Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Tadeusz Czerny, PROSIMY O JESZCZE

„Czas Krakowski” zakończył (przynajmniej na razie, jak piszą) cykl tekstów prof. dra Jana Ostrowskiego o różnych miejscowościach Małopolski Wschodniej. Przez cały rok 1996 ukazało się tych szkiców 28, a omawiały historię i zabytki tych miejsc, ważnych dla naszych dziejów i kultury.
W artykule pt. „Za Sanem czy za Zbruczem” (1’97), zamykającym serię, prof. Ostrowski wyjaśnia na wstępie pojęcie „ukrainy”: słowo niegdyś potoczne, przez małe „u” (czyli ziemie ukrainne – przyp. red.) – dopiero później stało się nazwą geograficzną , obejmującą województwa kijowskie i bracławskie, a jeszcze później nazwą państwa. Tu warto dodać uwagę, że nazwa ta nigdy w historii nie obejmowała obszaru, który nazywano Rusią Czerwoną czy Halicką lub województwem ruskim (nie obejmowała nawet obszaru, na którym leży Kamieniec Podolski – tam było po prostu Podole). Jest więc logiczne, że lud, który zamieszkiwał Ruś, to Rusini. Ukraińcami za to nazywano niegdyś rdzennych Polaków, żyjących na dalekiej Ukrainie, tak jak Ślązakami lub Mazurami – tych co na Śląsku lub Mazowszu.
Wyjaśnia także prof. Ostrowski genezę pojęcia „kresy”, które dotyczyło dalekiego wschodniego pogranicza ziem ukrainnych, a potem zaczęło się dziwnie przesuwać ku zachodowi, dochodząc po ostatniej wojnie do obszaru wschodnich województw II Rzeczypospolitej, zajętego przez ZSRR (Profesor pisze, że już w latach międzywojennych, jest jednak pewne, że ani we Lwowie, ani w Wilnie nie przyszłoby nikomu do głowy, by ziemie te nazywać kresami. Może jest to widzenie z Polski centralnej, niestety dość obojętnej i mało zorientowanej w problemach polskiego Wschodu. Na podobnej zasadzie ignoranci nazywali kresami Śląsk lub Pomorze).
Jest natomiast znamienne, że pojęcie kresów zaczęło funkcjonować ostatnio wobec Białegostoku, Siedlec czy Suwalszczyzny. W Białymstoku wychodzi nawet pismo literackie pt. „Kresy”, a nie dotyczy ono bynajmniej Lwowa i Wilna, lecz... Podlasia i tzw. „ściany wschodniej”. To samo paranoiczne rozumienie spotyka się często w Warszawie. Zatrata godności w nowym społeczeństwie polskim?
Jednak poza tymi kontrowersyjnymi sprawami, o których rozpisaliśmy się ponad miarę (a nie zajmują one więcej niż jedną dziesiątą artykułu), tekst prof. Ostrowskiego daje znakomicie ujęty skrót dziejów Ziem Południowo-Wschodnich (od średniowiecza aż do tragedii czasów najnowszych) oraz syntezę ich spuścizny artystycznej. Autor wykazuje przenikanie kultury zachodniej na tereny na Wschodzie – najdalsze, na które w sposób naturalny dotarła kultura łacińska znad Tybru, Sekwany, Renu czy górnego Dunaju. W tej kwestii artykuł prof. Ostrowskiego doskonale koresponduje z omawianym również w tym numerze artykułem (a ściślej jednym jego wątkiem – patrz:  s. 36) z „Polityki”.
Prosimy o dalszy ciąg, Panie Profesorze!