujące lub nie, mogą się sprawdzić w całości, albo w części, albo w ogóle się nie sprawdzić – to kwestie, które wykraczają poza zainteresowania naszego kwartalnika. Dla zaspokojenia ciekawości Czytelników wymieńmy jedynie owe siedem kręgów: 1. krąg zachodni, obejmujący Europę Zachodnią i Środkową oraz Amerykę Północną i Australię. Jest to krąg oparty – niejako wychowany – na zachodnim chrześcijaństwie (katolicyzmie i protestantyźmie), 2. krąg słowiańsko-prawosławny (Rosja, c z ę ś ć Białorusi i Ukrainy, Rumunia itd., 3. krąg latynoski (Ameryka Płd. i Śr.), 4. krąg muzułmański 5. krąg hinduistyczny (Indie), 6. krąg konfucjański (Chiny i Azja Płd.Wsch.) oraz 7. Japonia. Czarna Afryka nie stanowi żadnej cywilizacji i już z góry jest „przegrana”.
Ale wróćmy do naszych zainteresowań. Zwróciliśmy uwagę na pewien marginalny (w skali całego świata) szczegół, dla nas istotny. Książka – a za nią artykuł w „Polityce” – jest zilustrowana mapami. Właśnie jedna z tych map nas specjalnie ucieszyła, dowodzi bowiem dobrej orientacji Huntingtona, gdzie przebiega – w wymiarze historyczno-kulturowym (a nie praktyczno-politycznym) – wschodnia granica zachodniej cywilizacji w Europie. Proszę spojrzeć na załączony fragment mapki. Komentarz nie potrzebny.
A może prof. Huntington czytuje „Cracovia-Leopolis”?
Red.
 
Pomnik Banacha w Krakowie?
Środowisko matematyczne Krakowa chciałoby widzieć w tym mieście pomnik Stefana Banacha, krakowianina z urodzenia, lecz profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie oraz współtwórcy i czołowej postaci lwowskiej szkoły matematycznej. Stefan Banach urodził się w roku 1892, a w 1945 roku zmarł we Lwowie, spoczywa na Cmentarzu Łyczakowskim.
W sprawie propozycji co do lokalizacji pomnika zwrócono się m.in. do krakowskiego oddzaiłu Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Oto sugestie, które w odpowiedzi przedstawiono:
1. Każdy pomnik ma swoją zasadniczą funkcję, jaką jest upamiętnienie osoby (grupy osób), wydarzenia lub idei, ale powinien posiadać jeszcze dwie cechy: być dziełem sztuki (które funkcję wyrazi w sposób czytelny), a jako takie – wpisać się harmonijnie w przestrzeń urbanistyczną, ogrodową, lub w odpowiednie wnętrze budowli; przestrzeń tę akcentować. Tego zawsze oczekuje się od pomnika.
Pomnik Banacha będzie niewątpliwie obiektem kameralnym, wymiarowo niedużym. Jego miejscem nie będzie więc wielki plac, arteria lub monumentalna oś. Powinien to być naszym zdaniem niewielki placyk, skwer, zakątek parkowy.
2. Z rozważań z góry wykluczamy Stare Miasto, ponieważ istnieje tam historycznie ukształtowana równowaga architektoniczno-urbanistyczna, i w tym sensie jest ono kompozycją skończoną. Wszelkie ingerencje powinny tam mieć charakter wyłącznie konserwatorski. Można najwyżej odtwarzać to, co z czasem ubyło (byle rozsądnie). Nie należy natomiast wtłaczać tam niczego nowego, zwłaszcza jeżeli nie jest to związane z historią tego staromiejskiego zespołu. To samo dotyczy Plant, czy Parku Jordana. Zgrzytem był na Plantach pomnik Boya, ostatnio szczęśliwiej zlokalizowany.
3. Poza Starym Miastem są w Krakowie jeszcze dwie strefy urbanistyczno-architektoniczne. Pierwsza, to dzielnice powstałe w XIX i do 30. lat XX wieku, zawarte, z grubsza rzecz biorąc, między Plantami a Alejami Trzech Wieszczów, linią kolejową i Wisłą. Należy tu też stara część Podgórza. Druga strefa to nowe dzielnice i osiedla, zbudowane (znowu z grubsza rzecz biorąc) po II wojnie światowej wokół całego miasta. Tu też należy Nowa Huta.
Tę ostatnią strefę wyłączamy z rozważań. Charakterem swojej zabudowy nie jest ona przygotowana do przyjęcia jakichkolwiek akcentów typu pomników, zwłaszcza kameralnych. Chlubnym wyjątkiem jest jedynie centrum Nowej Huty (bez względu na to, cobyśmy myśleli o stylu ówczesnej architektury). Miejmy nadzieję, że nadchodzące czasy stworzą w Krakowie nowe obszary urbanistyczno-architektoniczne, godne historii tego miasta, jego wielkości (w sensie rozmiarów), rangi artystycznej oraz znaczenia w dziedzinie kultury, nauki i gospodarki. To jest jednak dalsza przyszłość.
4. Dzielnice powstałe w XIX i pierwszej połowie XX wieku, to niemal pustynia, jak chodzi o akcenty architektoniczno-rzeźbiarskie (wyjąwszy Park Jordana i plac Matejki, ten jednak niedaleko wybiega poza Stare Miasto). Na wielkim obszarze nie ma prawie pomników ani takich obiektów dekoracyjnych, jak fontanny lub stylowe elementy „małej architektury”. Te nieliczne są albo architektonicznie mało wartościowe, albo niezbyt szczęśliwie usytuowane. Przykładem Pomnik Grunwaldzki, ustawiony niekorzystnie dla siebie i dla miasta – na wzajemne niedopasowanie pomnika i placu Matejki narzekał już W. Ekielski w roku powstania pomnika (patrz „Architekt” 11/1910), tyle że „winę” widział raczej po stronie placu. Gdy pomnik po II wojnie rekonstruowano, powstała znakomita koncepcja postawienia go bokiem, u wylotu ul. Paderewskiego, z równoczesną przebudową placu. Nic z tego nie wyszło, zwyciężyło przyzwyczajenie (i dziecinny w swojej dosłowności sprzeciw woli Hitlera!).
Drugim przykładem jest pomnik Wyspiańskiego, który nie tak dawno wciśnięto „na siłę” na koniec placyku (parkingu!) przed Muzeum Narodowym, zaprzepaszczając jego walory, ponieważ powinien być usytuowany centralnie (abstrahując od jego wartości rzeźbiarskiej). Nie spełnia on więc swojej roli w sposób właściwy. A przecież jest na terenie Krakowa sporo miejsc odpowiednich dla pomników, wręcz domagających się takich akcentów, by rozbić „nijakość”.
5. Dlatego proponujemy, by ubogacenie tego miasta rozpocząć od dowartościowania owej strefy pośredniej: na zewnątrz Plant, tak daleko, jak sięga zabudowa o charakterze tradycyjnym. To i tak będzie dużo, bo jak się rzekło, obszar to nader ubogi w akcenty architektoniczno-rzeźbiarskie. Oto więc nasze sugestie co do lokalizacji pomnika Banacha:
A. ul. Piłsudskiego, na skwerze dzielącym dwie jezdnie ul. Retoryka;
B. skwer na ul. Biskupiej, na wysokości wylotu ul. Asnyka;
C. skwer przy Wyższej Szkole Pedagogicznej, przy narożniku ulic Królewskiej i Smoluchowskiego.
A przy okazji: widzimy jeszcze kilka dalszych lokalizacji, ale może dla innych pomników? (co nie znaczy, że namawiamy do ich mnożenia – są dziś sprawy pilniejsze). Na przykład:
– na placu Kossaka (dla Kossaków?)
– na placu Sikorskiego (dla Sikorskiego?)
– skwerek u zbiegu ulic Basztowej, Asnyka i Garbarskiej (przywrócić pomnik dawniej tu stojący?)
– na placu Axentowicza (może tam przenieść pomnik Wyspiańskiego – obok jest ulica Wyspiańskiego, a pomnik byłby oglądany wokół, tak jak został skomponowany?);
– plac Inwalidów (może tam pomnik Piłsudskiego, w powiązaniu sytuacyjnym z Parkiem Krakowskim?)
– skwer przed Akademią Rolniczą, na rogu al. Mickiewicza i ul. Ingardena
– skwer przy Moście Dębnickim, po prawej stronie, przy ul. Kościuszki.
Znalazłoby się takich miejsc o wiele więcej. Nie zapominajmy o Podgórzu – czy nie należałoby tam postawić pomnika prezydenta Juliusza Lea, który obok licznych zasług dla Krakowa, miał i tę, że scalił z nim odrębne wcześniej miasto Podgórze?
Andrzej Chlipalski

Notatki
• Władze szwajcarskie przekazały polskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych listę nazwisk nieżyjących Żydów – niegdyś obywateli polskich, właścicieli kont w szwajcarskich bankach. Znajdujemy tam m.in. osoby z Małopolski Wschodniej: Bruno Blumenfeld (Lwów), Marceli Buber (Lwów), Salomea Gartenberg (Drohobycz), Ludwika Leiner (Lwów), Filip Liebermann (Stanisławów), Herta Mayer-Thiel (Lwów), Michael Salpeter (Lwów), Nuchim Schwarzwald (Lwów), Max Sperber (Lwów).

• Czytelnicy pamiętają zapewne z CL 3/96 notatkę o artykule niejakiej Boguckiej (w Gazecie Wyborczej), która winą za dewastowanie niemieckich cmentarzy obarczała „ludność przesiedloną ze Wschodu”. Replikował jej jednak autor listu do redakcji GW, a ponadto przytoczyliśmy wypowiedź ks. biskupa Nossola (też z GW) o tamtych czasach. Teraz chcielibyśmy dorzucić fragment artykułu Małgorzaty Ruchniewicz, zamieszczonego w Tygodniku Powszechnym 3/97, p.t. „Oni też płakali”. Autorka opisuje okres, gdy na Ziemie Zachodnie przyjechali już wysiedleńcy ze Wschodu i „pionierzy” z Polski centralnej, spotykając tam jeszcze nie wysiedlonych Niemców. Cytuje wypowiedź świadka:
„Jak Polacy z Pucharowa Górnego zareagowali na wyjazd Niemców? Różnie. Byli tacy, zwłaszcza ci z Kieleckiego i Rzeszowskiego, którzy nie kryli swego zadowolenia (...). Inni, a tych było najwięcej, przyjęli to obojętnie. Wreszcie byli i tacy, którzy widząc Niemców opuszczających Pucharowo Górne smucili się, bowiem prysła ich nadzieja na powrót w ojczyste strony [...]”.
I dalej autorka wyjaśnia:
Dlaczego przesiedleńcy z kresów i repatrianci z ZSRR potrafili nawiązać przynajmniej neutralne stosunki z Niemcami? Można wymienić kilka przyczyn. Najważniejszą, akcentowaną w prawie wszystkich relacjach, było poczucie podobieństwa losów: przymusowego opuszczenia domu, stron rodzinnych, utraty majątku, czego Polacy doświadczyli wcześniej: „A gdy się już ze swoją wioską żegnali, to jak my, kościoła drzwi całowali” [...]. Następna przyczyna ma charakter moralny. Ci Niemcy, których napotkali polscy przybysze, były to kobiety z dziećmi, starcy, ludzie ograbieni, zastraszeni i często aż za bardzo pokorni (co irytowało niektórych Polaków). Nie przypominali dumnych i okrutnych „nadludzi” z lat wojny. Byli zwykłymi, skrzywdzonymi ludźmi, raczej ofiarami wojny niż jej sprawcami [...].
Taka właśnie była postawa ludzi ze Wschodu.
Ale na marginesie: to już któryś z kolei artykuł w TP o krzywdach Niemców. A kiedy przeczytamy na tych samych łamach o tym, co przeżyli Polacy w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu przez kilka lat przed wysiedleniem i w trakcie wysiedlania?

• I na ten sam temat: dwie instytucje niemieckie i Ośrodek KARTA w Warszawie ogłosiły konkurs p.t. „Wypędzenie ze Wschodu (1939–1945) – we wspomnieniach Polaków, Niemców i innych wydziedziczonych”. Prace ma oceniać jury polsko-niemieckie. Do konkursu zaproszono wszystkich tych w Polsce i w Niemczech, którzy bezpośrednio przeżyli wypędzenie lub zapiszą je na podstawie opowieści swoich bliskich. Przez wypędzenie należy tu rozumieć każdy rodzaj przymusu, który doprowadził do utraty „małej ojczyzny”.
Nie jest jasne, czy będą uwzględniane również prace dotyczące wypędzenia z naszych Ziem Wschodnich, nie wspomniano o tym słowem. Nie ulega wątpliwości, że niemieckich współorganizatorów interesuje styk niemiecko-polski. A stronę polską? Szkoda, że polskie instytucje tak mało troszczą się o dokumentację cierpień naszych rodaków na Ziemiach Wschodnich w ciągu całej II wojny i po niej. Jest żenujące, że w Polsce nastąpiło odwrócenie proporcji w eksponowaniu Akcji „Wisła” wobec dramatu rzezi ludności polskiej z rąk nacjonalistów UPA, głównie na Wołyniu i Podolu, a także skutków tych wydarzeń.

• W numerze 3–4/96 naszego pisma donosiliśmy o budowie autostrady transeuropejskiej, której fragmentem jest odcinek biegnący przez Polskę – do Lwowa. Obecnie dowiadujemy się o sporach co do trasy autostrady. Władze przemyskie – z uwagi na interesy tego miasta – chciałyby ją widzieć blisko Przemyśla, a przejście przez obecną granicę jak dotychczas, przez Medykę. Tymczasem zaawansowana jest po obu stronach granicy inna trasa – o 40 km na północ od Przemyśla, przez Korczową (na terenie RP) i Krakowiec. Po tamtej stronie Niemcy budują szosę ekspresową między Krakowcem a Lwowem, i widocznie tę trasę chciano by widzieć jako przyszłą autostradę. Byłaby ona niewątpliwie krótsza, ale Przemyśl walczy!

• W lutym br. zmarł w Krakowie Tadeusz Chlipalski, profesor Politechnik Śląskiej i Krakowskiej (ogrzewnictwo, klimatyzacja). Urodził się w 1904 r. w Delatynie na Huculszczyźnie, ukończył Politechnikę Lwowską. Jako 16-latek brał udział w wojnie z bolszewikami 1920 r. W latach międzywojennych był współtwórcą szybownictwa polskiego, założycielem ośrodka szybowcowego w Goleszowie k. Bielska (zaproszony na 60-lecie jego założenia, w wieku 90 lat pilotował samolot). W latach 1950. współprojektował polską bazę polarną na Spitsbergenie.

• Z końcem marca zmarł ostatni z osiadłych po II wojnie w Krakowie Obrońców Lwowa 1918 r. mgr inż. Roman Asler, przeżywszy 94 lata. Szersze wspomnienie o Nim zamieścimy w 4. numerze naszego kwartalnika.

• 75-lecie urodzin i 50-lecie pracy artystycznej obchodził w styczniu znany reżyser filmowy Jerzy Kawalerowicz. Urodził się w 1922 r. w Gwoźdźcu na Pokuciu i tam jako dziecko „połknął teatralnego bakcyla” podczas amatorskich przedstawień w budynku „Sokoła” (jego ojciec był członkiem tego Towarzystwa). Po II wojnie znalazł się w Krakowie, tu rozpoczął studia na ASP, ale pociągnął go świat filmu. Pamiętamy z jego twórczości „Faraona”, „Matkę Joannę od Aniołów”, a także „Austerię” – film oparty na książce J.Stryjkowskiego o małomiasteczkowym środowisku Żydów we Wschodniej Małopolsce.

• Znakomity filozof-tomista i historyk filozofii, uważany za najwybitniejszego dziś intelektualistę katolickiego, prof. Stefan Swieżawski, obchodzi swoje 90. urodziny. Jego uczniem na KUL był ks. Karol Wojtyła. Prof. Swieżawski buł jedynym polskim świeckim audytorem na Soborze Watykańskim II (z nominacji Pawła VI).
Korzenie Profesora tkwią w Małopolsce Wschodniej, a studiami na UJK (u prof. Twardowskiego) i pracą do II wojny był związany ze Lwowem. O Stefanie Swieżawskim pisaliśmy już w CL 1/96 (str. 32).
u Sławny pisarz Stanisław Lem został Honorowym Obywatelem Miasta Krakowa. We wrześniu ub.roku odebrał na Zamku Wawelskim Order Orła Białego, przyznany mu przez Prezydenta RP w 75-lecie urodzin. Lem urodził się we Lwowie w 1921 r. Tam rozpoczął studia medyczne, ukończone w Krakowie. Oprócz licznych i znanych na całym świecie książek, napisał wspomnienia z lat lwowskich, pt. „Wysoki Zamek” (wyd. MON Warszawa, 1965 i WL Kraków, 1975). Lem przy każdej okazji podkreśla swoje przywiązanie do rodzinnego miasta.

• Krakowski „Dziennik Polski” kontynuuje swoje wywiady, o których pisaliśmy w CL 4/96. W nrze 291 z ub.roku ukazała się rozmowa z Juliuszem Wolskim, potomkiem znanej wschodniomałopolskiej rodziny nafciarzy (jest wnukiem Wacława i poetki Maryli Wolskich). Uczęszczał do szkoły św. Marii Magdaleny, mieszkał w bursie Abrahamowiczów. Po II wojnie osiadł w Krakowie, studiował rolnictwo, ale związał się z teatrem, jako aktor w „Grotesce”, reżyser, tłumacz i dramaturg.

• W tym roku przypada dwusetna rocznica urodzin wybitnego pisarza polskiego, Józefa Korzeniowskiego (ale nie Conrada-Korzeniowskiego), urodzonego w roku 1797 pod Brodami. W związku z tym rozproszeni brodzianie (patrz artykuł dr S. Valis-Schyleny w poprzednim numerze CL) starają się o wzniesienie jego pomnika, będącego kopią dawnego, zburzonego przez okupantów w Brodach. Nowy pomnik ma stanąć w Brzegu. Zabiega o to brzeski brodzianin, p. Zbigniew Grata, prezes tamtejszego oddziału TMLiKPW.

• Amerykański milioner, mecenas sztuki i filantrop Seweryn Aszkenazy, założył w Polsce agencję talentów p.n. Creative Menagement Corporation. Jej celem jest pomoc artystom poprzez szukanie ciekawych angaży, pomoc w kontaktach z mediami i promocji, załatwianie spraw praw autorskich itp. Całym sztabem fachowców kieruje Maciej Orłoś, znany z TV.
Seweryn Aszkenazy pochodzi z Tarnopola, z kulturalnej rodziny kupieckiej. Z Polski wyjechał w 1946 r.