Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

NOWE KSIĄŻKI

Oto kolejne LEOPOLITANA, jakie otrzymaliśmy w obfitym roku 1996.

Wnętrze kościoła św. Antoniego. Fot. Jerzy Langda• Lwowianin Lucjan Wulecki napisał, a „Sudety” we Wrocławiu wydały broszurkę „Kościół św. Antoniego we Lwowie. Zarys historii i opis”. Jest to pierwsza monografia tej franciszkańskiej świątyni.
W części historycznej autor przypomina dzieje franciszkanów we Lwowie, a są to sprawy bardzo ciekawe. Przybyli tam pod koniec władztwa ruskiego na tej piastowskiej ziemi, za panowania księcia Jerzego, czyli Bolesława Trojdenowicza z Piastów mazowieckich. W 1372 roku, a więc już w kazimierzowskich czasach, dostali teren w obrębie murów miejskich, obok Niskiego Zamku i wystawili tam klasztor i gotycki kościół pw. Św. Krzyża. Po I rozbiorze Austriacy skasowali konwent, klasztor zamienili na szkołę, a kościół sprzedali przedsiębiorcy teatralnemu H.F. Bulli, który go przebudował na pierwszy stały teatr we Lwowie (pisała o tym obszernie A.Marszałek w CL 4/96). W czasie Wiosny Ludów w 1848 r. kościół został zbombardowany i rozebrany. Na tym miejscu stoi dziś przedwojenna szkoła im. Mickiewicza.
Ale cofnijmy się do wieku XVII. W rozrastającym się Lwowie oo. f ranciszkanie postanowili założyć drugi klasztor – za murami, przy trakcie gliniańskim (późniejsza ul. Łyczakowska), wśród domów rzemieślników, ogrodów i winnic. Najpierw zbudowano drewniany kościół, ale po jego spaleniu w trakcie oblężenia Lwowa przez Kozaków w 1648 r., wzniesiono w l. 1669–1739 kościół murowany pw. św. Antoniego, z fundacji Wiśniowieckich. Szczególnym dobroczyńcą kościoła był książę Janusz Antoni, kasztelan krakowski, a projektantem prawdopodobnie architekt z Krakowa, być może któryś z Fontanów.
Austriacy po 1772 r. skasowali i ten konwent, a zakonnikom z obu klasztorów oddali kościół i klasztor odebrany z kolei kapucynom (!) przy póżniejszej ul. Franciszkańskiej (róg Kurkowej), gdzie byli już do końca II wojny. Dziś w tym kościele jest stołówka internatu...
Kościół pofranciszkański św. Antoniego zamieniono wtedy na parafialny, a klasztor na mieszkania księży i szkołę parafialną. Szkoła ta, im. św. Antoniego, później się rozrosła i otrzymała nowy budynek naprzeciw kościoła.
Po II wojnie kościoła nie zamknięto, odebrano jedynie budynek klasztorny i ogród. Od 1991 r. kościołem opiekują się znowu oo. franciszkanie – mieszkają nie opodal przy ul. Łyczakowskiej, w wynajętym lokalu na III p. kamienicy w oficynach.
Na marginesie: obecna administracja Lwowa – jak się skądinąd dowiadujemy – nie chce zwrócić zabranego dobra mimo wyraźnego zarządzenia prezydenta Ukrainy, nakazującego zwrot własności wszystkim „związkom religijnym”. Na terenie przykościelnego ogrodu zamierza się wybudować mieszkaniówkę, przeciw czemu księża protestują. Czy ze skutkiem?

• Każde historyczne miasto przeżyło swoją „wielką epokę”, wynikającą ze zbiegu okoliczności dziejowych, które zapewniły mu na dłużej lub krócej polityczne i ekonomiczne powodzenie. Owa prosperity uzewnętrznia się zazwyczaj przez urbanistyczne założenia, zabudowę we właściwym dla tamtej epoki stylu, pomniki, bogate wnętrza, nagromadzenie dzieł sztuki. Dziś nie wszędzie jest to czytelne, bo – szczególnie w naszej stronie Europy – nastąpiły inne, mniej korzystne okoliczności, które dokonały w wielu miejscach zniszczeń. Przykładem obrócona w perzynę w połowie XX wieku Warszawa.
Wielka epoka dla Krakowa to średniowiecze i czasy odrodzenia, bo stanowił wtedy stolicę wielkiego państwa, potem nastąpił schyłek. Odwrotnie we Lwowie: charakterystyczna jest tendencja „wzrastająca” (nie tyle w sensie wielkości, co jakości) – począwszy od późnego średniowiecza, poprzez renesans i barok (a w nim rokoko), aż do szczytowego, XIX stulecia, które – szczególnie druga połowa – stało się wielką epoką Lwowa. Był wtedy stolicą kraju – Galicji, i dzięki temu najbardziej spośród polskich miast (może poza Warszawą, też stołeczną, ale i większą) nabrał cech reprezentacyjności, właściwej dla rozwijających się miast zachodnich tego wieku.
Wiek XIX w architekturze i sztuce cechują, z grubsza rzecz biorąc, dwa równoległe kierunki stylistyczne. Pierwszy, to historyzm (lub eklektyzm), co oznacza powtarzanie bardziej lub mniej dosłownie stylów ubiegłych epok: neoromanizm, neogotyk, neorenesans, neobarok, neoklasycyzm. Powstało w tych stylach mnóstwo wspaniałych budowli w Paryżu, Londynie, Berlinie, Wiedniu czy Budapeszcie, a także w Warszawie, Lwowie i Krakowie, jednak ten „ślepy zaułek” artystyczny obudził protest wśród wielu artystów i architektów. Tak narodziła się secesja. Stolicami sztuki i architektury secesyjnej stały się wielkie ośrodki zachodniej Europy, przede wszystkim Paryż i Wiedeń, a na ziemiach polskich przede wszystkim Lwów i Kraków.
I oto Rosjanin, żyjący we Lwowie, Jurij Biriułow (znany nam już z CL 2/95 – tam też notka biograficzna) napisał piękną książkę pt. „Secesja we Lwowie” (Wyd. Krupski i Ska, Warszawa 1996). Książka to jedna z tych, które należałoby zakupić, bo przynosi nam mnóstwo wiadomości i zdjęć o sprawach może nie całkiem nam nieznanych, lecz nieuświadomionych. Secesja nie cieszyła się dawniej ogólnym poważaniem, stąd różne rzeczy zaskakujące nie były w ogóle zauważane przez szerszą publiczność. Piękne obiekty, wspaniałe wnętrza z oryginalnym wystrojem malarskim, rzeźbiarskim i stolarskim, a dalej w zakresie ceramiki, witraży, metaloplastyki, tkanin czy meblarstwa – to rzeczy, których wartość i piękno dopiero dziś możemy ocenić i – docenić.
Na kartach książki i fotografiach ożywają nazwy obiektów – instytucji, banków, lokali, a nawet zakładów (zdumiewające wnętrze... piekarni „Merkury”), nazwiska znanych i nie znanych twórców, wytwórni wyrobów artystycznych (zapomniany Pacyków koło Stanisławowa) i wiele innych spraw, które stanowią chlubę polskiej kultury. Tu na marginesie: autor z konieczności, którą jesteśmy w stanie zrozumieć, stawia różne akcenty i znaki równości, nie one mogą jednak przesłonić faktu, iż materiał zawarty w jego pięknej książce dotyczy polskiej sztuki.

• Stefan Lenkiewicz napisał nową książkę o górach swojej młodości. Przed paroma laty otrzymaliśmy „Na nartach w Czarnohorze”, a teraz „Dawnymi szlakami Gorganów” (wyd. „Ankar”, Warszawa 1996). Wyjaśnijmy od razu na wstępie (tym, którzy tego nie wiedzą), że Stefan Lenkiewicz, to w istocie Władysław S. Lenkiewicz, emerytowany profesor krakowskiej AGH, którego pasją – więcej: sposobem na życie – były i są góry. Dawniej były to wschodnie Karpaty, potem inne polskie góry, a wreszcie – Alpy. Daje sobie w nich radę – mimo przekroczonej osiemdziesiątki – doskonale, bo i zaprawa była gruntowna. Na górskie, letnie i zimowe szlaki wprowadzał Go ojciec, jeden z najwybitniejszych lwowskich pionierów górskiej turystyki i narciarstwa, a przy tym wspaniały artysta-fotografik, prof. Adam Lenkiewicz.
Profesor W.S. Lenkiewicz okazuje się człowiekiem o wielu talentach, bo oprócz osiągniętej w życiu wysokiej pozycji zawodowo-naukowej i owej pasji górskiej, objawia jeszcze talent literacki. Napisane przezeń książki to nie zwykłe relacje z górskich wycieczek latem i zimą. Krótkie opowiadania w tych książkach zawarte to niezwykle barwne i mądre opowieści o ludziach oraz ich zmaganiach z samym sobą i z wszechogarniającą przyrodą – prawdziwą bohaterką tej książki o gorgańskich szlakach.

• Z końcem ub. roku ukazał się Witolda Szolgini – pośmiertnie niestety – siódmy tom serii „Tamten Lwów”, zatytułowany „Z niebios nad Lwowem”, a poświęcony (jak można się domyślić) sprawom religijno-kościelnym.
Omawia tam trzy tematy: lwowskie wizerunki maryjne, święci patroni Lwowa oraz wielcy kapłani Lwowa. Nie są to jednak opracowania monograficzne. Autor – podobnie jak we wcześniejszych książkach tej serii – podchodzi do opisywanych spraw bardzo osobiście, a w narrację wplata wątki prywatno-wspomnieniowe, i na tym chyba zasadza się ciepło, emanujące z wszystkich lwowskich prac Witolda Szolgini.
Warto przy okazji przypomnieć, że na serię „Tamten Lwów” złożyły się następujące tomy:
1. „Oblicze miasta” (1992), a w nim o urodzie miasta, zieleni i wodzie (rzeczki, stawy, woda dobrostańska), a wreszcie sentymentalne wiersze, w bałaku ułożone. 2. „Ulice i place” (1993). 3. „Świątynie, gmachy, pomniki” (1993). 4. „My, lwowianie” (1993), a w nim o batiarach i bałaku, o ludziach zapomnianych już zawodów, o oryginałach czyli „świrkach”, o kuchni lwowskiej, a na końcu anegdoty. 5. „Życie miasta” (1994): o domach i mieszkaniach rodzinnych, o świętach, szkołach, klubach sportowych, zabawach i knajpach, a także o pogrzebach i cmentarzach. 6. „Rozmaitości” (1994): o wybitnych lwowianach naszych czasów, o Radiu Lwów i „Wesołej Fali”, o napojach wyskokowych, koniach i psach, a na koniec o niektórych stronach lwowskiej prasy.
Tak więc chyba wszystkie poletka zostały przez niestrudzonego Autora przeorane. Ma się ukazać jeszcze jeden tom, który Szolginia zdołał przed śmiercią przygotować, pt. „Arcylwowianie”. Szkoda, że już ostatni.
Wszystkie tomiki wydała bardzo ładnie Oficyna Wydawnicza Oddziału Wrocławskiego PTTK „Sudety”.

• Krakowski Oddział Polskiej Akademii Nauk wydał broszurę, stanowiącą nr 33 Materiałów (jego) Komisji Historycznej, pt. „»Burza« w Polsce Południowej” (Kraków, 1996), jako pokłosie sesji naukowej, zorganizowanej w Krakowie w marcu 1994, wspólnie z Instytutem Historii UJ i Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej. W broszurze najobszerniejszy referat (niemal połowa całego tekstu) dotyczy Akcji „Burza” na „Obszarze Lwów” (Okręgi: Lwów, Stanisławów i Tarnopol), jego autorem jest dr Grzegorz Mazur. Redaktorem serii jest prof. dr Helena Madurowicz-Urbańska.

• Lwowski poeta przełomu epok renesansu i baroku, Mikołaj Sęp Szarzyński, okazuje się dziś gwiazdą pierwszej wielkości na firmamencie polskiej poezji wszechczasów. O nagrodzie imienia tego poety piszemy w tym numerze w Notatkach. Krakowska „Universitas” wydała ostatnio aż dwie książki jemu poświęcone. Prof. Jan Błoński napisał: „Mikołaj Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku” (1996), a Janusz S. Gruchała opracował tomik pt. „Mikołaj Sęp Szarzyński. Poezje” (wydany już w 1997 w serii „Biblioteka Polska” pod redakcją naukową wspomnianego prof. Błońskiego). W jednym z najbliższych numerów przedstawimy Czytelnikom kilka wierszy tego wspaniałego, przed przeszło 400 laty żyjącego poety, rodem z podlwowskiej Zimnej Wody.